Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Mistrz-Duch
23.07.2018, 23:50
Post: #1
Mistrz-Duch
W celu wyjaśnienia tajemnic świata powstało wiele dziwnych i niesamowitych legend. Żadna nie jest jednak dziwniejsza niż ta o jednym z najbardziej potężnych trenerów.
*
Recz dzieje się w Ecruteak
- Przed pięciuset laty w Johto wybuchła wielka wojna o to, kto ma prawo nosić tytuł mistrza regionu. Lud Lądu przegrał w bitwie pod Olivine z Ludem Morza. Wówczas mistrz Lądu z miasta Ecruteak udał się do miejsca odosobnionego, aby ochronić swoje życie przed czyhającymi nań prześladowcami z Cianwood. Właściwie było to wydarzenie, które zapoczątkowało jednolitą Ligę Johto, którą jednak od tego czasu niezmiennie kontroluje elita z Wysp Wirów - odczytał stary mnich z jeszcze starszej od niego księgi w wierzy miasta Ecruteak. - Do zadań Ludu Lądu należy odnalezienie ukrytego gdzieś w kraju swojego starego Mistrza, aby rozpocząć powstanie przeciw zwierzchności uzurpatorów, wykorzystujących argument siły, aby ciemiężyć naszych ludzi - mówiła dalej księga. Ale najciekawsze dopiero miało zostać odczytane. - Mistrz opuścił nas, aby nas chronić przed całkowitemu poddaniu się kontroli ciemiężców i abyśmy mogli oczyścić się ze swoich wad. W odpowiednim momencie powróci, aby poskromić naszych prześladowców. Jednak trzeba nam jednego - cierpliwości, aby się nam ukazał i aby poprowadził nas przeciw wrogom naszym. - mnich zaczął medytować nad tym, co właśnie przeczytał, a ponieważ był to trudny tekst, strasznie się przy tym męczył. Nagle, jakieś jakby impanderabilium go musnęło, a on doznał olśnienia, powiedział z pełną powagą i pewnością w głosie - A jednak jest.
*
Gwar szkolnych korytarzy i delikatny wietrzyk niosący śmiech dzieci. Nic podobnego nie miało wówczas miejsca w Ecruteak. Tajne komplety mieliśmy w losowym domu, aby nie dać się przyłapać na nauce o naszych przodkach i o krzywdach, które nam wyrządzono. Wtedy byłem na tych inspirujących zajęciach po raz pierwszy. Uderzyło mnie z jaką pewnością mnich prowadzący zajęcia wyraża swoje myśli. Jakby ostrym nożem wyciął wszelkie niepotrzebne wątki i przekazywał nam tylko i wyłącznie to, co najważniejsze. Nie wszyscy jednak byli tak podatni na nauki jak ja. Jeden z chłopców nieustannie przerywał starcowi jego wykład.
- Ojcze, jak to możliwe, że Mistrz ukrywa się od kilkuset lat? Przecież dawno powinien już nie żyć! - pytał wątpiącym, a wręcz pretensjonalnym tonem, jakby mnich robił z nas idiotów.
- Synu, Mistrz jest więcej niż zwykłym człowiekiem. Z jednej strony stale, raz na kwartał przesyła przełożonemu Wierzy list, z drugiej zaś "ani nie rządzi, ani nie nie rządzi, daje tylko znaki". W rzeczywistości jest możliwe, że Mistrz nie jest jedną osobą, ale grupą osób lub tytułem dziedzicznym. W każdym razie nie o to chodzi, najistotniejsze jest to, że Mistrz jest naszą nadzieją na lepsze życie.
- Dlaczego więc Mistrz nas nie uratuje?! - kontynuował wyrzut młodzieniec.
- A czy uważasz się za kogoś godnego uratowania? Nie możemy czekać pomocy nic nie robiąc. To oczekiwanie przygotowuje nas na jego przyjście, abyśmy mogli mieć współudział w naszym ocaleniu, nie jako przegrani, ale jako współzwycięzcy! - odrzekł żarliwym tonem mnich. Zdawało się, że to przekonało zapalczywego młodziana. Ale na tym nie koniec. Inny zapytał, już z większym spokojem:
- Jak się przygotować na udział w zwycięstwie?
- Cierpiąc, osiągać harmonię duchową. Trenując, zwiększać siły materialne. - potem rozwinął jeszcze w kilku zdaniach, co ma przez to na myśli, ale nie do końca to wszystko rozumieliśmy. Niemniej sam święty starzec roztaczał wokół siebie aurę wiarygodności, a my przecież musieliśmy walczyć o wolność, więc uwierzyliśmy. Nie mieliśmy nic innego, co by nas pchało do walki.
*
Tego roku w centralnym Johto była susza, ziemia od kiedy zniknął z niej śnieg wydawała się jałowa. To wrażenie wcale nie było mylne, prawie nie wydała tego lata zboża. Po latach urodzaju, w tym roku zapowiadał się klęska głodu. Przecież Lud Ziemi nie miał co liczyć na wsparcie centrali w takiej sytuacji. Zanosiło się na to, że zapasy zaczną się kończyć na przełomie lata i jesieni, jednak co biedniejsi często już musieli zaciskać pasa, choć dopiero zaczynały się ciepłe dni. Na domiar złego populacja Ecruteak była największa spośród miast Johto, choć daleko było jej do rekordowej sprzed stu lat. Z pewnością musiał to być ciężki rok dla całego regionu. O tym mieli przekonać się niebawem.
*
- Filipie, ty jesteś tym, który może go odnaleźć! - ryknął mnich będący przywódcą nieformalnej frakcji "czyniących". Była to frakcja w zakonie, która wierzyła, że poprzez ludzkie działanie można przyspieszyć powrót Mistrza i usunięcie niewoli przyniesionej z Cianwood. - A skoro masz tę możliwość, automatycznie staje się to twoją misją dziejową!
- Ojcze, wiem, że po twoich naukach jestem człowiekiem, który z pewnością może być dumny z tego kim się stał z nikogo. Czym jednak jestem w obliczu potęgi miasta Cianwood? - dopytywał Filip, młodzieniec o blond włosach i zielonych oczach.
- Prawda, jesteś... - szybko poprawił się - jesteśmy! niczym przy Cianwood. Nie możemy nawet mieć własnych Pokemonów, a centrala nieustannie nas prześladuje. Wierzę jednak, że nie możemy już czekać! Widziałeś nasze pola!? Nie przeżyjemy tego roku, jeśli czegoś szybko nie zrobimy! - mówił inspirująco, ale i z lękiem mnich. - Przełożony radzi cały czas czekać, ale jak mam czekać, kiedy widzę tak wielkie cierpienie wokół nas, Filipie!? Proszę, posłuchaj mnie!
- Ojcze, wiesz, że tobie wszystko zawdzięczam i gdziekolwiek mnie poślesz, tam pójdę... Co więc konkretnie mam robić? - zapytał niepewnie.
- Szukać znaków od Ho-Oha i Legendarnych Bestii Johto, na ich podstawie znaleźć Mistrza... naszego Mistrza-Ducha... - tymi słowami skończył i na pożegnanie wcisnął Filipowi kartkę z wytycznymi do dłoni. Pobłogosławił mu i posłał w świat.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Makion, Maddox, pokemonek123
24.07.2018, 19:56
Post: #2
RE: Mistrz-Duch
No stary, pojawiło się tutaj tak wiele ukochanych przeze mnie postaci że nie sposób nie pochwalić Tongue Keep it up.
Odpisz
24.07.2018, 20:31
Post: #3
RE: Mistrz-Duch
Czy to jest typowa lekcja religii? Tongue

No i teraz się zastanawiam, kim jest mistrz?, czemu ma ich uratować?, tylko przez suszę?, czemu akurat Filip? co tak krótko? Tyle pytań Huh

Czuję, że z suszą mogą pomóc Slowpoki z Azalea.

Ukryta wiadomość (Kliknij, aby wyświetlić)
Odpisz
24.07.2018, 23:08
Post: #4
RE: Mistrz-Duch
Rzecz dzieje się w Cianwood
Mistrz Ludu Morza od czasów doniosłej historycznie bitwy pod Olivine nosi także, jako jedyny, tytuł Mistrza Johto. Pamiętnym zwycięzcą tej bitwy, a zatem także pierwszym mistrzem był Jack, zwany Cudownym, z racji tego, że potrafił rozstrzygać nawet, wydawałoby się, przegrane bitwy na swoją korzyść. Po nim nastało wielu równie potężnych trenerów, jako mistrzów, jednak wszyscy wywodzili się z elity Ludu Morza. Po kilkuset latach struktura rządów w Johto zupełnie się zmieniła. Dziś to armia i flota de facto decydują o tym, kto będzie mistrzem, rozsyłając zaproszenia na turniej finałowy, a kolejni zwycięzcy ligi są jedynie figurantami w rękach marszałka Sharpa i jego frakcji wojskowych, którzy kontrolują najważniejsze instytucje regionu. Wszyscy spośród ostatnich sześciu laureatów Srebrnej Konferencji są absolwentami Szkoły Trenerskiej im. Mistrza Jacka Cudownego. Od czasu do czasu i tam znajdzie się uczeń utalentowany, choć formowanie w nim starojohtowskich cnót jest utrudnione przez oparcie programu nauczania przede wszystkim na zajęciach trenerskich, patrzących na uczniów mało holistycznie, co czyni ich podatnymi na manipulacje wojskowych.
*
- Dzień dobry, mistrzu! - zwrócił się do Luisa pułkownik Korzenny, jego osobisty "asystent", czyli oficer prowadzący.
- Witam w pałacu, panie pułkowniku! - odrzekł zaledwie 16-letni zwycięzca Ligi Johto z początku tego roku. - Co pana do mnie sprowadza? - zapytał z typową dla siebie galanterią, choć w rzeczywistości wcale nie chciał, aby ktoś zawracał mu tego dnia głowę.
- Przychodzę z raportem od naszego kanclerza, marszałka Sharpa. Dotyczy on spraw państwowych poruszonych podczas ostatniego posiedzenia rządu...
- Czekaj! - przerwał zdziwiony Luis. - Proszę zaczekać. - poprawił się. - Nigdy nie przynosił mi pan takich rzeczy, choć jestem mistrzem od prawie pół roku. Jak to jest? - spytał zadziwiony zmianą podejścia do niego.
- Kiedyś mistrzowie z Cianwood zarządzali regionem bez rządu, więc nieco dziwi mnie twoje pytanie, mistrzu. - odpowiedział zaskoczony pułkownik. - Marszałek Sha...
- Czekaj! - jeszcze raz przerwał młodzieniec. - Proszę zaczekać. - poprawił się znów. To musiał być dzień jego słabości, bo normalnie nie pozwoliłby sobie na tyle uchybień w ceremoniale. - Zadziwia mnie to! Czyżby pan marszałek postanowił przekazać mi pełnię władzy? - zapytał prowokacyjnie z szyderczym uśmiechem. To stanowczo musiał być dlań szczególny dzień.
- Co!? Żarty się ciebie dziś trzymają, mistrzu. - bardzo niepewnie odrzekł, zaskoczony treścią, jak i formą wypowiedzi Luisa. - Marszałek chce cię wtajemniczyć w rządzenie państwem, abyś mógł wypełnić obowiązki mistrza, jak twoi poprzednicy.
- Dobrze, proszę mi dać już ten raport. Na dziś może pan już odejść.
*
- Sprawa załatwiona, panie marszałku. - powiedział Korzenny do Sharpa podczas konspiracyjnego spotkania w restauracji "Lugia i przyjaciele". - Mistrz otrzymał raport. Proszę wreszcie powiedzieć po co mu pan go wysłał! - kontynuował autentycznie zaciekawiony.
- Zrobiliśmy to z jednego tylko powodu. Chcemy uzyskać całkowitą, podkreślam, CAŁKOWITĄ, przychylność mistrza. - odrzekł lakonicznie, mówiąc przy tym o sobie w liczbie mnogiej, jakby był jakimś autentycznym cesarzem, marszałek. Pułkownik zadziwił się jeszcze bardziej niż podczas rozmowy z Luisem:
- Ale... jak to? Po co? Przecież to tylko pionek rękach pana marszałka. Pan może robić w Johto co tylko zechce! - na te słowa uśmiechnął się jego zwierzchnik i pochylając się ku pułkownikowi szepnął doń:
- Tak, w Johto, tylko w Johto... - Korzennego zamurowało. Sharp wrócił zaś do swojej normalnej pozycji. - Plan największy od czasów bitwy pod Olivine, plan największy od czasów ostatniego spotkania z Lugią... on wymaga od nas bezgranicznego poparcia mistrza!
*
Bitwa pod Olivine była kamieniem milowym w historii Johto. Doprowadziła do powstania jednolitej ligi i ustanowiła kilkusetletni porządek trwający do dziś. Lud Morza został wywyższony, a Lud Lądu został poniżony. Niestety nie skończyło się na poniżeniu przegranego w bitwie. Było to poniżenie upodlenia zwyciężonego przez zwycięzcę do granic godności ludzkiej. W centrum regionu, ze szczególnym uwzględnieniem Ecruteak, skradziono zupełnie wszystkie Pokemony, mieszkańcom zabrano nawet PokeBalle i zakazano produkcji nowych, aby uniemożliwić jakiekolwiek powstania. Lud Ecruteak właściwie został społeczeństwem rolniczym, uprawiającym zboża i kilka rodzajów warzyw, z których oczywiście musiał płacić trybut w naturze do centrali, stając się spichlerzem regionu. Najeźdźcy z Cianwood nie wtargnęli tylko do jednego budynku, Spalonej Wierzy, w obawie przed gniewem Ho-Oha. Dzięki temu jedynie przetrwali mnisi, a dzięki mnichom Ecruteak. To oni podtrzymali miasto podczas niewoli. Nie na darmo w pismach ojca Oh-Oha dźwięczy zdanie powtarzane jak mantra w ecruteckich zaciszach domowych: "Bez mnichów nie ma Ecruteak, bez Ecruteak nie ma Johto" .

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: pokemonek123, Maddox


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości