Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za 23 dni)

Sword i Shield promo



Thavib: Walka o kontynent
19.07.2013, 11:16, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2013, 18:54 przez Zwiadowca.)
#1
Thavib: Walka o kontynent
Mój pierwszy post na forum, witam Wink Postanowiłem napisać ficka. Jednak ostrzegam: piszę pierwszy raz i mogą pojawić się błędy. Jestem otwarty na wszelkie sugesti i krytykę Tongue O czym będzie fick to się przekonacie. Chcę uprzedzić, że podobnie jak w sadze "Pieśń lodu i ognia" wydarzenia będą widziane oczyma wielu bohaterów. Życzę miłego czytania Tongue

Prolog

Edward, porucznik na Barykadzie, wachlował się kartą z raportu, spoglądając ponuro na zebrany przed nim szereg kuszników. Westchnął.
- Pewnie nie wiecie po co was tu wezwano. Zostaliście wybrani do patrolu za Barykadą - odczekał chwilę, by zobaczyć reakcję żołnierzy. Większość wyglądała na przerażonych, tylko dwóch miało spokojny wyraz twarzy. - Macie godzinę na przygotowanie i uzbrojenie się.
- Tak jest! - krzyknęli bez entuzjazmu, po czym ruszyli w stronę koszar. Porucznik został sam.
Wiedział co jest powodem strachu żołnierzy. Niewielu wróciło z Mantrusdell, znanego jako "Las za Barykadą". Niestety, działalność dziwnych leśnych stworzeń zmuszała do coraz częstszych wypadów zbrojnych. On, zwykły porucznik nie miał na to żadnego wpływu. Nie miał wyboru, musiał wykonywać każdy rozkaz.
Edward również się bał. Był już raz w Mantrusdell, jeszcze jako kusznik, w oddziale pułkownika Joraha, który ruszył w liczebności trzystu ludzi za Barykadę. Pamiętał gąszcze, przez które miał się przedzierać, tajemnicze bagna i dziwne stwory czające się w mroku. Gdy doszło do bitwy, Jorah miał tylko stu ludzi, resztę pochłonął las.
Zaatakowały stworzenia, o których Edward nigdy nawet nie słyszał. Były tam zielone, paskudne karły metrowego wzrostu, wysocy ludzie z długimi uszami i chodzące drzewa. Zaledwie paru żołnierzom udało się im wymknąć, ale i tak błąkali się długo po lesie, tracąc powoli siły. Na Barykadę udało się wrócić tylko Edwardowi i dwóm kusznikom.
A teraz miał się tam wybrać ponownie.

***


Godzinę później zwiadowczy oddział złożony z dziesięciu kuszników pod dowództwem porucznika Edwarda przekroczył Wielką Bramę, jedno z trzech przejść przez Barykadę.
Wszyscy żołnierze szli pieszo. Byli uzbrojeni w lekkie kusze, torbę bełtów i małe jednoręczne toporki. Nie mieli zbroi, a jedynie skórzane kaftany ubarwione w kolory lasu. Oprócz tego posiadali żelazne hełmy typu morion. Porucznik w przeciwieństwie do kuszników dosiadał konia, nosił kolczugę i jednoręczny miecz. Nie miał jednak hełmu.
Edward spojrzał za siebie. Dawno nie oglądał Barykady z tej strony. Gigantyczna obronna budowla z kamienia i drewna rozciągała się wiele mil na zachód i na wschód stąd. Widział zaostrzone pale, stanowiska strzelnicze, ludzi kłębiących się na fortyfikacji. Udało mu się nawet dostrzec ukryte pułapki na wrogów.
Nie chciałbym znaleźć się na miejscu tych stworów, gdyby spróbowały szturmować Barykadę.
Za murami część lasu została wykarczowana, by wróg nie mógł zakraść się niepostrzeżenie. Pochłonęło to wiele ofiar, gdyż leśne stworzenia ciągle nękały robotników. Wycinka jednak niewiele dała, bo drzewa w Mantrusdell rosły o wiele szybciej niż w innych regionach. Przesądni ludzie uważali, że to sprawka magii, ale porucznik nie wierzył w takie bzdury. Jego zdaniem była to wina potworów, które znały jakąś mieszankę na przyspieszenie wzrostu roślin i podlewały nią drzewa blisko barykady. Wiele razy, stojąc w nocy na warcie, widział zakradające się cienie. Nie mógł jednak wypowiedzieć głośno swojego zdania, bo jego przełożony twierdził inaczej. On z kolei mówił, że w Mantrusdell rośnie po prostu inny gatunek drzew, niespotykany gdzie indziej, który rośnie bardzo szybko.
Z zamyślenia wyrwał go krzyk jednego z kuszników, który pierwszy raz w życiu zobaczył mroczne drzewo. Porucznik zatrzymał konia i westchnął.
- Jak masz na imię ? - zapytał.
- Ja... ja... wybacz panie.... - zawstydzony mężczyzna zaczął się jąkać.
Niektórzy mogliby krzyczeć. Ale Edward osiągnął ten sam efekt, zamierając bez ruchu. Z jego twarzy aż biło chłodem.
- Jak masz na imię? - powtórzył powoli.
- Tom, sir - żołnierz wyglądał jakby miał zapaść się pod ziemię.
- Z którego regionu się wywodzisz?
- Mieszkałem na południowej granicy, sir. Walczyłem z tymi barbarzyńcami z Karstas, sir - dodał z dumą w głosie.
- Więc posłuchaj mnie teraz, Tom. Północna granica jest o wiele gorsza - porucznik splunął. - Jeśli chcesz przeżyć, postaraj się nie wrzeszczeć, gdy zobaczysz jakieś drzewko.
- Ale...
- Jesteśmy oddziałem zwiadowczym i mamy zachowywać się cicho. A twoje krzyki słyszeli pewnie wszyscy strażnicy na Barykadzie - porucznik spojrzał na pozostałych żołnierzy. - To dotyczy was wszystkich.
- Tak, sir! - odpowiedzieli mu.
Mam nadzieję, że to da im do myślenia.
Ruszyli w głąb lasu.

***


Usłyszał tylko cichy świst i dwóch kuszników padło martwych.
- Szybko! Na ziemię! - porucznik próbował wykrzyczeć rozkazy, ale wokół panował zamęt, słychać było tylko jęki trafionych. Żołnierze próbowali odpowiedzieć na ostrzał, niestety, wróg krył się z każdej strony. W jednej chwili wszyscy zostali naszpikowani strzałami. Tylko jeden miał dość rozsądku, by rzucić się na ziemię, trafił go jednak zabłąkany pocisk. Jedynie Edward uszedł cało z tej masakry, gdyż w porę udało mu się skryć w zaroślach. Kiedy zobaczył napastników, wiedział już, że nie ma szans na przeżycie i modlił się o szybką śmierć. Były to stwory, które już kiedyś widział - wysocy ludzie z długimi, spiczastymi uszami. Było ich około trzydziestu, a każdy trzymał w ręce wielki łuk. Teraz, gdy przyjrzał im się dokładniej, nie wydawały mu się już tak straszne, a wręcz przeciwnie. Jednak szybko przypomniał sobie słowa swojego instruktora, który szkolił żołnierzy na Barykadę: "W Mantrusdell mieszkają groźne stwory! Niektóre mogą przypominać ludzi, lecz nie dajcie się zwieść! Są to bezlitosne monstra." Rozmyślał tak, gdy usłyszał głosy.
-... nieporęczna broń!
- Zgadzam się. Zastanawiam się jednak, czemu wysyłają coraz mniej wojowników. Czy brakuje im ludzi?
- Może myślą, że jak jest ich mniej, to ich nie usłyszymy? - właściciel głosu roześmiał się.
- Przecież tych usłyszałby nawet głuchy lis! Hałasowali jak rozjuszony troll!
- Przepraszam...
- Wybacz Buongh, zapomniałem o twej obecności.
Wtedy Edward zobaczył wielkiego potwora, który wyłonił się z lasu. Przypominał zniekształconego człowieka. Miał co najmniej pięć metrów wzrostu, paskudną twarz, brązową skórę i w niektórym miejscach porośnięty był mchem. W ręce trzymał ogromny młot bojowy.
Jeśli mnie zauważą, zginę w męczarniach.
- W ogóle to jakiś absurd! Powinni wysyłać wojska na wschód, na Blogis-mirts! A oni cały czas atakują tych, którzy mogliby być ich sojusznikami.
- Rozmawialiśmy już o tym.
Serce biło porucznikowi jak oszalałe. Starał się nie ruszać, jednak coraz bardziej bolało go kolano, na którym klęczał i czuł chodzące mu po skórze mrówki. W końcu nie wytrzymał i zmienił pozycję. To wystarczyło, by trafiło go trzydzieści strzał.

Edit: Dodana mapa. Jest to mapa rysowana w programie paint, więc nie jest dokładna Tongue Póki co są na niej tylko oznaczone kraje, może później zrobię lepszą.
[Obrazek: e5n7.png]
1. Bellatra
2. Dzicy Ludzie
3. Shovenia
4. Morra
5. Rojo
6. Nathonia
7. Syurga
8. Valaria
9. Karstas (zachodni) - razem ze wschodnim uznawany za jeden kraj.
10. Karstas (wschodni) - razem z zachodnim uznawany za jeden kraj.
11. Imperium
12. Las Mantrusdell
13. Kraj zauronów
14. Ziemie goblinów
15. Królestwo Nathrűra
16. Kalnos
17. Karalysté
18. Varrokowie
19. Blogis-mirts
20. Wyspa golemów
21. Wyspa Aemohot
22. Phunga
23. Mongoriai (plemiona wschodu)
24. Ajika
25. Konja
26. Kolonie Dong-xa
27. Dong-xa
28. Plemię Laukinis
29. Plemię Kvailas
 Cherish Balle podarowali: ManiakExceedów, Niemoralny Stefan
19.07.2013, 12:24, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2013, 12:25 przez Cyris.)
#2
RE: Thavib: Walka o kontynent
Hm... Zaczęłabym od tematyki. Naprawdę nie mam nic do fantastyki i jej podobnym, jest to w końcu mój ulubiony gatunek, ale nie wiem czy znajdziesz z nim publikę tutaj, na forum o pokemonach (i mówi to ta, która zaczęła dokładnie tak samo...).
Szczególnych błędów nie zauważyłam, tekst całkiem dobry. Jedyne co zauważyłam to pojawiające się co jakiś czas bezbarwne zdania - opisują tragiczną sytuację, ale nie umieją do niej przekonać.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: Zwiadowca
20.07.2013, 10:32,
#3
RE: Thavib: Walka o kontynent
Hmm, dzięki za opinię. Jeśli chodzi o tematykę, to może masz rację, ale cóż może znajdzie się ktoś chętny do przeczytania Tongue Jeśli nie, to trudno, spróbuję gdzie indziej.
20.07.2013, 13:54,
#4
RE: Thavib: Walka o kontynent
Nie lubię fantastyki i nigdy jej nie lubiłem... ale mam wrażenie, że jest to połączenie dwóch światów - trochę ludzi i normalności, a z drugiej strony potwory i monstra.
Tekst jest dobrze napisany, masz bardzo ciekawy styl. Piszesz przejżyście i zrozumiale, aczkolwiek pod koniec trochę się pogubiłem. Do przeczytania całości zachęcił mnie pewien aspekt, a mianowicie temat bitew - kusznicy, łucznicy, wojny i walki - coś co lubię Wink.
Będę czytał, bo zapowiada się bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że będziesz wrzucał tu kolejne rozdziały, bo ja chętnie je przeczytam i wystawię ocenę Big Grin.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




 Cherish Balle podarowali: Zwiadowca
22.07.2013, 9:21, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2013, 15:04 przez Zwiadowca.)
#5
RE: Thavib: Walka o kontynent
Miło, że mam chociaż jednego czytelnika xD Co do walk, to w większości na tym skupia się ten fan fick. Jednak kilka rozdziałów będzie się musiało skupić bardziej na fabule, a mniej na walkach. Proszę, o to kolejna część:

Aegnor

W kręgu narad panował tłok, wszędzie kłębili się przedstawiciele Wolnych Ras. Były tam dostojne elfy, leśne gobliny, narabi, wilki, wielkie pająki, leśne trolle, a nawet kilku ludzi. Po chwili wszyscy zajęli swoje miejsca. Pierwszy przemówił Aegnor - wysoki, czarnowłosy elf, zasiadający po prawej stronie władcy, Elrohira Tîwele.
- Bracia! Zebraliśmy się tu w tej trudnej chwili, by omówić obecną sytuację i zdecydować, co robić dalej. Wszyscy wiemy, że Imperium wysyła kolejne oddziały do naszej krainy. Dzieli swoją armię na niewielkie drużyny, które trzeba odnajdywać i wybijać, przez co nie możemy zająć się ważniejszym problemem.
- W jakim celu mamy niszczyć te małe oddziały? - zapytał jeden z goblinów. - Nie stanowią przecież zagrożenia.
Wiele osób pokiwało głowami, jednak Aegnor machnął tylko ręką.
- Jeśli nie będziemy wybijać małych patroli, w końcu zrobią się odważni i wyślą więcej żołnierzy - zaczął - Póki co udaje nam się utrzymać pozory większej siły, ale oni mają dziesiątki tysięcy wojowników. Gdy zaatakuje wielka armia, nasze fortyfikacje nie zatrzymają jej na długo. Już teraz większość baz wypadowych została zajęta. Twierdza na bagnach ledwo wytrzymuje oblężenie, a padnie jeśli Imperium ruszy do szturmu.
- Wiem, co my zrobić! - wtrącił troll Dertys. - My ruszyć na Barykadę! - inne trolle przyjęły ten pomysł z głośnym entuzjazmem. Niektóre nawet wychodziły z kręgu, jakby już chciały brać się do działania.
Wtedy wstał władca.
Elrohir nie był szczególnie imponującym elfem. Miał jasne włosy sięgające do ramion, oczy w kolorach lasu i łagodną twarz. Był wzrostu przeciętnego człowieka, a więc niższy od większości elfów. Teraz jednak majestatu dodawał mu Diadem Mantrusdell i typowa postawa władcy.
Nie, nie był królem. W krainie, którą władał panowały inne zasady. Co kilka lat najwyżej postawieni przedstawiciele Wolnych Ras zbierali się, by wybrać namiestnika, który by nad nimi panował. Miał on wysoką władzę, ograniczoną jednak przez swoich poddanych, którzy mieli prawo do wyboru nowego władcy w razie wysokiego niezadowolenia. Namiestnikiem mógł zostać każdy przedstawiciel Wolnych Ras.
- Barykady nie da się zdobyć - powiedział bardzo cicho, ale usłyszeli go wszyscy. - Przynajmniej od tej strony.
Co on chce zrobić?
Wszystkie trolle wróciły na swoje miejsca, choć nie obyło się bez protestów.
- Panie, da się zdobyć Barykadę! - to krzyknął jeden z ludzi, dezerter z Imperium. - Jest klika słabych punktów!
- Szturm pochłonie wiele ofiar - odpowiedział władca. - Jest jednak inne wyjście. Dawno temu kraina Mantrusdell zawarła sojusz z królestwem elfów na zachodzie, Syurgą. Teoretycznie sojusz nadal obowiązuje. Musimy tylko wysłać kogoś, kto poprosi o pomoc. Ten ktoś będzie musiał przemknąć za Barykadę, dotrzeć do Syurgii i dostarczyć list dla tamtejszego króla. Czy jest śmiałek, który podejmie się tego zadania?
W kręgu zapadła cisza. Większość zebranych spuściła wzrok, wielu intensywnie wpatrywało się w podłogę. Niektórych nagle zaczęły niezwykle interesować własne paznokcie.
- W takim razie ja wyznaczę kogoś do tej misji - Elrohir zdawał się nie przejmować zakłopotaniem innych. - Wybranych będzie siedmiu, po jednym przedstawicielu każdej Wolnej Rasy. A więc wyruszą: goblin Ur-Harg, narabi Modun, troll Buongh, człowiek Jon, wilk "Ying"*, pająk "Ark" i elf... Aegnor.
Szlag!
Wybrani nie wyglądali na zadowolonych, ale kilku pokiwało głowami na znak zgody.
- To nie będzie łatwe zadanie. Będziecie musieli podróżować w nocy, a odpoczywać w dzień. Starajcie unikać kontaktów z ludźmi Imperium i kryć się jak najlepiej umiecie. Teraz możecie się rozejść.
Większość wyszła z kręgu pojedynczo, niektórzy dwójkami i trójkami. Po chwili na miejscach siedzieli już tylko Aegnor i Elrohir.
- Czemu jeszcze tu jesteś? - spytał władca.
- Panie, to szaleństwo! Jak mamy przedostać się przez Barykadę niezauważeni?! I jak mają się kryć na terenie wroga wielki troll i narabi?!
- Spokojnie Aegnorze. Większość mieszkańców Imperium nigdy nie widziała na oczy takich stworzeń. Każdy widzi to co chce zobaczyć - Elrohir uśmiechnął się. - Więc przeciętny chłop zamiast leżącego trolla ujrzy pagórek, a zamiast nieruchomego narabi, uschnięte drzewo,
Czarnowłosy elf otworzył usta ze zdziwienia. To było takie proste, a on na to nie wpadł!
- A przejście przez Barykadę...
- To już nie będzie takie proste. Myślę, że powinniście popłynąć statkiem, ale tylko na tereny Imperium. Dalej musicie podróżować pieszo - po tych słowach Elrohir wstał ze swojego rzeźbionego krzesła. - Chodź już Aegnorze, trzeba się przygotować.

*Podane są tu pseudonimy, gdyż wilki i pająki nie mają imion.


Edit: Dodana mała wzmianka o tytule króla.
 Cherish Balle podarowali: ManiakExceedów
22.07.2013, 10:03,
#6
RE: Thavib: Walka o kontynent
Och, masz dwóch czytelników. Myślałam, że to oczywiste, choć trochę mnie zmartwiłeś tymi walkami.


Cytat:jakby już chciały brać się do działania
Dziwne sformułowanie, nie pasuje do stylu.



Krótkie. Za krótkie. Taka narada powinna być dłuższa. No i mimo wszystko król nie powinien powiedzieć: "Ma być tak, tak i tak, idźcie i zróbcie." Szczególnie elf, który cechuje się mądrością. Przynajmniej inaczej by to ujął
Do tego jeszcze jedno - cześć oparta na jednym zdarzeniu, bez żadnych pobożnych.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: Zwiadowca
22.07.2013, 11:15, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2013, 18:21 przez Zwiadowca.)
#7
RE: Thavib: Walka o kontynent
@ Up
Jeśli chodzi o ilość czytelników to być może źle zrozumiałem twój pierwszy post, wybacz Tongue A co do tekstu, wiem że powinien być dłuższy, ale jakoś nie mam głowy to takich narad ;/
PS: Władca Mantrusdell nie ma tytułu króla. Tam jakby panuje inny "ustrój' w którym na jakiś czas wybierany jest władca, może być nim przedstawiciel każdej Wolnej Rasy. Edit: Ok, dodałem o tym wzmiankę w tekście Tongue
22.07.2013, 11:37,
#8
RE: Thavib: Walka o kontynent
Ja też czytam Twój Fick Smile Uwielbiam fantastykę i mam do niej sentyment, bo od niej zaczęła się moja przygoda z czytaniem książek i jako takim pisaniem Smile
Co do tekstu, to bardzo mi się podoba i to taka odmiana na tym forum FanFickowym.
 Cherish Balle podarowali: Zwiadowca
22.07.2013, 12:15,
#9
RE: Thavib: Walka o kontynent
Cytat:PS: Władca Mantrusdell nie ma tytułu króla. Tam jakby panuje inny "ustrój' w którym na jakiś czas wybierany jest władca, może być nim przedstawiciel każdej Wolnej Rasy.
Szkoda, że nie wspomniałeś o tym w tekście.

Faktycznie, narada był może trochę krótka, ale dobrze się ją czytało. Widzę duży zasób słownictwa, zero powtórzeń i widzę, że znasz się na tym co piszesz.

I masz już trzech czytelników. Jak na to forum to standard. Powinieneś się cieszyć Tongue.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




 Cherish Balle podarowali: Zwiadowca
23.07.2013, 13:42, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2013, 14:19 przez Chaqui.)
#10
RE: Thavib: Walka o kontynent
Cytat:I masz już trzech czytelników.

Chyba jednak czterech Tongue

Następnym razem nie nabijaj Smile.
~Chaqui

Exceedy...Exceedy...Exceedy... SPAM EXCEEDAMI
Exceedy od innych użytkowników:
Carla: by Crystal46
Happy: by Amakusy, by Mico
Lily: brak
Samuel: brak
Frosch: brak
Lector: brak
Inne Exceedy: brak
----------------------------------------------------------------------
Ukryta wiadomość (Kliknij, aby wyświetlić)
Ukryta wiadomość (Kliknij, aby wyświetlić)
Ukryta wiadomość (Kliknij, aby wyświetlić)
26.07.2013, 9:05, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2013, 14:57 przez Zwiadowca.)
#11
RE: Thavib: Walka o kontynent
Omar

Widoczność była bardzo ograniczona, w wielu miejscach unosiły się kłęby kurzu. Omar nie przejmował się tym, wypatrzył już kolejnego wroga i pobiegł z wrzaskiem w jego stronę. Przeciwnikiem okazał się młody łucznik, który prawdopodobnie pierwszy raz w życiu walczył z plemieniem Duernegów. Płynnym ruchem wyjął z pochwy szablę i zablokował nadchodzące uderzenie, jednak szybkość ciosu zwaliła go z nóg. Omar dobił go szybkim cięciem i rozejrzał się.
Wokół toczyło się jeszcze kilka małych potyczek, lecz większość jego towarzyszy broni była zajęta dobijaniem rannych i poszukiwaniem kosztowności wśród zabitych. Dwóch wojowników kłóciło się o klejnot znaleziony w sakiewce jednego z karstańskich gwardzistów, jednak cios miecza szybko załatwił sprawę.
Omar prychnął z pogardą. Był typowym Duernegiem, człowiekiem średniego wzrostu o ciemnych włosach, groźnym spojrzeniu i twarzą pokrytą bliznami. Charakterem też nie odstawał od reszty współplemieńców, gardził śmiercią, nie znał litości dla wrogów i nie wierzył w żadne bóstwa. Jednak myślał rozsądnie i nie podobał mu się zwyczaj walk na śmierć i życie ludzi z tego samego plemienia. Wiedział jak mało mają wojowników, tracili ich z każdą bitwą, a także przez te bezsensowne walki. Był wodzem, ale mimo to nie mógł zerwać z dawno wymyślonymi obyczajami.
- Panie! - usłyszał głos za sobą, a przyzwyczajony do szybkiego reagowania odwrócił się w tamtą stronę, przygotowany do zadania pchnięcia. Zobaczył tylko uśmiechniętą twarz Groźnego Ahmeda i odetchnął z ulgą, chowając miecz.
- Ahmedzie?
- Po naszej stronie dość małe straty. Dwudziestu trzech zabitych i trzydziestu siedmiu rannych. Zabiliśmy około trzystu Karstańczyków, reszta rzuciła się do ucieczki - wojownik zaśmiał się. - Schwytaliśmy też emira.
- Naprawdę? - Omar zamarł zdumiony. Duernegowie nigdy nie brali jeńców, spodziewał się więc śmierci generała.
A jednak został schwytany.
- Poddał się, gdy sam wybiłem jego gwardię. Pomyślałem, że przyda ci się żywy - Ahmed uśmiechnął się.
- Zaprowadź mnie do niego - wódz nie potrafił ukryć zadowolenia. Za tak ważną osobę na pewno dostaną duży okup.
Chwilę później byli już przy skrępowanym emirze. Wyglądał na starego mężczyznę, był wysoki, ciemnej karnacji i o ciemnych włosach. Miał na sobie zbroję lamelkową i skórzane spodnie. Jego buty i hełm leżały obok niego, a broń przywłaszczyli już sobie członkowie plemienia.
- Każ ludziom ściągnąć z niego zbroję i dać mu pustynną tunikę. I niech ktoś przyniesie mu wody.
Omar nie potrafił zrozumieć jak można walczyć na pustyni w takim pancerzu. On i jego współplemieńcy zawsze ubierali do walki lekkie, przewiewne tuniki, tak jak z resztą do innych zajęć.
Z zamyślenia wyrwały go krzyki kilku Duernegów, którzy już wsiedli na swoje wierzchowce i popędzili w kierunku wioski.
Zawsze im się spieszy.
Omar rozkazał kilkunastu wojownikom przetransportować rannych i przydzielił paru jako straż dla więźnia. W końcu i on mógł dosiąść konia i spokojnie ruszyć do osady.
Po godzinie dotarł wreszcie na miejsce. Wioska Duernegów była nadmorskim skupiskiem namiotów i glinianych chat. Z trzech stron otaczał ją ziemny wał obronny i fosa, zaś od strony morza pobudowano drewniane zasieki. Tutejsi mieszkańcy żyli głownie z hodowli zwierząt i plądrowania. Wodę czerpali z pobliskiego wodopoju, oddalonego od osady o pół godziny drogi.
Wódź rozluźnił się. Zsiadł z konia, odprowadził do zagród i ruszył zadowolony w stronę swojego namiotu. Tam przywitała go jedna z żon, która właśnie przygotowywała dla niego posłanie. Położył się i zamknął oczy, rozmyślając o dzisiejszym dniu.
Walka z przeważającymi siłami wroga, tak małe straty i tak cenny więzień... Czego chcieć więcej?
Zasypiał powoli, gdy nagle do jego namiotu wpadł któryś z Duernegów i zaczął krzyczeć. Omar podniósł się powoli.
- Uuuu... O co chozi?
- Wodzu! Czarny statek z czarnymi żaglami! Płynie tutaj! - mężczyzna wyglądał na przestraszonego. Plemienni wojownicy nie czuli strachu przed wojskami lądowymi, ale perspektywa ataku ze strony morza ich przerażała. Bali się nieznanych im olbrzymich okrętów.
Omar powoli wybiegł z namiotu i spojrzał w kierunku morza. Rzeczywiście, był tam czarny statek, ale nie wyglądał jak okręt wojenny, a raczej jak szybki transportowiec. Coraz bardziej zbliżał się do brzegu, jednak w końcu rzucono kotwicę i na spotkanie Duernegom wyruszyła mała łódka. Wódz dostrzegł w niej kilka osób, wszyscy mieli czarne zbroje, czarne hełmy i wielkie tarcze, a u boku nosili jednoręczne topory i krzywe miecze. Na ten widok wielu jego współplemieńców wyciągnęło broń, ale uspokoił ich ruchem ręki.
- Spokojnie, przecież nie odważą się w piątkę szturmować brzegu! - zawołał.
Czy aby na pewno?
Teraz, gdy przybysze podpłynęli bliżej, zaniepokoił go ich dziwny wygląd. Byli wyżsi i lepiej zbudowani od większości ludzi, mimo zbroi i hełmów widać było ich dziwny odcień skóry, u niektórych szary, a u niektórych zielony. Tylko jeden wyglądał jak zwykły człowiek. Uniósł on rękę w pokojowym geście i dał znak, że chce wyjść na ląd. Omar skinął głową i kilku ludzi zaczęło wyjmować zaostrzone paliki z wody. Po chwili załoga łódki była już na brzegu.
- Z czym przybywacie? - zawołał wódz doniosłym głosem.
- Jesteśmy wysłannikami z Blogis-mirts - wyjaśnił mężczyzna w czarnej zbroi. - Przybywamy z ofertą umowy.
- Do jednego z przybrzeżnych plemion? - zdziwił się Omar.
- Duernegowie są dość... znani. Ponoć jesteście bardzo wojowniczym plemieniem - wyjaśnił wysłannik z lekkim rozbawieniem w głosie.
- Co oferujecie?
- Złoto za krew. Macie osłabić Karstas, by nadawało się do bezproblemowego podbicia - mężczyzna wyjął zza pasa sakiewkę i rzucił na ziemię. - To zaliczka. Jeśli zdołacie wykonać zadanie, dostaniecie więcej.
Jeden z plemiennych wojowników obejrzał dokładnie monety znajdujące się w sakiewce.
- To prawdziwe złoto! - krzyknął.
- Mamy najechać Karstas? - wódź zdziwił się. - Przecież robimy to cały czas.
- Teraz macie to robić z wyjątkową zaciekłością - wyjaśnił spokojnie mężczyzna. - Palić, plądrować, niszczyć armie. Ten kraj uwikłany już jest w konflikt na północy, a jeśli pojawią się problemy wewnętrzne, padnie.
Omar zastanowił się chwilę. W sumie... Co miał do stracenia?
- Zgadzam się na wasze warunki - spojrzał na swoich współplemieńców. Niektórzy parskali ze złością, jednak większość wyglądało na zadowolonych z podjętej decyzji.
- Mądry wybór - po tych słowach wysłannik wraz z czterema towarzyszami ruszył w stronę łódki.
- Zaczekaj! - krzyknął wódz. - Kim są ci ludzie?
- To moja osobista ochrona - odpowiedział mężczyzna i odpłynął w stronę statku.
Duernegowie patrzyli jeszcze długo, gdy czarny okręt pożeglował na wschód.

Edit: Zauważyłem kilka błędów i dokonałem paru małych poprawek.
 Cherish Balle podarowali: ManiakExceedów
26.07.2013, 20:03,
#12
RE: Thavib: Walka o kontynent
Nie mam temu tekstowi nic do zarzucenia. Dobrze napisany, dość ciekawy... Choć po przeczytaniu zauważam, że bitwa nie została opisana, raczej napisano że była... Sama nie wiem. Muszę poczekać na jakiś fragment, o którym będę mogła powiedzieć więcej.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
28.07.2013, 12:44,
#13
RE: Thavib: Walka o kontynent
Mogłeś trochę bardziej opisać bitwę, ale nie była ona głównym elementem tekstu, więc jest to po części zrozumiałe.
Faktycznie, tekst jest napisany wręcz bardzo dobrze, powtórzenia są niemalże wyeliminowane, a ostatnie zdarzenie zachęciło mnie jeszcze bardziej do czekania na następny rozdział. Mam nadzieję, że planujesz jakąś większą bitwę, bo może być to ciekawie przez Ciebie opisane Smile.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




3.08.2013, 19:04, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 3.08.2013, 19:06 przez Zwiadowca.)
#14
RE: Thavib: Walka o kontynent
Irven


Życie w koszarach toczyło się normalnym rytmem. Jednak dziś główny dowódca garnizonu wezwał do sali jadalnej wszystkich żołnierzy, by coś ogłosić.
Irven był niskim, jasnowłosym mężczyzną, który należał do oddziału lekkiej piechoty. Szedł szybko razem z innymi, niezbyt zaciekawiony tym, czego miał się dowiedzieć.
Pewnie jak zwykle karne sprzątanie albo wymarsz na pustynię.
Po chwili wszyscy byli już na miejscu. Usiedli na swoich miejscach i czekali na pierwsze słowa przełożonego.
- Na pewno zastanawiacie się, po co was tu wezwałem - zaczął dowódca.
Nie.
- Doszły nowe rozkazy od samego Imperatora - kilku żołnierzy otworzyło usta ze zdziwienia. Imperator rzadko interesował się wojnami toczonymi przez Imperium, chyba że nadchodził rozstrzygający moment. - Nasz Pan chce, byśmy zaprzestali walk z Karstas i ruszyli na północ. Nie, nie za Barykadę - dodał, gdy zobaczył przestraszone twarze. - Imperator pragnie, by barbarzyński kraj, znany jako Nathonia, został podbity i włączony do naszej wspólnoty. Na północ daleka droga, ale potrzebne są tam wszystkie siły, gdyż po Nathonii nadejdzie czas na kolejne terytoria. Do władcy Karstas został już wysłany emisariusz, który zaproponuje warunki pokoju.
- Sir, jeśli można - wtrącił jeden z żołnierzy. - Jakie będą te warunki? W bitwach z tymi dzikusami straciliśmy wielu naszych, więc chyba nie odejdziemy z pustymi rękami?
- Cóż... Powiem wam. Nasz wróg jest bardzo osłabiony. Słyszałem, że niektórzy jego podwładni buntują się przeciwko niemu. Nie możemy jednak przejąć całego jego terytorium, jest ono za wielkie. Nasz Pan chce zaproponować więc wasalizację Karstas. To wszystko, co możecie wiedzieć. A! Wyruszamy na północ za tydzień. Teraz... Rozejść się!
- Tak jest! - odpowiedzieli chórem podwładni, stając na baczność, po czym wymaszerowali z sali jadalnej.
A więc Nathonia... Przecież to co najmiej pół roku drogi stąd...
Irven wrócił do swojego pokoju, który dzielił z siedmioma kompanami, lecz teraz dwa łóżka nie należały do nikogo. Pamiętał imiona ich dawnych właścicieli: Taid i Jon. Jednego podczas bitwy trafiła strzała, a drugiego Karstańczycy schwytali żywcem i, jak podejrzewał Irven, zginął w okrutnych torturach albo został sprzedany jako niewolnik i umarł z przemęczenia.
Przejrzał kufer ze swoimi rzeczami, których nie miał zbyt wiele. Było tam trochę ubrań, typowe wyposażenie lekkiego piechura, czyli skórzany kaftan, oszczep i długi nóż, a także mała ilość pieniędzy. Westchnął.
Kiedyś był vakariańskim szlachcicem, ale został niesłusznie oskarżony o zabójstwo i skazany na wygnanie. Uciekł więc do Imperium i wstąpił do armii. Na ochotnika! A to nie zdarzało się często, większość żołnierzy tego kraju została włączona do sił zbrojnych pod przymusem. A jak został potraktowany? Dostał kaftan, oszczep, nóż i miał służyć podczas bitwy jako mięso armatnie. Teraz, gdy o tym myślał, przyszło mu do głowy, że mógł uciec do Syurgii. Wtedy obawiał się elfów, wydawali mu się gorsi od ludzi, lecz z biegiem czasu przekonał się, jak bardzo się mylił. Imperium toczyło wojnę z elfami z Lasu za Barykadą i wpajało swoim żołnierzom, że są to dziwne i groźne stwory. Irven po kilku latach przekonał się, jak bardzo ogłupiano wszystkich mieszkańców tego kraju. Przykładem może być Barykada. Wszyscy twierdzili, że zbudowali ją ludzie! On jednak nie był ignorantem i kiedyś podróżował po świecie. Dowiedział się, że tę ogromną budowlę wzniosły krasnoludy, jakieś cztery tysiące lat temu, gdy oblegały tamtejsze królestwo elfów. Oblężenie się nie udało, Barykada została porzucona i przejęli ją ludzie.
- Ciekawe ile będzie trwać podróż - z zamyślenia wyrwał go głos współlokatora. - Niektórzy mówią, że Nathonia leży dziesięć lat drogi stąd!
A więc jeszcze jeden znawca kontynentu.
Nie zamierzał tłumaczyć mu, jak jest naprawdę. Nie zależało mu na wysokim morale żołnierzy.
Zajrzał głębiej do kufra. Tak, był tam... Jego ulubiony łuk refleksyjny i dwanaście strzał. Nie używał go już od dawna. W Vakarii mógł ćwiczyć ile chciał, jednak inni przedstawiciele szlachty patrzyli na to z pogardą. Łuk był uważany za broń chłopską. Za to w Imperium łuki nie występowały w ogóle, zastąpiono je całkowicie kuszami. Ledwie udało mu się przemycić swój.
Kochał strzelanie z łuku. Pamiętał czasy, gdy trafiał w sam środek dwanaście strzał pod rząd w nie więcej niż dwadzieścia sekund. Teraz na pewno stracił już te umiejętności, lecz nie mógł pogodzić się ze stratą ulubionej broni.
Zamknął szybko kufer, gdy usłyszał kroki na korytarzu. Prawdopodobnie byli to żołnierze z innych pokoi, jednak mógł to być przełożony robiący inspekcję.
Nie mylił się. Po chwili drzwi otworzyły się i wszedł sierżant z groźną miną. Omiótł wzrokiem pomieszczenie, zatrzymując go przez krótki czas na jednym ze współlokatorów Irvena.
- Co tam leży na twoim łóżku? - zapytał groźnie.
- To hełm, sir - odpowiedział żołnierz ze spuszczoną głową.
- A jaki jest regulamin? Każdy pułk ma odpowiednie wyposażenie! Lekki piechur nie nosi hełmu! Oddawaj go, damy któremuś z kuszników.
- Sir! To hełm mojego dziadka! To jedyna pamiątka jaką po nim mam!
- Nie obchodzi mnie to. Dodatkowo dostajesz dziś w prezencie sprzątanie koszar! Cieszysz się? - sierżant roześmiał się i splunął na żołnierza, który wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.
Irven nie potrafił mu współczuć, był zajęty sobą, z resztą wiedział jak traktuje się ludzi w Imperium. Ich życie nie było nic warte, często posyłano ich na pewną śmierć. Wszystko, by spełnić ambicje Imperatora.
Położył się na łóżku. Rozmyślał już nad tym wiele razy, ciągle przekonywał siebie, że nie warto. Teraz jednak podjął decyzję. Musi zdezerterować.
 Cherish Balle podarowali: Chaqui
3.08.2013, 19:57,
#15
RE: Thavib: Walka o kontynent
Apel bardzo krótki, a wydarzenia po nim... Realistyczne opisanie takiej sytuacji jest trudne i obawiam się, że wyszło... nienaturalnie. Może czegoś brakuje, może jest napisane zbyt prosto... Nie wiem.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości