Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za 61 dni)

Sword i Shield promo



Pieśń o Krwawych Aniołach
11.10.2013, 18:59, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2013, 19:38 przez Reel.)
#1
Pieśń o Krwawych Aniołach
Pieśń o Krwawych Aniołach
Preludium: Tak zaczęło się Przeznaczenie

Noc była spokojna. Bezchmurne niebo połączone z rześkim aromatem powietrza stwarzało idealną atmosferę na późne spacery. Ludzie o tej porze roku nie palili w kominach i nie włączali aż do późna świateł, więc mieli więcej pieniędzy na rozmaite wydatki, w tym wakacyjne wyjazdy, remonty, ale nie tylko. Przedstawiciele tego gatunku zawsze byli i najpewniej pozostaną zdolni do trwonienia gotówki na rozmaite, często najdziwniejsze potrzeby. A dopóki istnieją też przedstawiciele tego drugiego gatunku, który wychodzi z otwartymi ramionami do nich i ich portfeli, można mieć też pewność, iż zostaną one zaspokojone. Do grona tych którzy korzystali z tego faktu można zaliczyć też osobę, która w tych właśnie okolicznościach miała poznać najważniejsze zlecenie w swoim życiu. Zlecenie tak śmieszne i potencjalnie fatalne w skutkach, że w zasadzie trudno uzasadnić jego przyjęcie patrząc na całą sytuację z boku. Jeśli jednak siedzi się trochę w tym biznesie i zna podstawowe prawa rynku, to wie się że jedynym czynnikiem determinującym to czy można jakieś zlecenie odrzucić czy też nie, jest kwota pieniędzy jaka zostanie na nie wyłożona.

Chciałbym przez to powiedzieć, że istnieją pewne niepodważalne prawa, które choć możemy nienawidzić, nie jesteśmy w stanie się im przeciwstawić. Zarazem pragnę przez to poprosić Ciebie, drogi czytelniku, abyś nie wyciągał pochopnych wniosków gdy już dowiesz się jak okrutną istotą jestem. Ci, którzy widzą więcej i potrafią postrzegać rzeczywistość z głębszej perspektywy już dawno zrozumieli jak naprawdę funkcjonuje ten świat. Dlatego zanim rzucisz mi się do gardła przy pierwszej możliwej okazji, zastanów się nad tym co właściwie będziesz chciał przez to osiągnąć. W końcu możesz zabić człowieka. Ale czy będziesz umiał zabić ideę?...

Nazwałem siebie Lie, ponieważ jestem kłamstwem. Kłamstwem jest to, że straciłem pamięć i musiałem stworzyć sobie nową tożsamość. Powód dla którego to zrobiłem jest zgoła inny, jednak dawno już zapomniałem kim tak naprawdę byłem. Moje obecne życie jest splotem niedomówień, półprawd i oszustw które wmawiam sam sobie oraz tym z którymi przychodzi mi obcować. Na pytanie czy nie męczy mnie wieczne ukrywanie się, odpowiadam zwyczajowo: a czy ciebie męczy oddychanie? Japonia jest w końcu uważana za jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Czy to nie dziwne, że pomimo tego ma ona najwyższy wskaźnik nieudokumentowanych morderstw? Gildia Krwawych Aniołów rekrutuje! - odczytałem na wyświechtanym plakacie. Oczywiście nie mogło być to dalsze od prawdy. Krwawe Anioły nie były gildią, ani nie prowadziły rekrutacji. Nie posiadaliśmy nigdy żadnej struktury organizacyjnej ani wewnętrznej hierarchii. Nie potrzebowaliśmy żadnych rytuałów wprowadzających do naszego „kręgu”. Każdy kto reprezentował te same ideały co my prędzej czy później stawał się jednym z nas. Byliśmy grupką pasjonatów, których połączyło wspólne hobby. O ile mordowanie ludzi za grube sumy w ogóle da się określić jako hobby.

Idąc przez ciemne uliczki na przedmieściach Tokio i przyglądając się rzeczom, których niewprawne oko nie miało prawa dojrzeć, można było szybko dojść do wniosku jak bardzo ignorancka jest obecna generacja ludzi. Nie dlatego, że są zupełnie oderwani od rzeczywistości. Są zbyt ślepi, by ją poprawnie odczytać i zanalizować. Jeśli by dobrze zinterpretować dobiegające ze świata sygnały można by dojść bowiem do pewnych dość szokujących wniosków. Wniosków, do których ja sam wówczas wolałem nie dochodzić. Albo raczej poświęcać im swoich myśli.
-Będzie wojna – powiedział człowiek, który najpierw za mną chodził próbując mnie śledzić, a potem uświadomił sobie, że to ja śledziłem jego. W końcu stało się jasne, że obaj jesteśmy zlepieni z tej samej gliny.
-Jesteś nowy – odparłem po dokładnym przyjrzeniu się jego osobie. Uśmiechnął się delikatnie.
-Nietutejszy – wyjaśnił. - Okoliczności zmusiły mnie do emigracji. Tam skąd przychodzę mówili na mnie Kruk.
-Lie – przedstawiłem się.
-Och.
Ów nieznajomy uśmiechnął się jeszcze bardziej, ale wciąż serdecznie.
-Wygląda na to, że trafiłem od razu do osoby, o której informacji poszukiwałem.
-Sprawdzałeś mnie? - zdziwiłem się. - Nie ma na świecie bardziej krytej osoby ode mnie. Nikt nie posiada informacji na mój temat, wliczając w to mnie samego.
-Zatem plotki mówiły prawdę – odparł. - Nie, nie chciałem cię węszyć, szukałem cię, gdyż mam pewną sprawę.
-Sprawę?
-Chodzi o przekaz.
Westchnąłem.
-Jeśli byś coś o mnie powęszył, to wiedziałbyś że nie robię przekazów. Twój klient, twój wybór, twoja robota. Ja na niedobór zajęć nie narzekam.
-Czyżby? - zwątpił. - Słyszałem, że od czasu zamachu na głowę Kościoła straciłeś na klienteli.
-To było dziesięć lat temu – sprzeczałem się. - I do dziś nic na mnie nie mają. To, że zostało parę... Śladów, o niczym nie świadczy.
-Hmm... Czyli to jednak byłeś ty?
Milczałem.
-Ty nie ty, mam tu coś czym będziesz zainteresowany, a z czym ja związku mieć nie chcę.
-To czemu nie odmówiłeś, jak postąpiłby każdy rozumny człowiek?
-Najpierw powiedział mi nagrodę, a dopiero później zlecenie. To pierwsze tak mną przyćmiło, że nie zastanowiłem się nad drugim.
-Kto jest więc twoją ofiarą?
-Cesarz.
Otworzyłem szeroko oczy.
-Zamach... Na Cesarza?...
-Mnie nie pytaj – zastrzegł się. - Sam nie mam pojęcia dlaczego komukolwiek zależałoby na jego śmierci. Ja nie interesuję się polityką i wolę się trzymać od niej z daleka.
-Cesarz jest tylko marionetką – wyjaśniłem. - Faktyczną władzę sprawują jego agenci, on tylko podpisuje papierki. Zabicie go jest cholernie trudne zważywszy na to jaką ma ochronę, a na dodatek niezbyt obfite w skutkach. Ot, będzie żałoba, po kilku dniach znajdą nowego i wszystko będzie po staremu.
-Domyśliłem się. Niemniej...
-Co ci obiecał?
-Jego córkę.
W tym momencie bardziej przyjrzałem się twarzy mojego rozmówcy, zastanawiając się czy robi sobie ze mnie żarty.
-Nie patrz na mnie jak na szaleńca! Przysięgam, sam tego nie rozumiałem, ale on przyprowadził ją ze sobą! To była ona!
-Jak to mogła być cesarska córka, skoro ona zginęła niecały rok temu? To musiał być jakiś duplikat, a ty dałeś się nabrać.
-Daję słowo, że bym ją poznał! To naprawdę była ona!
-Wydawało ci się. Widziałeś ją pewnie tylko w telewizji i...
-Widziałem ją na własne oczy. Miałem w końcu zlecenie, żeby ją zabić. I nie udało mi się go zrealizować... Nie chcę drugi raz udawać się na ten przeklęty dwór!
-Chwila – przerwałem mu. - Jak to nie udało ci się zrealizować zlecenia? Krawy Anioł, który raz odniesie porażkę traci wiarygodność na zawsze. A twierdzisz, że masz teraz zabić Cesarza. Coś mi tu nie pasuje.
-Dziewczyna zginęła następnego dnia po tym jak ją widziałem – odparłem. - Klient był pewien, że to moja robota. Przyjąłem zapłatę i nigdy nikomu o tej nie mówiłem. Jesteś pierwszym, który o tym wie.
-I jesteś głupcem, że mi o tym mówisz. Nie rozumiem czemu miałbyś to robić.
-Bo chcę, żebyś wziął to zlecenie! Zobacz, zapłacę ci za nie, jeśli je wypełnisz. Mam nadto zbędnej gotówki.
-Jeśli tak ci na tym zależało, to mogłeś zabić kolesia na miejscu i wziąć sobie rzekomą córkę Cesarza.
-Nie miałem przy sobie nic poza nożem. Poza tym bałem się, że ją ranię i...
-Chwila – przemyślałem wszelkie informacje jakie od niego dostałem. - Chyba nie mówisz, że ty...
-Tak – potwierdził. - I tylko dlatego nie mogłem jej zabić.

 Cherish Balle podarowali: Niemoralny Stefan
13.10.2013, 19:28,
#2
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Prolog z reguły ma na celu zaciekawienie i zapoznanie z uniwersum, czy też po prostu pozwolić na złapanie klimatu. I to zadanie spełnia, gdyż osobiście jestem ciekaw. Nie, nie jestem zakochany, gdyż ten styl, a może dokładniej - ta tematyka w gronie zabójców jakoś do mnie nigdy wybitnie nie trafiała, lecz nie zaszkodzi zainwestować w... zaufanie, gdyż może cała historia nie będzie mnie jarać (kwestia gustu), jednak cała reszta (wraz z podłożem technicznym i językowym) nie znajduje we mnie ani słowa krytyki.

Krótko mówiąc - nie pokocham tego dzieła (w przeciwieństwie do pozostałych, if you know what I mean), jednak czytać będę. A nuż zdążę zmienić zdanie? W końcu to... prolog.

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Reel
14.10.2013, 10:55,
#3
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Złamanie czwartej ściany nie powinno być glównym motywem wprowadzającym
Sam fakt, że główny bohater potrafi się do mnie zwrócić daje mi do myslenia, że on 'opowiada' tą historię, a idąc dedukcją dalej - cokolwiek by sie nie stało on dalej będzie żył, gdyż odezwał się do mnie i nic nie będzie mu groziło do końca opowieści xD

namieszałeś mocno...

no i w sumie szkoda, że nie opisałeś postaci - wybrałem sobie dwóch losowo kolesi którzy spotykając się na zatłoczonej ulicy tokio, zaczepiło siebie na wzajem
jednak tak nienaturalnie to wyszło, że osoby rozmawiające o zabiciu głowy państwa spokojnie schadzają się po mieście

szkoda, że muszę nadrabiać swoja własną wyobraźnią, by uzupełniać luki w twojej opowieści
chyba, że taki styl preferujesz - ale jednak lepiej by się czytało pełniejszego ficka

w tym prologu jest wiele niekonsekwencji i drobnych błędów, ale tak jak powyższy komentarz zauważył - udało ci się wprowadzić jakiś tam klimat i za samą tego realizacje masz dużego plusa.
 Cherish Balle podarowali: Reel
14.10.2013, 11:56, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2013, 12:05 przez Reel.)
#4
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Po pierwsze miło mi, że ktoś skomentował Smile

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): Złamanie czwartej ściany nie powinno być glównym motywem wprowadzającym

Fakt, ale ja uwielbiam łamać tę ścianę. I uważam, że idzie mi to nieźle.

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): Sam fakt, że główny bohater potrafi się do mnie zwrócić daje mi do myslenia, że on 'opowiada' tą historię, a idąc dedukcją dalej - cokolwiek by sie nie stało on dalej będzie żył, gdyż odezwał się do mnie i nic nie będzie mu groziło do końca opowieści xD

Są gorsze rzeczy niż śmierć. Nie chcę przez to spoilerować, ale to tylko takie proste spostrzeżenie. Poza tym 99% głównych bohaterów ma to do siebie że jest nieśmiertelne z ewentualną śmiercią na samym końcu.

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): no i w sumie szkoda, że nie opisałeś postaci - wybrałem sobie dwóch losowo kolesi którzy spotykając się na zatłoczonej ulicy tokio, zaczepiło siebie na wzajem

Są one opisane, ale jedynie szczątkowo. Dokładniejsze opisy... Hm... Powiedzmy, że na tym etapie byłyby spoilerem. Poza tym trochę pomyliłeś fakty, bo nie spotykają się na zatłoczonej ulicy, ale ciemnych zakamarkach przedmieść, co jest napisane.

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): jednak tak nienaturalnie to wyszło, że osoby rozmawiające o zabiciu głowy państwa spokojnie schadzają się po mieście

No właśnie jak wyżej, spotykają się w miejscu odludnym i po kryjomu. Doczytaj.

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): szkoda, że muszę nadrabiać swoja własną wyobraźnią, by uzupełniać luki w twojej opowieści

Pełniejszy opis świata ma w zamierzeniu następować stopniowo.

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): chyba, że taki styl preferujesz - ale jednak lepiej by się czytało pełniejszego ficka

Czy ja wiem? Realia w tym wypadku są dość złożone i suche wypisanie ściany informacji na początku dla mnie nie byłoby czymś ciekawym do czytania. Preferowałbym gdyby te informacje były wplecione w przebieg wydarzeń i postępowały ze sobą naturalnie, w ten sposób miałbym wrażenie że czytam faktycznie powieść, a nie słownik + powieść.

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): w tym prologu jest wiele niekonsekwencji i drobnych błędów

Mógłbyś jakieś wskazać?

(14.10.2013, 10:55)Miłośnik zwierząt napisał(a): ale tak jak powyższy komentarz zauważył - udało ci się wprowadzić jakiś tam klimat i za samą tego realizacje masz dużego plusa.

Cieszę się, że Ci się to spodobało Smile

PS Żeby nie było, nie chcę Cię obrazić czy że nie lubię krytyki, bardzo ją lubię, ale po prostu chciałbym wiedzieć do czego właściwie masz zastrzeżenia i czy są to faktycznie racjonalne powody, a nie rezultat niedoczytania.

PS2 Tak jbc to poniższy fick jest w fazie wczesnej alfy i nie mam sam do końca pewności czy to co już napisałem ma być jego środkiem, początkiem czy też może początkiem końca. Ale na razie to jedyne co mam xD

14.10.2013, 16:50, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2013, 17:02 przez Miłośnik zwierząt.)
#5
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Niestety, ale kierowała mną czysta subiektywniść w krytyce, ale z chęcią doczytałbym kolejne części... A co do zatłoczonym ulicy, skupiły mnie te pozytywne opisy pogody xP

Ja tam bym poszedł wtedy na spacer, tak zachęciłeś xD
19.10.2013, 20:15,
#6
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Pieśń o Krwawych Aniołach
Preludium: Tonący w cieniu

-Martwię się o ciebie – powiedziała cicho.
-Wszyscy się o mnie ostatnio martwią – odparłem. - A potem oni giną, a ja zostaję.
Krzątała się po pokoju, gdy ja szykowałem się do kąpieli. W tym miejscu, które nazywałem domem, bywałem ostatnio coraz rzadziej. Nie miałem nawet czasu spać dłużej niż dwie-trzy godziny. Jeśli zostawałem zbyt długo w jednym miejscu, prędzej czy później znajdowali się jacyś ludzie którzy chcieli coś powęszyć. Nie odbierałem już samemu zleceń, robiła to za mnie Aeka. Ostatnim razem, kiedy jakieś zostało mi powiedziane w cztery oczy, nie byłem do końca pewien czy jest ono na serio czy było jedynie głupim żartem. Ewentualnie ktoś chciał mnie złapać w pułapkę. W zasadzie jedynym co mogło mnie nakłonić do podjęcia się go była moja wrodzona ciekawość. I zasobność portfela mojego rozmówcy.
-Nadal chcesz zabić Cesarza? - spytała z drugiego pokoju.
-Ciszej – napomniałem ją. - Ściany mają uszy, nawet o tej porze.
Westchnąłem przeciągle, jednak kontynuowałem wątek.
-Kręciłem się dziś koło pałacu.
-I co? - spytała zainteresowana. Była kobietą lekko po trzydziestce, ale nadal wykazywała spore zainteresowanie światem. Z wyglądu, czy też może ubioru, przypominała dworną służkę, a fakt że miejsce to opuszczała wyłącznie na krótkie wyjście po zakupy dwa-trzy razy w tygodniu jak i to że większość czasu krzątała się po domu sprawiał, że faktycznie ją za takową brałem.
-Robi wrażenie to za mało powiedziane – odparłem. - Bardziej przypomina fortecę czy jakąś warownię. Trudno się zresztą przyjrzeć z bliska bez wzbudzania czyjeś uwagi, a co dopiero podejść na jakąś sensowną odległość. W dodatku na zewnątrz kręci się cała wataha samurajów, a w środku pewnie jeszcze więcej. Nie mam też bladego pojęcia w której części budynku można go w ogóle znaleźć, wszystko z dala wygląda tak samo.
-O ile jest tam w ogóle.
-Jest – odparłem. - Od czasu gdy go wybrali, zamurował się w środku i nie rusza dupy na zewnątrz.
Obmyłem dokładnie pokryte potem ciało i przybrałem nowe szaty. Były przyjemne w dotyku i mieniły się lawendowym zapachem. Ten zapach był jedyną rzeczą, która w czasie moich eskapad przypominała mi o domu.
-A co w świecie? Od dawna nie sprawdzałem wiadomości.
-Wszyscy mówią to samo – powiedziała smutnym tonem. - Ma być wojna.
-Nie jesteś pierwszą, która mi to mówi. Aż tak źle to wygląda?
-To zależy w co wierzysz – wyjaśniła. - Oficjalnie nic się nie dzieje, ale podobno dochodzi do ataków przy użyciu broni palnej. Nie tu, ale gdzieś na zachodniej granicy.
-Na granicy z Ameryką?...
-Tak. Chodzi o odzyskanie ich starych prowincji, gdzie wciąż stanowią większość.
-Myślałem, że zostali stamtąd wysiedleni – zauważyłem.
-Bo zostali. Ale nie wszyscy. A potem lokalna ludność zaczęła się mieszać z naszą i koniec końców na terenach graniczny wciąż stanowimy mniejszość. Chcą to wykorzystać. O ile to nie prowokacja...
Skrzywiłem się. Myśl o wojnie nie była mi miłą i nie chodziło tylko o samą możliwość ataków zbrojnych na nasz kraj. W czasie wojennej zawieruchy Krwawe Anioły nie byłyby nikomu potrzebne, ludzie zabijaliby się w końcu na własną rękę.
-Wychodzisz już? - spojrzała na mnie zaniepokojona. - Nic nie zjadłeś.
-Kupię coś na mieście – obiecałem. - Jakby co, to... - zerknąłem na nią. Było mi jej trochę smutno. Wiedziałem, że ta kobieta kocha mnie całym swoim sercem, ale mimo wszystko nie mogłem pozostać u jej boku. Chciałem ją jakoś pocieszyć, uspokoić, ale przede wszystkim nie chciałem żeby miała z mojego powodu kłopoty. - Wiesz co robić.
-Wiem – odparła.
Zeskoczyłem z okna, upadając na stary materac który dawno temu ustawiłem w tym miejscu obok kosza na śmieci. Do tej pory nikomu nie przyszło go sprzątnąć i było mi to jak najbardziej na rękę. Tym bardziej, że wyjście drzwiami byłoby zbyt ryzykowne.

Spojrzałem na zegarek, była prawie godzina po północy, najwyższy czas na przygotowanie się do wykonania mojego dzisiejszego zadania. Odsunąłem kosz i pociągnąłem za niewyraźną wypustkę w ścianie. Wpisawszy hasło na małym ekraniku dotykowym czekałem aż skrytka się otworzy i wyjąłem z niej dwa zwitki papieru, które zacząłem jak najciszej rozwijać. Pierwsza kryła pochwę od miecza, druga zaś pas z przypiętymi sztyletami, który zawiązałem powyżej bioder i przykryłem ciemną koszulę. Miecz przełożyłem przez ramię, ostrzem w dół, tak żeby nie wystawał ponad głowę. W swoim fachu wykorzystywałem wyłącznie broń białą. Zresztą wszelka inna była nielegalna na mocy Traktatu Waszyngtońskiego i zdobycie jej, o ile w ogóle było możliwe, sprawiłoby mi zbyt wiele kłopotów. Nie bez powodu zresztą Krwawe Anioły miały reputację mistrzów miecza - był to jedyny oręż, któremu ufaliśmy przy wykonywaniu naszej pracy.

Oczywiście, świat bez broni palnej i masowego rażenia był swego rodzaju utopią i byłem pewny, że ktoś kiedyś naruszy ten zakaz. Amerykanie byli pierwsi na tej liście. To oni w końcu oberwali najwięcej w wyniku ostatniej wojny i teraz pewnie chcą odzyskać to, co wcześniej było ich. Historia ma to do siebie, że piszą ją zwycięzcy, więc nigdy nie dowiesz się, że to oni, a nie my, stanowili większą siłę militarną. Teraz gdy o sile wojska decyduje wprawa we władaniu mieczem, Japonia jest zdecydowanie niepobita. Gdyby ktoś jednak złamał obowiązujące reguły, porządek zmieniłby się diametralnie. Uśmiechnąłem się pod kątem na myśl o tym jakie wtedy mogłoby zapanować zamieszanie. W 1947 roku wymęczony i wyniszczony naród Japoński wywalczył całemu światu pokój i porządek. 60 lat później okazuje się, że gówno tak naprawdę wywalczył.

Moim dzisiejszym celem był prawnik, który wiedział za dużo. Mieszkał on w luksusowej dzielnicy, w dużej i pilnie strzeżonej willi. Przybrałem maskę i rękawiczki. Byłem ubrany w całości na czarno, więc byłem nie tylko nierozpoznawalny, ale przede wszystkim niemal całkowicie niewidoczny poza światłem. Pierwszą zasadą w tym fachu było bowiem unikanie wykrycia. Prześlizgnąłem się między uliczkami do miejsca, z którego mogłem się dokładniej rozejrzeć. Wyglądając zza ściany miałem widok na rząd dużych, jasno oświetlonych domów. Na niektórych z nich widziałem zamontowane kamery. Z pewnością były też wyposażone w alarmy. Poza nimi w okolicy nie było żadnych budynków, zaś z tyłu znajdowała się równie oświetlona reszta miasta. Pierwszy-lepszy włamywacz może zdążyłby wkraść się gdzieś i coś zwinąć, ale na pewno zostawiłby po sobie ślady. Ja nie mogłem zadowolić się takimi półrozwiązaniami.

Naprzeciw sobie miałem pierwszy od prawej dom, mój cel zaś powinien znajdować się w czwartym. Moim pierwszym celem było wywołanie zamieszania. Wyciągnąłem linę i wspiąłem się za jej pomocą na dach budynku przemysłowego, zza którym spoglądałem na to wszystko. Zgodnie z moimi przewidywaniami, na górze znajdował się duży komin, zza którym mogłem się skryć. Rozsiadłem się wygodnie, tyłem do ulicy i rozłożyłem pas ze sztyletami. Było ich dziesięć, o osiem więcej niż było mi potrzebnych. Jak to powiadają – przezorny zawsze ubezpieczony. Wyjrzałem na chwilę i wycelowałem w kamerę zamontowaną na dachu pierwszego z szeregowców. Tak jak myślałem, jej zniszczenie spowodowało uruchomienie alarmu. Schowałem się ponownie za komin i oczekiwałem na dalszy rozwój wydarzeń. Oczywiście, miałem na uwadze, że ci ludzie mogą po obudzeniu wezwać policję, ale o to też mi chodziło. W budynku zapaliło się światło, po chwili również w jednym obok. Mieszkający w nim zaczęli wychodzić z domów by zobaczyć co się stało, nadal jednak nie było żadnego ruchu z tego na którym skupiałem swoją uwagę, a był zbyt daleko bym mógł bezpośrednio w niego celować. Ludzie patrzyli ze zdumieniem na zniszczoną kamerę, nie wiedząc pewnie co o tym sądzić, lecz z pewnością musieli poczuć swego rodzaju zagrożenie. Miałem nadzieję, że choć obudzą sąsiadów, by ich ostrzec. Póki co ci z pierwszego domu rozmawiali z mieszkańcami drugiego, po pozostałych nie było widać żadnej reakcji.
Sukinsyny mają twardy sen – pomyślałem. - Albo dźwiękoszczelne ściany.
Nie widząc lepszego rozwiązania, postanowiłem spróbować jeszcze raz. Chwyciłem za drugi sztylet i rzuciłem nim w lampę miejską między drugim a trzecim budynkiem. Ku mojemu rozczarowaniu nie wywołało to alarmu, ale nie umknęło uwadze tych mieszkańców bogatej ulicy, których zdążyłem już zwalić z wyra.
Nie ma siły, wezwą gliny – spekulowałem. I faktycznie, zdawało się że ktoś z nich sięga po telefon komórkowy. Przytuliłem się do ściany komina i przymknąłem oczy, czekając aż zostanę wybudzony przez syreny. Nie czekałem dziesięciu minut. Niebiescy przyjechali dokładnie tą trasą, którą chciałem żeby przybyli, czyli mijając po drodze dom z moim celem. Nie ma mowy, żeby dźwięk syreny pod ich oknem nie wybudził ich na dobre. Zatrzymali się przy pierwszym domu i zaczęli wysiadać, podeszli już do nich tamci ludzie. Ja jednak obserwowałem, jak zaczęły się rozpalać światła w pozostałych mieszkaniach. Chwilę potem ciekawscy z trzeciego wyszli na ulicy by zobaczyć co się dzieje. Po niecałej minucie dołączyła do nich rodzina z kolejnego. Nie czekałem chwili dłużej.

Był za daleko bym mógł go trafić, więc chcąc nie chcąc musiałem zejść na dół by go zabić. Mógłbym na chwilę odciągnąć mój cel i zamordować go gdy nikt nie będzie patrzeć. Ale dysponowałem jednak czymś, co pozwoliło mi działać bardziej bezpośrednio. Zszedłem po linię na ziemię i wyjrzałem zza ściany. Kamera, którą zniszczyłem była jedyną, która rejestrowała widok w tym obszarze. Policjanci rozmawiali z mieszkańcami, którzy ich wezwali, a za nimi stała reszta, w tym ten, na którego polowałem. Musiałem poczekać na moment, w którym oczy wszystkich będą zwrócone w przeciwnym kierunku niż tam gdzie się znajdowałem. Gdy to się stało, wyjrzałem zza ściany i wyrzuciłem sztylet prosto w stronę mojej ofiary. Ułamek sekundy później, byłem ponownie schowany. Nikt nie zdążył mnie zauważyć. Zacząłem uciekać. Być może gliny zdążyły się zorientować gdzie mnie szukać, ale zanim zdążyli się rzucić w moim kierunku byłem już daleko, zwinnie manewrując między ciasnymi uliczkami, zbyt wąskimi dla samochodu.

Mówią, że mordercy lubią się napawać śmiercią swojej ofiary. Nie wiem jak w wypadku innych, ale ja często nawet nie widziałem jak takowa umiera, o ile nie zabijałem jej mieczem. Tak było tym razem. Nie upewniłem się, że trafiłem właściwą osobę, czy też czy zadałem śmiertelny cios. Nie miałem czasu na poddawanie próbie mojego wyczucia, czy praw aerodynamiki. W razie czego, zawsze mogłem za jakiś czas spróbować ponownie. Nikt nie będzie wiedział czy zabita osoba była moim faktycznym celem, czy przypadkową ofiarą. Najważniejsze było to, że nikt nie wiedział kim ja byłem. Nie zajmowałem się też informowaniem moich klientów o wykonaniu zadania. Oni sami dowiadywali się że wskazana przez nich osoba umarła. Nie miało dla nich znaczenia to, czy faktycznie to ja ją zabiłem. Śmierć to śmierć, a cennik był niezależny od okoliczności. Jeśli po paru tygodniach nie zauważyłem umówionej kwoty na moim koncie w szwajcarskim banku, to z czasem niewdzięczny klient sam stawał się kolejnym celem.

Pomimo że wypełniłem już zaplanowane na dziś zadanie, to po pozostawieniu broni w mojej skrytce i przebraniu się nie miałem więcej czasu na powrót do domu, bo wpierw musiałem się z kimś spotkać. Było już po drugiej w nocy. Zaszedłem do sklepu całodobowego. Ludzie kręcący się po mieście o tej porze byli z całą pewnością podejrzani, ale w tym państwie dopóki nie mogli przedstawić ci zarzutów i tak byłeś bezpieczny, a tylko dzieci miały godzinę policyjną. Kupiłem trochę melonowego chleba na drogę i udałem się w stronę miejskiej fontanny, gdzie zwykle się spotykaliśmy. Zauważyłem, że na jednej z ławek miejsce zajęła postać w płaszczu i z kapeluszem na twarzy. Usiadłem naprzeciw niej.
-Poszperałem za tym Krukiem – oznajmił. Na razie nie odpowiadałem, nie było takiej potrzeby. - Znaczy poszperałbym, ale... Nie żyje.
-Robota cesarskich? - spytałem.
-Nie – zaprzeczył. - Ktokolwiek to zrobił, nie pozostawił po sobie najmniejszych śladów. Dosłownie. Nie ma żadnych nagrań, odcisków, pozostawionych przedmiotów... Na dodatek zabitego znaleziono w jakimś narożniku małej uliczki, więc naturalnie nie było też żadnych świadków.
-Anioł?...
-Też tak podejrzewam. Przepytałem wszystkich z którymi mam kontakt, ale nikt nawet o nim nie słyszał. Aż zastanawiałem się czy to twoja robota.
-Są w mieście jacyś do których nie masz dostępu?
-Jeśli są, to tylko dlatego że sam o nich nie słyszałem.
-Czyli trop przepadł na amen.
-Nie do końca. Jest pewna dość ważna poszlaka.
-Jaka? - dopytywałem.
-Nieznany jest zabójca, ale za to znane jest narzędzie zbrodni. Nieboszczyk miał w ciele ranę postrzałową. Dokładnie dwie, jedną w okolicach jelit, druga przeszła przez jego szyję. Wygląda na to, że ktoś za pierwszym razem chybił i poprawił się za drugim. Choć i tak zwykle celuje się w głowę.
-Miecz tnie przez szyję – zauważyłem.
-Możliwe, że ten ktoś jest przyzwyczajony do broni białej i przypadkiem wpadł mu w posiadanie jakiś pistolecik.
-Myślałem, że już tego nie produkują.
-Tu nie. Ale gdzieś w Stanach ponoć są tajne fabryki.
Odprężyłem się, wyciągając głowę do góry. Niebo było bezchmurne i pozbawione gwiazd.
-Dzięki, Keima – powiedziałem, wsuwając kopertę za swoją ławkę.
-Nie ma sprawy, Lie – odparł. Ruszyłem z miejsca.

Keima był naszym informatorem. Naszym, czyli Krwawych Aniołów. Jako płatni mordercy nie zawsze mieliśmy czas i możliwości by szpiegować bez podejrzeń wokół naszych ofiar czy klientów i wtedy korzystaliśmy z jego usług. Nikt tak do końca nie wiedział czy był pojedynczym agentem, czy też może miał siatkę szpiegowską rozsianą po całym mieście, grunt że był cholernie dobry w tym co robił, a co ważniejsze – był zaufaną osobą i utrzymywał kontakty z większością z nas, dzięki czemu byliśmy na bieżąco z naszymi zleceniami i mogliśmy łatwo dokonywać przekazów. Choć z tej ostatniej opcji osobiście nie korzystałem prawie wcale.

Do domu wszedłem przez okno, jak zawsze. Aeka pewnie ucieszy się, że tak szybko się uwinąłem. Z drugiej strony sam nie miałem ostatnio czasu na normalny posiłek.
-Jestem z powrotem – oznajmiłem, jednak nie spotkało się to z odpowiedzią. Pewnie śpi – pomyślałem. Zwykle zostawiała mi coś od odgrzania, ale w lodówce nic nie znalazłem. Światło w łazience się nie paliło. Wszedłem do sypialni, nie było jej też tam. Przeczesałem szybko całe pomieszczenie, nie było po nikim śladu. Nie wychodziłaby o tej porze – starałem się chłodno analizować sytuację, ale byłem coraz bardziej zmartwiony. Zerknąłem przez drzwi, również nie dostrzegłem żywej duszy. Na podłodze była kartka. Pewnie reklama – obstawiałem, ale i tak ją podniosłem. Była to zwykła karta papieru, na której ktoś nabazgrolił mazakiem:

Dziś tonę w cieniu
Znajdź mnie jeśli możesz
Pochłonąłem już wielu
Jej też przyniosę trwogę

 Cherish Balle podarowali: KleszczRex
21.10.2013, 1:02,
#7
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
A więc... gdybym miał to opisać jednym zdaniem, to użyłbym stwierdzenia, iż preludium drugie jest po prostu lepsze od pierwszego i tyle. Jednak mam to do siebie, że nawet jeśli nie umiem, to staram się chociażby w sposób ubogi uargumentować swoją decyzję.

Zacznę od środkowej części, która najbardziej mnie ujęła. Cała akcja, czy też zwyczajnie wykonanie kontraktu miało w sobie swój urok. Dopięcie akcji na każdym kroku, profesjonalizm... wreszcie można było odczuć, że główny bohater nie jest asasynem, gdyż autor przyszył mu taką metkę, lecz po prostu śmierć jest dla niego pracą, którą wykonuje z jakością godną członka Krwawych Aniołów. Ten też fragment czytało mi się najlepiej i mam nadzieję, że tak będzie zawsze, choć rozumiem, że akcja to nie wszystko.
Lecz i na resztę nie ma co narzekać. Tempo jest spokojne, lecz też i spokojnie się rozkręca, a zarys fabularny całej scenerii (świat bez broni palnej wtf) jest na swój sposób znany, aczkolwiek jednocześnie z nutą oryginalności. Zaś zakończenie... zastanawiające, czy nadejdzie preludium 3, czy rozdział właściwy.

Do mechaniki języka nie mam ani jednego zarzutu.

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Reel
2.11.2013, 0:38,
#8
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Ja akurat trochę się zawiodłem. Spodziewałem przyłożenia więcej pomysłowości w projektowanie tego świata i całości. Niemniej bardzo podoba mi się organizacja krwawych aniołów jako jako-taka legalnie pracująca firma zajmująca się zabijaniem bez zobowiązań. Ale cała reszta...

Główny bohater, który zachowuje się jak pozbawiony uczuć schizofrenik z jakąś paranoją na punkcie śledzenia jego persony i życzenia mu śmierci - oraz jego plani pdt. 'nie mam planu, zrobię ambaras, wypełnię zadanie i wyjdę jakby nigdy nic" - zero realizmu, mnóstwo idealizowania bohatera i jego czynów... Bardziej dostrzegłem w tym wątek humorystyczny, niż powagę sytuacji, wręcz przywołało Mi to obrazy sztuczności jak w filmach akcji klasy B.
I to chyba jedyne minusy, które mi przeszkadzały na poważnie odebrać tą część.

BTW. uczono mnie od zarania dziejów, że jak pisze opowiadanie, mam się postawić w role obserwatora, a nie bohatera. A tłumaczono mi to tym, że pisanie w 1-ej osobie bardziej służy stylistyce reportażu/pamiętnika, niż opowiadania fan fickowego.
To nawet uczyniłoby pisanie łatwiejsze, bo będziesz mógł oderwać się od głównego bohatera i przedstawić nam coś z backstege'u
2.11.2013, 1:29,
#9
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Jako że prace nad kolejną częścią idą wolno (nad poprzednimi też szły, tylko że skoro były pierwsze to nie było widać odstępu czasowego xD).

(2.11.2013, 0:38)Miłośnik zwierząt napisał(a): Główny bohater, który zachowuje się jak pozbawiony uczuć schizofrenik z jakąś paranoją na punkcie śledzenia jego persony i życzenia mu śmierci

Uhm... Nie żeby coś, ale on się tak nie zachowuje, on nim jest. Cieszę się, że tym razem dobrze odebrałeś mój zamiar xD

(2.11.2013, 0:38)Miłośnik zwierząt napisał(a): oraz jego plani pdt. 'nie mam planu, zrobię ambaras, wypełnię zadanie i wyjdę jakby nigdy nic" - zero realizmu, mnóstwo idealizowania bohatera i jego czynów... Bardziej dostrzegłem w tym wątek humorystyczny, niż powagę sytuacji, wręcz przywołało Mi to obrazy sztuczności jak w filmach akcji klasy B.

Ten fragment miał pokazać typowy dzień z pracy bohatera. I tak, realizacja większości zleceń nie sprawia mu problemów. Krwawe Anioły są profesjonalnymi zabójcami, którzy w swoim fachu są tak dobrzy, że wykonują go praktycznie z automatu. Inna sprawa, że jest coś co im to ułatwia, ale o tym będzie później.

(2.11.2013, 0:38)Miłośnik zwierząt napisał(a): BTW. uczono mnie od zarania dziejów, że jak pisze opowiadanie, mam się postawić w role obserwatora, a nie bohatera. A tłumaczono mi to tym, że pisanie w 1-ej osobie bardziej służy stylistyce reportażu/pamiętnika, niż opowiadania fan fickowego.
To nawet uczyniłoby pisanie łatwiejsze, bo będziesz mógł oderwać się od głównego bohatera i przedstawić nam coś z backstege'u

No właśnie nie, bo nie umiem, nie lubię i nie chcę pisać w trzeciej osobie, nie robię tego absolutnie nigdy. Wydaje mi się że narrator trzecioosobowy pociąga za sobą wyłącznie negatywne wartości - jest sztuczną, nieistniejącą osobą o braku osobowości, oderwaną z uczuć i subiektywizmu, nierealnym potworkiem prozy, którym rzygam i go nie cierpię i będę go za wszelką cenę unikać. Pisząc w 1szej osobie zyskuje możliwość nawiązania lepszego kontaktu z czytelnikiem, zaangażowania go emocjonalnie i wczucia się w postać, a narrator trzecioosobowy ma wyłącznie same wady, wliczając to co wspomniałeś - upierdliwą konieczność przedstawiania czegoś z backstage'u, kolejną rzecz której nie cierpię robić bo jeszcze bardziej wszystko usztucznia. Sorry za rant, ale chciałem tylko podkreślić jak bardzo gardzę tą formą narracji.

8.11.2013, 19:55, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 8.11.2013, 22:04 przez Nilson.)
#10
RE: Pieśń o Krwawych Aniołach
Proszę o zamknięcie ficka, gdyż nie zamierzam w dalszym ciągu publicznie nad nim eksperymentować.
_____________________
Done
~ Nilson



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości