Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Wątek zamknięty 
Pieśń o Krwawych Aniołach
11.10.2013, 18:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2013 19:38 przez Reel.)
Post: #1
Pieśń o Krwawych Aniołach
Pieśń o Krwawych Aniołach
Preludium: Tak zaczęło się Przeznaczenie

Noc była spokojna. Bezchmurne niebo połączone z rześkim aromatem powietrza stwarzało idealną atmosferę na późne spacery. Ludzie o tej porze roku nie palili w kominach i nie włączali aż do późna świateł, więc mieli więcej pieniędzy na rozmaite wydatki, w tym wakacyjne wyjazdy, remonty, ale nie tylko. Przedstawiciele tego gatunku zawsze byli i najpewniej pozostaną zdolni do trwonienia gotówki na rozmaite, często najdziwniejsze potrzeby. A dopóki istnieją też przedstawiciele tego drugiego gatunku, który wychodzi z otwartymi ramionami do nich i ich portfeli, można mieć też pewność, iż zostaną one zaspokojone. Do grona tych którzy korzystali z tego faktu można zaliczyć też osobę, która w tych właśnie okolicznościach miała poznać najważniejsze zlecenie w swoim życiu. Zlecenie tak śmieszne i potencjalnie fatalne w skutkach, że w zasadzie trudno uzasadnić jego przyjęcie patrząc na całą sytuację z boku. Jeśli jednak siedzi się trochę w tym biznesie i zna podstawowe prawa rynku, to wie się że jedynym czynnikiem determinującym to czy można jakieś zlecenie odrzucić czy też nie, jest kwota pieniędzy jaka zostanie na nie wyłożona.

Chciałbym przez to powiedzieć, że istnieją pewne niepodważalne prawa, które choć możemy nienawidzić, nie jesteśmy w stanie się im przeciwstawić. Zarazem pragnę przez to poprosić Ciebie, drogi czytelniku, abyś nie wyciągał pochopnych wniosków gdy już dowiesz się jak okrutną istotą jestem. Ci, którzy widzą więcej i potrafią postrzegać rzeczywistość z głębszej perspektywy już dawno zrozumieli jak naprawdę funkcjonuje ten świat. Dlatego zanim rzucisz mi się do gardła przy pierwszej możliwej okazji, zastanów się nad tym co właściwie będziesz chciał przez to osiągnąć. W końcu możesz zabić człowieka. Ale czy będziesz umiał zabić ideę?...

Nazwałem siebie Lie, ponieważ jestem kłamstwem. Kłamstwem jest to, że straciłem pamięć i musiałem stworzyć sobie nową tożsamość. Powód dla którego to zrobiłem jest zgoła inny, jednak dawno już zapomniałem kim tak naprawdę byłem. Moje obecne życie jest splotem niedomówień, półprawd i oszustw które wmawiam sam sobie oraz tym z którymi przychodzi mi obcować. Na pytanie czy nie męczy mnie wieczne ukrywanie się, odpowiadam zwyczajowo: a czy ciebie męczy oddychanie? Japonia jest w końcu uważana za jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Czy to nie dziwne, że pomimo tego ma ona najwyższy wskaźnik nieudokumentowanych morderstw? Gildia Krwawych Aniołów rekrutuje! - odczytałem na wyświechtanym plakacie. Oczywiście nie mogło być to dalsze od prawdy. Krwawe Anioły nie były gildią, ani nie prowadziły rekrutacji. Nie posiadaliśmy nigdy żadnej struktury organizacyjnej ani wewnętrznej hierarchii. Nie potrzebowaliśmy żadnych rytuałów wprowadzających do naszego „kręgu”. Każdy kto reprezentował te same ideały co my prędzej czy później stawał się jednym z nas. Byliśmy grupką pasjonatów, których połączyło wspólne hobby. O ile mordowanie ludzi za grube sumy w ogóle da się określić jako hobby.

Idąc przez ciemne uliczki na przedmieściach Tokio i przyglądając się rzeczom, których niewprawne oko nie miało prawa dojrzeć, można było szybko dojść do wniosku jak bardzo ignorancka jest obecna generacja ludzi. Nie dlatego, że są zupełnie oderwani od rzeczywistości. Są zbyt ślepi, by ją poprawnie odczytać i zanalizować. Jeśli by dobrze zinterpretować dobiegające ze świata sygnały można by dojść bowiem do pewnych dość szokujących wniosków. Wniosków, do których ja sam wówczas wolałem nie dochodzić. Albo raczej poświęcać im swoich myśli.
-Będzie wojna – powiedział człowiek, który najpierw za mną chodził próbując mnie śledzić, a potem uświadomił sobie, że to ja śledziłem jego. W końcu stało się jasne, że obaj jesteśmy zlepieni z tej samej gliny.
-Jesteś nowy – odparłem po dokładnym przyjrzeniu się jego osobie. Uśmiechnął się delikatnie.
-Nietutejszy – wyjaśnił. - Okoliczności zmusiły mnie do emigracji. Tam skąd przychodzę mówili na mnie Kruk.
-Lie – przedstawiłem się.
-Och.
Ów nieznajomy uśmiechnął się jeszcze bardziej, ale wciąż serdecznie.
-Wygląda na to, że trafiłem od razu do osoby, o której informacji poszukiwałem.
-Sprawdzałeś mnie? - zdziwiłem się. - Nie ma na świecie bardziej krytej osoby ode mnie. Nikt nie posiada informacji na mój temat, wliczając w to mnie samego.
-Zatem plotki mówiły prawdę – odparł. - Nie, nie chciałem cię węszyć, szukałem cię, gdyż mam pewną sprawę.
-Sprawę?
-Chodzi o przekaz.
Westchnąłem.
-Jeśli byś coś o mnie powęszył, to wiedziałbyś że nie robię przekazów. Twój klient, twój wybór, twoja robota. Ja na niedobór zajęć nie narzekam.
-Czyżby? - zwątpił. - Słyszałem, że od czasu zamachu na głowę Kościoła straciłeś na klienteli.
-To było dziesięć lat temu – sprzeczałem się. - I do dziś nic na mnie nie mają. To, że zostało parę... Śladów, o niczym nie świadczy.
-Hmm... Czyli to jednak byłeś ty?
Milczałem.
-Ty nie ty, mam tu coś czym będziesz zainteresowany, a z czym ja związku mieć nie chcę.
-To czemu nie odmówiłeś, jak postąpiłby każdy rozumny człowiek?
-Najpierw powiedział mi nagrodę, a dopiero później zlecenie. To pierwsze tak mną przyćmiło, że nie zastanowiłem się nad drugim.
-Kto jest więc twoją ofiarą?
-Cesarz.
Otworzyłem szeroko oczy.
-Zamach... Na Cesarza?...
-Mnie nie pytaj – zastrzegł się. - Sam nie mam pojęcia dlaczego komukolwiek zależałoby na jego śmierci. Ja nie interesuję się polityką i wolę się trzymać od niej z daleka.
-Cesarz jest tylko marionetką – wyjaśniłem. - Faktyczną władzę sprawują jego agenci, on tylko podpisuje papierki. Zabicie go jest cholernie trudne zważywszy na to jaką ma ochronę, a na dodatek niezbyt obfite w skutkach. Ot, będzie żałoba, po kilku dniach znajdą nowego i wszystko będzie po staremu.
-Domyśliłem się. Niemniej...
-Co ci obiecał?
-Jego córkę.
W tym momencie bardziej przyjrzałem się twarzy mojego rozmówcy, zastanawiając się czy robi sobie ze mnie żarty.
-Nie patrz na mnie jak na szaleńca! Przysięgam, sam tego nie rozumiałem, ale on przyprowadził ją ze sobą! To była ona!
-Jak to mogła być cesarska córka, skoro ona zginęła niecały rok temu? To musiał być jakiś duplikat, a ty dałeś się nabrać.
-Daję słowo, że bym ją poznał! To naprawdę była ona!
-Wydawało ci się. Widziałeś ją pewnie tylko w telewizji i...
-Widziałem ją na własne oczy. Miałem w końcu zlecenie, żeby ją zabić. I nie udało mi się go zrealizować... Nie chcę drugi raz udawać się na ten przeklęty dwór!
-Chwila – przerwałem mu. - Jak to nie udało ci się zrealizować zlecenia? Krawy Anioł, który raz odniesie porażkę traci wiarygodność na zawsze. A twierdzisz, że masz teraz zabić Cesarza. Coś mi tu nie pasuje.
-Dziewczyna zginęła następnego dnia po tym jak ją widziałem – odparłem. - Klient był pewien, że to moja robota. Przyjąłem zapłatę i nigdy nikomu o tej nie mówiłem. Jesteś pierwszym, który o tym wie.
-I jesteś głupcem, że mi o tym mówisz. Nie rozumiem czemu miałbyś to robić.
-Bo chcę, żebyś wziął to zlecenie! Zobacz, zapłacę ci za nie, jeśli je wypełnisz. Mam nadto zbędnej gotówki.
-Jeśli tak ci na tym zależało, to mogłeś zabić kolesia na miejscu i wziąć sobie rzekomą córkę Cesarza.
-Nie miałem przy sobie nic poza nożem. Poza tym bałem się, że ją ranię i...
-Chwila – przemyślałem wszelkie informacje jakie od niego dostałem. - Chyba nie mówisz, że ty...
-Tak – potwierdził. - I tylko dlatego nie mogłem jej zabić.

 Cherish Balle podarowali: Niemoralny Stefan
Wątek zamknięty 


Wiadomości w tym wątku
Pieśń o Krwawych Aniołach - emachel władca szynszyl - 11.10.2013 18:59

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości