Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za WYDANO! dni)

Sword i Shield promo



O kolesiu, który nie miał lekko
24.11.2012, 13:43, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2012, 14:00 przez NIK.)
#61
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Obudziłem się wcześnie rano, taki miałem zamiar. Jednak otworzyłem oczy, zanim mój budzik zdarzył wyrwać mnie z błogiego snu. To emocje sprawiały, że nie mogłem spać. Tak bardzo czekałem na ten dzień. Czułem ogromne podniecenie, na myśl o czekającej mnie przygodzie. Spojrzałem na zegarek, wskazywał 5:43. Obok godziny była data i napis "Niedziela”. „Nareszcie”, pomyślałem i z zerwałem się z łóżka. Szybko się ubrałem i zacząłem sprzątać po sobie, w tym małym mieszkanku. O tej porze nie czułem się głodny. Poza tym, wzbierająca w moim ciele adrenalina, nie pozwoliłaby mi nic przełknąć. Zresztą, chciałem już wyruszyć, teraz, natychmiast. Chciałem zostawić za sobą to miasto, dom dziecka i Panią kierownik, wrednych rówieśników i wyrwać się stąd, chodź na chwilę. Marzyłem, by przysiąść na zielonej, cichej polanie, pośród barwnych drzew i rozkoszować się panującą tam ciszą, odpocząć od pracy, szkoły, drwin i ciągłych zażaleń pod moim adresem. Podszedłem więc do drewnianego krzesła, na którym leżał mój plecak i jeszcze raz dokładnie sprawdziłem, czy spakowałem wszystkie potrzebne rzeczy. Wyjeżdżałem na jeden dzień, a wyglądało to tak, jakbym wybierał się na tygodniową wyprawę. Zabrałem dwa koce, ciepły sweter w razie ochłodzenia, zapas bielizny, środki czystości, gruby sznur (tak na wszelki wypadek), zapas leków dla pokemonów, kilka bułek, trochę owoców, ryżowe ciastka, które uwielbiał Mankey, ziarna dla Pidgeya i dwie paczki poke-chrupek. Przyznać muszę, że wydałem sporą sumę na te zakupy. Włożyłem rękę do bocznej kieszeni aby sprawdzić, czy najważniejsze przedmioty są na miejscu. Oba PokeBalle spoczywały w małej kieszonce, czekając na to by ich użyć. To te dwie kulki sprawiały, że byłem tak zafascynowany tą wyprawą. „Jedna kula dla Geodude, a druga...?”, powiedziałem w myślach „wszystko się może zdarzyć”, dodałem i wyszedłem z mieszkania Roberto. Zamknąłem drzwi na klucz i wsiadłem na swój rower. Gdy wyjeżdżałem z miasta, uśmiechnąłem się pod nosem i przyspieszyłem. Upragniona przygoda właśnie się zaczęła...
Zostawiłem rower u pewnej miłej staruszki, która mieszkała na granicy lasu. Spojrzałem na małą, rysowaną własnoręcznie mapę i wąską, zarośniętą ścieżką wszedłem do lasu. Przywitała mnie cisza i spokój, której pragnąłem, jednak jeszcze bardziej pragnąłem przygód. Wbiegłem głębiej w las, w poszukiwaniu nowych wrażeń. Dotarłem nad strumień. Nad jego brzegiem pewien Bidof koił pragnienie. „Zaczynamy”, pomyślałem i podrzuciłem PokeBall do góry. Pidgey radośnie mnie powitał i zaczął krążyć w powietrzu, ciesząc się z pięknego krajobrazu i cudownego słonecznego dnia.
- Atak ciałem w tego bobra – Pidgey niezwłocznie wykonał polecenie. Trafił Bidofa, a ten zjeżył się i wskoczył do wody, kryjąc się pod jej powierzchnią.
- Stchórzył – Powiedziałem do Pidgeya. Wtedy ze strumyka wystrzelił potężny strumień wody, który trafiłby Pidgeya, gdyby nie jego unik. Po chwili, z wody wynurzyły się dwa duże bobry, wyglądające inaczej niż tamten Bidof.
- Ups... Chyba wkurzyliśmy jego rodziców. – Powiedziałem, po czy wypuściłem Mankeya z PokeBalla. – Teraz szanse są równe – Dodałem. Jeden z bobrów wyszedł na brzeg, był naprawdę sporych rozmiarów, drugi pozostawał w wodzie, próbując trafić Pidgeya wodnym strumieniem
- Pidgey powietrzne cięcie! Mankey kopniak! – Pierwszy pok sfrunął w stronę strumienia i zaatakował, jednak jego rywal zniknął w wodzie, a tak tylko zmącił powierzchnię strumienia. Mankey’owi poszło lepiej. Podbiegł do wielkiego bobra i wymierzył mu kopniaka pod prawą łapę, dołożył też kilka uderzeń pięścią. Jednak po chwili, został odtrącony ciosem płaskiego ogona. Rywal Mankeya wycelował w niego sporym głazem. Mój pok nawet nie drgnął i jednym ciosem przepołowił kamień.
- Brawo mały! – Zakrzyknąłem. Widząc, że ataki Pidgeya są nieskuteczne, postanowiłem zmierzyć strategię.
- Pidgey, zrób nawrót i rozpędź się. Mankey, na mój znak uderzysz tego, który jest w wodzie. Mankey przytaknął, a Pidgey zatoczył łuk i leciał wzdłuż strumienia, wzniecając tym małe fale. Gdy Pidgey znalazł się w odpowiednim miejscu, postanowiłem wcielić plan w życie.
- Pidgey zwrot i uderz w tego na brzegu. – Pidgey zbliżał się z dużą prędkością. – Mankey teraz! – Rozkazałem. Poke-małpka, zwinnie wbiegła po dzikim pokemonie i wybiła się z jego głowy. Bóbr odwrócił się zmieszany. Nawet nie zdążył zareagować, gdy zobaczył rozpędzonego Pidgeya, który rąbnął go potężnie w głowę. Bóbr zachwiał sie i upadł. W tym samym czasie, Mankey lecąc w powietrzu zamachnął się i z całą siłą uderzył bobra, który właśnie się wynurzał. Po chwili, drugi z dzikich pokemonów dryfował nieprzytomny.
- Brawo!! Bobry znokautowane – Powiedziałem z uśmiechem. Zastanawiałem się, czy nie użyć PokeBalla, ale mały Bidof, który wyłonił się z wody przekonał mnie, żeby tego nie robić. „Nie ma co rozbijać rodziny... „ pomyślałem. Zostawiając bobrzą rodzinkę, ruszyłem dalej.

Wędrówka była miła i przyjemna, jednak często zbaczałem ze szlaku po to, by sprawdzić, co kryje się wśród drzew. Prawie się zgubiłem, gdy goniłem Rattatę, którą bardzo chciałem złapać. Niestety dziki pokemon gdzieś zniknął, a ja tylko dzięki Pidgeyowi wydostałem się z lasu. Takie przygody sprawiły, że dotarłem na wzgórza dopiero popołudniu. Siedząc w krzakach, zacząłem obserwować te niewielkie, skalne wzniesienia. O mało nie krzyknąłem z radości, gdy zobaczyłem wśród skał grupę Geodude. Powstrzymałem się jednak przed głośnym wyrażaniem emocji. Mógłbym spłoszyć krzykiem te kamienne stworki. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że złapanie jednego z nich, nie będzie takie proste. Wśród skał, dostrzegłem jeszcze jednego pokemona. Przypominał Geodude, jednak był od nich dużo większy i poruszał się na nogach. Poza tym, nieopodal pasło się małe stadko Rhyhornów. Trójka rosłych osobników, mogła w każdej chwili rozpocząć szarżę. Musiałem bardzo uważać. Zauważyłem, że są niespokojne, gdy wiatr wiał ode mnie w ich stronę. Jednak nie zamierzałem się poddawać, za wszelką cenę chciałem zdobyć tego pokemona. Zacząłem się czołgać w wysokiej trawie, kierując się w stronę wzgórz. Pidgey krążył po niebie, miał mnie ostrzec, gdyby działo się coś złego. Mankey skakał po pobliskim drzewie, w każdej chwili był gotowy do ataku. Byłem już bardzo blisko, rozchyliłem lekko źdźbła trawy, żeby móc się rozejrzeć. Widziałem przed sobą kilkanaście Geodude, już nie mogłem sie doczekać aż któregoś złapie. Wyszedłem z ukrycia i podniosłem rękę do góry, to był znak dla Pidgeya, który momentalnie pojawił się obok mnie.
- Powietrzne cięcie w tamtego! - Rozkazałem wskazując palcem wybrany cel. Przeciwnik oberwał, przestraszył się i zniknął wśród skał.
- Teraz atakuj tego! - Pidgey obrał następny cel. Jednak ten kamienny pok, również zniknął wśród kamieni. Pidgey gonił kolejne stworki i próbował je pokonać. Jednak one płochliwie chowały się w kamiennych szczelinach. Pozostałe na zewnątrz stworki przeszły do ofensywy i zaczęły miotać w nas kamieniami. Na szczęści w porę pojawił się Mankey i zaczął zwinnie niszczyć kierowane w nas pociski. Przyznać trzeba, że wywołałem chaos wśród grupki tych Geodude. Towarzyszący temu zajściu chałas, był słyszalny kilkadziesiąt metrów stąd. Nic więc dziwnego, że usłyszał go, ten wielki kamienny pokemon. Usłyszałem za sobą ciężkie stąpanie, odwróciłem się i zobaczyłem dużego, szarego, okrągłego pokemona, wygladał na bardzo wkurzonego. Wystrzelił w Pidgeya grad kamiennych pocisków, które zraniły go dotkliwie. Wtedy rozwścieczony Mankey skoczył na tego pokemona i poczęstował go kilkoma uderzeniami. Gdy Mankey lądował na ziemi, kamienny pokemon spowodował, że ziemia zaczęła się trząść. Mankey wylądował na drgającym podłożu, upadłem, a gdy się podniosłem, Mankey resztkami sił próbował podnieść się z ziemi. Przywołałem go do PokeBalla, tak jak wcześniej Pidgeya i zacząłem uciekać. Biegłem ile sił w nogach, zatrzymałem się dopiero na małej, zielonej polanie. Nie było widać pościgu, więc uznałem, że ta polana to świetne miejsce na odpoczynek.

Dobrze że zakupiłem leki, moje pokemony ich teraz potrzebowały. Mankeyowi podałem lek na oszołomienie, siniaki Pidgeya posmarowałem specjalną maścią. Podałem im leki przyspieszające regeneracje sił. Dodatkowo z zebranych łodyg dziurawca, sporządziłem napar wzmacniający. Dzięki temu Poki dość szybko doszły do siebie. Zjedliśmy syty posiłek, w paczce poke-chrupek, którą otworzyłem znalazłem żeton przedstawiający pokemona zwanego Totodille. Bardzo spodobał mi się ten stworek. Z informacji zawartych na odwrocie żetonu wyczytałem, że można spotkać je w Niemczech. Ten gatunek pokemonów, to starter dla młodych niemieckich trenerów. Zdarzały się ucieczki z hodowli i dlatego teraz, w Południowych Niemczech można spotkać dzikie Totodille. "Jednak ich populacja jest bardzo mała i trzeba mieć niezwykłe szczęście, żeby się na nie natknąć", tak napisano na żetonie.
- Groźnie wygląda co nie? - Spytałem Mankeya pokazując mu podobiznę szczerzącego kły Totodilla. Mankey przybrał bojową pozę i wykonał pokazowy cios, oznajmiając że nie boi się błękitnego krokodyla. Moje poki były bardzo waleczne, mimo przegranej nie zamierzały się poddawać. Gdy wszyscy czuli się już dobrze, z determinacją ruszyliśmy w stronę wzgórz. Tym razem, zamierzałem przekraść się z drugiej strony, tak żeby nie natknąć się na tego wielkiego, kamiennego obrońcę uciśnionych. To oznaczało, że musiałem przejść obok Ryhornów. Chyba nigdy w życiu tak się nie bałem. Serce waliło mi jak oszalałe, ręce mi się trzęsły a pot zalewał mi oczy. Starałem się bezszelestnie przejść obok legowiska tych wielkich pokemonów, mogących stratować mnie w mgnieniu oka. Niemal dostawałem zawału, gdy któryś z tych potworów ryczał, lub przemieszczał się. Na szczęście, udało mi się bezpiecznie przedostać w pożądane miejsce. Odetchnąłem z ulgą, byłem w miarę bezpieczny. Spoglądałem na stado Geodude, tego wielkiego pokemona nigdzie nie było widać, więc mogłem zacząć działać. Wiedziałem, że atakowanie wszystkich stworków na raz, to zły pomysł. Musiałem zwabić jakiegoś poka bliżej mnie. Naśladowanie ich odgłosów nie pomogło, wabienie na ryżowe ciastka również. Byłem sfrustrowany tą sytuacją, rozzłościłem się, podniosłem z ziemi mały kamień i rzuciłem nim w jednego Geodude, chcąc zemścić się za to, że są tak trudne do złapania. Kamyk trafił kamiennego stworka, ten zmieszał się i po chwili zaczął zmierzać w moją stronę, szukając sprawcy. Pokemon zbliżał się powoli a ja czekałem nerwowo, na odpowiedni moment do ataku. "Uwaga" szepnąłem do swoich stworków. Geodude był już bardzo blisko, Pidgey i Mankey przygotowali się do ataku. Wtedy z krzaków obok z piskiem wybiegła Rattata. Przestraszyło to mnie i moje pokemony, ale także Geodude, który szybko zaczął się oddalać.
- Atak! Szybko! - Krzyknąłem zapominając o ostrożności. Moje stworki rzuciły się na Geodude, który w odpowiedzi rzucał kamieniami. Trafił tą hałaśliwą Rattate, która z jeszcze głośniejszym piskiem wbiegła w wysoką trawę. Po chwili, ziemia pod moimi stopami zaczęła się trząść. Usłyszałem straszliwy ryk, odwróciłem się przerażony i zobaczyłem wściekło Rhyorna. Najwidoczniej nie spodobały mu się te hałasy. Rhyorn staną w miejscu, zaczął ryć nogami ziemię, zaryczał jeszcze raz i rozpoczął szarżę. Z panicznym wrzaskiem zacząłem uciekać przed tą bestią. Całe to hałaśliwe zamieszanie przyciągnęło uwagę tego dużego, kamiennego pokemona. Wystrzelił kamienny pocisk, chcąc przepędzić intruzów. Ja i moje stworki, od razu chcieliśmy wiać gdzie pieprz rośnie. Natomiast Rhyorn, odebrał ten atak jak wyzwanie. Znów zrył ziemię nogami i z wściekłym rykiem zaczął szarżować na kamiennego stwora. Pokemony zwarły się mierząc swoje siły. Ziemia trzęsła się, to od ciężkich kroków Rhyhorna, to od upadku któregoś pokemona, lub z powodu wykonywanych przed nich ataków. Dostrzegłem, że wiele Geodude, pośpiesznie kryło się w całkiem sporej jaskini. Postanowiłem pobiec za nimi. W jaskini panowała ciemność, jednak drobne szczeliny dostarczały do środka odrobinę światła, dzięki temu widziałem cokolwiek. Było tu mroczno, chłodno i wilgotno, jednak bardzo zainteresowało mnie wnętrze jaskini. Z podziwem przyglądałem się stalaktytom i stalagmitom, wyglądającym jak kły jakiegoś potwora, wystającym z podłoża i sklepienia jaskini. Można było odnieść wrażenie, że pcham się w paszczę złowrogiej bestii. Z rozmyślań wyrwał mnie Geodude, który przemknął przede mną i z niknął w skalnym korytarzu po lewej. Od razu pobiegłem za nim.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Cyris, Dragonite~, Mr.Bigos, Drow, Mathieu48
24.11.2012, 14:11,
#62
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Spodobało mi się to, jak nie złapał Bidoofa, żeby nie rozbijać rodzinki. Całkiem ciekawie, zapowiada więcej. Nie ma tutaj tego codziennego opisu, więc jest całkiem nieźle.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
30.11.2012, 12:25, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2012, 16:57 przez NIK.)
#63
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Goniąc tego Geodude zagłębiałem się w jaskini, było w niej coraz ciemniej i mroczniej. Po mimo osłabionej widoczności nadal widziałem uciekającego przede mną poka. Starałem się nie stracić go z oczu i w końcu go dopaść. Jednak w pewnym momencie ten pok zniknął. Zatrzymałem się, gdy emocje opadły zacząłem odczuwać strach, który zwiększał się z każdą chwilą. Rozglądałem się nerwowo, zastanawiałem się czy to co widzę, to zwykły kamień, czy jakiś potwór czający się w mrokach jaskini. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jaki byłem bezmyślny wbiegając do tej jaskini. Przypominało mi to noc, którą musiałem spędzić w ciemnej, zagraconej piwnicy. Wtedy panicznie się bałem a teraz było jeszcze gorzej. Znajdowałem się w zupełnie nieznanym, oddalonym od ludzi i o wiele mroczniejszym i niebezpieczniejszym miejscu. Łzy napłynęły mi do oczu, bałem się tak bardzo, że nie mogłem nawet stąd uciec. Usiadłem na ziemi i zacząłem płakać. Jednak teraz nie byłem sam, towarzyszyli mi dwaj wierni przyjaciele. Mankey spojrzał na mnie i zdziwił się widząc moje łzy, jednak po chwili chyba zrozumiał co się dzieje. Wtedy Pidgey wylądował na moich kolanach i wtulił się we mnie, a Mankey wskoczył na moje ramie. Podskakiwał i wydawał różne dźwięki, chcąc dodać mi otuchy. Spojrzałem na nich i zacząłem szlochać, sam nie wiem dlaczego, chyba ze szczęścia. Przytuliłem oba stworki, byłem im bardzo wdzięczny za okazaną troskę i pomoc, byłem też wściekły na siebie. Jak można było się tak mazać, jaki przykład dawałem swoim pokemonom. Wstałem i otarłem rękawem łzy, spojrzałem na moje poki.
- Gotowi do dalszej drogi? – Spytałem z determinacją w głosie. Oba stworki z bojowymi okrzykami ruszyły przed siebie. Rozglądałem się w poszukiwaniu jakiegoś Geodude. Wydawało mi się, że widzę jednego. Rozkazałem Pidgeyowi atakować, jednak atak trafił w pustkę. Pewnie ten Geodude zdążył się schować lub w ogóle go tam nie było. Obiekt, który atakował Mankey, był zwykłym kamieniem a nie kamiennym pokemonem. Zaczynałem się już irytować.
- Gdzie się te kamienne stworki podziały. – Powiedziałem głośno. Wtedy, dostrzegłem jakiś ruch, cos poruszyło się tuż przy samym sklepieniu jaskini.
- Pidgey atakuj!! – Gdy powietrzne cięcie dotarło do celu, usłyszałem jakiś dźwięk i zobaczyłem parę oczu zwróconych w moją stronę. – To Geodude! Atakuj! – Zakrzyknąłem, a Pidgey zasypał swój cel serią powietrznych cięć. Wtedy, coś z piskiem przefrunęło obok mojej głowy. Usłyszałem jakieś szmery, spojrzałem na sklepienie jaskini i zobaczyłem jeszcze kilka par oczu, takich samych jak tamte. Było ich coraz więcej, po chwili zaczęły się przemieszczać, krążyć w powietrzu. Wydawały przy tym bardzo piskliwe dźwięki.

- Pidgey atak w te stado! – Nie wiem czemu wydałem taki rozkaz, chyba ze strachu, za to wiem, że już nigdy tego nie powtórzę. Atak spowodował chaos wśród tego stada. Stwory fruwały chaotycznie i używały dziwnych dźwięków, które przyprawiały o ból i zawroty głowy. Zacząłem stamtąd uciekać, lecz niewiele to dało, bo stado podążało za mną. Teraz było widać nieco więcej, odwróciłem się i zobaczyłem, że podąża za mną stado Zubatów. Spłoszone pokemony, co chwila używały tych oszałamiających dźwięków. Skutki tego były bardzo nieprzyjemne. Zacząłem tracić orientację i przestawałem trzeźwo myśleć. Moje pokemony też odczuwały skutki tych ataków, najbardziej ucierpiał Mankey. Próbował walczyć z Zubatami, jednak rywale mieli wielką przewagę liczebną, Mankey szybko został oszołomiony i nie mógł się ruszać. Kilka Zubatów dopadło do niego gryząc go. Zatrzymałem się, Pidgey szarpał mnie za rękaw, próbując nakłonić mnie do dalszego biegu. Jednak na szczęści zachowałem resztki przytomności i cicho wyszeptałem „Mankey...”. Pidgey rozejrzał się i z wściekłym okrzykiem zaatakował Zubaty nękające Mankeya, przepędzając je. Następnie chwycił rannego Mankeya i uniósł go w powietrze, mogliśmy kontynuować ucieczkę. Byłem na tyle przytomny, że wycofałem swoje pokemony do PokeBali. Zubaty co chwila atakowały moją głowę, starałem się je odpędzić, jednak nie przynosiło to skutku. Dostrzegłem jakiś otwór po lewej stronie, nie zastanawiając się dłużej skręciłem w tamtą stronę. Nim się zorientowałem, zacząłem zsuwać się w dół. Później toczyłem się zatrzymując się dopiero na twardym, kamienistym podłożu. Zacząłem tracić przytomność, ostatnim co pamiętałem były oddalające się piski Zubatów...

Powoli otworzyłem oczy, zacząłem się zastanawiać dlaczego tak bardzo boli mnie głowa. Nagle wszystko sobie przypomniałem, pomyślałem o moich pokemonach i szybko się podniosłem. Zrobiłem to tak gwałtownie, że zamroczyło mnie i upadłem, niemal znów tracąc przytomność. Sięgnąłem ręką do PokeBali, z przerażeniem odkryłem, że nie ma ich na swoim miejscu. Wpadłem w panikę i zacząłem się rozpaczliwie rozglądać. Ulżyło mi, gdy zobaczyłem leżące niedaleko PokeBalle. Podczągałem się do nich i wypuściłem moje pokemony, nie wyglądały najlepiej. Pidgey stał w miejscu i potrząsał głową, zapewne próbował pozbyć się zawrotów głowy. Z Mankeyem było gorzej, leżał nieprzytomny i miał poważnie zranioną prawą rękę. W niektórych miejscach jego ręka była fioletowa, to oznaczało, że jest otruty. Zacząłem czołgać się do mojego plecaka, był otwarty a większość rzeczy leżała na ziemi, głównie jedzenie i ubrania. Jednak teraz najważniejsze były leki, na szczęście one nadal były w plecaku. Zjadłem owoc, który pomagał pokonać oszołomienie, dzięki niemu mogłem stanąć na nogi. Wziąłem wszystkie potrzebne mi rzeczy i podbiegłem do moich pokemonów. Pidgeyowi podałem taki sam owoc i zająłem się Makeyem. Od razu podałem mu antidotum, oraz lek na regenerację sił tzw. Potion. Jego rany posmarowałem maścią i owinąłem chustką unieruchamiając rękę, by rany mogły się goić. Mankey szybko się ocknął, wtedy podałem mu owoc, który pomógł mi i Pidgeyowi. Pokemony zaczęły dochodzić do siebie a ja zastanawiałem się, jak się stąd wydostaniemy. Nie było szans na to, by wrócić tą drogą, którą tu przybyliśmy. Pozostało nam tylko iść przed siebie. Gdy pokemony odzyskały siły, pozbierałem te rzeczy, które jeszcze do czegoś sie nadawały i ruszyliśmy dalej. Na szczęście dwa puste PokeBalle były całe, więc nadal miałem szansę na złapanie Geodude. Przysiągłem sobie, że dopadnę któregoś chodź by nie wiem co się działo. Te kamienne stworki nie mogły ze mną wygrać! Poki były jeszcze osłabione, nie chciałem chować ich do PokeBali, więc wsadziłem Mankeya do plecaka, a Pidgey przysiadł na moim ramieniu. Traciłem już nadzieję na wydostanie się stąd, bateria w komórce mi padła, więc nie wiedziałem, która jest godzina. Miałem tylko nadzieję, że jest jeszcze niedziela. Zastanawiałem się czy ktoś by mnie szukał, gdybym nie pojawił się ani w szkole, ani w pracy. „Na pewno nie”, pomyślałem z smutkiem, przecież mój los mało kogo obchodził. W tym momencie, zostałem niemal oślepiony przez światło bijące z otworu w sklepieniu jaskini. Mankey wyskoczył z plecaka, a Pidgey poderwał się do lotu. Mankey skakał radośnie, ciesząc się, że stąd wyjdziemy, mogło się nam udać. Miałem pewien pomysł. Wyciągnąłem z plecaka sznur (dobrze że go zabrałem) ,podałem jeden koniec Pidgeyowi, a on wyleciał z jaskini. Po sznurze wspiął się Mankey, zachował swoją sprawność nawet z ranną ręką. Moje poki przywiązały linę do masywnej skały, dzięki czemu ja mogłem wspiąć się po linie. Już miałem się zacząć wdrapywać, gdy zobaczyłem dziwny kamień, który od razu przykuł moją uwagę. Schowałem znalezisko do kieszeni i zacząłem wspinać się po sznurze. Pidgey i Mankey pomagali mi ciągnąc linę. Strasznie się cieszyłem, gdy udało mi się stamtąd wydostać. Od razu położyłem się na ziemi, chcąc odpocząć od jaskiniowej przygody. Niebo rozświetlał już księżyc, spędziłem więc pod ziemią sporo czasu. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej.

Gdy weszliśmy do lasu, Mankey bardzo się ożywił, cieszył się biegając z miejsca w miejsce. Gdy chciałem skręcić w prawo, podbiegł do mnie i zaczął ciągnąc mnie za nogawkę.
- Co jest mały? - Spytałem. Wtedy Mankey zaczął wskazywać palcem kierunek przeciwny do tego, który obrałem. - Znasz ten teren? - Zapytałem zdziwiony. Małpka skacząc w miejscu i hałasując nadal wskazywała w tamtą stronę.Uznałem to za "tak", "Co mi szkodzi pomyślałem" i ruszyłem za moim przewodnikiem. Mankey jak oszalały biegał po całym lesie, z wielkim podnieceniem pokazywał mi wiele różnych miejsc. Zrozumiałem, że kiedyś musiał już tu być. Po jakimś czasie, doprowadził mnie do niezwykłego miejsca. Znajdowaliśmy się na urwisku. Mieliśmy stąd widok na cały Błękitny Las i na Błękitne Wzgórza. Ten obraz był wprost przepiękny. Różnorodne, zielone drzewa oświetlane przez promienie księżyca, wyglądały bardzo zjawiskowo. Spojrzałem w prawo, na wzgórza, które dziś dogłębnie zwiedziłem. Na jednym ze szczytów dostrzegłem pokemona, znałem go z lekcji wiedzy o pokach. Przypominający wilka pokemon, stał na szczycie wzgórza i wył w kierunku srebrzystej tarczy księżyca. Wtedy obok niego pojawiło się więcej Mightye'n, poki zaczęły wyć budząc grozę niemal w każdym stworzeniu, które usłyszało ich zew. Po chwili stado zbiegło po zboczu i zniknęło wśród drzew. Co jakiś czas, można było usłyszeć dobiegające z lasu wycie. Wtedy pomyślałem o schronieniu, bezpiecznym schronieniu na noc. Okazało się, że nie musiałem się tym martwić, Mankey wyręczył mnie w poszukiwaniach. Zaprowadził nas przed wysokie masywne drzewo, stojące na skraju urwiska. Nie byłem do końca przekonany, jednak Mankey gorąco mnie namawiał po za tym, nie miałem lepszego pomysłu. Zacząłem więc się wspinać, podążając za wskazówkami Mankeya. Gdy wgramoliłem się na drzewo, Pidgey już tam na mnie czekał. To miejsce okazało się świetne na nocleg, pomiędzy konarami było wystarczająco dużo miejsca, by wygodnie i w dodatku bezpiecznie spędzić noc. Jednak to nie było wszystko, co Mankey chciał mi pokazać. Złapał mnie za rękę i zaprowadził nad bardzo solidną gałąź drzewa, wystającą nad krawędź urwiska. Wszedł na nią i nieustępliwie zachęcał bym zrobił to samo. Posłuchałem go i znów tego nie pożałowałem, z tego miejsca widok był po prostu niesamowity. Nic nie zasłaniało rozgwieżdżonego nieba i święcącego jasno księżyca. Z tej wysokości gwiazdy zdawały się być o wiele bliższe niż zazwyczaj. Mankey przysiadł na gałęzi i wpatrywał się w księżyc. Zachowywał się tak, jakby robił to każdego dnia. Pidgey spoczął na gałęzi obok mnie i również spoglądał w niebo. Cała nasza trójka zachwycała się tym majestatycznym widokiem. Wtedy dostrzegliśmy na niebie coś, czego nikt się nie spodziewał. Świerzno-biały, przypominający smoka pokemon właśnie przelatywał nad naszymi głowami. Z jego ogona wylatywały płomienie, które pozostawiały za sobą białe smugi dymu. O takim pokemonie jeszcze nie słyszałem, ani nie czytałem. Zapatrzyłem się na jego majestatyczną postać, moje pokemony też nie odrywały od niego wzroku. W końcu tajemniczy pokemon zniknął za horyzontem, a my jeszcze długo patrzyliśmy w ślad za nim.

Tej nocy śniłem o tym pokemonie. W sennych marzeniach na jego grzbiecie przemierzałem świat. Obudził mnie bardzo niecodzienny budzik. Były to krople deszczu, które momentalnie wyrwały mnie ze snu. Lecz nie deszcz był najgorszy, słońce już wyłoniło się zza widnokręgu, a to znaczyło, że mam już bardzo mało czasu. Szybko zebrałem rzeczy, nałożyłem płaszcz i zarządziłem bardzo pośpieszny powrót. Od razu kierowałem się do miejsca gdzie widziałem Geodude, miałem ostatnią szansę by jakiegoś złapać. Dotarłem tam szybko, jednak przybyłem w ostatniej chwili. Wszystkie Geodude właśnie kryły się przed deszczem. Dostrzegłem jednego chowającego się w szczelinie z dala od reszty stada.
- Mankey wypłosz go! - Pok natychmiast wykonał rozkaz. Wskoczył w szczelinę, słychać było dobiegający stamtąd hałas, a po chwili wyskoczył stamtąd Geodude i Mankey. Pidgey od razu zaatakował kamiennego stworka, zmuszając do tego, by jeszcze bardziej oddalił się od stada. Teraz był mój! Deszcz bardzo osłabił Geodude i po kilku atakach Pidgeya, był niemal gotowy by go złapać.
- Pidgey! Jeszcze raz powietrzne cięcie! Najmocniejsze jakie umiesz! - Po tym ataku, Geodude wpadł w wysoką trawę, od razu rzuciłem PokeBall. Wtedy coś błysnęło, usłyszałem jakiś hałas, jednak Poke kula trafiła i teraz próbowała zamknąć w sobie pokemona. Nie widziałem PokeBala, jednak słyszałem jak pok w środku szamocze się. Biegłem w tamtą stronę, wtedy coś spłoszyło się i uciekło w stronę wzgórz. Wysoka trawa, nie pozwoliła mi zobaczyć co to było. Nie przejmowałem się tym, teraz najważniejszy był PokeBall. Znalazłem go w momencie, gdy właśnie zamknął się co oznaczało, że Geodude jest mój. Skakałem z radości i dziękowałem moim pokemonom za pomoc. Deszcz wzmógł się, więc musieliśmy szybko stamtąd uciekać. Schowałem Mankeya i Pidgeya do ich kul i pobiegłem po swój rower. Następnie skierowałem się do miasta, spieszyłem się by zdążyć do pracy. Cały czas myślałem o moim Geodude. Byłem prze szczęśliwy, że w końcu udało mi się złapać mojego wymarzonego pokemona. Nie mogłem się doczekać chwili, w której znowu go zobaczę.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Drow, Dialguś, Mr.Bigos, Mathieu48, Dragonite~
30.11.2012, 14:22,
#64
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Cytat:Goniąc tego Geodude zagłębiałem się w jaskini, było coraz ciemniej i mroczniej.


Nie zgubiłeś przypadkiem "której" po przecinku?

Cytat:Zatrzymałem się, gdy emocje opadły zacząłem odczuwać strach

Jak wyżej, tyle że "a" przed "gdy"

Takich drobnych błędów zauważyłem jeszcze trochę, ale one zazwyczaj występują gdy pisze się w pierwszej osobie(sam to kiedyś przerabiałem). Jak chcesz, to mogę ci wszystkie wypisać, chyba że wolisz samemu je wyłapać.

Co do samego odcinka, to jest podobał mi się, tak samo jak poprzednie. A pewnie ten stworek, który został złapany to nie Geodude tylko jakiś inny. Mam takie nieodparte wrażenie.
Czekam na kolejny.

[Obrazek: V2k9EeX.jpg]

I am a man who walks the path of the heavens to rule over everything!
Jestem Szwagrem wszystkich Szwagrów
Obserwuj @Szwagra na Twitterze
Podziwiaj piękną Skyle od Tymci zrobioną dla Szwagra.
Szwagrowy FriendCode 3DS: 3067-6445-3298
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
30.11.2012, 16:53,
#65
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Cytat:Takich drobnych błędów zauważyłem jeszcze trochę, ale one zazwyczaj występują gdy pisze się w pierwszej osobie(sam to kiedyś przerabiałem). Jak chcesz, to mogę ci wszystkie wypisać, chyba że wolisz samemu je wyłapać.

Dzięki bardzo za chęci, doceniam Wink

Cytat:Co do samego odcinka, to jest podobał mi się, tak samo jak poprzednie. A pewnie ten stworek, który został złapany to nie Geodude tylko jakiś inny. Mam takie nieodparte wrażenie.

Może Geodude, może nie Wink. Nieźle by się chłopak wkurzył, gdyby to nie był Geodude.

Cytat: Czekam na kolejny.

Ciesze się, że się podoba Smile Jeśli dziś nie będzie następnego, to najprawdopodobniej pojawi się w poniedziałek, lub wtorek.

Ktoś rozpoznał tego poka, którego Niklas widział nocą na niebie?

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
30.11.2012, 19:04,
#66
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Zgaduję, że chodzi o Charizarda.
Podzieliłem sobie czytanie na części, także jestem trochę z tyłu. Bardzo fajnie piszesz, podoba mi się twój styl.

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
30.11.2012, 20:43,
#67
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Czy ten pokemon to nie była Lugia?

http://gpxpl.us/hDxhE Nakarm Eevee'ego
Odpisz
30.11.2012, 20:48,
#68
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Domysły obu panów można rozwiać w następujący sposób:
Charizard nie jest biały!
Lugia nie ma płomieni na swoim ciele! Nigdzie!

A teraz pytanie do NIKa: czy w twoim FFie występują tylko Poki z Kanto?

[Obrazek: 5ul.png]
[Obrazek: scaled.php?server=685&filename=u071.png&res=landing]Jakbym miał być trenerem w świecie Pokemon, to tak bym wyglądał (by Natix):[Obrazek: scaled.php?server=716&filename=ug015.gif&res=landing]
Ukryta wiadomość (Kliknij, aby wyświetlić)
Emachel napisał(a):Dialguś jest Valhalla Super Star, wszyscy o nim gadają
PokemonMew napisał(a):Dialguś Wspaniały
Dialguś jest najlepszy!
Odpisz
30.11.2012, 21:41,
#69
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Ja obstawiam Reshirama. Opis pasuje do niego, zaś ogon może robić za coś przypominające silnik odrzutowy - biała smuga oraz płomień na ogonie.

[Obrazek: V2k9EeX.jpg]

I am a man who walks the path of the heavens to rule over everything!
Jestem Szwagrem wszystkich Szwagrów
Obserwuj @Szwagra na Twitterze
Podziwiaj piękną Skyle od Tymci zrobioną dla Szwagra.
Szwagrowy FriendCode 3DS: 3067-6445-3298
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
1.12.2012, 13:57, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 1.12.2012, 14:00 przez Dragonite~.)
#70
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
W końcu nadrobiłem zaległości. Moim zdaniem najlepiej wychodzą ci opisy przeżyć wewnętrznych. Ogólnie, twoje opowiadanie jest najlepsze ze wszystkich opowiadań na tym forum.

Cytat:Świerzno-biały

Chodziło Ci o śnieżnobiały?

I faktycznie, Reshiram pasuje najbardziej.

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
2.12.2012, 11:09, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 2.12.2012, 11:10 przez NIK.)
#71
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Cytat: A teraz pytanie do NIKa: czy w twoim FFie występują tylko Poki z Kanto?

W większości tak, ale nie zamierzam się ograniczać regionami. Poki dobieram według potrzeb mojego FF. Lub według "widzi mi się" Wink Jednak akcja FF narazie rozgrywa się w Polsce i staram się, żeby poki mniej więcej pasowały do tych terenów. Smile

Cytat: Ja obstawiam Reshirama.
Brawo Wink! Nad nagrodą pomyślę Smile

Cytat: Moim zdaniem najlepiej wychodzą ci opisy przeżyć wewnętrznych. Ogólnie, twoje opowiadanie jest najlepsze ze wszystkich opowiadań na tym forum.

Jej!!! Nawet nie wiesz jak to motywuje do działania Smile! Dzięki bardzo za te słowa. Postaram się w następnych odcinkach nikogo nie zawieść!

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
6.12.2012, 1:40, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.12.2012, 16:55 przez NIK.)
#72
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Konsekwencje mojego wypadu za miasto, były lekko mówiąc nieprzyjemne. Zaczęło się już na Poczcie...
- Dzień dobry - Powiedziałem do pomocnika szefa. Ledwo mogłem złapać oddech, strasznie się spieszyłem by zdążyć na czas.
- Młody co Ty tu robisz? - Zapytał starszy mężczyzna.
- Muszę rozwieść gazety, jak co dzień. - Odparłem zdziwiony.
- Nie znasz się na zegarku? Jest już 9:15. - Ta odpowiedź mnie zszokowała. Nie dość, że spóźniłem się do pracy, to jeszcze na lekcje!! - Lepiej stąd zmykaj mały. Szef jest na Ciebie wściekły. - Otrząsnąłem się i zacząłem wsiadać na swój rower. - Myślę, że masz niezłe kłopoty. Dzwoniła... - Nie słuchałem co mówił dalej, bo już pędziłem w stronę szkoły. Gdy byłem już przed budynkiem, uświadomiłem sobie jak ja wyglądam. Przemoczony, ubrudzony, podrapany i nawet nie miałem ze sobą książek. Lekcja już trwała, więc musiałem zapukać i wejść do klasy, to oznaczało, że każdy kto w niej był, będzie się na mnie gapił. Na cichą i dyskretną akcję dołączenia do moich rówieśników, nie było więc mowy. Mieliśmy teraz matematykę, na tą chwilę, była to najgorsza z możliwych lekcji. Nasza pani od matematyki, była straszną histeryczką. Przełknąłem ślinę, zapukałem i wszedłem do klasy.
- NIKLAS!! - Wrzasnęła nauczycielka. - Gdzieś Ty był!!?
- Pół miasta Cię szuka - rzucił żartobliwie jakiś półgłówek. Klasa roześmiała się.
- Jak Ty wyglądasz!!? - Kontynuowała lament matematyczka. - Natychmiast do Pani Dyrektor! O Boże, nie! Najpierw do pielęgniarki. Ty jesteś ranny!! Zawiozę Cię do szpitala... - "Tak, od razu do kostnicy" pomyślałem. Matematyczka złapała mnie za rękę i pociągnęła do gabinetu pielęgniarki. Starsza, tęga kobieta, pracująca w tej szkole jako pielęgniarka, przeżegnała się na mój widok. "Czy ja wyglądam tak źle?", zapytałem w myślach. Spojrzałem w lustro i już nie dziwiłem się reakcjom tych kobiet. Okazało się, że bez deszczaka, wyglądam wręcz fatalnie. Płaszcz przykrywał wszystkie pamiątki z mojej wyprawy. Teraz każdy mógł zobaczyć całą kolekcję siniaków, sporą paletę zadrapań, pogryzione przez Zubaty uszy i najgorsze, krew płynącą z tyłu głowy. Najwidoczniej naruszyłem ranę głowy, która powstała przy upadku w jaskini, a deszcz rozmył krew, która teraz spływała na moje ramiona. Muszę przyznać, że samego siebie przestraszyłem swoim wyglądem. Wtedy, do gabinetu weszła Pani Dyrektor, nie była to ubóstwiana przeze mnie Dyrektorka Domu Dziecka, tylko Dyrektorka mojego gimnazjum. Dzięki niej wiedziałem, że nie każda Pani Dyrektor jest wredną jędzą. Ona była całkiem miła i wydawało mi się, że chociaż odrobinę obchodzi ją mój los.
- Matko Boska, Niklas!! - Na co dzień witała się słowami "Dzień Dobry", ale dziś (na moje nieszczęście) wszystko było inne niż zawsze. - Co Ci się stało!?
- Miałem małą przygodę ze stadem Zubatów - Odparłem.
- Tak to jest, gdy dzieci zadają się pokemonami. Powinni Wam tego zabronić! Gdzie wtedy był Twój opiekun z domu dziecka? - Nie czekała na odpowiedz i ciągnęła dalej. - Już ja im wytłumaczę, jak powinni się zajmować swoimi wychowankami. - Pani dyrektor zniknęła zanim zdążyłem zaprotestować. Pielęgniarka zajęła się mną, nie pozwalając mi się ruszyć. Mogłem więc tylko czekać na to, co się wydarzy...



Do szkoły przyjechał geograf, z domu dziecka. Nic do mnie nie powiedział, ale zauważyłem, że nie jest w najlepszym nastroju. Przysłała go Dyrektorka (ta wredna i bezlitosna), żeby zabrał mnie ze sobą, jego przełożona miała się mną "zająć". Geograf w samochodzie powiedział tylko jedno zdanie: "Ty chyba lubisz pakować się w kłopoty". Gdy dotarliśmy do domu dziecka, wielmożnej Pani Kierownik jeszcze nie było. Musiałem czekać na nią kilka godzin, nikt nawet nie zapytał czy jestem głodny, czy coś w tym stylu. Dobrze, że miałem Poke-chrupki, bo nieźle burczało mi w brzuchu. Tym razem, znalazłem w nich żeton, z podobizną stworka nazwanego Hoothoot. Gdy czytałem informacje o nim, pojawiła się Pani Kierownik. Była wściekła, w takim stanie jeszcze jej nie widziałem. Najwyraźniej, nie spodobała jej się rozmowa telefoniczna z Dyrektorką Szkoły, a na pewno nie spodobało jej się to, że przeze mnie ona i jej placówka zostały postawione w złym świetle. Najpierw słuchałem wykrzykiwanych zarzutów i oskarżeń, później tego co Kierowniczka sądzi o tym występku, a na końcu słuchałem gróźb. Brzmiało to niezbyt nieprzyjemnie, trzy dni spania w piwnicy, codzienne sprzątanie całej stołówki i oczywiście klęczenie na grochu, ulubiona tortura Pani Kierownik. Krzyki to nie było wszystko, dostałem również lanie. Nowym, plastikowym wskaźnikiem, który był o wiele gorszy od poprzedniego. Po tym, jak Kierowniczka zaprezentowała mi jego możliwości, nie mogłem siadać przez resztę dnia. Jednak nie przejąłem się za bardzo, to wszystko warte było złapanego Geodude. Następnego dnia, jak co dzień ruszyłem do pracy, bałem się spotkania z szefem, bo wczoraj ostro mu podpadłem. Jednak nie było tak źle, wczorajsza złość mu minęła. Zagroził tylko, że jeszcze jeden taki numer i wylatuje z tej pracy. Nie zamierzałem tego powtarzać, więc miałem nadzieję, że jeszcze trochę tu popracuje. Szoku doznałem, gdy poszedłem po Tailowa, mojego pokemona pomocniczego. Bardzo zdziwiły mnie słowa zastępcy szefa.
- Tailowa już nie ma, ewoluował. - Powiedział, nie odrywając głowy znad swoich papierów, jak to miał w zwyczaju.
- Jak to!? Co się stało? - Pytałem przerażony.
- Po prostu, stał się Swellowe'm - Odparł młody mężczyzna, a po chwili dodał - Zresztą pokazałeś, że nie zasługujesz na pomocniczego pokemona. Teraz zmykaj już, nie mam czasu. - Zmieszany i zamyślony wyszedłem z jego gabinetu. Będzie mi brakować Tailowa, był Naszym przyjacielem, bardzo się z nim zżyłem. Jednak nie mogłem tracić czasu na użalanie się, musiałem dzisiaj pokazać na co mnie stać, żeby się zrekompensować. Okazało się, że ludzie skarżą się na mój sposób rozwożenia gazet. Miałem zakaz używania innych pokemonów niż pocztowe, mogłem więc używać tylko Pidgeya, Mankeya i Geodude raczej nikt nie uznałby za pocztowe stworki. Pracy było tyle samo, a pomocników znacznie mniej, nie mieliśmy przerwy, a i tak ledwo zdołaliśmy uporać się z gazetami. Nadal nie było okazji, by przywitać się ze złapanym Geodude. Jednak była okazja do tego, by powiększyć moją poke-drużynę.



Gdy wracałem z pracy, natknąłem się na najwspanialszego pokemona, jakiego widziałem do tej pory. Ten cudowny stworek od razu mnie zachwycił. Mały robaczek, stał sobie beztrosko obok wielkiego dębu. Miał zieloną głowę i grzbiet, duże czarne źrenice a na głowie, czerwoną narośl przypominającą literę "Y", był przepiękny. Chciałem by był mój, chciałem żeby ten cudowny pokemon należał do mnie, więc bez zastanowienia wykrzyknąłem:
- Pidgey atakuj! Spróbujemy go złapać! - Pidgey rozpoczął atak, robaczek widząc atakującego ptaka przestraszył się i zaczął uciekać. - Nie pozwól mu zwiać! - Pidgey skutecznie zagrodził mu drogę ucieczki. Wtedy zielony robak wystrzelił lepką sieć, która trafiła w Pidgeya, Powodując, że upadł na ziemię i nie mógł się wzbić w powietrze. Po skutecznym ataku, robaczek zaczął uciekać. Bałem się, że mi umknie więc rzuciłem PokeBallem, nie licząc na zbyt wiele. Jednak kula wciągnęła stworka do środka i ku mojemu zdziwieniu, po kilku sekundach przestała drgać i mignęła ostatni raz, wydając dźwięk oznaczający sukces.
- Tak jest! Mam już cztery pokemony!! - Wykrzyknąłem uradowany. Pidgey, który już oswobodził się z sieci, również cieszył się ze zwycięstwa. Chciałem od razu wypuścić tego pokemona, jak i pozostałe, jednak przerwał mi czyjś głos.
- Ty nie powinieneś być w szkole - Rozpoznałem kto to, zanim się odwróciłem. - Pani kierownik nie była by zadowolona. - Kontynuował geograf z domu dziecka.
- Już pędzę do szkoły - Odparłem. Zachwycanie się moimi pokemonami musiałem odłożyć na później.



Na lekcji Chemii, czy Historii zamiast słuchać o protonach i rozbiciu dzielnicowym, ciągle myślałem o moich dwóch nowych pokemonach. Trząsłem się z niecierpliwości, tak bardzo chciałem je ponownie zobaczyć. Obmyśliłem, że w drodze za szkoły zboczę z trasy i w zacisznym miejscu urządzę sobie piknik z moimi pokemonami. Zabrzmiał dzwonek kończący ostatnią lekcję. Zerwałem się z miejsca i wybiegłem z klasy, uśmiechając się pod nosem "Jeszcze trochę i wszystkie je zobaczę", powiedziałem w myślach. Kierowałem się już w stronę bramy, gdy usłyszałem:
- Hej głąbie. Dziś jest Twój pechowy dzień, bo mam zamiar sprać ciebie i Twoje żałosne pokemonki. - To był Grip, ten tępy osiłek nękający pierwszoklasistów. - No co mały tchórzysz, czy jednak będziesz ze mną walczyć?
- Pewnie, że będę półgłówku! - Moja odpowiedź zszokowała wszystkich. Nie bałem się walki z nim, nie teraz gdy mam silnego i niezniszczalnego Geodude. To była wspaniała okazja by się na nim zemścić.
- No dobra to zaczynajmy zabawę - Odparł drwiąco Grip. Udaliśmy się na plac położony niedaleko szkoły, na którym często rozgrywane były bitwy pokemon. Towarzyszył nam spory tłum gapiów, wiele osób chciało zobaczyć to starcie.
- Coś czuje, że to będzie mega ubaw. - Powiedział Grip i wypuścił z PokeBalla Fearow'a.
- Do boju mały!! - Zakrzyknąłem i wypuściłem na pole walki złapanego niedawno robaka. Wszyscy zaczęli się śmiać i drwić ze mnie i mojego pokemona. Może lepiej było by wystawić innego stworka, ale byłem pewien, że mam szansę. Przecież ten robaczek wygrał z Pidgeyem, a pok Gripa też był ptakiem. W dodatku bardzo chciałem ponownie go zobaczyć, zwłaszcza podczas bitwy. Po za tym, tą rundę mogłem przegrać. Geodude i tak rozprawi się z wszystkimi jego pokemonami.
- Atak siecią! - Mój pok nawet nie podjął walki, próbował uciekać, jednak szybko dopadł go potężny powietrzny atak, który go znokautował. Grip i jego kumple bawili się w najlepsze, jak i większość zebranych.
- I tak jestem z Ciebie dumny. - Powiedziałem do robaczka, gdy wycofywałem go z pola walki. - Ciesz się, bo to Twoje ostatnie zwycięstwo. - Te słowa kierowałem do swojego rywala. Następnie zakrzyknąłem - Idź Geodude! - i wyrzuciłem PokeBall w powietrze. Ja doznałem szoku, a wszyscy obserwatorzy tego widowiska pękali ze śmiechu. Nie wiedziałem co się dzieje, z mojego PokeBalla nie wyłonił się Geodudę a jakiś dziwny stwór. W większości był żółtego koloru, wyjątek stanowiły ramiona, które były brązowe, tak jak obręcz na długim, dużym ogonie. Pok miał tylko trzy palce u nóg, które były dobrze widoczne, bo stworek siedział bezczynnie na ziemi. Gdy oberwał atakiem od Fearow'a, zniknął i po chwili pojawił się na gałęzi pobliskiego drzewa.
- Co...? Co to ma znaczyć!? Gdzie mój Geodude? - Spytałem rozpaczliwie, a łzy napłynęły mi do oczu. Wszyscy naprawdę świetnie bawili się moim kosztem, jednak mi nie było do śmiechu. Co ten stwór robił w moim PokeBallu? I co ważniejsze, gdzie jest Geodude!!? Stałem tak zrozpaczony zapominając o walce, która była parodią walki. Fearow atakował tego pokemona, a on teleportował się z miejsca w miejsce, uciekając przed atakami. Byłem totalnie sfrustrowany, jednak chciałem coś zrobić, spróbować ratować sytuację. Łamiącym się głosem krzyknąłem:
- Atakuj! Atakuj... - Wtedy ten pokemon spojrzał na mnie zdziwiony, w tym momencie oberwał najsilniejszym powietrznym atakiem jaki widziałem. Ten dziwny pok przeleciał sporą odległość, po czym z łoskotem upadł na ziemię. Po chwili podniósł się, potrząsną głową i zniknął, teleportował się.
- Wracaj!! Gdzie jesteś! - Krzyczałem próbując powstrzymać płacz, wtedy podszedł do mnie Grip.
- Żenada głąbie. - Rzekł, po czym wymierzył mi silny cios w policzek. - A to za "półgłówka". - Dodał i zaczął się oddalać wraz z bandą swoich koleżków, którzy nadal ekscytowali się moją żałosną porażką. Tłum zaczął się rozchodzić, ja leżałem płasko na ziemi, oszołomiony nokautującym ciosem i całą tą sytuacją. Wtedy usłyszałem dziewczęcy głos.
- Jesteś mistrzem pokemon wiesz. Wystawiać Caterpie na Fearow'a, to prawdziwe mistrzostwo. A z tą Abrą co to był za cyrk? Jesteś komikiem, czy pomyliłeś PokeBalle? - Odnosiła się do mnie sarkastycznie, jednak podała mi rękę pomagając się podnieść. Usiadłem na ziemi i badałem językiem chwiejący się ząb. Dopiero po chwili zaczęło do mnie docierać, że to wszystko co się wydarzyło było prawdą. Spojrzałem na PokeBall, w którym powinien znajdować kamienny stworek, którego przecież złapałem.
- Nic nie rozumiem - Powiedziałem głośno, jednak nie kierowałem tych słów do nikogo. Po prostu powtarzałem głośno swoje myśli. - Przecież to nie mój pokemon. Ja złapałem Geodude, przecież widziałem...
- Albo masz słaby wzrok i nie rozróżniasz poków, albo stało się coś niezwykle dziwnego. Raczej to drugie, bo Geodude z Abrą to naprawdę ciężko pomylić. - Powiedziała ta dziewczyna. Dopiero teraz na nią spojrzałem. Moim oczom, ukazała się nastoletnia dziewczyna, o brązowych włosach zaplecionych w dwa sztywne warkocze i zielonych oczach o ciekawskim spojrzeniu. Na głowie miała zieloną-białą czapkę z daszkiem z podobizną głowy Pikachu. Po chwili dodała.
- To na pewno Twój pokemon, wyskoczył z Twojego PokeBalla.
- Ale ja złapałem Geodude!! Jego chciałem, nie chcę tego znikającego tchórzliwego stworka. - Odparłem ze złością.
- Nie ważne czy chcesz go czy nie, to Twój pokemon i myślę, że powinniśmy go poszukać. - Odpowiedziała. Nie widziałem lepszego wyjścia, poza tym, ten stwór mógł być jedyną nadzieją na odnalezienie mojego Geodude. Ruszyliśmy więc na poszukiwania.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Dragonite~, Mr.Bigos, Cyris, Drow
6.12.2012, 11:35, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.12.2012, 15:14 przez Conquest.)
#73
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Trzymasz poziom Smile Leci cherish za kolejną dobrą część.

Nabitka. 10%
~Conquest

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
6.12.2012, 18:55,
#74
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Cytat:był Naszym przyjacielem
Czemu z dużej?
Cytat:zapominając o walce, która była parodią walki.
Zazwyczaj się nie czepiam, ale to dość okropne powtórzenie.


No cóż, mam wrażenie, że poziom się obniża (albo od jekiegoś czasu mam zły humor). Niewiele się działo w tym odcinku, to wszystko wydaje się jakieś dziwne.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
7.12.2012, 5:03,
#75
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Jednak zgadłem. Niklas nie złapał Geoude, tylko coś innego. Według mnie Abra to dobry wybór - można zrobić wiele zabawnych sytuacji miedzy tą dwójką(np. wykorzystać do roznoszenia gazet). Szkoda, że Tailow opuścił ekipę. Czekam na kolejny odcinek.

[Obrazek: V2k9EeX.jpg]

I am a man who walks the path of the heavens to rule over everything!
Jestem Szwagrem wszystkich Szwagrów
Obserwuj @Szwagra na Twitterze
Podziwiaj piękną Skyle od Tymci zrobioną dla Szwagra.
Szwagrowy FriendCode 3DS: 3067-6445-3298
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości