Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Wątek zamknięty 
Pokemon: Żywe trupy
6.11.2013, 21:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.11.2013 22:52 przez Kuriboh.)
Post: #1
Pokemon: Żywe trupy
Uwaga: Postacie i lokacje z mego ficka w większości pochodzić będą z gier, ale ich związek z pokemonowymi oryginałami będzie dość luźny. Proszę dlatego powstrzymać się od komentarzy, że taki to a taki trener nie posiadał takiego a takiego pokemona, że taki to a taki trener nie miał brata, że pochodził z innej lokacji itp.

Fick zawiera elementy brutalne i straszne, dlatego nie zaleca się go młodszym użytkownikom forum.

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Red stał bez ruchu na środku jednej z rozlicznych grot Srebrnej Jaskini. Jak co dzień od pięciu lat, to jest: od czasu, gdy został mistrzem pokemon, ćwiczył odporność i koncentrację. Nic nie było w stanie zmącić jego skupienia. Ani kapiące gdzieś krople wody, ani trzepot skrzydeł Zubatów, ani szumiący w szczelinach wiatr zdawały się nie obchodzić go w ogóle. Red potrafił już tak się wyciszyć i odizolować od otoczenia, że nie usłyszałby nawet wołającego go głosu mającego źródło tuż za jego plecami. A taki głos właśnie wołał go tego feralnego dnia:
-- Red! Słuchaj! Red! Słyszysz mnie?! -- krzyczała Misty już z odległości kilkudziesięciu metrów. Nawet gdy podeszła na odległość kilku kroków, mistrz pokemon nie zareagował. Dopiero gdy szarpnęła go za ramię, Red w mgnieniu oka obrócił się, sięgnął po zawieszone u pasa pokeballe, chwycił jednego w dłoń i... ponownie przyczepił go do pasa.
-- Misty? Co ty tu robisz? -- spytał, zaskoczony. -- Co ci się stało? -- dodał po chwili, gdy przyjrzał się bliżej dziewczynie. Jej strój był brudny i splamiony krwią, podobnie jak całe ciało.
- Och, Red! -- westchnęła Misty i padła na kolana, wycieńczona ostatnimi przeżyciami. -- Jak się cieszę, że cię widzę!
-- Misty, powiedz... co ci się stało? Czemu tu jesteś? -- spokojny i wyciszony przez ostatnie pięć lat Red w jednej chwili zatrzął się trząść ze strachu. Skoro Misty przybyła z Cerulean City aż tutaj, aby go zobaczyć, musiało stać się coś poważnego! I czemu jest ona cała we krwi?
-- Red! Te-tego nie da... nie da się wytłumaczyć... wytłumaczyć słowami -- próbowała odpowiedzieć Misty, nie mogła jednak złapać tchu.
-- Potrzebujecie mnie? -- spytał krótko Red.
Misty skinęła głową. Gdy wreszcie odzyskała spokojny oddech, zaczęła opowiadać, co wydarzyło się w ostatnich dniach.
-- Coś niewiarygodnego, Red -- mówiła. -- Kiedy walczyłam w swej sali gimnastycznej z wyzywającym mnie trenerem, usłyszałam jakiś dziwny warkot, a potem jakby odgłos kichnięcia... Nie zwracałam na to uwagi i nadal walczyłam ze swoim przeciwnikiem, do czasu aż z ulicy zaczęły dochodzić do mnie krzyki bólu i przerażenia. Gdy wyjrzałam przez okno, nie mogłam uwierzyć własnym oczom... Widziałam, jak mój sąsiad gryzie jakąś kobietę za szyję, aż do krwi... Kobieta pada... przez kilka chwil porusza gwałtownie piersią, aż wreszcie jej oddech całkowicie ustaje... A wtedy ona... ona... ona wstała -- głos Misty ponownie stał się przerywany, a na jej twarzy pojawiły się łzy. -- Wstała i... i rzuciła się na jakieś dziecko.... I... wtedy wiedziałam... wiedziałam, że coś jest nie tak...
-- Uspokój się, Misty -- starał się pocieszyć dziewczynę Red.
-- Ach, Red, jak dobrze, że jesteś! -- krzyknęła trenerka i rzuciła się mistrzowi pokemon na szyję.
-- Co było dalej? -- dopytywał się Red, gładząc delikatnie dziewczynę po włosach.
-- Przerwałam walkę. Wiedziałam, że moim obowiązkiem, jako mistrzyni sali gimnastycznej, jest zadbanie o przywrócenie porządku i pomoc ludności zamieszkującej okolicę. Nie wiedziałam jednak, jak się za to zabrać. Na coś takiego nie byłam w ogóle przygotowana! Szkolono mnie, jak powstrzymywać fale powodziowe i pomagać powodzianom, jak sobie radzić w przypadku rozległego pożaru, jak pomóc ludności cywilnej w razie wojny i zrzucenia bomb na miasto... Ale jak radzić sobie w takiej sytuacji: zupełnie nie miałam pojęcia. Próbowałam początkowo obezwładnić te... istoty, ale nie byłam w stanie. Tak straciłam Psyducka i... i Goldeen -- w oczach Misty znowu pojawiły się łzy.
-- Spokojnie, Misty... mów, co było dalej.
-- Próbowałam pomóc ludziom... mówiłam, by wrócili do swoich domów... Kiedy włączyłam radio, usłyszałam, że podobne rzeczy wydarzyły się nieco wcześniej w Lavender Town i Saffron City. Dzwoniłam do Sabriny chyba ze czterdzieści razy, ale nie odbierała telefonu...
-- I co było potem? -- spytał Red.
-- Nawet policja nie była w stanie poradzić sobie z nowym zagrożeniem... Na moich oczach dwóch funkcjonariuszy zostało ugryzionych i zmieniło się w... w to coś! Ludzie zostali zgromadzeni w szkołach, szpitalach, supermarketach pod ochroną wojska i policji... To nic nie dało... na moich oczach jeden magazyn został splądrowany przez te paskudne stwory... widziałam, jak kilkudziesięciu ludzi wychodzi z niego po tym wszystkim... ale już nie jako ludzie...
-- Jak to... możliwe? -- Red zdawał się nie wierzyć w to, co słyszy.
-- Wtedy zrozumiałam, że trzeba powiadomić was, to znaczy: ciebie, Red, i elitarną czwórkę. Do waszych obowiązków należy pomoc ludziom w sytuacjach kryzysowych, takich jak ta...
-- Wiem przecież... - odpowiedział Red. -- Myślisz, że dlaczego prowadzę od pięciu lat pustelnicze życie i nie wychodzę z tej jaskini?
-- Ludzie mówią, że to dlatego, że chcesz dokonać czegoś, czego nie dokonał nikt nigdy przed Tobą: wyszkolić pokemony na poziom doświadczenia wyższy niż 100... -- odpowiedziała Misty.
-- To prawda -- przytaknął Red. -- Ale wiesz, dlaczego chciałem osiągnąć coś takiego?
-- Żeby pamięć o tobie przetrwała w historii, jako o tym, który dokonał czegoś, czego nikt wcześniej nie był w stanie? -- odpowiedziała niepewnie Misty.
-- Gadanie... 723 lata temu mistrz ligi pokemon -- Albert z Cerulean City -- jako pierwszy zdołał wytrenować cały swój zespół, to jest: sześć pokemonów, aż do poziomu setnego. Czy ktoś dziś o nim pamięta?
-- Nie! -- odpowiedział sam sobie Red. -- Ale weźmy takiego Belizeusza z Lavaridge Town. Jako mistrz pokemon nie wyróżniał się niczym szczególnym spośród dwustu osiemdziesięciu trzech znanych historii. Większość jednak przypadkowych przechodniów na ulicy dobrze wie, kim jest: bohatem, który zginął w wojnie pomiędzy Johto a Kanto, ratując życie głównemu generałowi władcy naszego kraju. Gdyby generał Lichtencholz zginął, wojna mogła by trwać jeszcze nawet i pięć lat. Dzięki jednak bohaterstwu Beliziusza do tego nie doszło.
-- A co z Lizą z Viridian City? -- pytał retorycznie Red. -- Była drugim w historii trenerem płci żeńskiej, który sięgnął po tytuł mistrza pokemon i to w wieku zaledwie 16 lat. O pierwszych czterdziestu mistrzach pokemon nie mamy zbyt szczegółówych informacji, ale na podstawie dostępnych źródeł, możemy śmiało twierdzić, że jako pierwsza sięgnęła po ten tytuł w wieku mniej niż dwudziestu trzech lat. Czy zwykli ludzie jednak o tym wiedzą? Nie! Zwykli ludzie pamiętają ją za to, jak w czasach zarazy leczyła chorych, ryzykując poważnie, że sama się zarazi!
-- To nie pokemony czynią człowieka mistrzem pokemonów -- kontynuował Red. -- Prawdziwym mistrzem jest ten, kto zachowuje serce dla innych i jest zdolny do poświęceń. Nie odizolowałem się w tej jaskini z egoistycznych pobudek, ale po to, by ćwiczyć swój charakter, aby w razie zagrożenia, móc, jak wielu moich poprzedników, z podniesioną głową stawić czoła zadaniu!
-- Red... -- zarumieniła się Misty. -- To dlatego... darzę cię tak wielkim szacunkiem. Jesteś wspaniałym człowiekiem...
-- Ach! -- mistrz pokemonów pacnął się dłonią w głowę. -- Od pięciu lat nie zamieniłem z nikim ani słowa i teraz gadałem, jak głupi, a ty jeszcze nie powiedziałaś mi wszystkiego! Mów dalej, co się stało!
-- Właściwie doszłam w swym opowiadaniu prawie do końca. Widząc, że policja i wojsko nie radzą sobie z zagrożeniem, postanowiłam wezwać elitarną czwórkę i ciebie, Red. To miało miejsce jakieś pięć, może sześć dni od początku tej zarazy... Wtedy telefony już nie działały, więc musiałam udać się do was osobiście. Złapałam Fearowa i przyleciałam na nim aż na Wyżynę Indygo. Nie chciał się mnie słuchać, wiadomo, był świeżo złapany, dlatego wiele razy z niego spadałam... stąd te wszystkie otarcia i skaleczenia. Gdy przelatywałam nad Pewter City... widziałam ludzi poruszających się bezwolnie... w postaci bezmyślnych stworów... wśród nich był... był Brock... -- Misty rozpłakała się po raz kolejny. -- Nie robiłam postojów dłuższych niż to konieczne, dlatego przybyłam tu głodna i wyczerpana... Chciałam, by jak najmniej ludzi zginęło... Kiedy jednak... Kiedy jednak przybyłam na Wyżynę Indygo, zastałam wszystkie cztery domy, w których mieszka Elitarna Czwórka, opuszczone. Co gorsza, wygląda na to, że zostały opuszczone w pośpiechu... Widziałam drzwi otwarte na oścież, rozbite filiżanki na podłodze... słuchawki od telefonów stacjonarnych nieleżące na aparatach... Ach, Red, to było okropne!
To rzekłszy, Misty przytuliła się do Reda tak mocno, jak tylko potrafiła, a on pogładził ją po głowie.
-- Nic się nie bój -- powiedział. -- Uspokój się, umyj, zjedz coś. Wtedy będziemy myśleć, co dalej.
-- Wiesz, Red... kocham Cię -- powiedziała Misty.
A wtedy Red wyciągnął pistolet i strzelił jej w głowę.
 Cherish Balle podarowali: ktosieczek, Sandy
Wątek zamknięty 


Wiadomości w tym wątku
Pokemon: Żywe trupy - Kuriboh - 6.11.2013 21:44
RE: Pokemon: Żywe trupy - Kuriboh - 6.11.2013, 22:52
RE: Pokemon: Żywe trupy - Drowker - 6.11.2013, 23:36

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości