Wystąpiły następujące problemy:
Warning [2] file_put_contents(): Only 0 of 24765 bytes written, possibly out of free disk space - Line: 6648 - File: inc/functions.php PHP 7.3.9 (Linux)
File Line Function
[PHP]   errorHandler->error
/inc/functions.php 6648 file_put_contents
/inc/init.php 175 rebuild_settings
/global.php 20 require_once
/showthread.php 28 require_once





Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za WYDANO! dni)

Sword i Shield promo



Thavib: Walka o kontynent
9.08.2013, 13:06,
#16
RE: Thavib: Walka o kontynent
Skald

- Sporo ich - powiedział jeden z Bellatran. I rzeczywiście, dwieście metrów od załogi "Łupieżcy" czekała ponad setka Dzikich Ludzi.
- To będzie kilku na każdego z nas, jak tak liczę! - krzyknął inny.
- Ty nie umiesz liczyć - odparł kolejny i paru wojowników zarechotało.
- Ciszej tam! Chyba wysyłają kogoś do rozmów - szepnął Skald, kapitan "Łupieżcy" i jarl z Bellatry.
- Ja nie będę z nimi roz... - dalsze słowa marynarza zagłuszył głośny dźwięk rogu bojowego.
Uzbrojeni w sierpy, kosy, dzidy i ubrani w płaszcze ze skór, Dzicy Ludzie ruszyli do ataku. Z ponad setki gardeł wydobył się potężny ryk, w stronę Bellatran poszybowały oszczepy i włócznie. Jeden trafiony wojownik krzyknął z bólu, drugi nie wydał już żadnego dźwięku.
- Szybko! Uformować ścianę z tarcz! - krzyczał kapitan, ale jego podwładni nie słuchali. Wdali się w walkę i w bitewnym szale uderzali tarczami, toporami, taranowali wroga nawet własnym ciałem. Jeden nadział się na włócznię, ale nie przeszkodziło mu to w rozbiciu czaszki przeciwnika. Mimo wszystko po kilku sekundach dokonał żywota.
Jak zawsze.
Skald z uśmiechem na ustach odrzucił tarczę i ujął topór w obie ręce. Przygotował się i trafił w pierś nadbiegającego dzikusa, prawie przecinając go na pół. Szybko oswobodził broń, po czym zamachnął się i uderzył z całej siły w głowę następnego napastnika. Hełm przyhamował trochę cios, lecz wróg i tak padł, nieprzytomny lub martwy. Kolejny przeciwnik zawahał się, zanim postanowił zaatakować jarla małym sierpem. Zatrzymał się i został otoczony przez Bellatran. Padł na kolana, błagając o litość, ale zaślepieni bojowym szałem wojownicy jej nie okazali.
Walka wciąż trwała. Kilku dzikusów rzuciło się na jednego wojownika z północy i zaatakowało w tym samym momencie. Bellatranin zabił trzech, lecz już po chwili leżał w kałuży krwi. Inny, chcąc pomścić śmierć towarzysza, ryknął i wymachując toporem jak dziecinną zabawką, wybił resztę zabójców przyjaciela. Wokół toczyły się podobne starcia.
Jarl wbił swój topór w ziemię i wyjął z torby, którą nosił u pasa, dwa mniejsze, służące do rzutów. Minęło kilka sekund i kolejni Dzicy Ludzie padli martwi.
Niektórzy napastnicy zauważyli, że liczba wojowników po obu stronach się wyrównuje i rzucili się do ucieczki. Wojownicy z północy szybko wybili pozostałych i wykrzykiwali obelgi w stronę uciekających. Paru owładniętych jeszcze bitewnym szałem puściło się w pogoń, ale stanowcze wołanie jarla przywróciło ich do porządku.
Skald obliczył straty. Szesnastu zabitych i... wszyscy ranni. Tylko, że rany, które powaliłyby zwykłego człowieka, na rosłych Bellatraninach nie robiły nawet najmniejszego wrażenia. Od młodych lat wychowywani na wojowników i odnajdujący przyjemność w bitwie, prawie w ogóle nie czuli bólu. Podczas walki nie nosili pancerzy i nie zwracali uwagi na tak błahe rzeczy jak rany, czy liczebność i uzbrojenie przeciwnika.
Marynarze po krótkim czasie odnaleźli ciała swoich kompanów, ułożyli w stos i podpalili.
- Dobra, brać łupy i wracamy na okręt! - rozkazał kapitan po krótkiej modlitwie do boga zmarłych, Horina i wraz z tuzinem pozostałych mu wojowników, ruszył w stronę statku.
- Jarlu! Nie uniesiemy wszystkich! - krzyknął ktoś nagle.
No tak. Poświęcił życie swoich ludzi dla tej zdobyczy, a teraz okazało się, że nie są w stanie jej unieść. A czas naglił, kolejna armia Dzikich Ludzi podążała ich tropem.
- Brać to co dacie radę unieść! Wracamy na okręt! - wykrzykiwał ciągle Skald.
Po kilku minutach biegu marynarze dotarli do plaży, na której zostawili statek. "Łupieżca" był małym drakkarem o dużych żaglach, posiadającym dwa tuziny wioseł. Minęła chwila i Bellatranie wraz z łupami byli już na pokładzie.
- Odbijać od brzegu! - jarl wydawał kolejne rozkazy.
Gdy w końcu statek wypłynął na pełne morze, odezwał się Fundur, który wraz z dziesiątką wojowników miał za zadanie pilnować okrętu w czasie łupieżczego wypadu kapitana.
- I jak poszło? - zapytał.
- Na początku było dobrze - odpowiedział Skald. - Ich wioska okazała się pusta, to wzięliśmy parę drobiazgów - Fundur skinął głową. Wiedział, co w ustach jarla oznaczało "parę drobiazgów". - No, ale było to trochę mało i poszliśmy do następnej, która też wyglądała na opuszczoną. W czwartej, czy piątej usłyszeliśmy dźwięk rogu bojowego i zaatakował nas mały oddział tych dzikusów, chyba czterdziestu. Długo nie pożyli i pomyślałem sobie, już po walce, że dobrze by było wrócić. No to zawróciliśmy. Ale zaskoczył nas kolejny oddział i znowu musieliśmy walczyć. A potem cała armia dopadła nas tu, przy wąwozie. W końcu zostało nas tylu, żeśmy nie mogli poradzić łupów - tymi słowami zakończył swą opowieść.
- Aha.
Jarl odwrócił się i zaczął przeglądać zdobyte przedmioty. Żelazo, wełna, oliwa, skóry i futra, mięso, aksamit... aksamit?
Te dzikusy mają aksamit?
Niemożliwe. Odkąd Królestwo Albain się rozpadło, wielokrotnie napadał różne jego części, lecz z tym materiałem można było spotkać się tylko w południowej Shovenii. Z resztą niezwykle rzadko, gdyż region ten nieustannie napadano z każdej strony. Co więc aksamit robił na najdalszej północy kontynentu? Dzicy Ludzie nie mogli przecież dotrzeć tak daleko na południe.
- Jarlu! Dokąd mamy teraz płynąć? - z zamyślenia wyrwało go pytanie podwładnego.
- Do Bellatry. Tutaj już nic więcej nie zdziałamy, większość wiosek na wschodzie jest już splądrowanych, a na zachodzie łupi ten przeklęty Skojrak - większość marynarzy na te słowa prychnęło z pogardą. Wszyscy wiedzieli, jakim kapitanem jest Skojrak, nawet jego ludzie go nie lubili, służyli mu, bo dobrze im płacił.
Marynarze skierowali drakkar w kierunku ojczystego kraju. Skald spojrzał na puste miejsca przy wiosłach. Gdyby był w lepszym humorze, prawdopodobnie pomógłby wiosłować, lecz teraz nie miał na to najmniejszej ochoty. Wracał do Bellatry z marnymi łupami i zmniejszoną załogą, szczęście się od niego odwróciło. Dodatkowo jego pozycja z każdą chwilą spadała w dół, jego ludzie go szanowali, lecz inni spoglądali na niego jak na biedaka. Potrzebował dużych środków na ulepszenie statku, uzupełnienie załogi i zapasów. Zdobyte tu łupy ledwie na to wystarczą. Jeśli szybko czegoś nie wymyśli, skończy jako najemnik u innego jarla.
Nie wiedział, że los wkrótce da mu szansę.
12.08.2013, 17:47,
#17
RE: Thavib: Walka o kontynent
Zacznę od ostatniego zdania, bo tak. Nie cierpię takich zdań, dla mnie krzyczą na czerwono "spoiler" a do tego i tak to wiadomo. Bo bez tej szansy od losu nie byłoby opowiadania.
A jak już wyżyłam się na znienawidzonej manierze, przejdźmy dalej.
Walka krótka, ale dobrze opisana. Dalszej części trochę mało.
Jeden rozdział - jedno zdarzenie. Średnio ciekawy schemat.
Krótko.
Podejrzewam, że temat aksamitu zostanie rozwinięty, ale tutaj dałoby się napisać więcej.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
16.08.2013, 11:41,
#18
RE: Thavib: Walka o kontynent
Przepraszam, że musiałeś długo czekać na mój komentarz, ale wyjechałem na kilka dni i nie mogłem przeczytać. Teraz już nadrobiłem.

Co Ty takiego robisz, że ten tekst mnie tak wciąga? O ciekawym stylu już pisałem, ale zaczyna mnie przekonywać tematyka...
Trochę jednak pomieszałeś. Za dużo postaci opowiadających i za mało informacji o nazwach krain co może nieco zmylić czytelnika, który dopiero zagłębia się w tych tematach.
Dajesz trochę za mało otoczki wokół wydarzeń, które mogłyby być bardziej rozbudowane.
Cieszy mnie to, że praktycznie nie popełniasz błędów ortograficznych, co naprawdę umila czytanie i komentator może w całości skupić się na tekście, a nie na wyłapywaniu błędów.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




16.08.2013, 18:56,
#19
RE: Thavib: Walka o kontynent
Ok, mam mapę narysowaną na kartce, ale widzę, że czytelnikom też by się przydała, więc narysowałem ją w paincie (nawet podobna wyszła) xD Dodana jest w pierwszym poście. (Uprzedzam, że niezbyt ładna Tongue).
21.08.2013, 12:44, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2013, 12:46 przez Zwiadowca.)
#20
RE: Thavib: Walka o kontynent
Vasar

Kraj Varroków był raczej kłótnią, nie królestwem. Podzielony na różne stronnictwa, nie posiadał prawdziwej władzy. Dodatkowo, otoczony przez wrogów, w każdej chwili mógł zostać podbity przez obce mocarstwo. Na zachodzie potężne Imperium już wyciągało po niego ręce, a część terytorium opanowały gobliny. Na wschodzie rozciągały się stepy zamieszkane przez dzikich Mongoriai. Na północy i południu znajdowały się dwie ogromne, górzyste krainy. Jedna z nich, Karalysté, była potencjalnym wrogiem. Druga, Blogis-mirts, była szansą. Poszukiwała najemnych wojowników, a zaprawieni w bojach Varrokowie uznali to za dar losu i zmierzali tam setkami. A razem z nimi wędrowali ich dawni lub potencjalni wrogowie: gobliny, krasnoludy i poganie.
Vasar nie był z tego powodu zadowolony. Jeszcze niedawno te nędzne kreatury mordowały jego rodaków, a teraz musiał maszerować z nimi ramię w ramię. Przecież gobliny toczą wojnę z Varrokami! A ci barbarzyńcy napadają na nasze wioski i miasta! Jednak nie miał wyboru. Co powiedział król, musiało być spełnione. Oczywiście, jeśli ten rządzący człowiek może nadal zwać się królem...
Szedł więc w swoim hełmie, kolczudze i ciężkich żelaznych butach. W rękach trzymał długą halabardę i często nachodziła go ochota, by zdzielić nią kogoś po głowie. U pasa zaś niósł krótki sztylet o wąskim ostrzu, który powodował u niego kolejne niewygodne myśli. Mógłbym przecież po cichu zakraść się i zabić kilku goblinów...
Powstrzymywał się jednak, gdyż wiedział, że niektóre osoby nie będą z tego zadowolone. Na przykład inne gobliny, które zobaczą zabitych towarzyszy i najdzie ich ochota, by wypruć komuś flaki. A on będzie pierwszy na ich liście. Już nie raz, pomiędzy Vasarem, a tymi stworzeniami wybuchały kłótnie i nieraz doszło do rozlewu krwi. Och... Musiał się napatoczyć ten idiota Raik....
Raik był czymś w rodzaju porucznika w najemnej armii Varroków. Nie był postawiony bardzo wysoko w kraju, lecz odpowiadał za jeden konkretny oddział, który zmierzał do Blogis-mirts. Do tego akurat należało około trzech setek żołnierzy każdego rodzaju. Być może w innym przypadku krasnoludy i gobliny byłyby niezadowolone, że ich przywódcą został człowiek, a poganie, że ich przywódcą został Varrok. Jednak Raik był dość lubiany przez te narody i jedynymi osobami, które nie były zadowolone z podjętej decyzji, okazali się właśnie Varrokowie. Nie przypadł im do gustu, gdyż utrzymywał dobre kontakty z rasami, które ich zdaniem były gorsze. Dodatkowo wszystkich, niezależnie od gatunku traktował jednakowo.
Tak więc, gdy doszło do bardzo ostrej wymiany zdań między kilkoma Varrokami, a goblinami i już w ruch poszły miecze, Raik wpadł pomiędzy walczących, po czym zabił jednego rodaka i jednego goblina.
- Niech to będzie dla was ostrzeżenie - powiedział wtedy, patrząc groźnie. - Jeśli się nie uspokoicie, tak skończą wszyscy - i odszedł jak gdyby nigdy nic.
Teraz, gdy Vasar wspominał to wydarzenie, uśmiechnął się. Zobaczymy, kto tak skończy - pomyślał zadowolony.
Planował to już od wielu dni. Razem z kilkoma innymi Varrokami, zamierzał uśmiercić Raika, a potem spokojnie wybić te wredne gobliny i być może pogan. I w końcu dotrzeć do Blogis-mirts bez zbędnych komplikacji.
Codziennie, zarówno podczas marszu, jak i postoju, ogarniały go wątpliwości. Jednak zawsze znajdował jakiś argument na uspokojenie. Przecież na pewno nadarzy się okazja... Może oddali się od obozu, a wtedy pójdziemy za nim...
Spoglądał często na wspólników, by sprawdzić, czy oni również nie obawiają się porażki. Wielki jak byk, właściciel dwuręcznego miecza Horin nie okazywał strachu. Cały czas żartował, śmiał się, a jego dobry humor wielu podnosił na duchu. Jaff Skrytobójca zawsze ostrzył tylko swój sztylet, nie odzywając się do nikogo. Według Vasara, Jaff świetnie nadawał się do takiego zadania. W czasie ostatniej wojny domowej zabił jednego z fałszywych królów. W jego własnym zamku, gdy był pilnowany przez całą dobę. Znalazł sposób, wykonał robotę i uciekł niezauważony. Zaprezentował jeszcze wiele razy swoje umiejętności, mimo to Vasar nie ufał mu do końca.
Byli jeszcze Ron Topornik, który nigdy nie rozstawał się ze swoim toporem, Gaden, zwykły żołnierz służący kiedyś w armii króla Leona II, a także Urik, syn uchodźcy z Bellatry. Wszyscy czekali na odpowiedni moment.
I w końcu pojawiła się szansa. Pewnego dnia Raik zaczął mówić coś o patrolach Mongoriai w okolicy.
No tak - pomyślał wtedy Vasar. - Przecież podróżujemy wzdłuż wschodniej granicy.
- Ostrzegano mnie, że mogą pojawić się tu silne oddziały tych dziwnych wojowników ze stepów - opowiadał we wspólnym języku dowodzący Varrok. - Musimy więc zachować szczególną ostrożność. Co prawda, są nas około trzy setki, lecz Mongoriai może być więcej. Jednak nawet, gdyby był to mały patrol, mógłby nam zagrozić. Powiadają, że te dzikusy potrafią nieźle dokopać - Raik uśmiechnął się. - Prawdopodobnie niektórzy z was z nimi walczyli. Czy są tu tacy? Jeśli jest wśród nas ktoś, kto wojował z Mongoriai, niech podniesie rękę.
Powiadają? Pewnie nie widział nigdy ich na oczy. I on został dowódcą?
Ręce podniosło kilu Varroków (w tym Vasar), jeden goblin i prawie wszystkie krasnoludy, a jeden, nie znający wspólnego języka, szturchnął innego i spytał:
- Sha uark wuh'rek?
- Co robić, mówić? - spróbował przetłumaczyć Raik, po czym zdziwiony zwrócił się do krasnoluda. - Nie znasz wspólnego języka? No tak oczywiście, przepraszam - dowodzący puknął się w głowę. - Zapomniałem, że w armii nie trzeba się między sobą porozumiewać - dodał sarkastycznie.
Mongoriai nie muszą - pomyślał Vasar. Może i nie lubił innych narodów, ale znał sposób ich walki. Nie widziałeś jak walczą, głupcze. Biegną przed siebie, nawet gdy nie mają szans. Podczas, gdy inni krzyczą zachęcając do walki lub z bólu, oni nie wydają żadnych dźwięków. Ruszają do walki z obojętną miną i z taką zostają już do końca. Nie wydają sobie rozkazów przez słowa, ale przez kolorowe chorągwie. To załamuje ludzi. A jeśli naprawdę natkniemy się na ich patrol, nie będzie on walczył od razu, tylko wezwie posiłki. Nic nie wiesz, głupcze.
Sam zdziwił się swoimi myślami. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że posiada taką wiedzę na temat tych stepowych wojowników. I tego wszystkiego dowiedział się podczas bitwy?
Nie... Było jeszcze coś. Nie pamiętam... Z resztą, czy to ważne?
- Tak więc, wybieram się na zwiady - oznajmił Raik. - ze mną idą: Jaff, Yiken, Ghrűr, Trűhtr i ty - wskazał na goblina, który podniósł rękę. - Tylu wystarczy. Ruszamy natychmiast!
Vasar spojrzał na Jaffa Skrytobójcę, który odwzajemnił spojrzenie i jakby od niechcenia przejechał ręką po szyi.
Oby mu się udało - pomyślał Varrok.
21.08.2013, 21:07,
#21
RE: Thavib: Walka o kontynent
Krótkie. Nie ma nawet jednego pełnego zdarzenia. Czegoś... brakuje.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
28.08.2013, 11:20,
#22
RE: Thavib: Walka o kontynent
Mam wiadomość: Fick nie będzie tutaj kontynuowany. Można go przenieść do archiwum. Powodem jest bardzo małe zainteresowanie. Oczywiście fick będę pisał dalej i umieszczał na innej stronie, a jeśli ktoś chce koniecznie go czytać, niech napisze na PW ja podam mu link do tej strony (Zdaje mi się, że regulamin zabrania umieszczenia tutaj tego linku).
28.08.2013, 12:36,
#23
RE: Thavib: Walka o kontynent
Kurczę, wielka szkoda. Fick jest naprawdę ciekawy. Zainteresowanie nie jest zerowe. To, że ktoś nie komentuje, nie znaczy, że nie czyta. No, ale nic. Na życzenie autora przenoszę temat do Archiwum Fan Ficku.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA






Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości