Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za WYDANO! dni)

Sword i Shield promo



O kolesiu, który nie miał lekko
27.09.2012, 1:09,
#31
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Oprócz części urwanego tekstu jest ok. Błędy jednak nadal są, może już nie takie powazne, ale niestety są. Naprawdę, zaopatrz się w Microsoft Word po polsku. Będzie Ci o wiele łatwiej.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
27.09.2012, 14:45, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2012, 15:34 przez wonakk.)
#32
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Historia powoli nabiera kształtów. Innowacyjna koncepcja, ciekawie przedstawiona. Na chwilę obecną trochę brak wyraźnej akcji, do której inne FF zdążyły nas przyzwyczaić.
Błędy polecam, jak poprzednicy, sprawdzać wcześniej w Wordzie. Jeśli to możliwe, pisz jednak na komputerze, uchronisz się przed znikaniem tekstu.

Cytat:Ojciec tego chłopaka, położył mu rękę na ramieniu i uspokajał go.
niepotrzebny przecinek po "chłopaka".
Cytat:Pielęgniarka zniknęła, w którejś z sal, nauczyciel już nerwowo postukiwał nogą.
tutaj podobnie, po "zniknęła".

Drobnica, wszystko do poprawienia i unikania w kolejnych publikacjach. Zaletą Twojego pisania są bogate opisy i duży zasób słownictwa (co, w XXI w jest rzadkością).

FC: 1118-1299-9636
IGN: Wonak
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
27.09.2012, 15:16,
#33
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Poprzedni post został zedytowany i wzbogacony o brakujący fragment Smile Jak Wam się podoba?

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
27.09.2012, 15:26, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2012, 15:27 przez Dragonite~.)
#34
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Bardzo mi się podoba. Naprawdę oryginalne. Tworzysz świetne opisy przeżyć wewnętrznych. To zabrzmi głupio, ale czy ty używasz wątki częściowo autobiograficzne?

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
27.09.2012, 17:14,
#35
O kolesiu, który nie miał lekko.
Dziękuję bardzo za te komentarze. Cieszę się, że się podoba. Mam motywację do dalszego pisania Wink

@Dragonite~ Powiem tak, wiem co to znaczy ,,nie mieć lekko", chociaż a tak źle nie miałem Wink Muszę przyznać, że jestem dość empatyczny i z opisami emocji, uczuć, przeżyć nigdy, nie miałem problemu.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
1.10.2012, 12:56, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 1.10.2012, 13:50 przez NIK.)
#36
O kolesiu, który nie miał lekko.
Mam nadzieję, że to ostatni fragment bez zaawansowanej akcji. Postaram się, żeby tak było. Z góry przepraszam za błędy. Miłego czytania Wink

Ostatnie dwa miesiące, były istnym koszmarem. Nie było takiego dnia, żebym nie ronił łez. W zaciszu mojego małego, ciasnego pokoiku, czy w tłumie rozwydrzonych dzieciaków, czy też w gabinecie Pani dyrektor, (który ostatnio odwiedzałem niezwykle często) płakałem obficie. Gdy rano obudziłem się zbyt wcześnie, gdy cokolwiek przypomniało mi, o tym co się stało, gdy nie miałem czym zająć myśli, wspominałem to, co się wydarzyło, wtedy łzy same napływały mi do oczu. Najgorsze były wieczory i bezsenne noce. Często, poczucie winy nie pozwalało mi zasnąć. Gdy leżałem na swojej twardej pryczy, za towarzysz mając mrok i chłód przenikający moje ciało, łzy płynęły niepochamowanym strumieniem. Czasami, nie mogłem tego znieść. Każdy mi dokładał, a nikt nie powiedział słowa otuchy. Momentami, nie miałem już sił, by się temu przeciwstawić, a los, wcale nie stawał się dla mnie łaskawszy.

Musiałem podjąć pracę, żeby spłacić dług, naliczony przez Centrum Pokemon. Znalezienie jej, było dość trudne. Miejsc było mało, a chętnych w nadmiarze. Jednak udało mi się coś znaleźć. Na poczcie, potrzebowano kogoś do rozwożenia gazet. Nie było zbyt lekko, wstawałem o 4:30 i do 7:00 dostarczałem ludziom gazety. Później, po szkole rozwoziłem paczki i listy. Oczywiście, dostałem najniższą, możliwa stawkę. Jednak lepsza taka praca, niż żadna. Plus był taki, że dostałem rower. Praca, chociaż na moment, pozwalała zapomnieć o tym, co się stało, a stało się. Gdy Pani kierownik dowiedziała się, że dzięki mnie musi wydać 1100 zł, dostała białej gorączki. Zażądała ode mnie pieniędzy, które oszczędzałem przez całe życie. Dobiłem ją wyznając, że wszystkie pieniądze, wydałem na PokeBall i Potion dla tego pokemona. Gdy przestała mnie okładać wskaźnikiem. Powiedziała, że będę dostawał ograniczone porcje żywności, i że nie otrzymam kieszonkowego, dopóki nie spłacę długu. Jednak nie to, było najgorsze.

Najgorsze było poczucie winy i dręczące mnie wyrzuty sumienia. Sam siebie nienawidziłem, za to co zrobiłem. Podczas jednej z rozmów, z Panią Kierownik zapytałem, czy wiadomo coś o tym Pidgey'u, którego uratowałem. Wtedy kierowniczka oznajmiła mi, że ten pokemon nie żyje. Na dodatek twierdziła, że to moja wina. Ten stworek, zmarł z powodu otrucia, które rzekomo, ja wywołałem. "Taki z Ciebie znawca ziół, a nie wiesz, że nie łączy się wilczej jagody i paprotnika!!?" Wrzeszczała Pani Kierownik. Nie mogłem uwierzyć, że to ja zabiłem tego Pidgeya. Za to, co zrobiłem musiałem codziennie, przez trzy, godzinny klęczeć na grochu i 1000 raz napisać "Przez swoją lekkomyślność i nieposłuszeństwo, uśmierciłem pokemona". Nawet gdybym chciał, nawet gdybym potrafił, zapomnieć o tym, co się stało. Kara jaką otrzymałem, nie pozwoliła mi, wyrzucić tej myśli z głowy.

Nawet, jeśli ktoś mi współczuł, nie okazywał tego. Każdy bał się, reakcji Pani Kierownik, zwłaszcza nauczyciele. Raz, tylko usłyszałem od polonisty "I na co Ci to było?". Moi rówieśnicy, przestali mnie szykanować. Nie mogli mi już bardziej dopiec, płakałem niemal codziennie bez ich ingerencji. Teraz, większość "kolegów i koleżanek", jakby zaczęła się mnie bać. Unikali mnie, nikt koło mnie nie siadał, nikt ze mną nie rozmawiał. Spoglądali tylko na mnie, ze zdumieniem. Szczególnie, po tym incydencie z Pawłem. Paweł, zwany "Kingiem", za swoje hobby obrał sobie, dworowanie z innych. Sukcesem, było dla niego to, gdy swoimi wyzwiskami i docinkami, doprowadził kogoś do łez. To on wcześniej, przewodził wszystkim atakom na mnie. Po incydencie z tym pokemonem, większość osób dała mi spokój. Natomiast on, nadal próbował mi dopiec. Jednak wszystkie jego obelgi, nie robiły na mnie wrażenia, aż do poniedziałkowej przerwy obiadowej. Wtedy powiedział coś, czego później bardzo żałował. "Jaki pokemon, będzie Twoją następną ofiarą? Co ten biedny Pidgey Ci zrobił, że tak go załatwiłeś?".

Krew się we mnie zagotowała. Zacisnąłem pięści i z okrzykiem wściekłości na ustach, rzuciłem się na niego. Mimo tego, że był ode mnie większy, powaliłem go na ziemię i zacząłem okładać pięściami po twarzy, nie przestając krzyczeć. Ściągnął mnie z niego polonista, wtedy nie kontrolowałem tego co robię. Próbowałem się wyrywać i jeszcze mu przywalić, ciągle się darłem. Nie mam pojęcia, co się ze mną działo, to był chyba chwilowy akt desperacji. Gdy tylko się uspokoiłem, znów byłem tym nieudacznikiem i łamagą, co wcześniej. Większość osób, oglądająca to zajście, uznała mnie, za średnio poczytalnego. Niektórzy twierdzili nawet, że jestem opętany. To nawet dobrze, chociaż miałem spokój. Za to, że tak pięknie, przemeblowałem facjate "Kingowi", miałem spędzić noc w piwnicy. Chyba nigdy w życiu, tak się nie bałem.

Jejku, jak tam było obskurnie. Ta piwnica, wyglądała jak jakaś graciarnia, niesprzątana od wieków. Wszędzie pełno było kurzu, brudu i pajęczyn. To było jedno, wielkie składowisko tego, co nikomu nie jest potrzebne. Na ścianie, wisiał wybrakowany model ludzkiego szkieletu, brakowało kilku żeber, prawej dłoni i kawałka lewej nogi, od kolana w dół. Obok stały bardzo stare, porwane i zawilgocone mapy. W kącie, leżała zardzewiała już i zaśniedziała rycerska zbroja. Obok, znajdował się stos, nie wiadomo nawet czego. Świetnie pasowałem do tych rupieci. Też byłem nikomu nie potrzebny, niechciany i odtrącany. Byłem tylko przeszkodą, kłopotem. Wszyscy najchętniej by się mnie pozbyli. Pewien jestem, że nikt by za mną nie tęsknił. Siedziałem na strasznie brudnej, spruchniałej ławce, nawet nie zmrużyłem oka. Za bardzo się bałem by zasnąć. Wpatrywałem się w mrok, dostrzegając w nim przedziwne, przerażające kształty. Strach działał na moją wyobraźnię. W prostym, szarym prześcieradle, widziałem idącą w moim kierunku zjawę. Zwykła, otwarta skrzynka, była dla mnie paszczą potwora, która chciała mnie pożreć. Zmysły płatały mi figle. "Co to było?", "Co to za dźwięk?", "Czy ten szkielet się poruszył". Przerażony pytałem sam siebie. Zasnąłem dopiero, gdy zaczęło świtać. Słońce przepędziło nocne mary i kryjące się w cieniu upiory, więc mogłem pójść spać. Oprócz tego incydentu, nic w moim życiu się nie działo. Czując się winnym śmierci tego pokemona, ciągle płakałem, raz otwarcie, a raz skrycie. Myślałem, że moje życie nieustannie będzie tak wyglądać. Z błędu zostałem wyprowadzony, pewnego piątkowego wieczoru. Leżałem już na pryczy, rozmyślając o sensie swojego życia (a raczej o jego braku), gdy nagle zadzwonił telefon.

Podskoczyłem na łóżku, ze strachu "Co to za hałas" pytałem głośno. Wtedy zobaczyłem świecący się telefon, który tańczył po stole, targany wibracjami, grając przy tym, potwornie irytującą melodie. Nie wiedziałem co zrobić "Telefon do mnie!?". Ostrożnie podszedłem do stolika. "Jak to się odbiera?" zwróciłem się chyba do mebli i książek. Bo nikogo, w tym pomieszczeniu nie było. Na szczęście, nad taką zieloną słuchawką, było napisane "odbierz". Więc zagadka została rozwiązana. Spojrzałem na telefon. Wyświetlał się na nim numer, który dobrze znałem. Był to numer Centrum Pokemon. Z niepokojem podniosłem telefon, odebrałem i przyłożyłem go do ucha.
- Halo? - Usłyszałem miły kobiecy głos.
- Tak? - Odpowiedziałem niespokojnie.
- Masz na imię Niklas tak? - Zapytała ciepło ta kobieta.
- Tak - Udzieliłem kolejnej, elokwentnej odpowiedzi.
- Chciałam Cię poinformować, - Kontynuowała pielęgniarka - że jutro o 15, masz się stawić w naszym Centrum Pokemon. - "No to już po mnie." Pomyślałem. Gorączkowo zastanawiałem się co powiedzieć, jak się wykręcić. Mogłem przecież jeszcze uciec. Wtedy, w jednej chwili, uświadomiłem sobie wiele rzeczy. Dostrzegłem, ile znaczę na tym świecie. Prawda była bolesna. "A więc tak się to skończy." Powiedziałem w myślach. "Przesłuchania, sąd." "Później co? Poprawczak?", "Czemu nie, przecież gorzej być już nie może"
- Będę na czas - Odpowiedziałem obojętnie. Następnego dnia nie poszedłem do pracy, wolałem się w ostatnim dniu mojej "wolności". Po szkole, od razu skierowałem się do Poke Centrum. Nie bałem się niczego, było mi wszystko jedno, co ze mną zrobią.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Mathieu48, wonakk, Dragonite~, Cyris, Mr.Bigos
1.10.2012, 16:42,
#37
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Świetne. Wyłapałem kilka błędów interpunkcyjnych, ale to nic.

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
1.10.2012, 19:26,
#38
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Jest coraz lepiej. Z odcinka na odcinek ciekawiej.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
6.10.2012, 17:41, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2012, 14:52 przez NIK.)
#39
O kolesiu, który nie miał lekko.
Zastanawiałem się, do jakiego poprawczaka trafie. Najgorszą z możliwych, była placówka w miejscowośći Tartany. Trafiała tam młodzież, z pod bardzo ciemnej gwiazdy. Słyszałem o tym miejscu, same okropne rzeczy. Straszono nas opowieściami, o "Domu zwyrodnialców". Podobno w tej placówce zapominamo (lub nikt, nie chciał pamiętać), że przebywają tam dzieci. Gdy ktoś, trafiał w to miejsce, był traktowany jak chodzące zło, które nie zasługuje na ludzkie traktowanie. Mogłem tam trafić, nie przejmowałem się tym. Było mi wszystko jedno, co ze mną będzie. Zobojętniony wszedłem do dużego, białego budynku z czerwonym dachem, którym było Centrum Pokemon. W recepcji, stała ta sama pielęgniarka, która zajęła się mną wtedy. Podszedłem do niej pewnym krokiem i stanąłem wyprostowany.
- Na imię mam Niklas. - Powiedziałem poważnym tonem. Chciałem, żeby wiedziała, że się nie boję.
- Miałem się tutaj dzisiaj stawić - Dodałem, nie usłyszawszy odpowiedzi. Siostra podniosła nos, z nad jakich papierów, które wypełniała, spojrzała na mnie i nagle, jakby ją oświęciło.
- Ach, tak. Czekałam na Ciebie chłopcze.- Powiedziała, podając mi jakiś druk.
- Podpisz to proszę - Dodała.
- Co to? Mam zaświadczyć, że nie będę uciekał? Nie mam zamiaru. Poniosę odpowiedzialność za to, co zrobiłem.
- Dowcipniś - Odparła pielęgniarka i zniknęła w jakimś pomieszczeniu. Nic nie rozumiałem z tego pisma. "W razie komplikacji prosimy o kontakt z... " Nie czytałem dalej, podpisałem to i zaczęłem się zastanawiać, czy będą mnie tutaj przesłuchiwać, czy zabiorą mnie na komendę. Wtedy wróciła pielęgniarka. O dziwo, nie było z nią policji. Natomiast w ręku, trzymała, czerwono-biała kule, zwaną PokeBallem.

Położyła go na specjalnej podstawce, dla Poke-kul, podsuneła ją w moją stronę i z uśmiechem na ustach powiedziała.
- Proszę. Twój Pidgey, jest już zdrowy. Zamurowało mnie. Przez moment nie wiedziałem, gdzie jestem, skąd przybywam, ani co tu robię. Nie pamiętałem nawet własnego imienia. Próbowałem coś powiedzieć, ale odjęło mi mowę. Udało mi się jednak coś wydukać.
-Aaa.. Ale... on przecież nie żyje! - Wykrzyknąłem.
- Skądże. - Odparła zdziwiona pielęgniarka. - Ma się świetnie. W dużej mierze dzięki Tobie - Dodała z uśmiechem. - Mój szok się pogłębił.
- Słyszałem, że go otrułem, i że umarł... Przeze mnie!! - Mówiłem ze łzami w oczach.
- Co to za niedorzeczność! - Wzburzyła się pielęgniarka - Otruł go, jakiś inny pokemon. Ty zachowałeś się wzorowo! Skąd u Ciebie taka znajomość ziół? - Nie doczekała się odpowiedzi, więc kontynuowała.
- Mało który dorosły, wiedziałby, co zrobić w takiej sytuacji. Powinieneś być z siebie dumny. - Słowa pielęgniarki, chodź były bardzo mile, nie trafiały do mnie. Stałem osłupiały i bez przerwy, gapiłem się na ten PokeBall.
- To nie możliwe... - Mówiłem wciąż zapatrzony, w tą mała kule, skrywającą w sobie, jedno, z tych niezwykłych stworzeń.
- Czy on naprawdę jest mój?

- Złapałeś go, więc teraz należy do Ciebie. - Odparła pielęgniarka. Przez moment, stałem bez ruchu. Dopiero po chwili, drżącą ręką, sięgnęłem po PokeBall. Nadal, nie odrywałem od niego wzroku. "Mój..." "Mój pokemon" Powtarzałem w myślach, a łzy napływały mi do oczu. Ile sił w nogach, popędziłem na mała polankę, znajdującą się za Centrum Pokemon. Ostrożnie położyłem Poke-kulkę na pniu drzewa i uklękłem przed nim. "Nie mozliwe", "To nie możliwe!" Powtarzałem nieustannie. "Boże! Jeśli to sen, to spraw abym nigdy się nie obudził" Lecz ten sen, chodź piękny i nieprawdopodobny, zdawał się być realnym snem. Snem, na jawie. To była najwspanialsza rzecz, jak mogła mi się przytrafić. Płakałem, lecz nie tak, jak zawsze. Pierwszy raz w życiu, płakałem ze szczęścia. Gdyby okazało się, że tego Pokemona tam nie ma, umarł bym z rozpaczy. Wziąłem głęboki odech, przybliżyłem się do PokeBall'a i drżącym głosem, cicho powiedziałem "Pokaż się, Pidgey".

Kula otworzyła się, wypuszczając z siebie strumienie światła. Z oślepiającego blasku, zaczął się materializować pokemon. Początkowo, widziałem tylko jego kontury. Lecz gdy światło zniknęło, dostrzegłem, tego małego skrzydlatego stworka, któremu wtedy usiłowałem pomóc. Teraz wyglądał wspaniale! Nie miał żadnych mniejszych, czy większych ran. Spokojnie machał skrzydłami, utrzymując się w powietrzu, tuż nad moją głową. Po chwili usiadł na pniu, i przekrecał swoją mała główkę, przyglądając mi się. Zapłakany, powoli wyciągnęłem do niego dłoń. Ręka strasznie mi się trzęsła. Gdy już miałem go dotknąć, Pidgey odskoczył kawałek dalej. Przestraszony, cofnąłem rękę. Bałem się tego, że ten pokemon, może wcale mnie polubić. Co więcej, moze mnie nawet znienawidzić.

Ten stworek był dla mnie... wszystkim. Zdążyłem obdarzyć go bezgraniczną sympatią, gdyby teraz mnie odtrącił, pogrążył bym się w żałobie. Ten pokemon, tak naprawdę, dopiero dziś widzial mnie po raz pierwszy. Mógł mnie przecież, nie zaakceptować. Po chwili, spróbowałem raz jeszcze. Wtedy, stworek już nie uciekał. Gdy go dotknęłem, poczółem przyjemne ciepło w sercu. On chyba rozpoznał mnie, przez dotyk. Przez chwilę, wpatrywał się we mnie dziwnym, pustym wzrokiem. Później jednak, jego oczy się ożywiły. Wydał radosny pisk i wskoczył mi na kolana. Objąłem go i przytuliłem, zalewając Nas oboje łzami.

Nie wiem ile czasu spedziłem, siedząc tam i tuląc tego pokemona. Podobno sczęśliwi czasu nie liczą, a ja wtedy, byłem najszcześliwszym człowiekiem na ziemi. Oprzytomniałem, gdy nagle, z pobliskich krzaków. Wyskoczył mały, fioletowy stworek, przypominajacy mysz. Miał wystające z pyszczka zęby, kilka długich wąsów na nosie i zakręcony ogon. Nie wiedziałem co robić. Wtedy Pidgey wzbił się w powietrze i zaczął krążyc nade mną, wydając groźne piski. Po chwili dotarło do mnie, to co chciał mi przekazać.
- Chcesz z nim walczyć - Zapytałem. Pidgey zatoczył jeszcze jedno koło, dając znak, ze odgadłem jego intencje.
- Dobrrze! Więc pokaz, co potrafisz! - Na moją komendę Pidgey zanurkował w powietrzu, atakując Rattate. Mysz zwinnie uniknęła ataku. Pidgey zrobił zwrot i gdy zbliżył się do przeciwnika, kilka razy machnął skrzydłami, sprawiając, że Rattata wzleciała w powietrze.
- Pidgey uderz! - Krzyknąłem. Wtedy mój pokemon z impetem, uderzył przeciwnika dziobem. Rattata padła na ziemię, nie ruszała się.
- Brawo mały! - Krzyczałem radośnie. Gdy wraz z Pidgeyem świętowaliśmy zwyciestwo, dziki pokemon otrząsną się i zniknął w krzakach. Wtedy uświadomiłem sobie, jak już jest późno.
- Pidgey! - Stworek przestraszył się mojego krzyku.
- Jest późno, muszę już wracać. - Powiedziałem łagodniejszym tonem.
- Jejku jak ja Cię ukryje!? - Zakrzyknąłem do tego stworka, jakby on, miał to zrozumieć. Zdziwilem się ogromnie, gdy okazało się, że zrozumiał. Pidgey podszedł do pustego Pokeballa, wciąż leżącego na pniu, dotknął dziobem guzika zanjdującego się na kuli i pozwolił, by czerwona wiązka światła zamkneła go w środku. Z uśmiechem wziąłem do ręki PokeBall i schowałem go do kieszeni.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Dragonite~, Cyris, Mathieu48, wonakk, Mr.Bigos
6.10.2012, 18:03,
#40
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Dobrze jest. Akcja zaczyna się rozpędzać powoli, ale jest dobrze.
Cytat:Nie doczekała się odpowiedzi. Więc kontynuowała.
To powinno być jedno zdanie.

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
6.10.2012, 19:11, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.10.2012, 21:02 przez Cyris.)
#41
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Trochę było dzisiaj błędów, oczy bolą...
Cytat:- Dofcipniś -
Dowcipniś.
Cytat:- Skądrze. - Odparła zdziwiona pielęgniarka.
- Ma się świetnie. W dużej mierze dzięki Tobie - Dodała z uśmiechem. - Mój szok się pogłębił.
Skądże. I jeszcze jedna rzecz: po wstawce (nie wiem jsk to się nazywa, ale chodzi o to - "Odparła zdziwiona pielęgniarka.") możesz kontynuować myślnikiem, a nie od nowej linijki - tak byś zrobił, jakby to inna osoba mówiła.
Cytat: Otrół go,
Otruł.
Cytat: poczółem
Poczułem.
Cytat:z pyszcka
Tu literówka, nie ortograficzny - puszczka
Cytat:wźielem
Wziąłem? O to Ci chodziło?


Odcinek, mimo błędów, ciekawy, choć jest za krótki/za mało akcji (ostatnio często to widzę, ale nie umiem rozróżnić). Ale już przy wezwaniu można się było spodziewać, że pok nie umarł.

@down: Nie wiem. Po prostu jak się kończy mam wrażenie, że jest za mało, ale nie wiem czego: tekstu czy akcji. Długość to twoja sprawa. Nie jestem w stanie ocenić.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
6.10.2012, 20:23,
#42
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Błędy poprawiłem Smile Wiem, że mało akcji, ale wytrzymajcie jescze trochę Wink Powinno być lepiej. Fragmenty nadal są krótkie? Pisać rzadziej, ale więcej?

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
6.10.2012, 21:44,
#43
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Spodziewał się tego każdy ale i tak świetnie napisaneSmile

Kliknijcie
[Obrazek: YDZr2FZiz.png]
Dzięki
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: NIK
18.10.2012, 0:22,
#44
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Pół nocy, myślałem o wydarzeniach dzisiejszego dnia. Z niedowierzaniem spoglądałem, na leżący na stoliku PokeBall. "Mam pokemona. Przjaciela..." pomyślałem tak kilkadziesiąt razy. Nie mogłem się doczekać poranka i momentu, w którym wypuszczę Pidgeya z tej kuli. Obudziłem się, zanim budzik zdążył zadzwonić, ubrałem się szybko i poszedłem po śniadanie. PokeBall, ukryłem w torbie na listy, którą dostałem razem z rowerem.
- Dzień Dobry - Powiedziałem do kucharki, która miała podać mi śniadanie.
- Dzień Dobry. Czemu dzisiaj tak wcześnie? - Zapytała.
- Mam wyjątkowo dużo gazet do rozwiezienia - Odparłem. Kucharka podała mi butelkę mleka, dwie świeże bułki i kawałek sera. Taka porcja byłaby ok, gdyby nie fakt, że obiad będzie o 14:30. Czasami zamiast sera dostawałem jakąś wędlinę, a od czasu do czasu owoc, jako dodatek. Kucharka właśnie podawała mi duże, czerwone, z pewnością soczyste jabłko.
- Czy zamiast tego mógłbym dostać, trochę ziaren słonecznika? - Zapytałem.
- Nie lubisz jabłek? - Odparła kucharka, podając mi nieduży kwiat słonecznika, z dorodnymi ziarnami.
- Wolę słonecznik - Skłamałem z uśmiechem i pobiegłem do składzika po swój rower. Gdy wyjechałem za bramę, skręciłem w boczną, polną dróżkę i zatrzymałem się. Z uśmiechem wyjąłem PokeBall z torby, wyrzuciłem go w powietrze i zakrzyknąłem "Wybieram Cię!!". Pidgey wyskoczył z kuli, zaświergotał radośnie i usiadł na kierownicy roweru.
- W drogę mały - Powiedziałem z uśmiechem i skierowałem się stronę Poczty. W pobliżu budynku, zobaczyć można było wiele Tailow'ów, Pidov'ów, które przeważały, były też Pidgey'e. Mogłem więc być spokojny, mój pokemon nie przyciągał niczyjej uwagi. Dziś naprawdę miałem dużo pracy, wiedziałem, że będę musiał zrobić co najmniej trzy kursy. Pewnym było, że nie zdążę przed szkołą i że szef znów się na mnie rozzłości. Jednak to nie było ważne, liczyło się to, że spędzę czas z moim przyjacielem. Pidgey okazał się doskonałym pomocnikiem, dzięki niemu, rozwoziłem gazety dwa razy szybciej. Ten mały ptaszek, łapał pazurami gazetę i umieszczał ją na czyjejś wycieraczce. Ja zajmowałem się jedną stroną ulicy, a on drugą. Po dwóch godzinach, rozwieźliśmy większość gazet, więc zrobiliśmy sobie przerwę. Na szczęście Pidgey, lubił ziarna słonecznika. Mi bułki z serem, popijane mlekiem, dziś smakowały wyjątkowo dobrze. Właśnie mieliśmy ruszać, gdy z za małej skarpy wyłonił się pokemon. Był to brązowy robak, z kolcem na głowie. Pidgey zamachał skrzydłami.
- Myślisz o ty samym, co ja? - Zapytałem, w odpowiedzi Pidgey wzleciał w powietrze, szykując się do walki. Robaczek zrobił bojową minę i również przygotował się do bitwy.
- Pidgey atak wiatrem! - Zanim powiewy powietrza, dotarły do ziemi, robak zdążył jakąś lepką nicią, przykleić się do ziemi. Dzięki temu nie wyleciał w powietrze. Gdy wiatr osłabł, dziki Pokemon zaczął wystrzeliwywać w Pidgeya tą lepką nić.
- Unikaj tego! - Krzyknąłem, w sumie niepotrzebnie, bo mój pok wiedział co robić. Pidgey zwinnymi manewrami, uchraniał się przed trafieniem.
- Pidgey! Przeleć za niego! - Ptak szerokim łukiem, przefruną za plecy rywala. Wystrzeliwana przez Weedel'a sieć, fruwała w powietrzu jak serpentyny w sylwestra.
- Uderz! - Rozkazałem, a Pidgey obniżył lot, chcąc trafić przeciwnika. W ostatnim momencie, robak odwrócił się i zwinął, naprężając ciało, a po chwili. rzucił się przed siebie, próbując trafić mojego pokemona swoim kolcem. Pidgey unikną ataku, jednak gwałtowna zmiana kierunku, spowodowała, że poke-ptak wpadł w krzaki. Wedeel natychmiast w nie wskoczył.
- PIDGEY!! - Krzyknąłem. Widać było, że się szamoczą, porządnie trzęśli krzakami. Po chwili mój pok, wystrzelił z zarośli jak torpeda. Do prawej łapki, miał przyczepioną robaczą nić. Na końcu nici, znajdował się Weedel, który w raz z Pidgeyem wzleciał w powietrze. Robak próbował trafić swego rywala, trującymi pociskami. Jednak Pidey manewrował w locie, utrudniając trafienie.
- Leć w dół i kręć się wokół niego! - Rozkazałem. Pokemon od razu wykonał polecenie. Pikował, oplatając robaczka tą nicią.
- Zatrzymaj się w powietrzu, teraz! - Pidgey szeroko rozłożył skrzydła, sprawiając, że gwałtownie zatrzymał się w miejscu. Lepka lina pękła, a Weedel wylądował na ziemi, oplątany własną nicią.

- Chura!! Brawo mały! - Wykrzykiwałem, a Pidgey pisnął triumfalnie. Weedel pośpiesznie schował się w krzakach, mimo tego kokonu, poruszał się dość sprawnie. Wtedy usłyszałem jak ktoś, za moimi plecami, klaska w dłonie. Odwróciłem się przestraszony. Za mną stał starszy pan. Miał na sobie zielone spodnie na szelkach, jasną koszulę w drobną, czarną kratkę i słomiany kapelusz, który przysłaniał część siwych włosów.
- Brawo mały. Świetna walka. - Powiedział. - Nie wiem czy wiesz, ale ten Weedel był wyjatkowo silny. - Dodał gładząc się po równo wystrzyżonej, również siwej brodzie.
- Nie wiem - Odparłem - Pierwszy raz widzę takiego pokemona.
- Miałeś nad nim przewagę, a jednak, nie było łatwo. - Rzekł, patrząc na mnie błękitnymi oczyma.
- Jaką przewagę? - Zapytałem zdziwiony.
- Widzę młodzieńcze, że naprawdę mało wiesz o Pokemonach. - Powiedział zbliżając się - Mam dla Ciebie propozycję. - Kontynuował - Stoczymy bitwę. Jeśli wygrasz, to podaruje Ci pewną rzecz.
- Nie mam mowy - Odpowiedziałem bez zastanowienia. - Mój Pidgey jest ranny, nie może walczyć.
- Nie wygląda na rannego, wręcz przeciwnie. - Odparł mężczyzna. Pidgey faktycznie aż gotował się do walki.
- Niestety muszę już iść - Odpowiedziałem. Naprawdę musieliśmy już wracać do pracy, poza tym, nie miałem ochoty zadawać się z tym dziwnym mężczyzną, skąd on się w ogóle wziął? Wsiadłem więc na rower i ruszyłem w drogę. Słyszałem jak ten starszy pan mówi:
- Jeszcze się spotkamy. - Mieliśmy spore spóźnienie i bałem się, że nie zdążę rozwieść wszystkiego. Jednak dzięki pomocy Pidgeya, udało mi się skończyć przed czasem.
- No, no. Jeśli będziesz tak pracować, to może dostaniesz premię. - Pochwała szefa, była czymś niezwykle rzadkim, więc ucieszyłem się ogromnie. Była dopiero 6:40, mieliśmy więc jeszcze dużo czasu. Poszedłem do parku, aby nacieszyć się tym pięknym dniem. To bez wątpienia, był najlepszy dzień w moim życiu. Fantastycznie było, bawić się z moim pokemonem. Podrzucałem do góry nasionka, a on zręcznie łapał je w powietrzu, robiąc przy tym przeróżne akrobacje. Śmiałem się głośno, z jego wyczynów, a on widząc to, starał się mnie jeszcze bardziej rozweselić. Po skończonej zabawie, Pidgey przysiadł na krawędzi pobliskiej fontanny, żeby się napić. Gdy zaspokoił pragnienie, podleciał do mnie i usiadł mi na kolanach. Zacząłem głaskać go po grzbiecie.
- Jesteś wspaniały - Powiedziałem - Już zawsze będziemy razem. - Dodałem marząc o tym, by to była prawda. W odpowiedzi Pidgey wtulił się we mnie.
- Pora wracać mały - Powiedziałem, wzywając pokemona do jego kuli. Gdy wsiadałem na rower, spojrzałem w stronę ulicy. Dostrzegłem postać, która bacznie mi się przyglądała. Po chwili, rozpoznałem nauczyciela od geografii. Gdy spojrzałem w jego stronę, nagle się odwrócił, wsiadł do samochodu i odjechał.

W szkole czułem się niepewnie. Zastanawiałem się, czy ten stary geograf widział że mam pokemona, czy też nic nie zauważył. Po lekcjach okazało się, że widział. Szedłem do mojej kanciapy, odłożyć plecak. Gdy wchodziłem do środka, zobaczyłem idących w moją stronę: woźnego, polonistę i matematyka. Barykada drzwi nie pomogła. Łatwo wdarli się do pokoju. Polonista i woźny, złapali mnie, a matematyk wziął moją torbę. Wrzeszczałem okropnie, jednak żaden z nich, nic sobie z tego nie robił. Nie bałem się o siebie. W torbie, którą trzymał mężczyzna uczący mnie pierwiastków i tabliczki mnożenia, znajdował się PokeBall Pidgeya. Biedaczek siedział tam sobie spokojnie, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. Mimo moich protestów, zostałem zaciągnięty do gabinetu Pani Dyrektor.
- Nie chwaliłeś się, że masz nowego przyjaciela. - Zwróciła się do mnie dyrektorka. - Pozwolisz, że się z nim przywitam? - Zapytała, po czym zdzieliła mnie trzy razy wskaźnikiem. - Gdzie to jest? - Wrzasnęła Dyrektorka. Matematyk zaczął nerwowo przeszukiwać moją torbę.
- Mam. - Powiedział po chwili i wyciągnął z niej poke-kule.
- NIEE!!! - Wykrzyknąłem. Wyrwałem się z uchwytu, wyrwałem PokeBall z ręki kolesia od matmy, wyrzuciłem go w powietrze i krzyknąłem:
- Pidgey!! - Pokemon wyskoczył ze swej kuli i ze zdziwieniem przyglądał się zaistniałej sytuacji. W tym czasie, woźny zdążył mnie pochwycić.
- Uciekaj Pidgey!! Ucie.. - Krzyczałem, jednak ręka woźnego zatkała mi usta. Mój pokemon nie zastanawiał się długo i przypuścił atak na mojego oprawcę, dotkliwie dziobiąc go w głowę. Odskoczyłem od woźnego, który próbował odpędzić Pidgeya.
- Łapać ich!! - Wrzasnęła dyrektorka. Mój kompan powietrznym atakiem, zrobił w gabinecie dyrektorki artystyczny nieporządek. Masa papierów fruwała w powietrzu, robiąc spore zamieszanie. Wtedy Pidgey zanurkował, przeleciał obok Pani Dyrektor, niszcząc jej starannie układaną fryzurę i z impetem rąbną polonistę w tył głowy. Podstawiłem mu nogę, sprawiając, że wyłożył się, przygniatając przy tym woźnego. Skoczyłem do drzwi, jednak drogę ucieczki blokował matematyk. Chyba nie chciał kończyć jak dwaj pozostali, bo powiedział:
- Spokojnie, porozmawiajmy. - Dyrektorka kipiała ze złości, nakładając na łysą czaszkę swój tupecik, krzyknęła:
- Łapać to ptaszysko!!
- Dlaczego Pani to robi?! - Zapytałem ze łzami w oczach.
- To porządny dom dziecka, nie będzie w nim żadnych paskudnych stworzeń!! - Wrzeszczała starsza, pani z założoną "tył na przód" peruką.
- Czy on wygląda paskudnie? - Zapytałem wskazując na Pidgeya.
- Właśnie nie!! - Odparła Dyrektorka - Jest słodki i uroczy. Teraz każdy rozwydrzony bachor, będzie chciał mieć takiego słodziaczka. - Dodała ironicznie.
- Ale nikt nie musi o tym wiedzieć! - Krzyczałem. Jednak moje argumenty, nie robił na niej żadnego wrażenia. Znokautowana przez Pidgeya dwójka, zaczęła się podnosić.
- Złapcie ich wreszcie! - Rozkazała Pani Dyrektor.

- Proszę Pani - Powiedziałem, licząc na to ,że to mi pomoże. - Dzięki niemu sprawniej pracuję i szef obiecał mi premię.
- Co z tego? - Zapytała zdziwiona.
- Mógłbym ciągle oddawać Pani część wypłaty. Nawet, gdy już spłacę dług. - Mógłbym przysiąc, że widziałem, jak oczy Pani kierownik zabłysły.
- Poczekajcie Panowie. - Powiedziała. Woźny, miał wyraźną ochotę na zemstę, jednak pokornie usłuchał swojej przełożonej. Widząc w tym swoją szanse, kontynuowałem.
- Będę co miesiąc, będę oddawał pani 1/4 mojej pensji. - Widziałem, że kierowniczka głęboko się zastanawia.
- Dwie czwarte - Podpowiedział cicho matematyk.
- Jestem w stanie, płacić pani połowę swojego wynagrodzenia. - Dodałem. Pot zalewał moje ciało, zacząłem trząść się jak galareta. Jeśli ona się nie zgodzi, stracę Pidgeya, na zawsze... Nie chciałem nawet o tym myśleć. Zacząłem płakać, czekając na werdykt.
- Trzy czwarte twojej wypłaty wystarczy, żeby pokryć koszt utrzymania tego stworzenia. - "Koszty utrzymania" pomyślałem. "Przecież torba słonecznika kosztuje 30 zł, a wystarczy mu to na dwa tygodnie!". Moja odpowiedź była jednak inna:
- Dobrze proszę Pani, zgadzam się.
- Opłaci się to Pani - Wtrącił Matematyk.
- Tak, z pewnością - Obojętnie odparła kierowniczka.
- Więc to oznacza, że Pidgey zostaje?? - Zapytałem ze łzami radości w oczach.
- Tak, ten potwór może zostać. Jednak nikt nie może się dowiedzieć, o jego istnieniu. Zrozumiano!!? - Odparła Pani Dyrektor.
- Tak, tak - Powiedziałem. Rzucając się Pidgey'owi na szyje.
- Pamiętaj - Kontynuowała kierowniczka - Jeden wybryk i Twój pokemonek stąd znika.
- Dobrze - Odpowiedziałem, chowając Pidgeya do PokeBalla. Zabrałem swoje rzeczy i wyszedłem. Mimo wszystko, uśmiechałem się pod nosem. Widok Pani Kierownik bez swojej peruki, był bezcennym widokiem. Wiedziałem, że nie zapomnę go do końca życia. Gdy już byłem w swojej kozie, powiedziałem.
- Jesteś mistrzem mały - Kierując te słowa do Pidgeya, znajdującego się w małej, czerwono-białej kuli.

Kolejne dni mijały spokojnie i beztrosko. Wspólne poranki i popołudnia spędzone z Pidgeyem, były bardzo radosnymi chwilami. Razem z moim przyjacielem, pracowało mi się o wiele przyjemniej. W każdy czwartkowy wieczór, rozwoziłem przesyłki specjalne, tak było i dziś. Miałem dostarczyć przesyłkę, do pewnego sklepu. Było już dość późno, ale na szczęście, to była ostatnia paczka i mogłem już wracać do "domu". Prowadziłem swój rower, kierując się w stronę głównej drogi. Pidgey zakończył swój lot i przysiadł na kierownicy roweru. Przechodziłem obok grupy motocyklistów, już z daleka słyszałem ich śmiechy. Było tam trzech mężczyzn i jedna kobieta. Byli ubrani w czarne, skórzane kurtki i wysokie, również czarne glany. Tu i ówdzie, dało się dostrzec tatuaże. Gdy ich mijałem, jeden z nich zaczepił mnie.
- Hej mały. Jesteś trenerem - Zapytał spoglądając na Pidgeya.
- Trenerem? Nie, Pidgey tu mój przyjaciel. - Odpowiedziałem, wywołując falę śmiechu wśród tej grupki.
- No ale chyba walczysz czasem? - Zagadywał motocyklista.
- Walczyłem dwa razy - Powiedziałem. Gdy dostrzegłem, że nie budzi to niczyjego podziwu dodałem. - Ale z bardzo silnymi przeciwnikami. - Grupa odpowiedziała śmiechem.
- A cóż to byli za przeciwnicy? - Zapytał drwiąco harleyowiec.
- Hm... Taka fioletowa mysz i robak z kolcem na głowie - Trójka mężczyzn ryknęła śmiechem. Stojąca obok nich kobieta, śmiała się cicho, jakby na przymus.
- No faktycznie, sama elita - Odparł mój rozmówca, wzmagając jeszcze większy rechot swoich kolegów.
- To może zawalczysz z nami? - Zapytał grubszy, wąsaty miłośnik dwóch kółek.

- Dajcie spokój chłopaki - Wtrąciła ich towarzyszka.
- Przestań, to tylko zabawa - Odpowiedział wąsacz.
- To przecież tylko dziecko - Nie ustępowała dziewczyna.
- Milcz! Bo inaczej pogadamy. - Powiedział ten grubszy, był chyba szefem tej bandy. Dziewczyna zamilkła natychmiast.
- To jak mały walczymy? - Zapytał ten, który do tej pory się nie odzywał.
- Chętnie się sprawdzę - Odpowiedziałem. - Mężczyźni zsiedli z motorów i kierowali się w moją stronę. Nakazali mi się cofnąć, niby po to, by zrobić miejsce do walki. Nim się zorientowałem, znalazłem się w ślepym zaułku, jedyną drogę odwrotu, zagrodzili trzej rośli mężczyźni. Już wtedy przeczuwałem, że coś jest nie tak. Z szeregu wysunął się ten, który wcześniej mówił najmniej. Wyrzucił do góry PokeBall, z którego wyskoczył duży, czerwony pająk z fioletowymi, i żółtymi paskami na odnóżach.
- Atakuj siecią! - Wykrzyknął jego trener.
- Pidgey unik! - Zakomenderowałem swojemu pokemonowi, który zwinnie uniknął ataku.
- Powietrzny atak! - Na mój rozkaz Pidgey zaczął machać skrzydłami. Atak podziałał na pająka, jego trener nie kazał mu nawet się bronić. Cała sytuacja wyglądała dziwnie. Ten mężczyzna, który ze mną walczył, jakby nie starał się wygrać. Pozostali dwaj naśmiewali się, z tego co widzieli. Poważnie się zaniepokoiłem się.
- Pidgey, jeszcze raz atak wiatru! - Pająk pod naporem powiewów powietrza, wleciał w stertę kartonów.
- Niezły jesteś - Powiedział drwiąco mój rywal i przywołał swojego stworka do jego kuli. To również było dziwne, bo Ariados, nawet się nie zmęczył i mógł jeszcze walczyć. Teraz w powietrze wzleciały dwie kule. Z strug białego światła wyłoniły się dwa stworki. Jeden był szary, czteroręki i umięśniony, a drugi, przypominał surykatkę.
- Mam walczyć dalej? - Zapytałem zdziwiony.
- Przecież tak dobrze Ci idzie - Odparł ten, który mnie zaczepił.
- To z kim walczyć najpierw? - Zapytałem.
- Nikt nie mówił, że będziemy walczyć po kolei - Odparł wąsaty.
- Machamp! Karate cios.
- Watchog blokuj go!. - Zakrzyknęli obaj. Zalała mnie fala strachu.
- Pidgey wracaj - Krzyknąłem, celując w niego PokeBallem. Jednak wiązka czerwonego promienia, tylko odbiła się od mojego pokemona. Pidgey, był co najmniej tak jak ja, zszokowany, tym co się działo. Zagapił się i oberwał od Machampa. Oszołomiony upadł na ziemię i natychmiast został porażony prądem przez Watchoga.
- Pidgey nie!! - Krzyczałem ze łzami w oczach.
- Machamp, pokaż mu swoją siłę. - Powiedział jeden z moich przeciwników. Pidgey próbował uciekać, jednak odczuwał skutki porażenia prądem i był zbyt wolny. Machamp pochwycił go i zacisnął na nim dłoń. Pidgey pisnął z bólu.
- Puszczajcie go!! - Krzyczałem. Wtedy Machamp przycisnął mojego pokemona do ziemi. Pidgey chyba stracił przytomność, bo nawet nie pisnął. Zapłakany, rzuciłem się na czterorękiego stwora, przewracając go. Wziąłem Pidgeya na ręce i wskoczyłem na rower. Watchog potraktował mnie jeszcze elektrowstrząsem. Zdołałem jednak, wsiąść na rower i oddalić się stamtąd. Usłyszałem ryk silników motocyklowych, odwróciłem się żeby skontrolować sytuację. Wpadłem w panikę, cała banda, ruszyła za mną w pościg.

Pedałowałem ile sił w nogach, jednak nadal czułem efekty ataku Waschoga. Na dodatek kierowałem jedną ręką, bo w drugiej trzymałem nieprzytomnego Pidgeya. Odwróciłem się jeszcze raz, teraz oprawców było tylko dwóch. Nie wiedziałem gdzie zniknęli pozostali. Chciałem na najbliższym skrzyżowaniu skręcić w prawo, żeby wyjechać na główną drogę. Niestety przejrzeli mnie. Już miałem skręcać, gdy zobaczyłem jednego z tej szajki, blokował mi drogę. Zahamowałem gwałtownie i skręciłem w bok. Uderzyłem o krawężnik i przeleciałem przez rower. Starałem się upaść na plecy, żeby Pidgey nie doznał dodatkowych obrażeń. Z mojej torby wyleciał PokeBall Pidgeya. Spróbowałem ponownie go przywołać. Na szczęście się udało, mój pokemon, bezpiecznie spoczywał w swojej kuli. Schowałem ją do torby i rzuciłem się w stronę roweru. Ten motocyklista, który zagrodził mi drogę, próbował mnie złapać. Chwycił mnie za nogę i ciągnął w swoją stronę, odwróciłem się na plecy i wymierzyłem mu silnego kopniaka prosto w nos. Jękną z bólu i puścił mnie, próbując zatamować lejącą się krew. Dopadłem do roweru i zaczełem się stamtąd oddalać. W samą porę, bo właśnie nadjeżdżali Ci, którzy jechali za mną. Zagrodzili mi drogę myśląc, że się zatrzymam. Zamiast zwalniać, przyśpieszyłem i wjechałem na pobocze. Zanim zdążyli zawrócić swoje maszyny, byłem już w bezpiecznej odległości. Jechałem tą samą drogą co wcześniej, tylko w przeciwnym kierunku. Chciałem skręcić w prawo i wjechać na małe osiedle. Były tam małe, wąskie uliczki. Tam, mógłbym się przed nimi ukryć. Nie minęło dużo czasu, gdy usłyszałem za sobą dźwięk, którego będę chyba bał się do końca życia. Głośne warczenie, masywnych motocykli, to właśnie ten dźwięk śmiertelnie, mnie przeraził. Widziałem ich wściekłe miny, szczególnie rozwścieczony był ten, ze złamanym nosem. Do zjazdu, który uratowałby mnie przed nimi, brakowało niewiele. Wydawało mi się, że są zbyt daleko, żeby móc mnie dogonić, zanim zniknę pomiędzy małymi domkami. Zbliżali się do mnie w zatrważającym tempie. Już widziałem zajazd, już przygotowywałem się do skrętu. "Matko Boska chyba się uda" pomyślałem.
- Lidia!! - Krzyknął jeden z nich, po głosie rozpoznałem, że to ten wąsaty. Okazało się, że ten okrzyk był rozkazem. Kobieta, która nie uczestniczyła w pościgu, teraz zajeżdżała mi swym motocyklem drogę. Wiedziałem, że to koniec. Nie miałem szans, by wydostać się z tej pułapki. Jednak ta dziewczyna, zrobił coś, czego się nie spodziewałem. Dojechała tylko do połowy drogi, pozwalając mi przejechać. Na dodatek zajechała drogę tym zbirom. Pędząc co sił przed siebie, usłyszałem, odgłos zderzenia i krzyk tego wąsacza.
- Zapłacisz mi za to malutka! Srogo zapłacisz. - Zrobiło mi się jej żal, pomogła mi i będzie mieć przez to niemałe kłopoty. Wolałem nie myśleć, co mogą z nią zrobić.

Zdyszany wpadłem do PokeCentrum. Nie mogłem złapać tchu, więc bez słowa położyłem PokeBall z Pidgeym, na blacie dyżurki pielęgniarek. Siostra wzięła go i zapytała:
- Co Ci się stało chłopcze?
- Mi nic.. Co z nim..? - Odpowiedział z trudem, bo w płucach wciąż brakowało mi powietrza. Pielęgniarka wzięła kulę i umieściła ją w maszynie.
- Kartę trenerską poproszę - Powiedziała starsza, niezbyt miła i niebyt urodziwa kobieta.
- Nie mam żadnej karty - Odparłem.
- No to licencję NIP - Dodała podirytowana pielęgniarka.
- Jaką licencję? O co Pani chodzi? - Pytałem rozgniewany.
- Licencję Narodowego Instytutu Pokemonów. Musisz przecież mieć taką licencję - Kontynuowała.
- Nie wiem o czym pani mówi. Nie wiem co to za instytut, a tym bardziej nie wiem nic, o jego licencjach. - Odpowiedziałem sfrustrowany.
- W takim razie 350 zł poproszę - Zaszokowało mnie.
- Jaaak tooo...? - Wyjąkałem.
- Usługi w Centrum Pokemon są bezpłatne tylko dla trenerów, ludzie z licencją NIP mają zniżki. Nie ma licencji, ani karty, to trzeba płacić. - Słowa pielęgniarki sprawiały mi dotkliwy ból. "Znowu to samo" pomyślałem.
- Ale ja nie mam pieniędzy - Powiedziałem zmartwiony.
- Rodzice nie opłacą leczenia twojego pokemona? - Zapytał pielęgniarka.
- Nie mam rodziców. Mieszkam w domu dziecka - Odparłem. Siostra zmieszała się i widać było, że głupio jej za to co powiedziała. Kontynuowała jednak:
- Twój dom dziecka może zapłacić - "Już to widzę" powiedziałem w myślach.
- Postaram się jakoś zdobyć te pieniądze - Burknąłem.
- Masz czas do końca przyszłego tygodnia.
- Jak to!!? - Zakrzyknąłem w odpowiedzi na słowa pielęgniarki.
- Jeśli nie opłacisz, leczenia swojego pokemona w wyznaczonym terminie, to każdy będzie mógł go wykupić.
- ALE PRZECIEŻ TO MÓJ POKEMON!!! - Krzyknąłem ze łzami w oczach.
- Przykro mi - Odparła pielęgniarka -, ale nie możemy przetrzymywać tutaj pokemonów. To szpital, a nie hotel mój chłopcze. - Po tych słowach, pielęgniarka zabrała PokeBall z Pidgeyem i zniknęła za jakimiś drzwiami. Posłałem Pidgeyowi, być może ostatnie spojrzenie, moimi wilgotnymi od łez oczyma.

Piszesz Fan Ficki? Sądzisz, że jesteś w tym dobry? Sprawdź się/Udowodnij to w Bursztynowej Lidze..

Stwórz swoją własną postać, wyzywaj innych uczestników na pojedynki i walcz o miano najlepszego pisarza wśród Fan Fickowych twórców!


Wolisz rysować niż pisać? W takim razie Akwarelowa Liga będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie! Zarejestruj się i walcz z innymi artystami!

Konkurs z nagrodami dla malarzy i rysowników.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Dialguś, Dragonite~, Cyris, Mathieu48, Mr.Bigos
18.10.2012, 14:08,
#45
RE: O kolesiu, który nie miał lekko
Wolałem jednak krótsze wersje. A co do treści, to jest dobra.

,,Jedną sekundę zajęło ci sięgnięcie po pokeball. W czasie gdy nim rzucałeś kolejna sekunda minęła. Trzy sekundy upłynęły w czasie gdy [Pokemon] opuścił kulę i rozpoczął swój atak. Wystarczająca ilość czasu by sięgnąć po pokeballe (...) i kontratakować... przynajmniej dla mnie."- Mistrz Giovanni (Pokemon Special, Tom III, rozdz. 37, tłum. Wizard)
Odpisz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości