Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za WYDANO! dni)

Sword i Shield promo



Zaułek
5.08.2012, 10:08, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 2.06.2013, 21:26 przez Cyris.)
#1
Zaułek
Ten tekst będzie inny niż jakikolwiek FanFick. Będzie o pokemonach, mniej o ludziach. Spotkacie sekretne życie tych kieszonkowych stworków. Od razu ostrzegam, że to będzie dziwny tekst. I nie będzie ciągły. Każda historia będzie mogła istnieć sama. Od razu ostrzegam, że pokemony będą używać ruchów, których nie mogą znać (oceniam to według własnych standardów).



Prolog

Gdzieś na morzu świata Pokemon znajduje się mała wysepka, która jest w takiej samej odległości od każdego z pięciu regionów. Nie mówcie, że to niemożliwe, bo w świecie Pokemon wszystko jest możliwe. Na wyspie znajdują się lasy, jeziora, wulkany i, na samym środku, małe miasteczko Hopely. Żyją tam wszystkie gatunki pokemonów z wszystkich regionów, a i Pokemony legendarne odwiedzają to miejsce.W tym miejscu wiara w nie nie istnieje. Są po prostu kolejnymi wyjątkowymi stworkami mogącymi odpocząć. Tam też często spotyka się Pokemony w wyjątkowych kolorach, lub o wyjątkowych zdolnościach. Miejsce samo w sobie jest legendarne.



Pierwszą część zamieszczę po pierwszym komentarzu.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: Sachees, Suspect, Mico
5.08.2012, 10:19,
#2
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Będę konsekwentny...
Ok jest prolog. Dlaczego taki krótki i mało wnoszący do całego fica? Jest wyspa, ok. Jak ona wygląda? Srsly, chciałbym wiedzieć, bo "jezioro i wulkan" to trochę za mało Sad Razi w oczy trzykrotne powtórzenie "tam". Czekam na więcej, by móc cokolwiek jeszcze napisać. PowodzonkaSmile
5.08.2012, 10:52,
#3
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
"Tam" poprawiłam.
Prolog faktycznie nic nie wnosi, bo jest opisem. Wyspa jest. Jak wygląda? Jak wyspa. Po prostu są na niej wszystkie środowiska. O to mi chodziło. Właściwie dopiero cała cześć pierwsza jest prologiem. Chciałam tylko wiedzieć jakie będzie zainteresowanie.
Zgodnie z obietnicą część pierwsza:

Część pierwsza: Jak to się wszystko zaczęło.
Jedna duża historia i kilka mniejszych (i mniej ważnych, albo wcale nieważnych).


Roawn zeskoczyła z parapetu ciemnego okna. Zrobiła to co chciała zrobić i właśnie kończyła przerwę. Zamachała fioletowym ogonem strącając doniczkę. Została ona złapana, ale hałas zaalarmował właścicielkę okna. Krzyk i wyłaniająca się z drzwi postać zmotywował ją do szybszego kroku.
Za rogiem skręciła parę razy i dotarła do ślepego zaułka. Rozejrzała się. Gdy nikogo nie zobaczyła odetchnęła i szybko przecisnęła się przez utworzoną przez dziurę w murze. Jak dobrze, że kiedyś znalazła to miejsce.
Usiadła na starym fotelu. Wylizała futerko i delikatnie zdjęła małe srebrne kółko z zakrzywionego końca ogona. Było doskonale przykryte futrem. Tak, by ukryć błysk. Uśmiechnęła się. Znalezienie odpowiedniego przysporzyło jej trochę trudu, ale potem poszło jak z płatka. Nie bez powodu nazywano ją Pokemonem Złodziejem.
Skoczyła między znajdujące się w pomieszczeniu rzeczy i po chwili wróciła z niedokończonym łańcuszkiem i kombinerkami. Wiele rzeczy można było znaleźć w opuszczonym domu. Z wprawą godną człowieka zaopatrzonego w palce i przeciwstawny kciuk otworzyła ogniwo i dołączyła je do łańcuszka. Dołączyła jeszcze od dawna czekające zapięcie i przetarła plakietkę z imieniem.
- Skończyłam! - Uśmiechnęła się chytrze i zapięła łańcuszek na szyi. - Tak kończy się problem braku właściciela. - Pomyślała. - Czas pokazać się Rissi.

***

- Cześć! - Krzyknęła przyjaciółka na powitanie.
- Cześć! - Brzmiała odpowiedź.
- Co masz na szyi? - Bystry wzrok Meowtha szybko wychwycił błysk. - Czyżby... ?
- Nie. Zrobiłam go.
- Nie rozumiem Cię. Dlaczego tak? Nie chciałabyś walczyć? Przecież to lubisz.
- Doskonale wiesz czemu. Nie będę walczyć dla kogoś. Jestem samotnikiem. - Wzniosła oczy do nieba, po którym latały Pidgeye, Taillowy, Starly i wiele innych ptaków. Czasami widoczne były biało-niebieskie chmurki poruszające się w dziwnym kierunku. - Jako kot powinnaś to rozumieć. Chcę chodzić własnymi drogami.
- Dobra, dobra. Skończmy ten temat. Słyszałaś o najnowszym mistrzu ligi?
- Nieee. - Ziewnęła. - A to ważne?
- Myślę, że tak. - Rissi uśmiechnęła się chytrze.
- Czemu? - Ciekawska natura Purrloina dała o sobie znać.
- Bo ma trzynaście lat. Według ludzi to szczeniak.
- Hmm... - Ta informacja zainteresowała kotkę. - Muszę lecieć. - I zniknęła. Meowth uśmiechnęła się.
Jeśli taki szczeniak pokonał ligę to ja mogę pokonać tego głupiego Puruglyego. - Kotka zawsze mierzyła wysoko. Purugly o imieniu Bess był szefem miasteczka. Słuchały go wszystkie Pokemony mieszkające w mieście. Jeśli chciała go pokonać musiała się wzmocnić. Zaczęła od przejścia przez ulicę pełną Growlithe'ów i Houndour'ów.

***

Kotka właściwie od zawsze żyła sama. Zazwyczaj snuła się miedzy domami dzięki swojemu urokowi zdobywając jedzenie. Ludzie mieli miękkie serca.
Czasami walczyła o terytorium. Niewiele trenowała, ale znała wiele ataków. Ludzie czasami gubili, lub przypadkiem wyrzucali TM i HM, a ona z tego korzystała. Jednak nie uczyła się wszystkiego. Zawsze wolała walkę ofensywną, więc rzadko używała takich ataków jak Leer czy Growl.

***

Tego dnia wybrała się do lasu na trening. Zajmowała się młodymi Patratami, Rattatami, Sentretami, Pidoveami, Pidgeyami i Hoothootami. Dzięki trudnemu życiu w mieście niewiele dzikich, leśnych Pokemonów było od niej silniejszych. Jedyne, czego się bała to byli trenerzy. Starannie ich unikała. Ale tym razem nie miała szczęścia. Natknęła się na młoda trenerkę, Carrie, która przygotowywała się do przygody w regionie Unova. Zaatakowała ona od razu.
- Espeon! Psychic! - Atak zabolał, lecz Purrloin nawykła do bójek poradziła sobie z bólem i odpowiedziała Bite. Pokemon trenerki osłabł.
- Jeszcze raz Psychic. - Powiedziała ostrożnie sięgając po coś do torby. Roawn zauważyła ten ruch i straciła koncentrację. Atak trafił ją i osłabił.
- Teraz! - Krzyknęła dziewczyna i zrobiła coś, co było najgorszym koszmarem Purrloina. Rzuciła PokeBallem. Roawn przez chwilę się szamotała, lecz siła kuli ją zniewoliła. Poczuła jak się na niej zamyka.

***

Została wypuszczona dopiero w domu. Domyśliła się, że minęło trochę czasu. Czuła też skutki wizyty w PokeCenter Rozejrzała się i dostrzegła ratunek. Na biurku służącym najwyraźniej do odrabiania lekcji leżały kartka i długopis. Doskoczyła do niego i ujmując go łapą zaczęła robić coś, o co ją nikt, nawet Rissi, nie posądzał. Zaczęła pisać.
Ja nie chcę być pokemonem trenera. - Zaczęła. - Ja chcę być wolna. Nie chcę i nie potrafię żyć wśród ludzi. Ja chcę żyć wśród ulic i przyjaciół. - Na papierze wylądowało kilka łez.
Dziewczyna popatrzyła na zapisaną koślawym pismem kartkę. Nie rozumiała.
- Ja... Nie wiedziałam. - Kotka mrugnęła zwinięta w kłębek. - Ale nie chciałabym Cię stracić. Jesteś moim pierwszym złapanym pokemonem. - Roawna westchnęła.
- Rozumiem. Ale ja też chciałabym zrealizować swoje plany. - Dziewczyna wyglądała na smutną. Wyszła z pokoju. Do Purrloina podszedł jej Espeon.
- Zależy jej na Tobie.
- Nie rozumiem. Nie zna mnie, a ja jej. To nie ma sensu.
- Nie, ale stałaś się jej Pokemonem. Dla niej to bardzo ważne.
- Co mogę zrobić?
- Porozmawiam z nią. Mam pewien pomysł. - Powiedział i wyszedł zostawiając kotkę samą, bawiącą się łańcuszkiem, który miał ją uratować przed takim losem.

***

Gdy jej nowa pani wróciła było widać, że powzięła jakąś decyzję. Patrzyła na Roawn z radością i zainteresowaniem niczym nie pokazując swojego wcześniejszego smutku. Cała jej postawa wyrażała tez nadzieję, że kotka zgodzi się na jej propozycję.
- Zostań moim Pokemonem, a ja będę dawała Ci wolność i dom. Zawsze możesz tu wrócić, ale nie musisz tu mieszkać, ani podróżować ze mną. Mogę tez pomóc Ci w treningu. - Purrloin zastanawiała się chwilę, po czym pokiwała głową.
- Dziękuję. - Odpisała, po czym wyskoczyła przez okno.

***

- Masz trenerkę!? - Pierwszą osobą, która poznała najnowsze wieści była Rissi. - Ty?
- Tak. Złapała mnie, a potem nie potrafiłam jej opuścić. - Westchnęła i uśmiechnęła się. - Znasz moje miękkie serce.
- Tak. Masz chyba najmiększe serce w całym Hopely. - Odparła Meowth ze śmiechem. Roawn była znana ze złośliwości. - Ale ty? Nie potrafię w to uwierzyć. A co na to powie reszta?
- Nie dowiedzą się. - Roawna potrafiła być zdecydowana. - Ty im nie powiesz, ja też nie.
- Ale jak? Trudno ukryć coś takiego.
- Nie mnie. Zawarłam z nią umowę. Nie muszę z nią mieszkać, walczyć, ani wyruszać do Unova. Dała mi wolność i dom. No i mogę z nią trenować.
- Ty zawsze postawisz na swoim. - Zaśmiała się kotka.

***

Weszła do swojego domu wśród cegieł. Rozejrzała się i szybko spakowała kilka rzeczy. Napisała jeszcze kartkę:
To jest kilka rzeczy, które chciałabym mieć u Ciebie. Schowaj je gdzieś. Jeśli przyjdę (a może czasami będę przychodzić) to będą potrzebne
Roawnie.
Włożyła kartkę do pakunku i powiesiła na zakrzywionym ogonie. Wyczołgała się przez dziurę i tylko sobie znaną drogą dotarła do domu Carrie. Wrzuciła bagaż przez okno i szybko odeszła. Jednak nie dość szybko.
- Czemu idziesz? - Pytanie Espeona zabrzmiało zanim jeszcze Purrloin go zobaczyła.
- Przyniosłam tylko swoje rzeczy. Chciałam coś jeszcze zrobić. - Skłamała. Nie miała nic do zrobienia. Zamierzała snuć się po okolicy by zastanowić się nad sytuacją. - Śpieszy mi się. - Dodała, a klejnot na czole eevolucji zalśnił.
- Kłamiesz. - Kotka westchnęła.
- Tak. Lecz nie chcę jeszcze wejść. Nie jestem w stanie. - To była prawda.
- Dobrze. Ale przyjdź. - Zabrzmiała odpowiedź.

***

Roawn długo zastanawiała się nad swoją sytuacją. Niestety nie potrafiła myśleć, więc zabrała się za trening. Niestety przez swoje roztargnienie często przegrywała. Po przegranej ze słabym Patratem postanowiła zrobić jedyna rzecz, którą mogła.

***

Wskoczyła przez okno i wylądowała na koanach pani. Szybko zeskoczyła, lecz palce Carrie zdążyły musnąć jej furo. Zadrżała. Nikt, nigdy jej nie głaskał.
- Potrenujemy? - Napisała zmieszana.

***

Dzięki znajomościom trenerki walczyła z trenowanymi i silniejszymi Pokemonami. Szybko pojęła ideę walki trenerskiej. Carrie nie zawsze wydawała jej polecenia, lecz gdy to się działo zazwyczaj były to mądre decyzje. Jeśli nie zgadzała się z dziewczyną po prostu nie słuchała jej. Do treningu nie potrzebowała żadnej zachęty.
- Wystarczy. - Powiedziała w pewnym momencie jej pani. Purrloin była zmęczona.
- Dziękuje. - Powiedziała tylko i swoim zwyczajem poszła w las. Nie zauważyła, że po prostu to powiedziała.
- Proszę. - Odparła Carrie cicho. Zrozumiała ją. Uśmiechała się.







Ten tekst jest tylko wstępem, wprowadzeniem w życie Roawny. Co jakiś czas będę tu zamieszczać jej kolejne przygody. Spotkania z legendami, trenerami i wyjątkowymi Pokemonami. Czasami z Carrie, czasami bez. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć spotkanie z kimś, czymś to niech prosi. Postaram się napisać. Wystarczy tylko powiedzieć z kim/czym (może być trener, np. ty lub ktoś z anime, mangi, może być legenda, jakiś shiny lub dark). Opcjonalnie czy z Carrie czy bez. Zgodzę się też na jeszcze jakieś rzeczy np. przygoda wraz z Rissi. Jakieś szczegóły... Piszcie co chcecie, a ja postaram się opowiedzieć to jak najlepiej. Jestem otwarta na propozycje i sugestie.

P.S. Najpewniej nie pociągnę wątku Puruglyego. Powiem tylko, że rozdział będzie przeze mnie napisany. Ale czy będzie opublikowany? Jeśli tak to będzie to po wielu przygodach, na koniec (który najpewniej nie nastąpi, bo jak nie skończę będę mogła kontynuować Wink). Więc... się zobaczy Tongue.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: DogtownHawk, KleszczRex, Mathieu48, Mr.Bigos, Ultimajt, Suspect, Mico
5.08.2012, 11:13, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 5.08.2012, 11:14 przez DogtownHawk.)
#4
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Powiew ogromnej świeżości w tym dziale. Coś co na tle setki turniejów, wypada, w takiej oprawie, niezwykle kusząco. Przyznam, że czyta się przyjemnie, widać, że naładowanie baterii, przerwa od forum, wyszła Ci na dobre. Błędów nie znalazłem, co nie powinno dziwić u Ciebie, zwłaszcza, że pełnisz pewnego rodzaju role strażnika ortografii na forum Wink życzę powodzenia, no i masz już pierwszego stałego czytelnika Big Grin
 Cherish Balle podarowali: Cyris
5.08.2012, 11:39, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2012, 16:24 przez Cyris.)
#5
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Dziękuję za opinię. Bardzo się cieszę z powodu stałego czytelnika. Ja, mimo, że poprawiam też robię błędy. Oczekuje też poprawek. A przerwa od forum nie była z własnej woli Smile. A co do tematu... troche mnie przeraża ilość turniejów. Ja postanowiłam zrobić coś innego.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
5.08.2012, 17:27,
#6
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Dobrze że tak postanowiłaś. FF fajnie się czyta i mam nadzieje na kontynuacje.

Kliknijcie
[Obrazek: YDZr2FZiz.png]
Dzięki
6.08.2012, 10:27, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2012, 10:53 przez Cyris.)
#7
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Kolejna część. Trochę nudna, a cóż...

Część druga (a raczej wiele małych części): Przygody.

Walki samych pokemonów są inne niż trenerskie. Oprócz ataków występują również zwierzęce odruchy, a jeśli są ataki to często połączone, zmienione. Jednak będę je przedstawiała je jak trenerskie, bo inaczej się nie da. Ale w ogóle nie powinno być ich dużo.


Odcinek 1. Jestem tylko wynalazkiem.

Roawn przechadzała się po lesie korzystając z nowo nabytych umiejętności, kiedy usłyszała cichy głos.
- Jestem niczym, choć wszystkim. Stworzony by niszczyć, wskutek pomyłki mający uczucia. Jeden z wielu. Czy we mnie też są pomyłki? Która z liczb się nie zgadza? - Tutaj głos urwał się i zamienił w płacz. Wiedziona zwierzęcą ciekawością kotka szła w jego stronę. W pewnym momencie zobaczyła Pokemona. Domyśliła się, że jest jednym z wielu wyjątkowych znajdujących się na tej wyspie. Przypominał owada, choć krawędzie jego ciała były ostre. No i był wielkości ludzkiego dziecka, może większy. Kiedyś słyszała, że istnieją Pokemony tworzone przez złe zespoły. Szybko zrozumiała, że ten, którego widzi przed sobą jest jednym z nich.
- Kiedyś byłem Pokemonem. A teraz? Czym jestem? - Łkał nieświadomy obserwujących go oczu Purrliona.
- A kim jesteś? - Odważyła się wyjść z krzaków.
- Kim? Pytanie dotyczące mnie powinno brzmieć „Czym?”. - Powiedział nie do końca świadomy, że ktoś do niego mówi. - Nadano mi nazwę Genesect.
- Nie rozumiem. Dlaczego jesteś tak smutny? - Stalowy robak uśmiechnął się smutno.
- Smutny to mało powiedziane. Smutek to jedno, lecz ważniejsza jest moja złość. Stworzono, nie, przerobiono mnie!
- Rozumiem. - Odparła kotka, która, ku swojemu zdumieniu, rozumiała. - Tak jak Mewtwo.
- Znasz go?
- Nie. Lecz o nim wiem. Każdy wie o Mewtwo.
- Tak? Więc to prawda. Nie znałem świata. To była tylko iluzja. Ten świat, w którym żyłem... W końcu się udało przekazać mi tą wiadomość. Jakiś trener z Pokedexem. Gdy tylko dowiedziałem się o istnieniu tego Pokemona uciekłem. Jestem stworzony jako SuperPokemon i nawet im nie udało się mnie powstrzymać. Ale nie wiem dlaczego się tu znalazłem. Nie znam tego miejsca. - Roawn zastanowiła się chwilę, po czym się zaśmiała.
- Jesteś tutaj, bo tylko to miejsce znasz.
- Nie znam go.
- Znasz. Każdy zna to miejsce. I każdy choć raz w życiu się tu znajdzie. To jego magia.
- Rozumiem. Czyli to oznacza, że Mewtwo też tu był? Jest? Będzie?
- Bywa. Tak jak wszystkie Pokemony. Ale nie teraz.
- Jest jedynym Pokemonem, który może mi pomóc.

***

Gdzieś, w którymś z regionów. A może nad którymś morzem...
- Mewtwo... tu był?
...
- Jest... Pokemonem... może... pomóc.
Szaro-fioletowa postać otworzyła oczy. Ogon się wyprostował oczekując na działanie.
- Wiedziałem.
Po chwili widoczny był tylko jako mały punkt na horyzoncie. Zmierzał w stronę małej wysepki, z której wszyscy pochodzą.

***

- Więc co mogę zrobić.
- Czekać. Tu można tylko czekać. - Odparła kotka i usiadła owijając nogi ogonem. Po chwili wokół niej znalazło się kilka dzikich Pokemonów. Jej przyjaciół. Zajęła się rozmową.
- Jak wiele ich jest? - Zastanowił się Genesect. - Więc czemu stworzono mnie?
- Byś był silny. - Odezwał się głos. - I zły. - W głosie zabrzmiał smutek.
- Kim jesteś? - Zapytał robak.
- To na mnie czekasz. - I twór zespołu Plasma ruszył w kierunku, który podpowiadał mu głos.
Roawn nie usłyszała głosu. Lecz słyszała Genesecta. Przeprosiła stadko Poochyen i poszła za nim.
- Jestem.
- Mewtwo?
- Tak.
Kotka obserwowała zajście z krzaków gdy także usłyszała głos.
- Genesect nie spotka swojego Mew. Lecz ktoś może być dla niego jak Mew. - Kotka wiedziała kim jest Mew, lecz nie rozumiała o co chodzi. Wtem zobaczyła małego, różowego Pokemona unoszącego się nad ziemią.
- Kim jesteś?
- Ja jestem Mew. - Zaśmiał się.
- O co Ci chodzi?
- Nie rozumiesz? Tak jak Mewtwo znasz też jego legendę.
- Tak. - Odparła i wyrecytowała coś, co każdy wiedział. - Mewtwo stworzono z DNA Mew. Był silny. Jednak nie był zły. Lecz nie znał innej drogi. Uciekł. I spotkał dobre Pokemony.
- I mnie. Teraz rozumiesz?
- Tak.
- Więc idź. I pokaż mu świat.

***

Tymczasem obok...
- Możesz być normalnym Pokemonem. Roawn pokaże co i jak. - Najwyraźniej Mewtwo miał kontakt z Mew. - Potem przeczekasz aż stworzą nowego, lub zapomną. - Poradził i zniknął.
Po chwili z krzaków, po takim samym pożegnaniu, wyszła Purrlion.
- To co? Zaczynamy?

***

Kotka pokazała Genesectowi życie. Walki, treningi, rozmowy i... jedzenie. Potem pozostawiła go samego.
- Sądzą, że jeszcze się spotkamy, ale na razie żegnaj! - I tak zakończyło się dziwne spotkanie naszej kotki.



Odcinek skończony. Nie chciało mi się dokładniej pisać jak Genesect poznał życie. Uznałam to za nudne. I tak chyba jest nudne. Ale nic na to nie poradzę Smile. Lepiej nie umiem.


P.S. Naprawdę czekam na propozycje odcinków.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: DogtownHawk, Mr.Bigos, Tyma, Mico
6.08.2012, 10:52,
#8
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
w ostatnim dialogu powinno być spotkamy, mała literówka. Pomysł świetny, powinnaś rozwinąc, bo nie było to nudne... trochę wiary w siebie Smile

jesli chcesz pomysły to może coś... trzy jajka, z których wyklują się legendy Kanto? reszte zostawiam Twojej wyobraźni.

Btw. Podobało mi się i wciąga. Klimatyczne Smile
 Cherish Balle podarowali: Cyris
6.08.2012, 10:55,
#9
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Literówka poprawiona.
Co do rozwinięcia... Nie zrobię tego. Sam opis poznawania życia raczej byłby nudny. No i napisanego tekstu nie będę edytować w takim stopniu.
Pomysł... Oj, będzie ciekawie.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
6.08.2012, 16:30, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2012, 16:54 przez Cyris.)
#10
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Odcinek 2. Problem trzech jajek (sugestia - DogotonHawk)

Nad wyspą na samym środku świata pokemon przeleciał ptak. Ludzie zaczęli się rozglądać po niebie w poszukiwaniu deszczu widząc najpiękniejszą na świecie tęczę. Ci, którzy ją zobaczyli już nigdy nie podziwiali piękna naturalnego deszczowego łuku. Był niczym w porównaniu z tym, co zobaczyli.

***

Na jednym z małych wzgórz z polanką, których było tak wiele na wyspie, znajdowało się ogromne, puste gniazdo. Do czasu...

***

Wielokolorowy, wielki ptak prawie niezauważalnie zniżył lot. Trzy jego ogromne pióra spadły do gniazda, a on sam zniknął.

***

Roawn wybrała się do lasu wraz z Rissi. Ich trenerki rozmawiały idąc kilka kroków za nimi, a one same obserwowały Pokemony wokół siebie. Wiele z nich było ich przyjaciółmi. Purrloin cieszyła się z możliwości odejścia od miasta aż tak daleko. Bez trenerki nie mogła tutaj przyjść.
Wspięły się na jedną z górek by zobaczyć okolicę, lecz czekało je rozczarowanie. Znalazły się na polanie otoczonej drzewami tak, że nie było nic widać.
- Drzewa! - Wykrzyknęła jedna z kotek.
Szybko użyły swoich pazurków by wspiąć się na jedno z wyższych tworów natury. Niestety z jego czubka było widać tylko kolejne, niższe wzgórze z polaną.
- Patrz! - Wykrzyknęła w pewnym momencie obdarzona bystrym wzrokiem Meowth.
Na środku polany sąsiedniego wzgórza coś błyszczało.
- Idziemy? - Szybko poinformowały Carrie i Mandy o swojej wyprawie i zniknęły w lesie.
Na polanie znajdowało się coś. Ogromne jak Tyranitant coś. Utkane było z grubych gałęzi.
Kotki przez chwilę przyglądały się, a potem jedna z nich wykrzyknęła.
- To jest gniazdo! - Jeśli się to wiedziało nagle wszystko stawało się jasne. Pokemony, zainteresowane wdrapały się po jego ściance.
W środku znajdowało się kilka ogromnych, kolorowych piór i dwa jaja. Jedna czerwone, a drugie niebieskie.
- Ciekawa co to za Pokemony. - Powiedziała Rissi.
- Tak... - Odparła z namysłem Roawn. Wpatrywała się we wgłębienie w wyściółce gniazda. - Niedawno było tu jeszcze jedno jajo. - Obydwie popatrzyły na wgłębienie. Podeszły do nich trenerki.
- Co się stało?
- Ktoś ukradł jedno jajo. - Kotki jeszcze raz obejrzały wgłębienie. Nagle Purrloin zauważyła kępkę futra. Pokazała ją Carrie.
- Purugly. - Oznajmił ukryty w jej kieszeni Pokedex.
- Bess! - Wykrzyknęły Pokemony. - On zbiera wszystko, co się błyszczy. A te jaja są piękne. Tylko jak je zabrał?
- Nie ma czasu nad tym myśleć. Trzeba mu je odebrać!

***

Koty wykradły jajo. Espeon pomógł im psychiką i usypiającym pyłkiem, ale największą rolę odegrała Roawn. Dzięki swojej zwinności zabrała Bessowi jajo spod nosa.
Jajo było zabrane, lecz grubas i jego banda ruszyli za nimi w pościg gdy tylko zauważyli stratę.

***

Koty dotarły do polanki i położyły na swoim miejscu coś zaczęło się dziać. Jaja zaczęły błyszczeć i pękać. Wykluwały się!
Pierwsze pękło ukradzione, żółte jajo. Wyłonił się z niego legendarny ptak, Zapdos. Następne pękło czerwone ukazując Moltresa, a z ostatniego, niebieskiego wyłonił się Articuno.
- Dziękuję wam. - Powiedział elektryczny ptak. Wtedy spomiędzy drzew wyłonił się Purugly. - A teraz pokażemy wam swoją wdzięczność. - Dodał i spojrzał na swoich braci.
Trzy legendarne Pokemony wzleciały w niebo. Articuno przywołał lód. Moltres zamienił go w parę, a Zapdos napełnił piorunami. Powstała burzowa chmura.
- Potrafią współpracować. - Szepnął Espeon.
- Tak jak my. - Odparła Roawn z uśmiechem i wszyscy z powrotem zamilkli.
Wtedy chmura się zmniejszyła mając tą samą moc, co wcześniej. Zawisła nad bandą Bessa, a gdy ta zaczęła uciekać goniła ją. Ptaki wylądowały.
- Dziękujemy. - Powiedziała Rissi.
- Nie. To wam należą się podziękowania. Gdyby nie wy nie wyklulibyśmy się.
- Dlaczego?
- Bo możemy to zrobić tylko razem. - Odparł Articuno, a pozostali pokiwali głowami z uśmiechem. Wtedy po niebie przeleciał ptak-tęcza.
- Na nas już czas. - Powiedział Moltres i wzbił się w powietrze.
- Nie. - Odezwał się donośny głos i wszyscy zobaczyli, że Ho-oh ląduje. - Najpierw ja podziękuję tym dzielnym Pokemonom i wytłumaczę im wszystko, bo wy nie raczyliście tego zrobić. - Powiedział i podszedł do pięciu postaci. - Muszę wam wytłumaczyć co się stało. - Zaczął. - Znacie imiona tych ptaków?
- Tak. - Odpowiedzieli chórem.
- Więc wiecie, że są bardzo ważne dla regionu Kanto. Ich rodzice są już starzy i pojawiły się jaja. Jednak nie mogły urodzić się osobno. Dlatego przyniosłem je tutaj i pozostawiłem. Niestety ten Purugly ukradł jedno z nich i nie mogły się wykluć. - Zakończył i wzbił się w powietrze. - Żegnajcie. - Powiedział odlatując wraz z trzema legendami.

Już wiem, że odebranie jajka wyszło mi krótko i okropnie, ale nie umiem tego zmienić.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: DogtownHawk, Mr.Bigos, Mathieu48, Tyma, NIK, Mico
6.08.2012, 16:44, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2012, 16:49 przez Chaqui.)
#11
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Cytat:Szybko użyły swoich pazurków by wspiąć się na jedno z wyższych tworów natury. Niestety z jego czubka było widać tylko kolejne, niższe wzgórze z polaną.
- Patrz! - Wykrzyknęła w pewnym momencie obdarzona bystrym wzrokiem Meowth.
Na środku polany sąsiedniego wzgórza coś błyszczało.

Cytat:Nad wyspą na samym środku świata pokemon przeleciał ptak. Ludzie zaczęli się rozglądać po niebie w poszukiwaniu deszczu widząc najpiękniejszą na świecie tęczę. Ci, którzy ją zobaczyli już nigdy nie podziwiali piękna naturalnej tęczy Była niczym w porównaniu z tym, co widzieli.

Cytat:Więc wiecie, że są bardzo ważne dla regionu Kanto. Ich rodzice są już starzy i pojawiły się jaja. Jednak nie mogły się wykluć osobno. Dlatego przyniosłem je tutaj i pozostawiłem, by się wykluły. Niestety ten Purugly ukradł jedno z nich i nie mogły się wykluć. - Zakończył i wzbił się w powietrze.
Nie czytam tego FF i wszedłem z ciekawość, ale gdy zauważyłem tyle powtórzeń to musiałem napisać komenta. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że pisałaś troszeczkę na siłę.

Życzę ci powodzenia i popełniania coraz mniej błędów Smile.

Kontakt ze mną:

GG: 42244264
e-mail: wojtwom7@gmail.com

Chciałbyś sprawdzić się w pisaniu walk Pokemon i jednocześnie rywalizować z innymi? Zgłoś się już teraz do najnowszego projektu i zdobywaj coraz wyższe rangi!



Lubisz pisać? Lubisz wyzwania? Chcesz doskonalić swoje umiejętności? Weź udział w Bursztynowej Lidze i tocz pisarskie pojedynki z innymi!

BURSZTYNOWA LIGA




 Cherish Balle podarowali: Cyris
6.08.2012, 16:57,
#12
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Ech... powtórzenia poprawiłam. Na polskim też mam z nimi problemy.
Cytat:Nie czytam tego FF i wszedłem z ciekawość
Nie za bardzo masz co czytać Smile. Jest od wczoraj.
Cytat:Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że pisałaś troszeczkę na siłę.
Za to ja wiem dlaczego. Bo pisałam na siłę. Jakoś połowa napisała mi się sama, a potem... Nie umiałam tego tak zostawić.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: Chaqui
6.08.2012, 18:44, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2012, 18:51 przez DogtownHawk.)
#13
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Oj mój pomysł tak szybko wprowadzony w życie, trochę szkoda, że na siłę, mogłas odstawić na jakiś czas, ale mimo wszystko ciesze się, że potrafiłas z jednego zdania stworzyć cały rozdział... Brawo Smile

Jak byś chciała jeszcze jakiś pomysł, to z przyjemnością służę radą Smile
6.08.2012, 19:13,
#14
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Właśnie o coś takiego mi chodzi. Zdanie w całe opowiadanie. Tak jest mi łatwiej. Ja pomysły chcę cały czas, więc jak Ci coś przyjdzie do głowy to pisz.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
6.08.2012, 20:26,
#15
RE: Zaułek. Wielkie przygody małego pokemona
Rewelacyjny pomysł na opowiadania. Swoją drogą godne naśladowania, może kiedyś sam spróbuje. Może nie na forum, ale... Zobaczymy...

Więc, żeby nie być gołosłownym, mój pomysł, może głupi, ale wierze, że stworzysz z tego cos wartego uwagi:

Smeargle, który chce namalować obraz doskonały. Smile

jak coś wymyślsz to będzie ekstra Smile
 Cherish Balle podarowali: Cyris


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości