Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Podboje i Zwycięstwa
20.07.2013, 16:11, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2013, 16:11 przez Chaqui.)
#1
Podboje i Zwycięstwa
Świat Pokemon w czasach wielkich podbojów, wypraw wojennych i przełomowych odkryć. Niezamieszkałe regiony i nieznane ludy oraz nieokiełznane jeszcze do końca Pokemony...

Prolog


Kilka lat po pokonaniu Nobunagi i zjednoczeniu przez Aurorę wszystkich nacji, w Ransei zapanował spokój. Wszyscy jednak zmuszeni zostali do odbudowywania całych miast po ciężkiej wojnie z mrocznym lordem i jego wszechmocnym Zekromem. Ich gniew spowodował mnóstwo zniszczeń, a co gorsza sprowadził plagi na cały region. W Ignis wylały całe rzeki, gdzieś w Fontaine wybuchały pożary rozprzestrzeniające się na pobliskie uprawy zbóż, Nixtorm nawiedziły upały, zaś Avia nie mogła uchronić się od siejących grozę wichur. Niestety nie tylko mieszkańcy mieli problemy. Ich władcy borykali się z buntującym się wojskiem i wymierającymi Pokemonami, których na wskutek nieszczęść było coraz mniej. Wiernych wojowników została jedynie garstka, przez co całe Ransei zostało jeszcze bardziej osłabione. Region stał się niemalże bezbronny i stracił odporność na ataki wrogich frakcji zza morza, które tylko czyhały na łatwy łup w postaci połaci różnorodnych terenów. W Valorii niebawem po wygranej wojnie powstał bunt, który Tadakatsu – lord tegoż że zamku ledwo stłamsił. Ogromne oddziały wojska, których główną ostoją w Ransei było właśnie to miasto wyniosły się gdzieś za wielką wodę, szukając nowego władcy i lepszych warunków. Aurora, będąc stolicą Ransei, nie radziła sobie z utrzymaniem wojska i wkrótce również jej oddziały wyniosły się na wschód. Została garstka ludzi, która gotowa była chronić królestwo i stawiać czoła najeźdźcą . Garstka najodważniejszych i najbardziej zasłużonych wojowników w całym Ransei…

Plac, przy zamku, Aurora.

Huczny dzień. Obchody rocznicy zwycięstwa na Nobunagą. Wybrukowany rynek udekorowany został kolorowymi wstążkami i barwnymi kwiatami. Była to jedyna impreza, kiedy mieszkańcy byli zadowoleni i na targu mogli znaleźć produkty o połowę tańsze. Zaopatrywali się w najpotrzebniejsze przedmioty, po czym ruszali na wesołe tańce i śpiewy organizowane w centrum miasta, na zatłoczonym placu.
Gdzieś na obrzeżu całej biesiady, na grubych pniach drzew, siedział oddział wojowników złożony z trzydziestu osób. Byli to najbardziej zasłużeni weterani, którzy odznaczyli się niezwykłą odwagą podczas wielkiej wojny. Każdy z nich trzymał schłodzony napój prosto z pobliskiej gorzelni. Ubrani byli jak na co dzień w mosiężne kamizelki zwane kamishimo, spodnie do kostki, i zdobnicze hełmy, które tym razem leżały na ziemi, obok pnia na czas święta. Najważniejszym elementem stroju był miecz, którego każdy wojownik miał przy swoim pasie. Niemalże na każdym weteranie uwieszony był jego Pokemon, który płatał figle i żarty, lecz tak naprawdę był w duchu mocno zżyty ze swoim właścicielem.
Na krańcu drewnianej bali siedział młody, dwudziestoletni, rosły chłopak. Nie włączał się w rozmowę ze swoimi towarzyszami, a jedynie zerkał na nich jednym okiem, po czym ponownie walczył z myślami. Niegdyś, jeszcze przed wojną był radosnym i pełnym życia młodzieńcem. Niestety, woja zebrała żniwa w postaci jego rodziców. Nie mógł pogodzić się ze śmiercią swoich opiekunów, którzy wychowywali go w honorze i w wierze w swój naród. Przez kilka następnych lat, nie brał udziału w życiu społeczeństwa, tylko siedział w swoim Dojo i czekał na cud, który pozwoliłby zwrócić mu rodziców.
Jego partnerem była rezolutna Aipom, próbująca wywołać u opiekuna jakikolwiek, nawet najmniejszy uśmiech. Jednak nawet najbardziej zabawne sposoby nie działały na zamkniętego w sobie Koichi’ego.
W gronie nieustraszonych wojowników znalazł się również były lord Ignis – Hideyoshi, który był jak zawsze w centrum uwagi. Opowiadał żarty wyprawiał figle i prezentował siłę swojego Infernape’a. Nie brakowało również pięknej Ayagozen, która ze swoim Bearticiem uważnie słuchała opowiadań innych. Znacznie różniła się ubiorem od swoich kolegów z mieczami. Miała na sobie długą, śnieżnobiałą szatę ciągnącą się po ziemi, a na głowie cienki kaptur, który przykrywał jej brązowe, rozpuszczone włosy.
Gdzieś nieopodal niej siedział jak zawsze wstydliwy Motonari, obok którego wił się Serperior. Przy nim spoczywał skryty i małomówny Kotaro, który raz na jakiś czas uśmiechał się złowieszczo i spoglądał tajemniczo na swoich kompanów. Na dachu pobliskiego budynku znajdował się jego Zoroark lustrując cały plac z bezpiecznej odległości. Gdzieś po środku siedział Motochika – solidnie zbudowany mężczyzna z wielkimi przygodami na karku. Za wszelką cenę próbował przegadać w jakiś sposób Hideyoshi’ego, jednak nie udawało mu się to i wkrótce doszło do bitwy pomiędzy Infernape’em a jego nieustraszonym Samurottem. Resztą wojowników była garstka zwykłych rekrutów, których ranga znacznie wzrosła podczas wojny. Przysłuchiwali się opowiadaniom lordów i z zaciekawieniem spoglądali na bitwę dwóch z nich.
Była noc, biesiada miał się dobrze. Na całą imprezę z niepokojem spoglądał władca Ransei patrząc na swoich poddanych. Widząc jednak, że są zadowoleni, jego obawy rozwiały się i w spokoju mógł usiąść do późnej wieczerzy…

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




 Cherish Balle podarowali: Conquest, Cyris
20.07.2013, 17:37,
#2
RE: Podboje i Zwycięstwa
O.o... Nowy fanfick! I to Chaquiego...
Zawsze uważałam, że nowy projekt zazwyczaj ukazuje się w lepszej formie. Jak pisze się coś dłuższym ciągiem, to styl się nie zmienia, a przy nowym opowiadaniu może być inny. W tym fragmencie doskonale to widać. Inny, moim zdaniem lepszy, klimat, nowe tajemnice... I co mogę więcej powiedzieć?

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: Chaqui
21.07.2013, 14:48,
#3
RE: Podboje i Zwycięstwa
Rozdział 1
''Trochę o wojnie z Nobunagą - Wspomnienia Hideyoshi'ego''


Biesiada trwała nadal. Po zwycięskiej bitwie, Hideyoshi po raz kolejny próbował zabawiać tłum.
-Jak zapewne dobrze wiecie, Ignis to górzysty i lesisty region o niebezpiecznych urwiskach i majestatycznych wąwozach. – zaczął mówić lord ognia. – Słynie też z najgrubszych murów obronnych w całym Ransei.
-Przestań zachwalać to swoje miasteczko i przejdź do rzeczy. – odparł pewnie Motochika, zerkając jednym okiem na Ayagozen.
Hideyoshi zignorował zaczepkę rywala w grze na słowa i ciągnął dalej.
-Pewnej nocy, jak to zawsze, przechadzałem się właśnie tamtędy i nadzorowałem pracę wartowników. Nie zdziwiłem się widząc, że są na miejscach i wypatrują potencjalnego zagrożenia. Jednak niebawem, od strony północnego skrzydła zobaczyłem podejrzane światła. – powiedział nieco niższym tonem Hideyoshi. – Razem ze swoim Infernape’em udałem się tam natychmiastowo, jednak świetliki szybko znikły. Z zaniepokojenia podrapałem się w głowę i wychyliłem ponad mur.
-Bez takich szczegółów proszę. –zadrwił z kolegi Motochika, a wszyscy zebrani wybuchli śmiechem.
Jednak, Hideyoshi nie zareagował na zaczepkę wodnego lorda i kontynuował opowiadanie.
-Tajemnicze światła zabłysły ponownie. W ciemności zdołałem ujrzeć zarysy ludzkich sylwetek, którzy w rękach nieśli żarzące się pochodnie. –władca Ignis pragnął zbudować napięcie wokół swojego opowiadania. – Od razu wiedziałem co się święci. Nabrałem powietrza w swe płuca i z całych sił krzyknąłem jedno, znane wszystkim słowo: ‘’Nobunaga!’’. Na głównym placu natychmiast zebrały się wszystkie odziały wojska i gotowe były bronić swojego władcy i miasta.
-Ty się nazywasz władcą?! To, że odziedziczyłeś tron po ojcu, nie znaczy, że byłeś królem idealnym!- zaśmiał się Motochika, który walczył jak tylko mógł o względy Ayagozen.
Naburmuszony Hideyoshi nie odezwał się ani słowem, aczkolwiek wiedział, że rozchodzi się tutaj o kobietę, więc obmyślał plan, by w końcu przegadać przerośniętego lorda wody.
-Wojownicy ustawili się i czekali na rozkazy. – gestykulował Hideyoshi. – Gdy tylko dąłem w róg, bramy miasta otworzyły się i wszyscy wiedzieli już, co mają robić. Chwilę po tym słyszeć było można ryk rozwścieczonych Pokemonów i świst strzał, które latały nad głowami wroga. Brzęczały miecze stykające się ze sobą, a ziemia drżała od galopu Rapidashy. Na murach rozstawiłem najlepszych kuszników, a bramy strzeżone były przez uzbrojonych do czubka głowy halabardników. Moje wojska miały przewagę liczebną, aczkolwiek ja, wiedziałem, że Nobunaga nigdy nie odpuszcza i ma w rękawie jakiegoś potężnego asa.
-Mów, dalej jesteśmy ciekawi jak szybko poległeś! – po raz kolejny Motochika zadrwił z kolegi.
-Na pewno później niż ty, tchórzu. – skontrował, zadowolony z siebie lord ognia. – Zresztą, nie myliłem się. Na Ignis spadł wkrótce gniew Zekroma. Co z tego, że moi żołnierze rozprawili się z wrogą armią, skoro miasto stanęło w płomieniach! Pałac królewski spłonął w zaledwie kilka godzin, a koszary i stajnie żarzyły się aż do następnego ranka! Na pomoc przybył nam na szczęście nasz szlachetny król i z pomocą Rayquazy rozprawił się z czarnym smokiem! To uratowało nas od zagłady, jednak co po tym, skoro miasto legło w gruzach. Straciłem połowę poddanych, a reszta wyemigrowała do Aurory.
-Nic dziwnego, skoro byli zmuszeni oglądać twoją twarz codziennie! – Motochika wytoczył najcięższe działo przeciw swojemu rywalowi.
Ayagozen niestety nie zareagowała na zaczepkę wodnego lorda, gdyż ten żart wydawał się jej nie na miejscu. Motochika zaniepokoił się i przysunął nieco do lodowej pani. Ta jednak nie zwróciła na to uwagi, a jedynie dalej, z zaciekawieniem słuchała opowiadania Hideyoshi’ego.
-Nie pozostało mi nic innego, jak razem z resztą moich wojowników wycofać się właśnie do Aurory i wzmocnić pozycję naszej obecnej stolicy. – skończył mówić. – Ech, to była pechowa noc dla Ignis i na pewno o niej nie zapomnę. – posmutniał Hideyoshi, po czym z niezadowoloną miną usiadł na pieńku i rozmyślał nad tym, gdzie popełnił błąd w walce z Nobunagą…

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




 Cherish Balle podarowali: Conquest
22.07.2013, 7:42,
#4
RE: Podboje i Zwycięstwa
Zauważyłam błędny zapis dialogu. Jak jest "rzekł", "odparł" i tym podobne, to przed myślnikiem nie ma kropki. A opisy mówiące o innych działaniach z dużej litery.


Króciutkie to i monotematyczne. Znów tylko jedno. Choć nie mówię, że źle opisane. Co to to nie.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: Chaqui
28.07.2013, 15:31, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2013, 15:31 przez Chaqui.)
#5
RE: Podboje i Zwycięstwa
2.
''Trochę o wojnie z Nobunagą - Wsponienia Motochiki i Koichi'ego''


Na środek wystąpił Motochika. Nie mógł znieść, że to Hideyoshi był duszą towarzystwa. Wodny lord donośnie odchrząknął i spojrzawszy na swojego rywala w wojnie o względy Ayagozen, położył dłoń na swojej opalonej klatce piersiowej i począł opowiadać swoją historię.
-Tuż po rozpoczęciu działań wojskowych, armia Nobunogi parła na południe. Ale, pan Zekroma upodobał sobie wschodnie wybrzeże Ransei ze względu na rozwinięte porty i silną fortyfikację, a szczególnie wielką flotę Fontaine. – zaczął Motochika. – Bezwzględni, ciemni wojownicy rozprawili się już z moimi północnymi sąsiadami. Wiedziałem, że następne będzie moje królestwo. Od trzech dni, wodne wojska gotowe były na wszystko. Posiadałem najliczniejszą armię w całym regionie! Nie bez przyczyny, Fontaine jest nazywane ‘’Koszarami Ransei’’. Przygotowałem się na najgorsze. Na murach stały oddziały kuszników i Pokemonów, które mogły powstrzymać bezwzględnych zabijaków. Tuż za bramami miasta czyhały dziesiątki piechurów gotowych bronić władcy. – ciągnął dalej, widząc, że zaciekawił lodową panią. – Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, potężne hordy Nobunagi uderzyły. Z murów obronnych spadali polegli kusznicy, a chowające się za blankami Pokemony, próbowały rozprawić się z pierwszą linią lekkich jeźdźców. Co z tego, skoro za chmarą niedoświadczonych i nieuzbrojonych łotrów znajdowały się odziały ciężkiego wojska, które chowały się za tarczami najsłabszych rekrutów. Niebawem, wściekłe Ursaringi rozprawiły się z najbardziej ufortyfikowaną bramą miasta, a armia Nobunagi wkroczyła za mury. Na placu pozostali moi, najlepsi wojownicy, ale nawet oni nie uporali się z wojownikami ciemnego lorda. Niektórzy polegli, inni zaś wycofali się do Aurory, wzmacniając obecną stolicę.
Hideyoshi nie przerywał Motochice. Uważał to za niegodziwe zachowanie, po za tym opowieść wciągnęła go i ani myślał dogadywać rywalowi. Postanowił zakopać na chwilę topór wojenny, i jedynie przesunął się nieco do Ayagozen, tak, że wodny lord nawet tego nie zauważył.
-Mieszkańcy uciekali w popłochu, a wroga armia splądrowała każdy budynek, nie pozostawiając w domach, ani grama cennych bogactw. Ale, tak naprawdę wiedziałem czego napastnicy najbardziej chcą. Przemknąłem się pod opończą nocy chyłkiem, między domami, skacząc po ich dachach i omijając przeciwników. Chwilę później, znajdowałem się już w porcie – największym porcie w Ransei, należy wspomnieć. Przebywał tam mój Samurott, któremu przyszło walczyć z jakimś przerośniętym wojownikiem Nobunagi. Mój wspaniały towarzysz szybko rozprawił się z napastnikiem i razem ze mną począł grasować po porcie, odwiedzając kolejne statki. – gestykulował Motochika. – Pragnąłem zatopić największe okręty, aby Nobunaga nie mógł w przyszłości zbiec, albo wyruszyć za morze. Musiałem działać szybko, pod napięciem, gdyż wroga armia prędko opanowała brzeg, a patrole krążyły po porcie wypatrując nawet najmniejszych ruchów. Poruszałem się jak cień – niezauważalnie. Mój przyjaciel zaś buszował w wodnych odmętach, aby pomóc mi z zewnątrz. W końcu największa galera poszła na dno, a ja jednym susem znalazłem się na lądzie, przeskakując przez kolejne pokłady. – wymachiwał rękoma Motochika, zerkając jednym okiem na Ayagozen. – Czasu było jednak mało. Gdy uporaliśmy się ze wszystkim, zniknęliśmy w mgnieniu oka za murami zdobytego miasta, aby wspomóc Aurorę, czyli ostatnią niezdobytą fortecę w Ransei. – wodny lord zniżył ton głosu, po czym wygodnie rozsiadł się obok swojej miłości.
Zapanowała cisza, aczkolwiek z każdej strony dobiegały odgłosy biesiadujących mieszkańców.
-Chcecie wiedzieć, jaki dramat przeżyłem w dzień ostatecznej bitwy? – odezwał się nagle Koichi wstając z pieńka. Razem z nim wzdrygnęła się również Aipom, która powoli zasypiała na ramieniu swojego przyjaciela.
-Tak. – mruknął Motonari, również zwracając uwagę towarzyszy, gdyż nie odzywał się często w tak licznym gronie ludzi.
-Upalny, letni, ale też tragiczny dzień. Miasto w gotowości. Rynek wymarł, każdy znajdował się w swoim mieszkaniu. Setki wojowników stacjonujących na murach basztach i w barakach. Ociekające potem czoła i grube, żelazne zbroje. Każdy niecierpliwie macał swój miecz, niecierpliwie oczekując wyjęcia go. Męczące się Pokemony, leżące w trawach, wypatrując wroga. Miliony pułapek i dołów oraz mechanizmów, które w ostateczności mogłyby zatrzymać napastników. Z przodu jeźdźcy wyposażeni w skórzane kamizelki i dorodne Rapidashe, posiadające ozdobne, mosiężne siodła. Gdzieś z tyłu zaś oddziały ciężkiej piechoty wyposażone w długie miecze i kilkunastokilogramowe zbroje z pozłacanymi hełmami. Ja, stałem gdzieś w środku pośród innych wojowników. Martwiłem się o rodziców, aczkolwiek myślami byłem w przyszłej bitwie. – mówił Koichi, który zaciekawił słuchaczy już pierwszymi słowami. – Nobunaga przedłużał, wiedział jak nas osłabić. Jego wojska ominęły wcześniej ustawione pułapki, tylko nieliczni powpadali w głębokie doły. Wkrótce, do ataku ruszyły pokemony. Bestialskie Snorlaxy staranowały pierwszą linię łuczników, jednakże szybko zostały pokonane przez następnych wojaków wroga. Teraz przyszła pora na atak z dystansu. W trawach chowały się ogniste stworki, które zaskoczyły nieprzyjaciela. Do tego, sprzyjała nam upalna pogoda. Korony drzew zaczęły żarzyć się pod wpływem ataku ognia, a grube gałęzie przygniotły niejednego napastnika. Drogę zagrodził im pierścień ognia. Musieli przedostawać się przez zarośla, aby w końcu dotrzeć do murów miasta. Gdy tylko ujrzano pierwszą jednostkę nieprzyjaciela, generał wydał okrzyk, a bitwa rozpoczęła się na dobre. Strzały latały nam nad głowami, a niektóre z nich miały palący się grot. Zostałem popchnięty, przez osobę stojącą za mną i razem z hordą innych wojowników ruszyłem na plac boju. Niedługo szukałem przeciwnika, gdyż rzuciło się na mnie dwóch nieuzbrojonych osiłków, z którymi rozprawiłem się szybko, przy pomocy miecza. Jedno draśnięcie wystarczyło, aby dwóch padło na ziemię. – opowiadał młodzieniec, okazując emocje. – Wokoło rozchodziły się krzyki poległych, jak i też tych jeszcze walczących. Z daleka dobiegały ryki Pokemonów, w tym też rżenie Rapidashy. Przeskakując nad kolejnymi, którzy pożegnali się z życiem, mknąłem na pomoc innym. Wymachując mieczem załatwiłem dwóch jeźdźców i odparłem atak jednego z uzbrojonych piechurów. – kontynuował Koichi, spoglądając na swoich zaciekawionych towarzyszy. – Nagle jednak poczułem potężny ból w łydce. Upadłem na kolana, odwróciłem głowę w drugą stronę i ujrzałem swojego napastnika. Na jego twarzy malował się szyderczy uśmiech. Należał do lekkich oddziałów, aczkolwiek na sobie miał dosyć sporych rozmiarów kamizelkę i duży, zaokrąglony miecz, którego ostrze brudne było od mojej krwi. Unikając jeszcze jednego ciosu, sturlałem się po stromy wzgórzu zatrzymawszy się u jego nasady. Złapałem ręką swoją nogę, która cały czas krwawiła. Nie mogłem wstać mimo mojej chęci wrócenia na plac boju. – Koichi podniósł głos i przybliżył się do swoich towarzyszy. – W oddali zobaczyłem skalną grotę. Zrzucając z siebie mosiężną, ciężką kamizelkę, doczołgałem się do jaskini i w bulu położyłem się na twardym, kamienistym podłożu. Urwałem kawałek materiału, by zatamować krwawienie, a następnie przyłożyłem go do rany. Wkrótce jednak poczułem się słabo i uderzając głową o powierzchnię ziemi – zemdlałem.
-I co było dalej? – rzucił któryś z zebranych.
-Dalej była ciemność. Obudziłem się nazajutrz. Wstałem gwałtownie, od razu spoglądając na ranę. Krwawienie ustało. Nie zastanawiając się długo, wstałem i wybiegłem na zewnątrz. Wytężyłem słuch, jednakże nie usłyszałem nawet najmniejszego jęku. Postanowiłem wdrapać się na szczyt wzgórza i zbadać sytuację. Wlekąc za sobą chorą nogę w końcu doczłapałem się na plac boju i jedynym co ujrzałem było morze poległych. Omijając kolejne zwłoki, przekroczyłem niebawem bramy miasta nieustannie spoglądając w tył i wypatrując potencjalnego zagrożenia. – kontynuował Koichi. – Niebawem znalazłem się na placu. Zniszczone elewacje najbardziej przyciągnęły moją uwagę. Natychmiast naszła mnie myśl, że bitwa musiała się przenieść się do miasta, aczkolwiek nie świadczyło o tym nic oprócz zniszczeń. Po wszystkim dowiedziałem się co się stało – bitwa pomiędzy Rayquazą, a Zekromem, rozstrzygająca losy Ransei. Wtedy jednak nie miałem o tym pojęcia. Spojrzałem na zrujnowane Dojo moich rodziców i niezwłocznie udałem się w tamtą stronę. Spenetrowałem każdy zakątek ruiny, jednakże nic nie mogłem znaleźć. Gdzieś pod wielkimi balami ujrzałem swoją ranną Aipom, która ostatkami sił wskoczyła na moje ramię. Po prawie parogodzinnych poszukiwaniach – poddałem się. Uświadomiłem sobie, że wojna zbiera okrutne żniwa i jest bezwzględna nawet wobec niewinnych ludzi. – młodzieniec uronił łzę i z bólem usiadł obok swoich towarzyszy, którzy również nie kryli wzruszenia.
Wtem z oddalonego o kilkanaście metrów pałacu wybiegł podejrzany człowiek, który z rozkojarzeniem począł biec w stronę biesiadujących lordów…

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




 Cherish Balle podarowali: Conquest
29.07.2013, 10:54, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2013, 10:55 przez Zwiadowca.)
#6
RE: Podboje i Zwycięstwa
Przeczytałem, ale ocenię tylko drugi rozdział.
Cytat:''Trochę o wojnie z Nobunagą - Wsponienia Motochiki i Koichi'ego''
Literówka.

Cytat:a szczególnie wielką flotę Fontaine. – zaczął Motochika.
Przed myślnikiem nie powinno być kropki.

Cytat:za blankami Pokemony, próbowały rozprawić się z pierwszą linią lekkich jeźdźców.
Jesteś pewien, że kawaleria atakowałaby mury? Chyba, że coś źle doczytałem i nie o to Ci chodziło.

Cytat:-Tuż po rozpoczęciu działań wojskowych, armia Nobunogi
Po myślniku spacja, Nobunagi.

Cytat:Każdy niecierpliwie macał swój miecz, niecierpliwie oczekując wyjęcia go.
Powtórzenie.

Prawdopodobnie było więcej błędów, ale nie chciało mi się tak dokładnie szukać Tongue
Poza tym tekst całkiem całkiem, chociaż nie podoba mi się narracja pierwszoosobowa (ale to tylko moje zdanie). Sam zastanawiałem się, czy nie napisać ficka o wojnach w świecie pokemonów, ale jednak mnie uprzedziłeś Tongue
PS: Widzę japońskie nazwy, typu Nobunaga, czy więc wojsko również ma styl japoński?
29.07.2013, 11:35,
#7
RE: Podboje i Zwycięstwa
Chodziło mi, że kawaleria ma rozprawić się z innymi ewentualnymi zagrożeniami czy pułapkami, a do tego osłaniali cięższe jednostki na tyle. Ale chyba źle to ująłem.
Jeśli chodzi o narrację pierwszoosobową - jest ona tylko w pierwszych dwóch rozdziałach, gdyż są to wspomnienia bohaterów opowiedziane właśnie przez nich.
Dzięki za ocenę i mam nadzieję, że zyskałem czytelnika Smile.
PS. Tak, są to wojownicy na wzór wojowników z Japonii.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




29.07.2013, 18:42,
#8
RE: Podboje i Zwycięstwa
Jestem tak straszliwie leniwa... Albo ten upał odebrał mi wszelkie siły. Zresztą nieważne.

Co by tu... Jest raczej poprawne, nie widzę większych błędów, choć w większości nie wiadomo o co chodzi. Ale to raczej specjalny zabieg niż błąd. Nie porywa mnie, ale z jednej prostej przyczyny - nie mam tyle cierpliowści do walk.
Hm... źle zapisujesz dialogi. Poszukaj tego linku co siedzi na kilku, jeśli nie kilkunastu tematach w tym dziale.

"Zabijacy"... Cytuję i wszystko jasne.
Cytat:moi, najlepsi
Ten przecinek co tu robi?
Cytat:macał swój miecz, niecierpliwie oczekując wyjęcia go
"Macając"...
W drugiej części kolejność.
Cytat:wyposażeni w skórzane kamizelki i dorodne Rapidashe, posiadające ozdobne, mosiężne siodła. Gdzieś z tyłu zaś oddziały ciężkiej piechoty wyposażone
Powtórzenie. Nie wiem czy można być wyposażonym w zwierzę, tak samo jak tego czy zwierzę może być dorodne.
Cytat:opowiadał młodzieniec, okazując emocje
Jakie to były emocje, że je okazywał?
Cytat:Po prawie parogodzinnych poszukiwaniach – poddałem się.
Ten myślnik to trochę za dużo. Szczególnie jeśli jest to mówione w dialogu.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości