Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za WYDANO! dni)

Sword i Shield promo



O kolesiu, który nie miał lekko
18.10.2012, 14:56,
#46
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Może faktycznie przesadziłem z ilością tekstu, ale nie chciałem już tego rozbijać. Dzięki za opinię Wink

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
18.10.2012, 16:21, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2012, 17:15 przez Cyris.)
#47
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Widać, że już nie piszesz z telefonu, ale teraz jest ciut za długie. Błędów się nie dopatrzyłam, akcji sporo, podsumowując: dobrze.

@down: Tutaj faktycznie to Chaqui i Kapu poprawiali, ale w innych FF często jestem to ja, więc spokojnie Wink.

P.S. fragmenty Sad

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
18.10.2012, 16:41, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2012, 18:54 przez NIK.)
#48
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Błędy na pewno są. Tylko główny krytyk jeśli chodzi błędy (Kapu), już tego nie czyta (Sad). Ok, to teraz już mniej więcej wiem, jakiej długości mają być fragmeny.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
25.10.2012, 23:58, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2012, 0:09 przez NIK.)
#49
O kolesiu, który nie miał lekko.
Ta rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych. Jej skutki znałem, zanim w ogóle wszedłem do tego gabinetu. Pani dyrektor, na wieść o tym, że miałaby kolejny raz zapłacić, za leczenie mojego pokemona, wpadła w taką furię, że połamała na mnie, swój drewniany wskaźnik. Za popsucie jej ulubionej zabawki, dostałem jeszcze kilka ciosów. Kochana Pani Dyrektor, nie zgodziła się na żadne ustępstwa. Prosiłem o to, żeby móc zachować, chociaż połowę najbliższej wypłaty. Jednak ona pozostawała niewzruszona. Co więcej, groziła mi, że jeśli będę jeszcze z nią dyskutował, to zabierze mi całą wypłatę. Musiałem zdobyć 350 zł w 8 dni. To było nierealne. Gdybym mógł pracować całymi dniami, to może udało by mi się zebrać całą sumę. Niestety, mogłem podjąć pracę jedynie wieczorami i to do 23:00. O zrywaniu się z lekcji, nie było mowy. Pani kierownik, dosadnie wytłumaczyła mi, że jedna opuszczona godzina lekcyjna, sprawi, że dostanę zakaz opuszczania domu dziecka. Wtedy, w ogóle nie mógłby pracować. Dodatkowo, musiałem chodzić, do Gimnazjum, w którym od września zacznę naukę, na lekcję "wiedzy o pokemonach”. Ten przedmiot był dla chętnych. Oczywiście, zapisałem się na niego od razu (Jako jeden z pierwszych), wbijając tym sobie gwóźdź do trumny, bo tych zajęć, też nie mogłem opuszczać. Tym razem wykłady miała prowadzić, profesor Pokemonów, więc wiadomo był że, lekcje będą prowadzone profesjonalnie i rzetelnie. Odkąd zadeklarowałem, że będę uczęszczał na te zajęcia, nie mogłem się ich doczekać. Z wyczekiwaniem patrzyłem w kalendarz, odliczając dni, do pierwszego spotkania, z profesor Agnieszką Grabicką. Teraz, plułem sobie w brodę, że w ogóle się zapisałem. Mógłbym próbować jakoś zarabiać, zamiast słuchać o tych stworkach.

Operację „Odzyskać Pidgeya”, zacząłem pełną parą. Pierwszym zajęciem, jakiego się podjąłem, było mycie samochodów moich nauczycieli. Zarabiałem nawet nieźle, po dwóch dniach miałem już 65 zł. Jednak, gdy wydało się na co zarabiam. Większość nauczycieli nagle stwierdziła, że ich samochody są czyste. Reszta odmówiła współpracy, po interwencji Pani Dyrektor. „Żyła złota” się skończyła. Chciałem wstawać wcześniej i szybciej zaczynać rozwożenie gazet, jednak przed 5:00 poczta była zamknięta. W pracy dawałem z siebie wszystko, jednak pracując sam, uzyskiwałem marne rezultaty. Bałem się, że podpadnę szefowi. Istniało ryzyko, że nie wypłaci mi pensji wcześniej, a wtedy byłbym ugotowany. Ku mojemu zdziwieniu, zarabiałem pieniądze dość szybko. Masa ludzi, głównie starszych, potrzebowała pomocy. Wyprowadzanie psów, robienie komuś zakupów, podlewanie kwiatów, koszenie trawników, za te i wiele innych czynności, dostawałem pieniądze, marne, ale jednak pieniądze. Czasami trafiały mi się pracę z pokemonami, co mnie bardzo cieszyło. Ktoś chciał, żebym wykompał jego Herdiera, ktoś inny prosił o nakarmienie Munchlax'a (czasochłonne zajęcie). Zleceń miałem sporo i w sumie, po trzech dniach, miałem już zebrane 220 zł. Niestety, przez następne dwa dni padło, więc skończyły się oferty pracy, bo przecież nie podlewa się kwiatów w czasie deszczu. Nadrobiłem za to, przy rozwożeniu gazet. Pomógł mi w tym niesamowity zbieg okoliczności.

W poniedziałek rozwoziłem gazety jak oszalały. Jednak zanim rozwiozłem dwie tury „Naszego Dziennika”, minęło dużo czasu. Właśnie wracałem po trzecią, wiedziałem jednak, że nie zdążę jej rozwieść. Na szczęście, szefa nie było dziś w pracy, więc byłem spokojniejszy.
- Młody! – Powiedział człowiek zastępujący szefa – Co dzisiaj tak słabo?
- Słucham? – Zapytałem, nie łapiąc o co chodzi.
- Czemu tak wolno dziś rozwozisz gazety? – Spytał ponownie, będąc pochłoniętym, sprawdzaniem czegoś w swoich papierach. – Wcześniej lepiej Ci szło – Dodał, nie odrywając się od lektury.
- Wcześniej miałem pomocnika – Powiedziałem ze smutkiem – Teraz muszę pracować sam.
- Co się stało z Twoim pomocnikiem? – Zapytał. Dziwna to była rozmowa, patrzył na swoje papiery, ale zwracał się chyba jednak do mnie.
- Mieliśmy niemiłą przygodę i wylądował w Centrum Pokemon, a teraz zbieram pieniądze żeby..
- To czemu nie weźmiesz drugiego? – Powiedział. Zdziwiłem się podwójnie. Nie rozumiałem o czym mówi i niedowierzałem, że mnie słuchał.
- Nie rozumiem – Odparłem. Wtedy odłożył swoje papiery, wziął jakiś mały druk, podpisał się na nim i postawił pieczątkę. Wręczył mi go mówiąc:
- Korytarzem w prawo, przedostanie drzwi po lewej. – Na karteczce było napisane "Odbiór pokemona pomocniczego”. „O co chodzi!?” pomyślałem. Stwierdziłem, że nie dowiem się, jeśli nie sprawdzę. Poszedłem korytarzem w lewo i szukałem wyznaczonych drzwi. Mijałem wiele przeróżnych pomieszczeń, o najróżniejszym zastosowaniu. W końcu znalazłem, to czego szukałem. Zapukałem w duże, szare, stalowe drzwi. Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, więc nieśmiało wszedłem do środka. Za drzwiami był długi korytarz, a na jego końcu, jeszcze jedne drzwi. Usłyszałem jakieś dziwne dźwięki. Coś lekko uderzało o dach tego pomieszczenia. Słychać też było jakieś szumy. „Czyżby padało” pomyślałem.

Na początku nie zauważyłem zakratowanego okienka i siedzącej za nim starszej, baaaardzo starszej pani. Nie wyglądała zbyt miło.
- Przyszedłem żeby eeee... – Tak właściwie, nie wiedziałem po co przyszedłem. – Przysyła mnie...
- Papier! – Zażądała głośno przemiła Pani. Podałem jej druk. Ona bez słowa postawiła na nim pieczątkę coś dopisała i oddała mi go wraz z PokeBallem. Moje zdziwienie, dochodziło do wszelkich granic.
- Co ja mam ter..
- Tamte drzwi! – Wykrzyknęła, wskazując koniec korytarza, nie pozwalając mi nawet dokończyć. Spojrzałem na PokeBall. Było na nim wygrawerowane „TAW-A245”. Powlokłem się na koniec korytarza i otworzyłem drzwi. Granica skrajnego zszokowania, właśnie została przekroczona. Drzwi prowadziły na plac, ogrodzony z każdej strony siatką. Ogrodzenie było wysokie na kilka metrów. Plac był kryty, miejscami czerwonymi dachówkami, a miejscami metalową siatką. W środku, znajdowała się masa małych, ptasich pokemonów. Były tu Pidow’y, Taillow’y, Pidgey’e, kilka Starly, a w kącie pod dachem, stał mały Hoothoot. To był wspaniały widok. Stworki przelatywały nade mną stadami, krążyły wokół mnie, a ja patrzyłem na nie z zachwytem. Dopiero po chwili, doszło do mnie, jak tam jest głośno. To nie krople deszczu, uderzały o dach tamtego korytarza. To siedzące na dachu poke-ptaki skakały i dreptały po nim, sprawiając złudne wrażenie opadów deszczu. Na środku placu stał pewien mężczyzna, na jego ręce osłoniętej skórzaną rękawicą, siedział pokaźnych rozmiarów Staravia. Podszedłem do niego powoli.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Dragonite~, Mathieu48, Cyris, Mr.Bigos, Ciela
26.10.2012, 13:08, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2012, 13:09 przez Dragonite~.)
#50
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Zauważyłem, że wprowadziłeś trochę humoru ("Nasz Dziennik"). Bardzo dobry pomysł.

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
26.10.2012, 18:52, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2012, 18:57 przez NIK.)
#51
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
- Dzień dobry – Powiedziałem – przysyła mnie tu zastępca szefa. – Jednak piski, świergoty i trzepot skrzydeł tych pokemonów, zagłuszał wszystko.
- Za głośno tu. – Odpowiedział ten mężczyzna i podniósł prawą rękę, dając Starawi sygnał do odlotu. Jego Pokemon wzbił się w powietrze i zaczął wydawać donośne dźwięki. Wzbudziło to mały chaos, wśród mniejszych stworków. Jednak tylko na moment. Po chwili, nieład zaczął zmieniać się, we wzorowy porządek. Małe stworki przestały hałasować i zaczęły się przegrupowywać. Staravia zaczął ścigać, fruwające po placu stada i sprowadzać je na ziemię. Nie minęły dwie minuty, a wszystkie ptasie pokemony, stały spokojnie w uporządkowanych formacjach. Na dodatek, były pogrupowane gatunkowo. Pidgey’e tu, Pidow’y tam itp. Tylko Hoothoot nie zmienił swojego położenia. Nadal stał na jednej nodze i co chwila podnosił jedną powiekę, obserwując całą sytuację.
- No, teraz możemy rozmawiać – Powiedział i wystawił prawą rękę, na której dumnie wylądował Staravia. – Witaj, jestem Darin. Co Cię do mnie sprowadza? – Bez słowa podałem mu druk, byłem zbyt oszołomiony żeby mówić.
- Aha. Chodź za mną mały – Odparł i ruszył w stronę zniecierpliwionego już stada.
- Te wszystkie pokemony są pańskie? – Zapytałem.
- Nie, to pokemony pocztowe. Pomagają nam w doręczaniu listów i przesyłek. – Odparł.
- Skąd ich tu tyle? – Pytałem nadal.
- Większość z nich, jest z hodowli. Niektóre, oddali nam ich trenerzy. – Odpowiadał cierpliwie.
- Ktoś zostawił tutaj swojego pokemona!?? – Pytałem z niedowierzaniem. – To okropne!
- Takie jest życie mały. Niektórzy, zostawiają je tu tymczasowo, w ramach wypożyczenia. Inni natomiast, porzucają swojego pokemony na zawsze, ale one , nie mają tutaj tak źle – Powiedział uśmiechając się.
- Co oznacza „wypożyczenie”? – Dopytywałem się.
- Pokemony są bardzo pomocne w wielu pracach i czynnościach. Niektórzy ludzie, poszukują odpowiednich stworków, które mogą im pomóc, w prowadzeniu interesu. Wielu trenerów korzysta z takiej możliwości i wypożycza im swoje pokemony.
- Oddają swoje pokemony, żeby harowały? – Mówiłem wzburzony.
- Nie tak to wygląda chłopcze – Odparł Darin. – Popatrz na tego Pidow’a – Powiedział wskazując palcem małego gołębia. - Jego trener, wypożyczył go nam. Czy on haruje? – Zapytał Darin – Dbamy o te pokemony, karmi je, w zamian za to, one pomagają nam w pracy, rozwijając się przy tym. Stają się szybsze, silniejsze i bardziej zdyscyplinowane.
- Ładnie to brzmi, ale nigdy nie porzucił bym swojego pokemona. – Odpowiedziałem.
- Jego trener go nie porzucił, codziennie go odwiedza,a w weekendy zabiera go na kilka godzin. Rodzice kazali mu się go pozbyć, dzięki wypożyczeniu, nadal ma z nim kontakt.
- Hm... To bardzo ciekawe – Powiedziałem cicho.
- Zobaczmy, co też Ci się trafiło – Rzekł Darin – O tu jest – Dodał po chwili. Odwrócił się do mnie, trzymając na rękawicy Tailowa. Dopiero teraz zauważyłem, że każdy znajdujący się tu pok. Ma skurzane ochraniacze na łapkach, a na nich specjalny numer. Ten pokemon miał taki sam numer, jaki był na trzymanym przeze mnie PokeBallu.
- Oto twój partner – Powiedział przekazując mi Taillowa. Wystawiłem rękę, a ptaszek przeskoczył na moją dłoń. Był bardzo przyjazny.
- Czy on jest mój, na zawsze? – Zapytałem.
- Nie, tylko na czas pracy. – Odparł śmiejąc się. – Rano, będziesz mógł go znów odebrać.
- Cudownie!! – Zakrzyknąłem.
- Ruszaj mały, bo się spóźnisz – Powiedział Darin. Schowałem Tailowa do jego PokeBalla i ruszyłem do pracy.



Pidgey był wspaniałym pomocnikiem, przy rozworzeniu gazet. Jednak to, co wyprawiał Tailow, było niesamowite. Dzięki niemu, ludzie dostawali swoje gazety, w bardzo szybkim tempie. Niedośc, że zdążyłem rozwieść trzecią turę gazet. To miałem na czas na to, by rozwieść czwartą. Nie ma się co dziwić. Tailow, był do tego szkolony. Przez trzy dni dostarczyliśmy razem masę gazet i paczek. Szczęście mi sprzyjało. Poprosiłem zastępce szefa, o wypłacenie mi zaliczki za ten miesiąc. Myślałem, że będą problemy. Jednak on, od razu wręczył mi moje wynagrodzenie. Prawie padłem, gdy podał mi pieniądze. Dostałem od niego 340 zł!!! Stwierdził, że za efektywną pracę, należy mi się premia. Byłem mu ogromnie wdzięczny. Uszczęśliwiony wróciłem do domu dziecka. Miałem już wystarczającą sumę, by odzyskać Pidgeya. Zniecierpliwiony czekałem na zakończenie lekcji. Musiałem uzyskać zgodę Pani Kierownik, na wyjście do PokeCentrum, skierowałem się więc do jej gabinetu.
- Więc chcesz iść po swojego stwora, tak? - Zapytała kierowniczka.
- Tak Pani dyrektor - Odpowiedziałem.
- Niedawno prosiłeś mnie o pieniądze, teraz już je masz? Ukradłeś je? - Spytała.
- Nie, proszę Pani. Zarobiłem. - Odpowiedziałem nieśmiało.
- Nie wierzę Ci. Pokaż mi te pieniądze. - Odparła Pani kierownik. Niechętnie położyłem stos banknotów na jej biurku. Ona wzięła je do ręki, przeliczyła je i podzieliła na dwie części. Jedną dość sporą i drugą niewielką.
- Zgodnie z umową - Powiedziała po chwili. - Trzy czwarte twojej wypłaty należy do mnie. - Rzekła, po czym schowała większą część pieniędzy do szuflady. Mój lament nic nie wskórał. Wrzeszczałem i płakałem, jednak nic to nie dawało. Pani Kierownik zagroziła, że zamknie mnie w kozie jeśli się nie uspokoję. Po czym wyrzuciła mnie za drzwi. To był dramatt. Cała praca poszła na marne, a raczej 3/4 mojej pracy. Miałem trzy dni, na zebranie 210 zł. Wiedziałem, że to mało wykonalne. Jednak nie zamierzałem się poddawać. Byłem gotów zrobić wszystko, aby odzyskać Pidgeya.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Cyris, Dragonite~, Mathieu48
28.10.2012, 20:12, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 1.11.2012, 20:57 przez NIK.)
#52
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Nadal zarabiałem, jednak musiałem liczyć się z tym, że Pani Kierownik znów okroi mnie z zarobionych pieniędzy. Nie rozwoziłem już takich ilości gazet. Dostałem już zaliczkę, więc nawet najbardziej efektowny wysiłek nie przyniósłby mi korzyść. Rozwoziłem tylko to, co konieczne. Tailow był wspaniały. Byłem zachwycony jego możliwościami. Był bardzo szybki, zwinny i miał niezwykle dobrą kondycję. Dzięki niemu, już rano miałem masę czasu, na zarabianie pieniędzy. Nauczyłem się odrobiny przebiegłości. Zabierałem trzecią, ostatnią turę gazet, lecz zamiast rozwozić ją od razu, zajmowałem się drobnymi pracami zarobkowymi. Dzięki temu Tailow, mógł mi w nich pomagać, a jego pomoc, była nieoceniona. W kilka minut potrafił, podlać ogródek, rozpryskując wodę podmuchami wiatru. Znał też ruch, dzięki któremu mógł ścinać trawę. To było przydatne, zwłaszcza w miejscach niedostępnych dla kosiarek i sierpów. Pomagał mi nosić wodę za studni, trzepać dywany i sprzątać garaże. Starałem się go nie przemęczać, gdyby coś mu się stało, miałbym przerąbane na poczcie. Jednak on, rwał się do wszystkich możliwych prac. Wszystko szło dobrze, byłem dobrej myśli. Wiedziałem, że Pidgey do mnie wróci. Siedziałem właśnie na lekcjach wiedzy o pokemonach. Profesor Julia Grabicka, była niezwykle miłą osobą.Miała bardzo ciepły, przyjemny głos i ciepłą radosną twarz. To sprawiało. że nawet najgorsi szkolni chuligani, słuchali jej w milczeniu. Niestety było ich tam kilku. Szczególnie nieprzyjemna, była trojka starszych chłopaków. Byli najlepszymi trenerami w szkole i uważali, że to uprawnia ich do szykanowania i poniżania innych. Określenie "najlepsi" wymaga sprostowania. Po prostu nie było lepszych od nich. Co świadczyło raczej o marnym poziomie pozostałych uczniów, niż o ich potędze. Najgorszy z nich był trzecioklasista Grip - Duży, tępy, rozpieszczony osiłek. Powinien już dawno skończyć gimnazjum, jednak najwidoczniej, podobało mu się w trzeciej klasie. Strasznie przechwalał się swoją wyższością, nad innymi trenerami, a zawdzięczał ją swojemu bogatemu ojcu. To on kupił mu tak silne pokemony (nie wiem czy ten głąb, w ogóle wie jak się je łapie). Grip wyzywał na pojedynek każdego, nowego dziciaka-trenera jakiego spotkał. Nie ominęło to i mnie. Gdy zgłaszałem się na zajęcia prof. Juli, zaznaczyłem, że posiadam pokemona. Dlatego Grip, widział we mnie i w kilku innych pierwszakach, idealnych rywali do walki. Naśmiewał się za mnie, gdy oznajmiłem, że na razie nie mam przy sobie Pidgeya. "Twój wróbelek nie mógł znieść tego, jaki jesteś żałosny i uciekł tak?" nie odpowiadałem na jego drwiny, takim jak on się wybacza.



Profesor Julia poprosiła, abyśmy pokazali jej swoje pokemony. W klasie pojawiały się różne stworki. Głównie małe robaki, było też kilka ptaków, ale nikt nie miał Pidgeya. Przeważały bardzo pospolite gatunki, jak np Rataty i Zigzagony. Jeden chłopiec bardzo się wyróżniał i chyba nie był z tego zadowolony. Po jego ławce chaotycznie pląsał się Magicarp. "Gdzie mu tam do mojego Pidgeya" pomyślałem. Jednak w przeciwieństwie do innych, nie śmiałem się z niego. Pani profesor przejęła się, gdy opowiedziałem jej o mojej sytuacji. Pocieszała mnie i współczuła mi, co sprawiło, że wzrosło moje uwielbienie do niej. Chciała mi nawet pożyczyć pieniądze. Jednak odmówiłem. Kierowniczka nie tolerowała jałmużny, a nawet jeśli, to i tak zabrała by większą część. Pani Julia z uśmiechem stwierdziła, że i tak postara mi się pomóc. Zapytałem jej, czy mogę dziś wyjść wcześniej, żeby spróbować znaleźć pracę. Miałem tylko jeden dzień, a wciąż brakowało mi pieniędzy. Pani Julia powiedziała, że jeśli napiszę test, będę mógł sobie pójść. Na szczęście, był to test ze znajomości ziół i metod leczenia pokemonów. Test był banalny, rozwiązałem go w 10 min. Pani profesor to nie zdziwiło, wiedziała, że jestem w tym dobry, kiedyś rozmawialiśmy na ten temat. Gdy oddawałem arkusz, Pani Julia poradziła mi, żebym zapytał o pracę, w restauracji "Pod łuską Dragonaira". Podziękowałem pięknie a Profesor Grabicka, z pięknym uśmiechem na ustach, życzyła mi powodzenia. Ona była osłodą przykrej, smutnej codzienności.



Nie znalazłem zbyt wielu zajęć. Pomogłem jednej starszej pani wynieść śmieci, innej zamiotłem schody. Dobrowolnie pomogłem pewnemu panu, przy rozładunku zaopatrzenia dla małego sklepiku, za co nagrodził mnie 20 złotowym banknotem. Jednak zleceń było niewiele. Skierowałem się więc do pewnej restauracji. Wszedłem do średnio zatłoczonej knajpy, która była skromnie, lecz elegancko urządzona. Wystrój restauracji, nawiązywał do postaci Dragonaira. Cienie tego pokemona, wiły się po ścianach, kolumnach i podłodze. Przyznać trzeba, że ten kto je namalował miał talent. Jednak prawdziwym pokazem talentu, był obraz wiszący nad barem. Na tym malowidle, z wzburzonych morskich fal wynurzał się Dragonair. Ten widok był wspaniały i tak doskonale odwzorowany, że wydawał się być czymś więcej, niż tylko malowidłem. Wpatrując się w te arcydzieło, odczekałem chwile, zanim ktoś się mną zainteresował. Zostałem jednak zauważony. Przywitał mnie kucharz w średnim wieku. Jego tusza świadczyła o tym, że jego ulubionym procesem kulinarnym, jest konsumpcja. Na głowie miał długą, biała, kucharską czapkę, która nie przykrywała w całości, jego bujnej, czarnej czupryny.
- Dzień dobry - Powiedziałem. - Szukam pracy. Profesor Julia Grabicka poleciła mi pana restauracje.
- Profesor Julia powiadasz? - Odparł retorycznie kucharz. - A umiesz gotować? - Tym razem oczekiwał na odpowiedz.
- Nie, ale jestem gotów się nauczyć - Odparłem. Nie licząc na zbyt wiele.
- Bardzo dobra odpowiedź. - Rzekł kucharz. - Zobaczymy ile jesteś w stanie się nauczyć.
- Czy to znaczy, że mnie pan zatrudni - Zapytałem.
- Tak mały, widzę w Tobie zadatki na dobrego kucharza. - Odparł.
- Och!! Dziękuje Panu bardzo. Nie zawiedzie się Pan obiecuje...
- Mniej gadania, więcej gotowania mały - Przerwał mi mój nowy szef. Zaprowadził mnie do kuchni, wręczył zadurzy, czerwony, poplamiony fartuch i przydzielił mi zaszczytne miejsce przy zmywaniu naczyń.

Praca w kuchni nie była lekka, jednak bardzo przyjemna. Fascynowało mnie to, co dzieje się w kuchni. Patrzyłem z zachwytem, jak z niepozornych składników powstaje pyszne ciasto, aromatyczny sos, czy pożywna zupa. Gdy tylko mogłem, odrywałem się od mycia naczyń i obierania ziemniaków, i pomagałem w kuchni jak się dało. Podpatrywałem co robią inni ludzie. Oni widząc moje zaangażowanie, zlecali mi coraz ambitniejsze zadania. Pablo, miły, utalentowany kucharz, uczył mnie jak kroić warzywa. Obsługa ostrego, jak brzytwa noża. Nie jest taka prosta. Daleko mi było do Pabla, jednak wiedziałem co robić, żeby się nie pokaleczyć. Kucharz, na którego wołano Mirrel, uczył mnie wszystkiego o różnego rodzaju mięsach. Był mistrzem w tej dziedzinie. Godziny mijały, a ja mimo zmęczenia, pracowałem z uśmiechem na ustach. O 15 zarządzono przerwę na obiad. Wyciągnąłem więc swoje dwie, czerstwe już bułki i butelkę z mlekiem. Wtedy Pablo podał mi talerz, na którym znajdowało się prawdziwe arcydzieło: Mięso z kaczki, faszerowanej czerwonymi porzeczkami, oraz ziołowe purre ziemniaczane. Wszystko polane było sosem żurawinowym. Nie miałem pojęcia, że jedzenie może tak pięknie wyglądać.
- Mam nadzieję, że to będzie lepsze od Twoich bułek – Powiedział z uśmiechem Pablo. – Nie mogłem uwierzyć, że to cudo się zjada. Jak dla mnie, mógł to być eksponat muzealny. Nie chciałem tego psuć, zadowoliłbym się moimi bułkami. Jednak aromat jaki dochodził z talerza i pytający wzrok Pabla, sprawiły, że skosztowałem. Nie sądziłem, że jedzenie może sprawiać przyjemność. Danie, które jadłem, było czymś więcej niż jedzeniem. Delektowałem się każdym kęsem, to było nieziemskie uczucie. Spałaszowałem wszystko i powstrzymywałem się przed wylizaniem talerza. Pablo tylko uśmiechał się na moje pochwały, pod adresem jego dania.

- Kiedyś sam będziesz tak gotował – Odpowiedział. Pracowałem do 22, byłem strasznie zmęczony. Szef powiedział, żebym przyszedł jutro. Nie miał nic przeciwko temu, żeby jutro zapłacić mi za te dwa dni. Nastawiłem sobie budzik na 6:30 i poszedłem spać. W restauracji, miałem się stawić o 9. Miałem wiec jeszcze trochę czasu. Pieniądze za pracę w kuchni, powinny wystarczyć na wykup Pidgeya, wolałem jednak nie ryzykować. Dlatego rano skosiłem dwa trawniki i pomalowałem kawałek płotu, za co dostałem 60zł. Z wewnętrznym spokojem, poszedłem do restauracji. Dziś jak to w weekend, ruch w restauracji był spory. Wszyscy mieli dużo pracy i nikt nie miał czasu na rozmowy. Niestety o 13 zaczęło padać, a o 14 rozpętała się straszna burza. Musiałem już jechać do Centrum Pokemon, żeby zdążyć przed 17. Jazda rowerem w deszczu, nie jest ani łatwa, ani przyjemna. Uderzenie pioruna, pozbawiło miasta prądu. Więc na dodatek, miałem ograniczoną widoczność. Widziałem coś więcej, tylko podczas błysków powodowanych przez burzę. Widziałem naprawdę niewiele. Właśnie rozbłysła kolejna błyskawica. Dzięki niej, moim oczom ukazał się spory kamień. Jechałem wprost na niego. Nie miałem szans, żeby go ominąć, a hamowanie na mokrym asfalcie, niewiele pomogło. Z impetem uderzyłem w głaz i przeleciałem przez rower. Niestety wszystkie monety, jakie miałem w kieszeni, rozsypały się i zniknęły w błocie. Znalazłem 5zł monetę i 10 zł banknot. Jednak straciłem o wiele więcej. Jak na złość teraz żadna błyskawica, nie maiła ochoty uderzyć w ziemię, więc szukałem na oślep. Znalazłem jeszcze 2 zł i wtedy, gdzieś niedaleko uderzył piorun. Dostrzegłem mój rower i natychmiast podbiegłem do niego. Całe przednie koło było pogięte. Mój pojazd, nie nadawał się do jazdy. Stałem tak chwilę, zrozpaczony. „Tyle pracy i wysiłku ma pójść na marne” pomyślałem. „Pidgey... Zawiodłem go” dodałem w myślach i zacząłem płakać. Jednak po chwili otrząsnąłem się i pędem puściłem się w stronę Centrum Pokemon. Kilka razy poślizngnąłem się, nie wyjmowałem rąk z kieszeni, trzymając pieniądze w obawie, że je zgubie, dlatego przeważnie padałem twarzą w błoto. Przebiegałem obok kościoła, jego wielki zegar wskazywał 16:30. „Muszę zdążyć! Dam radę!!” powtarzałem w myślach. Brakowało mi tchu i odczuwałem ból, po lewej stronie brzucha. Jednak nie przerywałem biegu. W końcu zobaczyłem upragniony budynek Centrum Pokemon, był wyposażony w zasilanie awaryjne, więc był nadal oświetlony. Zegar mieszczący się nad wejściem, wskazywał 16:55. Odetchnąłem z ulgą. „Zdążyłem” pomyślałem i wszedłem do środka.
- Niklas! – Wykrzyknęła pielęgniarka, która pełniła dyżur, podczas mojej pierwszej wizyty w PokeCentrum. – Bałam się, że nie zdążysz – Dodała po chwili. – Masz pieniądze prawda? – Zapytała.
- Tak mam. Mam ndzieję, że wystarczy – Odparłem i podałem jej mokre i miejscami zabłocone pieniądze.
- Jest tu 500 zł. Wystarczy w zupełności – Odparła z uśmiechem. – Zdążyłeś w ostatniej chwili. Pewien mężczyzna bardzo chciał kupić Twojego Pidgeya, wpłacił nawet pieniądze.
- Jak to?! – Zapytałem przerażony. – Ktoś już go wykupił?
- Spokojnie Pidgey czeka na Ciebie. Jako jego właściciel masz pierwszeństwo przed innymi. Jednak jeśli nie zjawiłbyś się dzisiaj, Pidgey trafiłby do niego. – Pielęgniarka, już chciała udać się po mojego przyjaciela, lecz przeszkodził jej telefon.
- Słucham – Powiedziała Siostra, odbierając zgłoszenie. Słyszałem tylko fragmenty rozmowy.
- Tak jest tutaj – Mówiła do swojego rozmówcy. – Nie, jeszcze nie. – Odpowiadała na zadane pytanie. – Dobrze będziemy czekać. – Mówiąc to odłożyła słuchawkę. – Dzwoniła Kierownik twojego Domu Dziecka. Powiedziała, żebym nie wydawała Ci Pidgeya, bez jej zgody. Przykro mi, ale musisz poczekać. – "Czego te babsko chce" pomyślałem. Co mogłem zrobić? Pozostało mi tylko czekać. Poszedłem więc do łazienki dla klientów Centrum, żeby doprowadzić się do pożądku.



Po niedługim czasie, pojawiła się delegacja Domu Dziecka: Stary, wredny geograf i oczywiście Pani Kierownik, która już od progu zaczęła głośno protestować. Twierdziła, że pieniądze, które przyniosłem nie są moje. Zabrała ¾ od tego, co ostatnio zarobiłem i zostało mi 260 zł. Brakowało 90 zł... Płakałem jak nigdy przedtem. Byłem tak blisko, a jednak sie nie udało... Pielęgniarka patrzyła na mnie ze współczuciem, a na Panią kierownik z pogardą, jednak nic nie mogła zrobić. To był koniec, nie miałem skąd wziąć tych pieniędzy. Siostra szukała numeru tego mężczyzny, żeby powiadomić go, ze może odebrać Pidgeya. Wtedy usłyszałem za plecami.
- Niklas. Dlaczego płaczesz? - Odwróciłem się. To była Profesor Julia.
- Nie mam pieniędzy, żeby wykupić Pidgeya – Odparłem przez łzy.
- Brakuje 90 zł – Dodała Siostra.
- Hej Niklas – Podjęła Pania profesor. – Sprawdziłam wasz test. Napisałeś najlepiej ze wszystkich wiesz? Chyba nie zdążyłam Ci powiedzieć, że to był konkurs, a jego zwycięzca otrzyma nagrodę. – Nie rozumiałem do czego zmierza, dopóki nie wyciągnęła z potrfela stu złotowego banknotu. – Prroszę. – Powiedziała wręczając mi go.
- Zaraz, zaraz – Wtrąciła się Pani kierownik. – ¾ tej sumy należy do mnie.
- Momencik – Odparła Pani Profesor. – Tych pieniędzy Niklas nie zarobił. To nagroda za wyniki testu, więc to nie zalicza się, do Pani umowy z Niklasem. – Zamurowało mnie. Na moment przestałem szlochać.
- Czyy too.. Czy to znaczy, żee Pidgey do mnie wróci – Zapytałem pielęgniarki.
- Oczywiście – Odparła z uśmiechem. Rzuciłem się Profesor Juli na szyję i znów zacząłem płakać. Łzy lały się niepohamowanym strumieniem, gdy pielęgniarka podała mi PokeBall, w którym znajdował się mój Pidgey. Pani Kierownik wychodząc burknęła, że i tak zrobi wszystko, żeby pozbyć się Pidgeya. "Nie pozwolę na to" pomyslałem.
- Bardzo Pani dziękuje - Zwróciłem sie do Profesor Juli - oddam co do grosza - Dodałem.
- Nie wygłupiaj się - Odparła - Idź przywitać się ze swoim przyjacielem. Na pewno się stęskinił. - Po tych słowach, wybiegłem na zewnątrz i wywołałem Pidgeya. Chwyciłem go w ramiona i tuliłem do siebie, przez kilkanaście minut.
- Nareszcie Cię odzyskałem - Powiedziałem do niego, ze łzami w oczach.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Dragonite~, Mr.Bigos, Cyris, wonakk, Mathieu48
28.10.2012, 22:03,
#53
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Magikarp.
Cytat:Obsługa ostrego, jak brzytwa noża. Nie jest taka prosta.
To powinno być jedno zdanie.
Cytat: Czego te babsko chce” pomyślałem.
Co to ma być za znaczek i co ma robić?

Tekst jest niezły, choć jak na mój gust zbyt długo opisywałeś wszystkie prace.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
4.11.2012, 17:20, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 4.11.2012, 17:27 przez NIK.)
#54
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Mam nadzieję, że nie jest tego zadużo Wink Zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać Smile


Powrót do normalności, nie był tak beztroski, jak myślałem. Pidgey’owi, nie przypadł do gustu Nasz nowy kolega Tailow. Mój pokemon, od razu zaczął walczyć z tym pocztowym stworkiem. Ostro go za to zrugałem. Wtedy Pidgey uciekł. Nie reagował na moje krzyki i odleciał. Na szczęście Tailow pomógł mi go odszukać, przybyliśmy w samą porę. Pidgey właśnie zmagał się trzema Beedrillami, atakującymi go. Tailow od razu ruszył mu na pomoc, używając ruchu „Air Slash”, sprawił, że Bedrilie uciekły. Jednak Pidgey nadal żywił urazę. Dwa ptasie pokemony toczyły kolejną bitwę. Polegało to na tym, że Tailow unikał ataków Pidgeya. Wydawało mi się, ze stworki rozmawiają ze sobą w czasie walki. Po chwili ataki Pidgeya ustały. Stworki zaczęły krążyć w powietrzu, a po chwili obniżyły lot lądując przede mną.

- Już wszystko ok? – Zapytałem Pidgeya. Ten w odpowiedzi tylko wskoczył mi na ramię. Na szczęście problemy się skończyły. Razem z Pidgeyem i Tailowem stanowiliśmy bardzo zgrane pocztowe trio. Teraz, rozwożenie gazet to był pryszcz. Zajmowało nam to, nieco ponad pół godziny. Mieliśmy więc masę wolnego czasu, który poświęcaliśmy na zabawę, prace zarobkowe, oraz trening. Bójka tych ptaszków, podsunęła mi pewien pomysł. „Może Pidgey mógłby trenować z Tailowem”. Tak się też stało. Codziennie urządzałem im małe sparingi, dzięki którym Pidgey poprawił swoją szybkość i siłę. Najbardziej cieszyło mnie to, że mój pokemon nauczył się od Tailowa ataku „Air Slash”. Nowa broń, okazała się wyjątkowo silna, Tailow miał teraz dużo większe problemy w walce z Pidgeyem. Dzięki pracom zarobkowym, z których nie chciałem całkowicie zrezygnować, miałem pieniądze na małe przyjemności. Słodkie bułki z lukrem i dżemem, niemal na stałe weszły do mojego jadłospisu. Czasami porywałem się nawet na większe szaleństwo i fundowałem sobie prawdziwy rarytas-hod dogi z musztardą, sprzedawane w małej budce na kółkach. Kiedyś mogłem tylko pomarzyć o takim przysmaku. Pidgey też dostawał prawdziwe smakołyki. Kupowałem mu ziarna dyni, a czasami, było mnie stać na prawdziwą karmę dla pokemonów, ze specjalnymi witaminami. Częstowałem też oczywiście Tailowa, mimo tego, że Darin zapewniał pocztowym pokemonom, wszystkiego, czego potrzebowały. Dzięki treningom i odpowiedniej opiece, Pidgey stał się o wiele silniejszy. Potwierdził to turniej zorganizowany przez profesor Julię.


Pani Julia corocznie organizowała turniej pokemon, dla pierwszoklasistów. Zawody miały raczej formę zabawy, niż rywalizacji, były jednak doskonałym sprawdzeniem umiejętności. Turniej sędziował i nadzorował zawodowy trener pokemon- Piotr Warent. Pojawiła się także pielęgniarka z Poke Centrum, tak na wszelki wypadek. Piotr, robił na nas wszystkich ogromne wrażenie. Szczególnie wtedy, gdy wypuścił z Pokebali Magmara i Golducka.
- Tak wygląda walka pokemon! – Zakrzyknął, a wtedy jego pokemony rozpoczęły bitwę. Wszyscy głośno dopingowaliśmy zawodników. Większość była za Magmarem, głównie dlatego, że był typem ognistym, tutaj rzadko spotykanym, jednak ja kibicowałem Golduckowi. Walka była niesamowicie efektowna. Fale płomieni i strumienie wody przelatywały nad naszymi głowami. Już miało dojść, do rozstrzygnięcia bitwy, lecz Piotr odwołał swoje pokemony mówiąc:
- Wystarczy. Teraz wasza kolej, pokażcie co potraficie! – Zmotywował wszystkich do działania. Każdy, chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Poziom adrenaliny w moim organizmie, znacznie się podniósł. Czekałem zniecierpliwiony na pierwszy pojedynek. Czułem wielką chęć walki, jednak denerwowałem się trochę, przed moją pierwszą, oficjalną bitwą. Fakt, że Piotr będzie mnie obserwował, nie poprawiał sytuacji. Mój pierwszy przeciwnik, nie był zbyt wymagający, wystawił Wurmpla. Pidgey nie miał z nim większych kłopotów. Udało się go szybko pokonać i nawet nie musiałem używać nowego ruchu. Wolałem na razie trzymać go w tajemnicy. Drugi przeciwnik użył Bidofa. Zaskoczyło mnie to, że ten bóbr, znał wodny ruch. Raz trafił Pidgeya, jednak jego armatka wodna była bardzo słaba. Dwa ataki ciałem zakończyły sprawę, Bidof leżał nieprzytomny na ziemi. Piotr uniósł prawą rękę, wskazując moje zwycięstwo. Byłem ogromnie dumny z siebie i Pidgeya. Jednak nie zamierzałem spocząć na laurach, turniej się jeszcze nie skończył. Trzeci rywal, na początku ruwnierz wypuścił Wurmpla. Ten był szybszy i silniejszy. Niemógł jednak trafić Pidgeya swoją nicią. Silny atak wiatrem spodowował, że Wurmple był niezdolny do walki. Ten trener, miał jeszcze jednego pokemona. Urzywynie kilku stworków było dopuszczlne, jednak można było urzywać, tylko o jednego stworka więcej niż przeciwnik. Na polu walki pojawił się Dustox. Od razu zaatakował Pidgeya atakiem „Confuzion”, jednak mój pok zwinnie się obronił. Następnie Poke-Ćma, próbowała uśpić mojego podopiecznego. Rozkazałem użyć ataku wiatru, podziałało. Część proszku nasennego została rozwiana, jednak niewielkie ilości doleciały do Pidgeya, przez co stał się ospały. Rywal wykorzystując sytuację, ponownie użył „Confusion”, tym razem trafił. Pidgey wpadł w oszołomienie i nie wykonywał dokładnie moich poleceń. Nie było szans na to, by Pidgey zaatakował, musiałem więc wymyślić coś innego. Poczułem siny podmuch wiatru z lewej strony, to podsunęło mi pewien pomysł. Dustox nadal próbował uśpić Pidgeya. Kazałem mojemu stworkowi, ustawić się pod wiatr. Mój przeciwnik nie przewidział skutków tego, co zamierzał zrobić. Gdy zaatakował proszkiem nasennym, zawiał silny wiatr. Wtedy rozkazałem Pidgey’owi, użyć ataku wiatrem. Atak był spotęgowany, przez wiejący wiatr i mimo tego, że Pidgey był osłabiony, wyrządził Dustox’owi nie małe szkody. Robak został zasypany proszkiem nasennym. Podrążył się w letargu, nadal jednak utrzymując się w powietrzu. „Atak ciałem”, krzyknąłem do Pidgeya, ten po prostu za pikował w stronę Ćmy i ranił ją dotkliwie. „Atak Wiatrem” zakomenderowałem. Niestety nie powiodło się. Przeciwnik użył „Confusion”, jednak Dustox atakował na oślep, pudłując. „Pidgey teraz, atak wiatrem”, tym razem się udało. Ćma oberwała podmuchami wiatru i wyraźnie osłabła, zaczęła opadać w stronę ziemi. „Uderz jeszcze raz”, po tej komendzie Pidgey zaatakował ciałem, kończąc to starcie. Dopiero po zakończeniu walki uświadomiłem sobie, ile ludzi się temu przyglądało. Wszyscy byli pod wrażeniem. Dostałem gratulację od Profesor Juli i samego Piotra. Teraz miałem przerwę, oczekiwałem na rywala w kolejnej, jak się okazało, finałowej walce. W tym czasie Pidgey dochodził do zdrowia, pod okiem pielęgniarki, a ja obserwowałem potencjalnych przeciwników.

Jeden z nich był niezły, na imię miał Patryk. Swoim Meowth’em, pokonał trzy pokemony rywala: dwa Zigzagony i Rattatę. W Następnej walce jego Pidove'm znokautował małego Oddisha, którym po walce, od razu zajęła się pielęgniarka. Trzecia walka była ciekawsza, jednak Zubat Patryka łatwo pokonał Pineco małej dziewczynki. Ja i Patryk, mieliśmy po trzy zwycięstwa i to my, mieliśmy się zmierzyć w finale. Wiedziałem, że nie będzie łatwo. Spojrzałem na Pidgeya, był gotowy. Nie bał się niczego. Przed naszą walką Piotr zabrał głos.
- Jestem przekonany, że ta walka, będzie świetnym widowiskiem. Dlatego dla zwycięzcy przewiduję specjalną nagrodę. – „Łał, podwójna nagroda” pomyślałem. Wcześniej Prof Julia oznajmiła, że zwycięzca otrzyma nagrodę od niej. Zmotywowany stanąłem do pojedynku. Patryk wysłał do walki Meowtha. Pidgey natychmiast wleciał na pole bitwy.
- Zaczynajcie! – Zakrzykną Piotr.
- Drapanie! – Rozkazał Mewotowi Patryk.
- Unik i atak wiatrem! – Odpowiedziałem. Pidgey wykonał zwrot i zaatakował. Jednak Mewot zwinnie odskoczył w bok.
- Meowth, wyskok i atak drapaniem! – Nie sądziłem, że ten kot dosięgnie Pidgeya. Przeciwnik podskoczył wysoko i zamachnął się na Pidgeya. Jednak trafił tylko w ogon.
- Atak wiatrem! – Podmuch wiatru sprawił, że Mewot szybko spadał w kierunku ziemi. Mimo tego z gracją wylądował na tylnych łapach.
- Meowth skacz! – Rozkazał Patryk.
- Pidgey uderz! – Tej komendy nikt się nie spodziewał, chyba nawet sam Pidgey. Jednak bez zawahania wykonał polecenie. W efekcie Meowth oberwał, zanim zdążył się zamachnąć.
- Atak wiartem, a później uderz! – Zakrzyknąłem. Pidgey zaczął machać skrzydłami w miejscu, atakując Meowtha, a po chwili zanurkował i z impetem rąbnął swojego przeciwnika. Meowth wylądował na ziemi, jednak tym razem na plecach. Patryk odwołał go i wypuścił kolejnego Pokemona. Zastanawiałem się którego wybierze. Po chwili wiedziałem, że zdecydował się na Pidove'a.
- W porządku? – Zapytałem Pidgeya. Ten w odpowiedzi zaświergotał bojowo.
- Dalej Mały, atak ciałem! – Pidgey naparł na rywala. Ten jednak, odpowiedział bardzo silnym powietrznym atakiem i powstrzymał mojego pokemona.
- Dziobanie! – Zakomenderował Patryk. Pidgey oberwał kilka razy dziobem.
- Leć w dół. – Powiedziałem, próbując ratować sytuację. Pidgey posłuchał, jednak moja komenda była błędna. Teraz, gdy Pidgey próbował wzbić się wyżej. Pidowe atakował go dziobaniem, uniemożliwiając zwiększenie wysokości. Dodatkowo atakował wiatrem, co sprawiało, że Pidgey musiał wkładać więcej siły w lot. Musiałem szybko coś wymyślić.
- Pidgey wzleć wyżej! – Nakazałem. Pidove już czekał, by zaatakować.
- Teraz odwróć się i atakuj wiatrem! – Pidgey odkręcił się grzbietem do dołu i zaczął machać skrzydłami. Zaburzenia ruchów powietrza, pod skrzydłami Pidove'a, sprawiły, że zaczął spadać.
- Pidgey pikuj i uderz! – Liczyłem na to, że to zakończy walkę. Jednak gdy pokemony, były blisko ziemi Patryk zakrzyknął:
- Atak piaskiem! – Pidove wzniecił chmurę piaskowego pyłu, w którą wpadł rozpędzony Pidgey. „Sprytnie”, pomyślałem. Pył osłabił widoczność i częściowo oślepił Pidgeya. Z chmury pyłu wyskoczył Pidove i rzucił się na Pidgeya.
- Beczka! – Rozkazałem. Pidgey zatoczył koło i nie dość, że uniknął ataku wroga, to jeszcze trafił w niego dziobem. – Powietrzne cięcie!! – Tajna broń podziałała zdumiewająco. Pidove oberwał potężnym podmuchem i wylądował na ziemi, po czym upadł. Piotr gestem prawej ręki, ogłosił moje zwycięstwo.

Skakałem ze szczęścia. Wziąłem na ręce zmęczonego, lecz szczęśliwego Pidgeya. Podszedłem do Patryka. Pogratulował mi, a ja pochwaliłem jego styl walki. Na szczęście jego Pidove, był tylko lekko ranny. Przysiadłem przy małej fontannie, żeby obmyć Pidgeyowi oczy z resztek piasku. Później mój waleczny pokemon, wziął kompiel w fontannie i doszczętnie oczyścił się z kurzu. Patrzyłem na niego z dumą i radością. Wtedy, podeszli do mnie Piotr i Profesor Julia.
- Świetnie walczyłeś – Powiedziała Prof. Grabicka.
- Po prostu mi się udało – Odpowiedziałem skromnie, jednak w duchu pękałem z dumy.
- Naprawdę niesamowicie się spisałeś. – Dodał Piotr. – Twój styl walki, jest bardzo interesujący. „Zawodowy trener chwali to, jak walczę. BOMBA!!”, pomyślałem.
- Czas na obiecane nagrody – Rzekła Pani Profesor. – Oto prezent ode mnie – Dodała i wręczyła mi PokeBal. Oczy o mało nie wyszły mi z orbit. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Bardzo się ucieszyłem, bo nawet nie planowałem zakupu kolejnej Poke-kuli. Już nie mogłem się doczekać, gdy jej użyje.
- Mam nadzieję, że dobrze go wykorzystasz. Pamiętaj, że masz tylko jeden PokeBal – Wtrącił Piotr.
- Z pewnością użyje tego z rozsądkiem – Powiedziała Pani Julia.
- Teraz... – Zaczął powoli Piotr, a ja nerwowo wyczekiwałem na jego dalsze słowa. – podarunek ode mnie. Jeśli już walczysz i to w takim stylu... – Powiedział z uśmiechem – to pewnie chciałbyś pooglądać zawodowców. Proszę – Powiedział, wręczając mi dwa papierowe prostokąty.
- Co to takiego? – Zapytałem zdziwiony. Po przyjrzeniu się temu podarkowi, już wiedziałem co to, jednak nie dowierzałem.
- Bilety na walkę o mistrzostwo powiatu, w której biorę udział. – Odpowiedział Piotr. Zacząłem skakać z radości i przytulać kolejno Pidgeya, Panią profesor i Piotra. Strasznie się cieszyłem, że będę mógł zobaczyć tą walkę. Już sobie wyobrażałem stadion, masę ludzi, cudowną walkę silnych pokemonów i triumf Piotra, który macha mi z płyt stadionu.
- Dziękuje. Będę Panu kibicował – Odpowiedziałem.
- Również dziękuje, przyda się. Konkurent jest naprawdę silny. Możesz kogoś ze sobą zabrać... – Powiedział trener pokemonów – i musicie mieć opiekuna, bo inaczej was nie wpuszczą – Dodał śmiejąc się. Podziękowałem mu raz jeszcze i pożegnałem się z nim, bo właśnie się z nami rozstawał.
- Wiesz już kogo zaprosisz? – Pytała Pani profesor.
- Hm... Chyba Patryka – Odpowiedziałem.
- Na pewno się ucieszy – Odparła nauczycielka. Wszyscy uczestnicy turnieju, jak i pierwszoklasiści nie posiadający pokemonów, zbiegli się by zobaczyć co było nagrodą. Inni, chcieli zobaczyć z bliska mojego Pidgeya. Odbierałem gratulacje i pochwały, jednak byłem nieobecny myślami. W mojej wyobraźni, widziałem jutrzejszy dzień i już wiedziałem co będę robił. To będzie dzień polowania na mojego kolejnego pokemona.

Przez cały wieczór trenowałem rzuty PokeBallem. Celowałem w poduszkę z różnych kontów i pozycji. Tak, aby być gotowym, na każdą sytuację podczas łapania stworków. Już rano, miałem okazję na złapanie kolejnego pokemona. Jednak pośpieszyłem się i rzuciłem kulą zanim Pidgey zdążył osłabić przeciwnika. Rattata odbił PokeBall i zniknął w krzakach. Spotkałem też Wurmpla, jednak nie trafiłem w niego, a gdy podniosłem kulę, jego już nie było. Popołudniu też nie miałem szczęścia. Pidove mi uciekł, a Weedla obroniły Beedrille, przed którymi musiałem uciekać. Spotkałem też Rhyhon'a, wolałbym jednak nie natknąć się na niego. Gdy Pidgey celował w małą, niebieską Poke-sarenkę, którą bardzo chciałem złapać. Ta odskoczyła, atak trafił w kępę krzaków, z których wyskoczył rozwścieczony olbrzym. Podjęliśmy rozpaczliwą próbę walki z nim, jednak nawet powietrzne cięcie nie robiło na nim wrażenia. Skryliśmy się za stertą głazów, co uratowało nas przed stratowaniem. W końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło. Pewien Zigzagon szybko uległ Pidgeyowi, a ja już szykowałem się do rzutu. Wtedy przypomniały mi się słowa Piotra „Pamietaj, że masz tylko jeden PokeBall”. Przypomniałem sobie, jak szybko pokemony tego gatunku, zostały w turnieju pokonane przez Patryka. Zawahałem się, dziki pokemon wykorzystał ten moment i uciekł. Zrezygnowany, zacząłem wychodzić z lasu. Z rozmyślań nad tym, jakiego mam pecha, wyrwało mnie uderzenie w głowę. Po krótkiej analizie, stwierdziłem, że oberwałem żołędziem. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu sprawcy. Wtedy, z pobliskiej gałęzi nadleciał kolejny pocisk. Tym razem zdarzyłem zrobić unik.

- Pidgey, powietrzne cięcie w tamtą gałąź! – Krzyknąłem. Atak ściął mniejsze gałązki, polepszając widoczność i najwyraźniej w coś trafił, bo usłyszeliśmy pisk, a przez wyrwę w gałęziach, dostrzegłem jak coś skacze wściekle po gałęzi. Widziałem jak wykonuje skok ma inne drzewo, z niego przeskoczył na kolejne i wtedy zobaczyłem, że to futrzasty stworek o białej sierści, przypominający małpę.
- To pokemon! – Zakrzyknąłem do mojego kompana. – Atakuj wiatrem! – Stworek zachwiał się na gałęzi, jednak utrzymał równowagę przytrzymując się ogonem. – Pidgey, zetnij gałąź! - Powietrzne cięcie złamało gałąź, a siedzący na niej pokemon, spadł na ziemię. – Teraz uderz! – Ptak zanurkował, by zadać cios jednak oberwał od małpy, silnym ciosem pięści i sam wylądował na ziemi. – W porządku? – Zapytałem. Pidgey był wyraźnie zirytowany tym, że jego ataki są nieskuteczne. Poderwał się do lotu, chcąc się zrewanżować. – Atak Wiatrem, a później od razu atakuj ciałem! – Pidgey zaczą realizować plan. Machał skrzydłami, unieruchamiając przeciwnika, a później rzucił się w fale powietrza, by zadać cios. Małpka oplotła ogonem gałąź i gdy Pidgey był wystarczająco blisko, wybiła się z gałęzi do tyłu, wykonała obrót i trafiła Pidgeya w brzuch obiema nogami. Mój pokemon był rozwścieczony tym, że ta małpka znów go przechytrzyła. Teraz, przeciwnik zaczął skakać po gałęziach, chciał uciec. – Pidgey atakuj powietrznym cieciem! – Mój pupil się starał, jednak każdy jego atak, trafiał w miejsce, z którego przeciwnik zdążył się już ulotnić. – Nie celuj w niego, tylko przed niego. – Ta uwaga pomogła. Dziki stworek oberwał dwa razy, zaczął wykonywać zwroty, jednak to nie uchroniło go przed kolejnym uderzeniem. Był już bardzo osłabiony, jednak nadal próbował zbiec. Chciałem rzucić PokeBallem, jednak on ciągle się przemieszczał „Kurcze, poduszka nigdy mi nie uciekała”, pomyślałem. Starałem się przewidzieć jego ruchy. Wydawało mi się, że udało mi się to zrobić. – Powietrzne cięcie w tamtą gałąź! – Pidgey zaatakował, we wskazanym prze zemnie kierunku. Gdy małpka wylądowała na tej gałęzi, przywitał ją atak Pidgeya. Stworek pisnął, stanął w miejscu i zachwiał się. Momentalnie rzuciłem PokeBallem. Kula trafiła w cel i wciągnęła pokemona do środka, jednak tańczyła na gałęzi, tak jak ta małpka wcześniej. Zacząłem biec w tamtym kierunku, w obawie, że kula spadnie na ziemię z takiej wysokości. Pokeball faktycznie stoczył się z gałęzi. Widziałem, jak w locie miga na czerwono, rzuciłem się by go złapać. Lądując w moich dłoniach, kula mignęła ostatni raz, po czym usłyszałem dźwięk świadczący o tym, że pokemon został złapany. Mimo stłuczonego kolana, skakałem z radości. Pidgey zatoczył w powietrzu triumfalny krąg, pisnął radośnie i wylądował przede mną. Wypuściłem nowo nabytego stworka z jego kuli. Nadal był lekko oszołomiony, jednak otrząsnął się i zaczął się rozglądać ze zdziwieniem. Gdy zobaczył Pidgeya przybrał bojową postawę i zaczął skakać w miejscu. Pidgey w odpowiedzi rozprostował skrzydła i wydał ostrzegawczy okrzyk.
- Hej, hej spokojnie. - Powiedziałem - Na dziś wystarczy walki. – Podałem małpce jabłko, które miałem w kieszeni, co zachęciło go do nawiązania znajomości. Wszyscy razem zjedliśmy posiłek, pieczętujący naszą przyjaźń.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Cyris, Dialguś, Mr.Bigos, Mathieu48, Ciela
4.11.2012, 17:36,
#55
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Cytat: na początku ruwnierz
Błąd ortograficzny.
Cytat: Urzywynie
Co to jest?!

Początek niezbyt fajny, do takie ogólne opisy są trudne, wiem coś o tym. Także walki wydają mi się dziwna. Ostatnia część dobra.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
4.11.2012, 20:35,
#56
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Część trochę słabsza od poprzednich. Znacznie więcej się teraz dzieje, ale nie przesadzaj trochę z akcją. Ciągle mi się podoba!

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
10.11.2012, 21:14, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2012, 11:52 przez NIK.)
#57
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Okazało się, że złapałem strasznego urwisa. Mankey (bo tak nazywał się ten pokemon), był bardzo energiczny i niesforny. Początkowo nie umiałem nad nim zapanować.Siał prawdziwy chaos, gdy tylko wyszedł z PokeBalla. Jednak później, nauczyłem się, jak w pożyteczny sposób wykorzystywać pokłady jego enegii. Wspólne treningi z Pidgeyem i Tailowem, wyczerpywały go tak bardzo, że później był pokorny jak baranek. Mógł się również wyszaleć, przy rozwożeniu gazet. Wymyśliłem nowy, bardzo ciekawy i pożyteczny sposób na ich dostarczanie. Podrzucałem gazety do góry, a pokemony starały się ją złapać. Ten, kto ułożył gazetę na właściwym miejscu zdobywał punkt, a ten kto zdobył najwięcej punktów, wygrywał zabawę. Początkowo wygrywał Tailow, jednak po jakimś czasie, Pidgey zaczął mu dorównywać, niejednokrotnie wygrywając z nim. Mankey też nie pozostawał w tyle. Skakał zwinnie po dachach domów, płotach, czy skrzynkach na listy, przechwytując gazety. Byłem z niego dumny, gdy pewnego dnia udało mu się wygrać. Cieszyłem się też, gdy wygrał swoją pierwszą walkę. Dziki Bidof, został szybko rozłożony na łopatki, przez zwinnego Mankeya. Właśnie zmierzałem do parku miejskiego, gdzie Patryk miał stoczyć bitwę z pewną dzeiwczyną. Trochę się spóźniłem. Gdy dotarłem na miejsce, na wyznaczonym do walki polu, zmagali się Pidove Patryka i Pachirisu tej dziewczyny.
- Jak wynik? – Zapytałem chłaopaka oglądającego to starcie.
- 1:0 Dla kolesia z Pidovem – Odparł. Ten stan rywalizacji, nie utrzymał się długo. Pidove oberwał elektrycznym atakiem i wylądował na ziemi, nie mogąc wzlecieć w powietrze. Patryk odwołał go i wystawił do walki stworka, którego do tej pory nie spotkałem. Z jego Pokeballa wyłoniła się szara, kamienna kula z zaciśniętymi w pięści rękoma. Otworzyłem usta z zachwytu. Ten pokemon wyglądał wspaniale. Na wszystkich, zgromadzonych w parku dzieciakach, zrobił ogromne wrażenie. Szczególnie gdy trafił Pachirisu kamiennym pociskiem. Ten odpowiedział elektrycznym atakiem, jednak na kamiennym stworku nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Pok Patryka wymierzył elekto-wiewiórce potężny cios pięścią, co sprawiło, że przeciwnik stracił przytomność. Słyszałem same pochwały dla Poka Patryka. Zastanawiałem się, skąd ma tak silnego stworka. Teraz przed kamienną kulką, stanął Tediursa. Miś atakował ciałem, drapał i gryzł swojego rywala. Jednak pok Patryka przyjął obronną postawę krzyżując ręce i przeczekał atak przeciwnika, który nie robił mu żadnej krzywdy. Teddiursa zmęczył się natarciem, wtedy kamienny stworek wyprostował ręce i zaczął kręcić się w powietrzu, zasypując Teddiurse gradem ciosów. Miś oberwał dotkliwie i padł na ziemię. Zdenerwowana trenerka wyrzuciła kolejny PokeBall w powietrze, wyskoczył z niego Fearow. Licealistka rozkazała zaatakować dziobem. Pok Patryka, chyba nawet tego nie poczół. Fearow, wykonywał kolejne polecenia swojej trenerki. Wzbił się wyżej, zrobił nawrót i lecąc wprost na rywala, zaatakował dwoma potężnymi powietrznymi strugami. Atak wzniósł chmurę pyłu, który zasłonił widoczność. Wśród osób oglądających walkę, przebiegł jęk trwogi. Nerwowo spoglądałem w miejsce, gdzie przed atakiem znajdował się pok Partyka. Pył zaczął opadać, wtedy dostrzegłem stworka mojego kumpla, lewitował spokojnie w pozie obronnej. Najwyraźniej atak Fearowa, nie zadziałał. Wszyscy wiwatowali kamiennej kuli, a ja najgłośniej. Wtedy Patryk krzyknął "Kamienny pocisk”. W ślad za Feerowem z dużą prędkością, leciały małe kamienie. Pok tej dziewczyny był szybki, jednak pociski dogoniły go, trafiając w brzuch i skrzydła. Feerow zaczął opadać, jego trenerka odwołała go zanim uderzył w ziemię. Patryk wygrał, strasznie się cieszyłem z jego zwycięstwa, pobiegłem mu pogratulować.
- Stary, to było niesamowite! Fantastyczna walka! – Patryk odpowiedział uśmiechem na moje pochwały.
- Co to za pokemon? – Zapytałem z zachwytem patrząc na kamiennego stworka.
- To Geodude – Odparł Patryk.
- Geodu – Potwierdził pokemon zbliżając się do nas. Teraz mogłem z bliska podziwiać tego fantastycznego stworka.
- Skąd go masz!? Jest niesamowity, niezniszczalny!
- Złapałem go na wzgórzach za miastem – Oznajmił Patryk.
- Co!!? – Pytałem z niedowierzaniem. – Można go złapać w naszej okolicy!?
- Tak. – Odpowiedział spokojnie. – By dostać się na wzgórza, musisz przejść przez błękitny las.To nie tak daleko – Dodał.
- Na pewno się tam wybiorę. Muszę mieć tego pokemona. – Patryk zareagował śmiechem na mój zapał. Jeszcze raz mu pogratulowałem, po czym pożegnaliśmy się. Od tamtej pory, nieustannie myślałem o tym, że chcę mieć własnego Geodude. Cały czas układałem plan, który miał mi pozwolić, na złapanie go. Po pierwsze, musiałem zarobić na PokeBall. Po drugie, musiałem wymyślić, coś, co pozwoli mi na wypad za miasto. Miałem już pewną koncepcję. Swoją szansę na zrealizowanie planu, widziałem w restauracji, którą poleciła mi Profesor Julia.



Sprawdziłem się w pracy na kuchni, Roberto (Właściciel tej restauracji) zaproponował mi dorywczą pracę w wolne popołudnia i weekendy. Przyznać trzeba, że szło mi całkiem nieźle. W mig łapałem wszelkie aspekty gotowania. Po jakimś czasie, pracownicy restauracji przestali mnie traktować jak chłopca na posyłki. Widzieli we mnie wartościowego pomocnika. Dobrym asystentem, okazał się również Mankey. Roberto uwielbiał pokemony i nie maił nic przeciwko temu, żeby Mankey czasami biegał po jego kuchni. Nikt, nie miał nic do Pidgeya, jednak dla ptaka, kłopotem było poruszanie się w małym pomieszczeniu, po którym krząta się wiele osób. Więc Pidgey obserwował sytuację w kuchni z przygotowanego mu miejsca nad piecem, lub siedział spokojnie w PokeBallu. Mankey uwielbiał spędzać czas w kuchni. Pomagał mi i innym pracownikom. Przynosił mi potrzebne składniki, skacząc zwinnie po całym pomieszczeniu. Mimo tego, że szaleńczo pląsał po kuchni, nie powodował żadnych szkód. Imponowała mi jego zwinność. Potrafił przemknąć między nogami kilku osób, nawet się o nie, nie ocierając. Sprawił nam wszystkim wiele radości, bo momentami jego zachowania były komiczne. Wszyscy śmiali się, gdy ciosem karate przecinał ogórki, lub gdy miażdżył orzechy włoskie skacząc po nich. Najzabawniej wyglądał, gdy się złościł, jednak wtedy trzeba było uważać, bo często dawał upust wściekłości. Praca w restauracji przynosiła zyski. Jednak gdybym mógł pracować dłużej, zarabiałbym więcej i tu była moja szansa. Udało mi sie namówić Panią Kierownik, na to, by pozwalała mi wracać po 21. Roberto często oferował mi nocleg, w małym mieszkanku obok jego restauracji. Nikt go nie używał, a Roberto nie chciał, żebym wracał sam po nocy. Mi ten pomysł odpowiadał, jedynym problemem była Pani Kierownik. Zacząłem więc odstawiać „szopkę”, która przyniosła pożądany efekt. Dyrektorka zgodziła się, żebym mógł zostawać na noc, w tym mieszkaniu, gdy będziemy późno kończyć pracę. Wiedziałem jak ją przekonać, przecież im więcej zarobie, tym więcej pieniędzy ona otrzyma. Miałem już opracowany plan. W tą sobotę, miałem zostać na noc w mieszkaniu Roberto. Szefowi powiedziałem, że w niedzielę nie mogę przyjść do pracy, a Pani kierownik oznajmiłem, że w ten weekend, będziemy mieć dużo pracy i że wrócę dopiero w poniedziałek. Niedziela była więc dniem, na który zaplanowałem wyprawę za miasto, po mojego wymarzonego pokemona.

Przez cały tydzień wyczekiwałem niedzieli. Chciałem, żeby ten dzień nastał już teraz, w tym momencie. Jednak do niedzieli zostały dwa dni, był dopiero piątek rano. Miałem właśnie przerwę, gazety były rozwiezione, a do pierwszej lekcji pozostała godzina. Wraz z moimi pokemonami i towarzyszącym na Tailowem, rozkoszowaliśmy się pięknym słonecznym dniem. Wtedy usłyszałem za sobą czyjś głos.
- Widzę, że grono Twoich pokemonów się powiększyło. – Odwróciłem się. To był ten starszy pan, który zaczepił mnie po walce z dzikim Weedlem. – Widzę, że masz dużo czasu. Może teraz się ze mną zmierzysz? – Zastanawiałem się przez chwilę. Spojrzałem na moje pokemony. Pidgey wyprostował skrzydła i pisnął bojowo, Mankey odtańczył taniec wojenny i przybrał postawę do walki. „Czemu nie” pomyślałem, po czym zwróciłem się do tego staruszka:
- Dobrze. Walczmy.
- Świetnie. – Odparł sędziwy mężczyzna – Ja, użyje mojego najlepszego pokemona. Idź Roserade. – Po tych, słowach wypuścił z PokeBalla niezwykle pięknego pokemona. Wyglądał jak chodzący kwiat. Dłonie zastępowały piękne, barwne kwiaty róży. Jeden był czerwony, a drugi niebieski. Pok miał białe, bujne włosy. Reszta ciała pokemona, była zielona. Gdyby nie fakt, że mam z nim walczyć, mógłbym z zachwytem podziwiać jego piękno. Jednak teraz musiałem się skupić.
- Idź Mankey. – Poke-małpka, z ogromną determinacją ruszyła do walki. – Kopnięcie! – Rozkazałem.
- Ostry liśc. – Zakomenderował przeciwnik. – Jego pokemon wykonał zwrot i wystrzelił w Mankeya parę, ostrych jak brzytwa liści.
- Unik! – Mój pok zwinnie uniknął ataku. – Seria uderzeń! – Rozkazałem. Mankey rzucił się wściekle na rywala.
- Szybki jest – Powiedział mój przeciwnik. Po czym dodał. - Dzikie pnącze.
– Wtedy jego pok, oplótł pnączem nogę Mankeya i wyrzucił go w powietrze. Mankey upadł u moich stóp, przywołałem go do jego kuli, a do walki wysłałem Pidgeya. Miałem nadzieję, że teraz pójdzie mi lepiej.
- Powietrzne cięcie!
- Tarcza. – Przed Roseradem coś błysnęło a atak Pidgeya, uderzył w niewidzialną przeszkodę. Byłem w szoku, najsilniejszy atak nie zadziałał.
- Ostry liść – Powiedział staruszek. Drażnił mnie jego spokój. Pidgey został zasypany liściastymi ostrzami. Robił zwinne manewry, jednak oberwał kilka razy i stracił na szybkości. – Odsączenie. – Dodał. Z ciała Pidgeya, zaczęły wylatywać świetliste kulki i znikały w ciele Roserade’a. Pidgey osłabł wyraźnie, nie mógł poderwać się do lotu. W jego kierunku, z durzą prędkością leciały ostre liście. Odwołałem go, chroniąc w ten sposób przed uderzeniem. Liście do połowy wbiły się w pobliskie drzewo. Wolałem nie mysleć, co by się stało, gdyby trafiły w Pidgeya. To koniec, przegrałem. Nie wyrządzając żadnej krzywdy przeciwnikowi. Taka porażka bardzo drażniła ambicje.
- Dziękuje za walkę – Powiedziałem ze smutkiem w głosie.
- Zaraz, zaraz mały. Masz przecież jeszcze jednego pokemona. – Odparł staruszek. Spojrzałem na Tailowa. Nie był mój, jednak słuchał moich poleceń. Może nadawałby się do walki.
- Chcesz walczyć? – Zapytałem go niepewnie. Ten zaświergotał radośnie i wleciał na pole bitwy. – Świetnie! Atak wiatrem! – Tailow wywołał potężny podmuch, jednak Roserade zwinnie go uniknął.
- Magiczny liść. – Zakomenderował staruszek, a jego pokemon wystrzelił w powietrze chmarę czarnych, mieniących się barwnie lisci. Tailow robił co mógł, jednak atak dopadł go i znacznie osłabił.
- Jeszcze raz atak wiatrem! – Tailow był wyczerpany, opadał coraz niżej. Wiedziałem, że to koniec. Wtedy pocztowy pok zebrał w sobie resztki energii i wykonał najmocniejszy powietrzny atak, jaki widziałem, piszcząc przy tym donośnie. Trafił Roserade, jednak sam ucierpiał i wyczerpany wylądował na ziemi. Gdy przywracałem go do PokeBalla, wydawało mi się, że rozbłysł jakoś dziwnie. Przestraszyłem się, jeśli coś mu się stanie Darin mnie zabije. Mimo trafienia, Roserade nadal trzymał się na nogach. Ten starszy Pan podszedł do mnie.
- Świetna walka, zgodnie z umową otrzymasz ode mnie nagrodę. – Powiedział.
- Ale przecież nie wygrałem – Odparłem zdziwiony.
- Nie mówiłem, że masz wygrać. Miałeś po prostu ze mną walczyć. Trzymaj, oto Twoja nagroda. – Rzekł i podał mi PokeBall. Zamurowało mnie. Taki prezent, to nie byle co.
- Nie mogę tego przyjąć. – Odpowiedziałem.
- Mam go wyrzucić? – Zapytał. Co mogłem zrobić w takiej sytuacji...
- Dziękuję, to bardzo szczodry podarek. – Ten pan tylko się uśmiechnął, po czym odwołał swojego pokemona.
- Skąd ma pan tak wspaniałego pokemona? Gdzie go Pan złapał? – Dopytywałem.
- Nie złapałem go. To pokemon z mojej hodowli. – Odparł.
- Hodowli? Pokemony się hoduje? – Pytałem nie kryjąc zdziwienia.
- Mam nadzieję, że kiedyś mnie odwiedzisz. Wtedy wszystkiego się dowiesz. – Odpowiedział staruszek.
- Chętnie – Odparłem.
- Pytaj o hodowlę Karla – Dodał, po czym odszedł. „Gdybym spotkał go wcześniej, nie musiałbym kupować PokeBalla” pomyślałem. Odstawiłem Tailowa na pocztę i ruszyłem do szkoły. Reszta dania, jak i kolejny zleciały mi błyskawicznie. Był sobotni, późny wieczór, zasypiałem z myślą, że gdy się obudzę już będzie niedziela – dzień, na który czekałem tak, jak inne dzieci na gwiazdkę.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Cyris, Mr.Bigos, Mathieu48
10.11.2012, 23:00, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2012, 23:02 przez Cyris.)
#58
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Cytat:po czół
Błąd. Nie powiem jak ma być. Nie będę ułatwiać Ci roboty -.-
Cytat:drógie
Ekhem...
Cytat:PokeBallaniezwykle
Komuś się zgubiła spacja Wink
Cytat:mógłbym z zachwytem podziwiać jego piękno
Zdanie trochę bez sensu.
Cytat:stup
Nie chcę się powtarzać, ale... Ekhem...
Cytat:Taka porażka bardzo drażniła ambicje.
Temu zdaniu może nic nie dolega, ale wiesz...




W pierwszej części (opisie roznoszenia gazet) jest starsznie ogólnie. Wydaje się to beznamiętne. Krótkie zdania itp. Słabo idą Ci ogólne opisy. Musisz nad tym popracować (ja bym radziła zmianę - jekieś konkretne zdarzenia, ale możesz też poprawić to, jak robisz obecnie. Twój wybór).

Akcja... troszkę zwyczajna, ale zawsze muszą być takie rzeczy. Tego nie da się uniknąć i źle by było jakby się dało.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
11.11.2012, 11:56,
#59
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Widzę, że historia coraz mniej się podoba. Mogę dostać jakieś wskazówki? Bo nie wiem co jest nie tak. Szczególnie liczę na komentarz "Dragonite~" Brak Twoich cherishy pod dwoma ostatnimi fragmentami mnie niepokoi Wink

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
11.11.2012, 13:54,
#60
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Nie wiem czy potrafię lepiej opisać co sie nie podoba (mnie), ale spróbuję:
1. Ogólne i nijakie opisy na początku części. "Robiłem to i to... Pokemony świetnie..." Zapomniałam dodać - schemetyczność.
2. Trochę byle jek robione.
3. O ile wcześniej działo się coś ciekawego (groźba utraty Pokemona itd.) to teraz jest po prostu nudno.

Nie wiem co jeszcze napisać. Przeczytaj sobie tekst za kilka dni, może pomoże.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości