Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za 56 dni)

Sword i Shield promo



Na Mordor!
22.03.2012, 18:47, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2012, 18:51 przez KleszczRex.)
#1
Na Mordor!
Oto opowieść zupełnie niepoważna. Idea przyszła spontanicznie, fabułę wymyślam na poczekaniu, a treść dzieła może mieć posmak wizji osoby kompletnie zjaranej. Będą też i błędy, kfiatki i inni specjalni goście, których nie zapraszałem. Będę ich wyganiać, lecz nie oszukujmy się- oni (one) też przyszli (przyszły) poczytać i nacieszyć się widowiskiem.

Dobra- lecimy, jednak nie wiem jak to zacząć, a także jak to zakończyć.
__________________________________________________

I
ZNAK


- HAHAHA! - Stefan po raz osiemnasty puścił ten sam żart Strasburgera z Familiady. Był niesamowicie wyborny, a jego świetna puenta sprawiała, że osoba o normalniejszym poczuciu humoru wyskoczyłaby z domu przez okno, własnymi dłońmi wyrwałaby hydrant z nadzieją, że w zgodzie z hollywoodzkimi prawami fizyki wystrzeliwujący strumień wody zniszczy jego suchość w przełyku. Ale to nie jest normalna osoba- to Stefan.

Może czas powiedzieć coś o naszym bohaterze. Stefan, lat dwadzieścia, student kierunku o wdzięcznym tytule "Inżynieria Istot Niemagicznych" w Uniwersytecie im. Hermanna Szkiłądzia gdzieś w Polsce (aby ugasić spekulacje- jest to duże miasto). Otóż od samego dnia narodzin wszyscy wiedzieli, że Stefan będzie kimś wyjątkowym. Ktokolwiek go zobaczył- od razu widział w nim kogoś. Niestety nikomu nie udało się określić, jaki cel w życiu czeka na Stefana. Nawet wróżka z jej kryształową kulą rzuciła swój zawód i udała się na podróż w nieznane, gdy tylko ujrzała naszego bohatera. Jak widać- nie powodziło mu się. Żadna dziewczyna go nie chciała, bo bała sie brzemienia chwały Stefana. Kolegów też nie miał, gdyż nikt nie chciał bawić się z "wybrańcem". Po pewnym czasie zrezygnowany uznał, że skoro jego przeznaczeniem jest bycie samotnym człowiekiem, to okej- niech tak będzie. Jednak wkrótce mija 10. od tej deklaracji, a jak wszyscy wiedzą, okrągłe liczby są niezwykle wydarzeniogenne...

Ale powróćmy do chwil obecnych i do wspomnianej na samym początku Familiady. Otóż Stefan pokochał Familiadę od samego początku, a będąc osobą bez życia towarzyskiego nietrudno było mu osiągnąć status człowieka wiedzącego wszystko o tym teleturnieju. Zresztą- Karol był jego idolem, jednak kiedy opowiadał dowcipy rodzicom... Ach, zapomniałbym: Stefan nie ma rodziców. Ot co. Znaleziono go jako niemowlaka pod meczetem na Podlasiu, by po chwili wysłać do sierocińca, gdzie wiódł swe z pozoru normalne życie. Gdy tylko dostał się na studia, natychmiast opuścił budynek, gdzie spędził lata, by poczuć się niezależnym (bądź jeszcze bardziej samotnym, ale taki już był Stefan). W chwili obecnej Stefan wiedzie swe antyspołeczne życie oglądając Familiadę i błagając o skany z wykładów (gdyż jak wiadomo- ludzie nie mogli spoglądać na naszego bohatera przez jego jarzmo przeznaczenia). Taki jest nasz bohater. Bez przeszłości, bez teraźniejszości, bez przyszłości.

Pewnie zapytalibyście mnie, czemu Stefan jeszcze istnieje na tym świecie? Nie skoczył z mostu bądź ktoś z litości z tego mostu nie zrzucił? Odpowiedź pojawiła się już w poprzednich akapitach- przeznaczenie, które pomimo wielu klątw, które były wywoływane w życiu Stefana zarazem napędzało jego nadzieję na to, że kiedyś zdarzy się cud i wszystko zostanie wyjaśnione. Nawet nie wymagał epickości- pragnął świętego spokoju oraz normalności pomimo tego, że tracąc wszystkie charakterystyczne cechy Stefan byłby jeszcze bardziej pomijany przez świat, jednak taka była jego wola.

BASTA! Koniec retrospekcji oraz opowieści o Stefanie. Czas na Familiadę... która już się skończyła. Ale to nie problem dla Stefana. Replay i jedziemy dalej. Nawet narrator prędzej strzeliłby sobie w łeb zamiast oglądać n- tą godzinę tego teleturnieju, ale to nie on jest bohaterem. Stefan rozciągnął się, oparł się o poduszkę, którą jako jedyną zabrał ze sobą z sierocińca, i która jako jedyna chyba go rozumiała. Westchnął i przygotował się na przyjęcie kolejnej dawki rozkosznego suchara... już za moment... i...

- Stefanie! - Karol Strasburger zamiast spuentować żart o Tomie i Jerrym spojrzał dokładnie w oczy widza i z tym zimnym wzrokiem zaczął wołać:
- Stefanie! Stefanie!
- Tak... panie Strasburgerze? - zlękniony Stefan starał się nie paść na zawał. Chciał uwierzyć że to sen, nawet starał się szczypać łapę, jednak na próżno- wszystko dzieje się naprawdę.
- Wybrańcu! To twój czas... musisz przygotować się do wielkiej misji! Cały Wszechświat boi się tej chwili, a tylko ty możesz jej zapobiec! Czy jesteś gotów uratować wszelkie rasy przed nieznanym nam ZUEM?
- Eee... dla ciebie, Karolu, mogę zrobić wszystko?
- Doskonale Wybrańcu. Wstań, ubierz się i jak najszybciej wyrusz do Mordoru. Będę tam na ciebie czekać. Tam poznasz plany ZUA oraz swoją rolę! Teraz nie mogę ci pomóc... Wyrusz do Mordoru jak najszybciej, bo ZUO bacznie ciebie obserwuje...

Odbiornik zgasł. Stefan nie mógł pozbierać myśli. Włączył ten sam odcinek, szybko go przejrzał- wszystko w porządku. A więc musi być coś na rzeczy...
- No dobra... raz się żyje. Tylko ciekawe jak miałbym wyruszyć do Mordoru... - zastanowił się Stefan. Ale nie poddał się; wstał, ubrał się, wyciągnął wszystkie zaskórniaki (23,14 zł), po czym otworzył drzwi i... przestraszył się. Spojrzał na korytarz. Bał się... Nie wychodził od dawna... pierwszy krok... drugi... trzeci... zamknięcie drzwi.

Udało się. Pierwsze wyzwanie za Stefanem. Wyszedł na tzw. teren publiczny- strefę, gdzie są ludzie. Tak dawno nie wyruszał tam. Nawet nie zna drogi do przystanku autobusowego. Jednak zaryzykował i wyruszył, bo tak nakazał mu głos Karola Strasburgera. A on za Karolem pójdzie w ogień. Zszedł po schodach, wyszedł na podwórko, po czym musiał parę minut przyzwyczajać się do blasku pochmurnego nieba, który w pierwszych sekundach oślepiał. Kiedy się przyzwyczaił do brutalnych warunków tego świata, zauważył dziadka z ratlerkiem, który załatwiał swe sprawy na publicznym trawniku. Stefan podszedł do dziadka i bez grudy zapytał:
- Którędy na Mordor?
A ten na to...

__________________________________________________

Komentujcie lub nie. Jest to pełna improwizacja z mej strony, więc raz będzie lepiej, a raz gorzej. Po prostu muszę wyżyć się na klawiaturze. Wszelkie wskazówki i sugestie będą mile widziane. Kolejny odcinek... kiedy poczuję wenę. Bądź jej brak.

PS: NIE ZNAM ŻADNEGO STEFANA!

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Kapu, Chaqui, kublego
22.03.2012, 19:00,
#2
RE: Na Mordor!
Osobiście mi się bardzo podoba Tongue Nie wiem dlaczego, ale podoba Tongue Pomysł pisania tego, co na myśl przyjdzie jest dość ryzykowny, ale zobaczymy jak się potoczą losy naszego Stefana (imię dobrane perfekcyjnie).

A propos wskazówek: chciałbym zobaczyć w jednym z odcinków Chucka Norrisa i Dariusza z Trudnych Spraw. Zrób to dla mnie, proszę XD
 Cherish Balle podarowali: kublego
22.03.2012, 22:46, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2012, 0:21 przez KleszczRex.)
#3
RE: Na Mordor!
Mechaniki nie zrobię, lolz.
Mózg zryty, lolz.
Czas na kolejną część, lolz.
__________________________________________________

II
KANAROWA


- Którędy na Mordor?
Dziadyga odwrócił się... i eksplodowała mu głowa. Stefan wrzasnął, a ratlerek... wspiął się po martwym ciele, gdzieś nacisnął łapą, po czym jego głowa znalazła się na pozycji głowy dziadygi.
- Witaj Wybrańcu. Nazywam się Shepard. Komandor Shepard. Jestem tu by ubezpieczać ciebie podczas ucieczki z Dużego Miasta. - dziadyga z głową ratlerka nagle wyprężył się i pokazał swe muskularne ciałko.
- Ale.. jak... głowa... ratlerek...
- Nieważne, w tej chwili twe zdrowie i życie jest najważniejsze. Masz może bilety do MPKa?
- Nie, ale mogę kup...
- Nie mamy czasu! - przerwał Shepard - Pobiegniemy sobie te 5 kilometrów!
- Czy zwariowałeś? Nie wytrzymam takiego dystansu. Dopiero wyszedłem z domu pierwszy raz... od dawna...

YEB! I w tej samej chwili blok mieszkalny a la "Alternatywy 4", w którym mieszka Stefan zaczyna się kołysać... i przechylać w stronę naszych bohaterów! Spoglądają na siebie z przerażeniem... blok przechyla się z impetem... czy to już koniec przygód? Nie. Nie dzisiaj. Nie w dniu, nagrywał reklamę dla jednego z polskich banków. Nie w chwili, gdy otrzymał ultimatywny sygnał uratowania Wybrańca z rąk budynku opanowanego przez ZUO. BŁYSK- ŚWIST! Tak. To on. Nasza chluba planety Ziemia. Chuck Norris. Oparł dłonią blok, po czym zaczął walkę. Po paru minutach wstrząsy blokowiska ustały, a Chuck uznał, że to odpowiedni moment, by powiedzieć poprawną polszczyzną Wybrańcowi i jego opiekunowi w Dużym Mieście te oto zdania:
- Wyp*****lać. Zatrzymam ZUO na parę minut. Będziecie mieć tą przewagę, że mam bilety na MPKa. Bierzcie- Po czym ŚWIST i bilety siłą woli Chucka wbiły się w materiał kurtki Stefana.
- D-d-d-dzięki... Chucku- jęknął Wybraniec.
- Wyp*****lać.

Nawet się nie kłócili z legendą. Wzięli nogi za pas i pognali na przystanek autobusowy, gdzie akurat podjeżdżał autobus jadący w stronę DD (Dużego Dworca). Po wejściu, zamknięciu drzwi i ruszeniu w stronę DD, ciekawość pokonała strach i Stefan musiał się zapytać:
- Co tu.. do kurki wodnej się dzieje?
- Jesteś Wybrańcem, czyż nie? - odparł Shepard i kontynuował - W tej chwili wszyscy Strażnicy dowiedzieli się, kto jest celem nadrzędnym. ZUO powraca, więc w chwili obecnej ściągnięcie Wybrańca do Mordoru jest ważniejsze niż wyruszenie do toalety za potrzebą. Jeśli nie dotrzesz tam, a zostaniesz przejęty przez ZUO, to wszystko się zakończy klęską...
- Czekaj, czekaj... czym w ogóle jest ZUO?
- Dzyń dobry. Poproszę byleciki...

ZUO wygrało. Chuck po otrząśnięciu się wstał, spojrzał na zrujnowane blokowisko. Walczył już trzecia minutę i wiedział... że przegra. Jednak zdecydował się na epicką śmierć. Zobaczył go... usłyszał jego jazgot i warkot mroku... zrzucił koszulę eksponując Norrisowy tors, wyciągnął agrafkę- amulet od McGywera, użył swego morderczego wzroku i ruszył ku przeznaczeniu i kresu jego życia...
Nie ma to jak epicka śmierć jednego z największych ludzi wszech czasów. Płaczmy.

[*]

- Dzyń dobry. Poproszę byleciki... - głos Kanarowej zniszczył atmosferę dowiadywania się istotnych informacji. Tak, bileciki nieoznakowane, a pieniążków za mało by wysłupić karę... DD coraz bliżej, więc Stefan decyduje się na bohaterski ruch, wstał, podniósł głowę i rzekł:
- Nie znam pana, przepraszam, pani.

ZUO od razu wyczuło gniew i żądzę zniszczenie w duszy Kanarowej. Opuścił pole bitwy, gdzie zwłoki Chucka gasły w blasku symulowanego zachodu słońca. WZIUUM, i już przenikało autobus zbliżający się do DD. Znalazło Wybrańca. Znalazło Kanarową. Wchłonięcie duszy w tym przypadku nie jest problemem. Nagle Kanarowa zemdlała, a kiedy komandor Shepard, z racji swej wrodzonej życzliwości chciał chociaż spróbować sztucznego oddychania usta- usta, Kanarowa odepchnęła go, wstała, otworzyła swe jeszcze bardziej czarne gałki i ryknęła wielotonem:
- NIE JESTEM PANEM! JESTEM KANARIĄ! - Po czym... zatrzymała autobus 50 metrów od końcowej stacji za pomocą swej ZUEJ siły woli. Stefan i komandor spojrzeli na siebie. Obaj mieli wymowne spojrzenie mówiące jedno: jesteśmy w...

- Pani Kanario - zaczął Shepard - zaraz włożymy bileciki do automatu... wszyscy będą zadowoleni... - przy czym komandor zaczął dawać sygnał Stefanowi, by był gotów do ucieczki.
Stefan nie zrozumiał. Wyciągnął portfel, wysypał pieniądze do łapy Kanarii i odparł:
- Wystarczy?
ZUO przegrało. Godność kobieca oraz godność pracy zniszczyła kontrolę duszy. ZUO z podziwem musiało uznać wyższość Wybrańca, który w niesamowity sposób wywołania jeszcze większego gniewu w duszy Kanarowej, co sprawiło, że ZUO poczuło uczucie podobne do zamykania w klatce. Uciekło z ciała Kanarowej ze świstem... i sycząc wrzeszczało... "jeszcze tu wrócę...".

- Czyli mam pójść do tego budynku i zapłacić karę w wysokości 666 złotych? - Upewnił się komandor, gdyż na widok Stefana Kanarowej włączał się tryb furii.
- Taak... i to jak najszybciej... 38 lat pracy, a tu takie coś...
- Przepraszamy i znikamy. - Szybko zakończył rozmowę Shepard i wyszedł na ulicę, gdzie czekał na niego Stefan, nadal nierozumiejący, co się tu dzieje. Komandor westchnął, chwycił Wybrańca za ramię i zaciągnął do DD. Tam kupił za niego bilet (bo Wybraniec nie wiedział, gdzie kasa), kupił prowiant na podróż (bo -II- nie wiedział gdzie sklepik), i wszedł z nim do toalety (bo Wybraniec nie wiedział...).

Po tym wszystkim i dotarciu na peron Stefan zapytał się komandora:
- Tak więc... teraz pojadę do Mordoru, tak?
- Niestety nie, Wybrańcu - odrzekł Shepard- droga do Mordoru nie będzie taka prosta. Zresztą dawno nie była użytkowana. W tej chwili jedziesz do Mroowgouva (Mrągowa). Tam kolejny Strażnik pomoże ci przetrwać ataki ZUA. I nie opuszczaj pociągu- w nim jesteś bezpieczny. Nawet ZUO nie rusza PKP...

I ta chwila pożegnania... smutna, patetyczna... Wybraniec sobie poszedł. Bez biletu. Komandor w milczeniu życzył mu, aby konduktor był facetem, a nie kobietą.

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Kapu, Cyris, Chaqui, kublego
22.03.2012, 22:58,
#4
RE: Na Mordor!
Szczerze powiedziawszy nic z tego nie rozumiem, ale jest fajne XD Coś innego w końcu, a nie same Pokemąąąą. I Chuck Norris pojawił się, yey, ale szkoda, że umarł Sad

Cherish leci. Aha - chyba jestem jedynym aktywnym czytelnikiem.
 Cherish Balle podarowali: kublego
22.03.2012, 23:00, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2012, 23:01 przez KleszczRex.)
#5
RE: Na Mordor!
Wyjątkowo dam sobie wolne na dzień. Poziom zrycia przeskoczył maksimum, że widzę tylko martwe jeże. W tej sytuacji muszę poczekać, odetchnąć, dać Wam żyć i sobie pożyć. Ale spokojnie- wkrótce powróci Stefan!

PS: Kapucz, po prostu reszta się boi zacherrishować Tongue

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: kublego
22.03.2012, 23:04,
#6
RE: Na Mordor!
Wydaje mi się, że nie wiedzą co napisać Tongue W tym tkwi problem. Mi się podoba, jest gitara!
 Cherish Balle podarowali: kublego
24.03.2012, 1:27,
#7
RE: Na Mordor!
Uwaga uwaga. Quiz. Zwycięzca nic nie wygrywa.

Pytanie: Mięsny...
a) Jeż
b) Jeż
c) Jeż
d) Jeż

__________________________________________________

III
KOLEJ


Gdzieś daleko, ale i niedaleko w zależności od układu odniesienia... Ale daleko od Mrągowa:
- Wodzu... Wybraniec znowu mi uciekł... walka z nim wykończyła mnie... wybacz o Panie...
- Zamilcz! Za karę zrobisz armię Mięsnych Jeżów. Jeśli się nie uda zgładzić Wybrańca przed dotarciem do Mordoru... to każdy Jeż się przyda. - Zakończył tą niedługą dyskusję ktoś, kto po raz kolejny zganił ZUO za jego klęskę. Czuł gniew, aczkolwiek wierzył, że zaraz odniesie ostateczny tryumf. Wystarczy tylko zgnieść Wybrańca... a wtedy armia Mięsnych Jeży podbije cały Wszechświat i będzie mógł wreszcie odpocząć i czuć się zwycięzcą...
Po chwili zawołał kolejnego sługusa (a miał ich wielu), po czym kazał przywołać Złego Bohatera- najgorszego, a zarazem najlepszego wśród wykonawców wyroków Wodza. Miał dla niego misję.


Stefan zaczął żałować swej decyzji. W tej chwili odpoczywałby oglądając Familiadę i śmiejąc się z kolejnego suchara spędzałby swe szalone i no-life'owe życie. A teraz... siedzi ściśnięty w wagonie bagażowym, gdyż konduktor z litości i ujrzenia Stefanowej łuny przeznaczenia zdecydował się nie wyrzucać gapowicza. Jednak kara musiała być. Podróż się dłużyła, gdyż ciągłe roboty na każdym odcinku drogi nie pozwalały na rozpędzenie się pierwszego polskiego uberpociągu. 140 kilometrów na godzinę- szaleństwo, jednak nierealne, gdyż sama machina była niekompatybilna do torów dla owieczek, jakie krążą po polskich liniach kolejowych.

Czterdziesta piąta godzina jazdy dobiegała końca. Stefan zaczynał ulegać głupawce, która charakteryzowała się na recytowaniu z sucharów i nieśmianiu się z nich- co jest sporym zaskoczeniem znając naszego Wybrańca. W pewnym momencie konduktor otworzył grodzie do wagonu:
- Ej ty o ładnych oczkach i łunie przeznaczenia! Zbieraj się- dalej nie pojedziemy. Kamienny wąż zasnął na torach i się nie rusza. Nie wyruszymy dalej, dopóki ktoś go nie zniszczy bądź nie zrobi czegokolwiek, by go usunąć!
Nagle postać konduktora nabrała różowego konturu, a nad jego głową pojawił się napis "Quest here". Stefan nie miał innej opcji. Podszedl do konduktora, lecz zanim zdążył cokolwiek do niego powiedzieć- nagle wyskoczyły trzy opcje dialogowe:
a) Zabij
b) Zjedz
c) Którędy do toalety?
Stefan nigdy nie grał w RPGi, więc odgonił okienka i nie mając niczego innego do roboty zapytał:
- Którędy do smoka?
- Do smoka? - w głosie zaskoczonego konduktora było słyszalne olbrzymie zdziwienie. - Smoka nie ma. Mamy węża.
- Whatever... - z zawodem jęknął Wybraniec.

Po paru minutach zastoju i porządkowaniu myśli Stefan doszedł do dwóch zaskakujących wniosków: nie posiadał biletu oraz smok jest wężem. Minąwszy różowego konduktora przeszedł przez otwór... a tu nagle wyskoczył w jego stronę typek z okularami. Wyglądał na naukowca.
- Kim ty jesteś, i czemu jesteś taki podekscytowany? - Stefan nie wyrażał zdziwienia kolejną niespodzianką
- Jestem pomocnikiem kogoś z Mordoru. Mam ci pomóc. Nawet jeśli nie chcesz. Słyszałem, że wyruszasz do Mordoru. Masz. Przyda ci się. - Po czym podał mu reklamówkę z Biedronki.
Stefan, nie uznający niczego, co nie jego nie odważył się na zerknięcie do reklamówki. Szybko uciekł z tego wagonu, jednak reklamówki nie wyrzucił- uznał że w sumie może mu się przydać w próbie przegonienia węża (co też przyszło mu spontanicznie, jednak dużą w tym zasługą była defragmentacja pewnych partii w mózgu).

Wylazł... księżycowa noc sprawiła, że Wybraniec znowu oślepł, jednak szybciej przyzwyczaił się do mroku. Po chwili zaprzestał macanie wagonu i wyruszył w stronę świateł. Niestety dotarł do ostatniego wagonu pociągu, więc wrócił i zdecydowanie ruszył w przeciwną stronę.
- Teraz albo nigdy. - Odparł wściekły i zdeterminowany.
Po chwili został wynagrodzony i zaskoczony faktem, iż wbrew pozorom po drugiej stronie znajduje się lokomotywa. Ruszył dalej z myślą że przegoni węża, lecz zamiast węża zobaczył gruzowisko. Zdziwiony wszedł na nie w celu poszerzenia swych horyzontów... nie, niestety nie myślowych. Po paru minutach doszedł do wniosku- nie ma węża, a pociąg zaraz go rozjedzie. To na pewno będzie zamach...

AŻ tu nagle ŁUP! Gruzowisko zaczęło żyć i sapać. Stefan zlękniony żyjącym gruzem uznał, że jego pozycja jest oparta wysokim współczynnikiem zagrożenia zdrowia, życia i innych chorób. Odbiegł parę metrów, położył się na torach i zaczął wrzeszczeć. Jednak gruz zbliżał się i zbliżał ku źródłowi sygnałów i wrzasków typu "JESTEM ZIEMIĄ!". Coraz bliżej...
Nagle reklamówka zaczęła się świecić. Stefan nie lubi niespodzianek, jednak zaryzykował, włożył łapę i wyciągnął źródło błyskania. to był smartfon, ale zupełnie inny...
- Witam bardzo serdecznie - wbudowana sztuczna nadinteligencja zachowując pozory zagrała postać uczynnego systemu operacyjnego. Kontynuował - czy jest pan Stefanem?
- T-t-t-taaaaaak! Ratuj mnie! - Wrzasnął nasz bohater.
- Otóż to- uratuję ciebie. Ale najpierw musisz przyznać, ze jestem najnowocześniejszym i najbardziej zaawansowanym technicznie urządzeniem opartym o silnik "W Viesta" i posi...
- ZAMKNIJ JAPĘ I RATUJ! - po tych wrzaskach Stefan wstał, pociągnął reklamówkę i uciekł z nią na dystans 3 metrów.
Gruz gonił go z zawrotną prędkością połowy więza na godzinę. Charkał i syczał... Stefan stanął, pomyślał i rzucił:
- Jak go zabić?
- Nie możesz go zabić, gdyż nie masz takich możliwości. Musisz wykorzystać swe możliwości oraz ekwipunek zawarty w tej niezmiernie ekologicznej reklamówce Biedronki...

Stefan dalej nie słuchał. Wysypał reklamówkę, z której wysypały się:
- czerwono- białe kule
- składany miecz
- płyta Krzysztofa Krawczyka
Szybka analiza Stefana sprawiła, że po godzinie Wybraniec zakończył nucenie piosenki "Zatańczysz ze mną jeszcze raz...", a zdecydował się na "granaty"- czyli czerwono - białe kule, które z pewnością są granatami, bo mają zapalnik. Ustawił się w szerokim rozkroku, podniósł włosy do góry (gdyby je tylko miał- jest łysy), po czym rozpoczął swoje epitafium. Przez 5 godzin opowiadał o walecznej walce, jaką zaraz rozegrają, a gruz się zbliżał i zbliżał...

Stefan nie wytrzymał. Rzucił granatem, po czym uciekł aż na drugi koniec lokomotywy. Ale nie było KABOOM. Zdziwiony Stefan zaryzykował i powrócił na pole bitwy. Tam jednak nadal leżał granat... ale nie było gruzu! Poczuł w sobie dumę- taaaa... to on jest Wybrańcem... podśpiewując "I'm Chosen and I know it" podniósł granat... ale jaki on ciężki! Wyjął smartfona i zapytał:
- Gdzie jest gruz i czemu granat jest taki ciężki?
- Ty... zmęczony przeznaczeniem człowieku. Właśnie złapałeś swego pierwszego Pogomema. Bardzo ciekawy wybór, Gruzox, typ Gruz...
- EEEEEEEEeeeee... o co ci chodzi mądra maszynko?
- Pogomemy ukrywają się na całym Wszechświecie. Odpowiednio korzystając Pogomema możesz pokonać każdego oprócz ZUA... ale o tym w kolejnym rozdziale. Wybrańcu, wyruszamy?
- Czekaj tylko zbiorę granaty (których zresztą było 10 wraz ze zdobytym- dop. Kleszcza) oraz inne artiefakty.

Po chwili Stefan wrócił do pociągu. Czuł się tak fajnie, że zdecydował się podejść do konduktora o różowych konturach. Niespodzianką dla niego był fakt, że przy podejściu o krok do znanych mu opcji dialogowych doskoczyły dwa nowe okienka:
d) Romansuj
e) Jedźmy dalej
Wybraniec czuł się za bardzo zmęczony na d), więc kliknął na e), a konduktor odparł:
- To czemu mi przeszkadzasz? Do widzenia! - Po czym zamknął drzwi do wagonu zostawiając Stefana z gadającym smartfonem w środku.
Stefan nie miał innego wyjścia- położył się spać.

Następnego dnia nasz Wybraniec obudził się na zimnej posadzce, słysząc odgłos odjeżdżającego pociągu. Wstał i instynktownie zaczął go gonić do chwili, gdy ujrzał neon z dworcową tablicą "Mroowgouvo" oraz z wieżą Eiffla na horyzoncie...

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Kapu, Cyris, Chaqui, kublego
24.03.2012, 2:17,
#8
RE: Na Mordor!
Wierny czytelnik komentujeTongue

Spadłem prawie z łóżka(tak, leżę w łóżku) jak przeczytałem o różowym konduktorze XD i nawet są Pokemony XD pisz dalej, proszę Smile
 Cherish Balle podarowali: kublego
24.03.2012, 13:05,
#9
RE: Na Mordor!
Ciekawe. Już kamienny wąż mnie zastanowił. Ale przyznam, że nie spodziewałam się tutaj pokemnonów. Zaskakujący pomysł, który może mnieć przyszłość.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
 Cherish Balle podarowali: kublego
28.03.2012, 1:02,
#10
RE: Na Mordor!
STEFAN!!!!!
Będzie po północy, a tu strzelę sobie dużego edita. Aby uspokoić zainteresowanych (nikt nie skusił się na brak nagrody) odpowiem na pytanie konkursowe. Odpowiedź brzmi b) Jeż.

EDIT: Stało się. Wena urojona odeszła wraz z prysznicem. Wybaczcie wy mordy moje, lecz nic się nie pojawi. Chyba że wstanę z taką dziwotą w głowie, że od razu przeleję ją w kolejny fragment. Cthulhu, przepraszam.

EDIT 2: Cthulhu przepraszam. Do weekendu oddaję się misji przyjemnego kolosowania. Błogosławieni cierpliwi, albowiem oni Stefana w weekend opaczą.

EDIT 3: Przyszła niczym mistrz wśród złodziei do rezydencji strzeżonej. Potem niczym doskonała zabójczyni znalazła swój cel i wykonała zamierzone zadanie. Wena.

__________________________________________________
IV
-> LEVEL II

Mroowgouvo City Stadium. Mecz o mistrzostwo III ligi pomiędzy Mrągovią Mroowgouvo, s Startem Działdoovo wzbudził zainteresowanie prawie wszystkich mieszkańców tego niesamowitego miasta. Dzieci, starsi i najstarsi ruszyli z żądzą zakupu biletów. Specjalnie na tę okazję po raz pierwszy wydrukowano bilety tak, aby każdy świadek wymarzonego zwycięstwa Mrągovii mógł nosić z dumą ten bilet i rzec "I ja tam byłem". Pragnienie meczu ogarnęło każdą sferę życia, a w dniu, w którym miało dojść do jakże epickiego meczu doszło do niesamowitego spustoszenia. Nawet koncerty county oraz noce kabaretowe nie zgarnęły tak olbrzymiej publiki. Po prostu- mecz ten miał okazję stać się największym zdarzeniem w dziejach tego miasta, które mogłoby być wspominane latami.

Stadion. Obok niego samochody telewizji publicznej. Z okazji fety zaproszono nawet samego legendarnego komentatora opiewającego wielkie sukcesy wielkich zespołów, Dariusza Schpakowskiego. Ten oczywiście z wielkim zaangażowaniem przygotował się do tego recitalu. Wyjątkowo zdecydował się przejrzeć kartkę z informacjami aż trzy razy. Oznaczało to tylko jedno- to będzie widowisko godne tysięcy kciuków na filmikach na YT.

Godzina spotkania. Wszyscy na trybunach śpiewają piękne, patriotyczne pieśni o zwycięstwie Mrągovii. Schpakowski zaczął już swoje komentowanie, przy czym zaskoczył wszystkich ciekawostką, że dziecko podające piłkę pokonało Jana Tomaszewskiego podczas pamiętnego spotkania Polski z RFN z Mistrzostw Świata w 1974 roku. O odpowiednio zmierzonej porze wyszli gracze Mrągovii. Niektórzy płakali ze wzruszenia patrząc na skalę spotkania. Wiedzieli, że takie chwile nigdy się nie powtórzą. Arbitrzy gotowi do spotkania zaprosili kapitanów obu drużyn... tyle że gdzie kapitan Startu?

Po minucie dezorientacji sędzia techniczny poinformował arbitra głównego, że Start Działdoovo po raz kolejny nie znalazło funduszy na transport. Oznacza to kolejny walkower dla Mrągovii. VICTORIA! Nikt nie może uwierzyć! Ludzie rzucają się w objęcia, piłkarze zaskoczeniu obrotem spraw płaczą niczym bobry, a Dariusz Schpakowski zakończył swój komentarz na temat spotkania stwierdzeniem, że dawno takiego meczu nie widział i liczy na sukcesy Mrągovii w Lidze Mistrzów. Kibice jeszcze godzinami skandowali wielki sukces swego ukochanego klubu...

____________

Powyższy opis jakże wielkiego zdarzenia był odpowiedzią na pytanie, które zadawał sobie Stefan: gdzie się wszyscy podziali? Już trzecią godzinę trwała jego tułaczka po Mroowgrouvie, a nadal brak duszy czy śladu życia. Momentami zadawał sobie pytania bez odpowiedzi, a po pewnym czasie zaczął gadać do siebie. W pewnym momencie szlag trafił Stefana, bo jego urojony przyjaciel chciał go oszukać i zabrać dwa woraski pełne ziemniaków, co byłoby plamą na honorze naszego Wybrańca. Wygonił urojeńca, po czym ponownie włączył wzrok i spostrzegł, że najprawdopodobnie znalazł się przed ratuszem tego miasta. W końcu czy tabliczka "Ratusz" mogłaby kłamać?

Wiedząc że co jak co, ale rachunkowość nie wypuszcza swych niewolników, Stefan wszedł po schodach, pociągnął za klamkę i korzystając z chwili nieuwagi otoczenia po cichutku wszedł w mroczne zakamarki ratusza. Niestety- mity i legendy okazały się być złudne, bo i tutaj nikogo nie było. Cały budynek był opustoszały. Zostały tylko jedne drzwi- do siedziby burmistrza. Stefan kulturalnie zapukał, jednak odpowiedziała mu, niespodzianka, głucha cisza. Zrezygnowany popchnął klamkę i wszedł do środka pomieszczenia. To, co zobaczył za pomieszczeniem zwanym gabinetem burmistrza na zawsze zmieniło jego życie.

____________

Zły Bohater był naprawdę zły. Osiem wizyt z kanarami, ukradziony lizak oraz celowe niespuszczenie wody w kibelku. Tak jak nakazał mu Wódz- "małymi kroczkami dojdziesz do wielkości i zwycięstwa nad Wybrańcem. Musisz być silny, bo twój wróg nie bez powodu jest wrogiem...". Zły Bohater, zawsze usłużny swemu Mrocznemu Panu wykonywał swoją misję. Krok po kroku zbliżał się do Mroowgouva... jeszcze tylko 5 kilometrów. Był gotowy na to- wkrótce dotrze do swego celu i zniszczy Wybrańca Stefana. Gdy tylko ujrzał zarys miasta, jego serce podskoczyło do góry, a sam zaczął snuć wizję wielkiej walki zakończonej jego wielkim zwycięstwem. Jednak nagle całą okolicą wstrząsnął olbrzymi huk oraz wyraźny wybuch energii. Zły Bohater wyczuł Wybrańca. Zawiązał sznurówki do Butów Pożogi (poświęcenie słusznej sprawie), po czym raźniejszym ruchem ruszył ku mieścinie.

Z chwilą minięcia tablicy witającej przejeżdżających Zły Bohater ruszył ku źródłowi tajemniczej eksplozji energii. Wyczuwał lekko jonizujące się powietrze...
- Taaaak... tylko Wybraniec byłby w stanie to sprawić... - mruczał pod nosem mijając kolejne budynki.
Wreszcie dotarł- zrujnowany ratusz naprawdę robił wrażenie. Wybuch przemienił ten budynek w zgliszcza i pozostałości fundamentów, zaś porozrzucane cegły porządnie przedziurawiły okoliczne ceglaki, co jeszcze bardziej nakręcało Złego Bohatera. Czuł rosnące podniecenie... gdzieś się musi ukrywać. Gdy wspiął się na zgliszcza by rozejrzeć się za sylwetką Wybrańca, odkrył pewne znalezisko- malutką kulkę energii. Gdy ją tylko tknął, rozrosła się do miary piłki lekarskiej, zaś na jej powierzchni pojawił się przycisk kojarzący się z opcją PLAY. Zły Bohater nie miał innej opcji- nacisnął guzik.

____________

- ŁOOOOO JEZZZZUUUUU!!!!! CO... CO... TO Bbbbyło? - wyjęczał Stefan, wstając po nagłym przerzucie czasoprzestrzennym.
- Tak właśnie dziajają Vortexy moja rusałko... - odpowiedział mędrzec.

Pewnie zapytacie się co się stało. I macie racje- coś się stało. A konkretnie wybuch wywołany przechwyceniem Wybrańca. Pierwsze, co zobaczył Stefan z chwilą wejścia do gabinetu burmistrza to olbrzymi tęczowy Vortex. Zanim jednak zrozumiał o co chodzi, gość wyglądający na mędrca wyskoczył obok ogłupionego Stefana, po czym popchnął go ku Vortexowi. Z Encyklopedii Małego Fizyka Vortex to takie coś, co może przenosić w czasoprzestrzeni. Jednak potrzebuje miłości. Wepchnięcie Stefana zadziało w stylu mocnego gwałtu... więc Vortex po stronie Mroowgouva zadziałał totalnie przewidywalnie i zrobił KABOOM. Jednak Stefan (wraz z "mędrcem") przetrwali tę eksplozję dzięki obecności w tunelu czasoprzestrzennym kierując się ku końcowi Vortexa.

To samo usłyszał Stefan w odpowiedzi na powyższe pytanie. Jednak to nie był koniec:
- Ej ty, "mędrcu" bądź "ludziu" wyglądającym na mędrca! Gdzie jestem? Gdzie ty mnie posłałeś? Gdzie jest Mroowgouvo?
- Jestem Mistrzem Mistrzów, a zwą mnie Mistrzem Mistrzów. Jak widzisz, twe przeznaczenie poprowadziło ku Vortexowi, a ja, kontrolując jego energię mogłem ciebie bezproblemowo przerzucić do Levelu 2!
- Level 2?! - Stefan ponownie zaczął się burzyć. Kolejne zdarzenie bez sensu!
- Tak rusałko, to jest Level 2. Myślałeś, że życie jest proste, a z twym przeznaczeniem droga do Mordoru będzie trwała tyle co dystans do Mroowgouva? Mylisz się... to dopiero początek.

Stefan padł. Leżał i przestał myśleć, bo totalnie ogłupiał.

__________________________________________________

Co ja piszę?

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Kapu, Chaqui
29.03.2012, 23:18,
#11
RE: Na Mordor!
V
LEVEL 2 RAZY 2

Stefan obudził się. Pierwsze co spotkało dopiero co odkryte gałki oczne to nieprzyzwoicie jaskrawy blask lamp zwanych jarzeniówkami. Po chwili poza blaskiem zaczął się wyłaniać obraz białego sufitu, a wraz z nim kolejne kontury obecnego miejsca. Był to szpital. Nasz bohater podniósł się, usiadł na łóżku i rozejrzał się. Nie był sam- dookoła niego stały dziesiątki identycznych łóżek z identyczną pościelą lecz innymi właścicielami tych mebli. Wszyscy byli posiniaczeni, poobijani. opancerzeni bandażami, a niektórym nawet brakowało którejś z kończyn do kompletu. Podsumowując- Stefan poczuł się niczym jeden z wojaków szczęśliwie uchowanym po wielkiej bitwie, który miał na tyle wielkiego farta, że najgorsze co przeżył po wstaniu to walka z jarzeniówką i jej blaskiem.

Po chwili wstał, co zauważyła jedna z pielęgniarek, która właśnie zakończyła zdejmowanie spalonego buta z poparzonej stopy jednego z nieszczęśliwców. Szybko uwinęła się z robotą wstrzykując znieczulacz firmy "Paralish Extra", po czym podeszła do naszego pacjenta z dość pogodnym wyrazem twarzy, co budziło lekki kontrast w stosunku do otoczenia.

- Witam, jestem nazywam się siostra Jinny. W czym mogę panu pomóc... panie Wybrańcu?- zapytała zerkając na zawieszoną kartę pacjenta.
- Nie jestem wybrańcem... nie teraz bo mnie głowa boli... - Jęknął Stefan i kontynuował akcję wyciągania informacji. - Gdzie jestem? Gdzie jest ten staruch, który mnie wepchnął do Vortexa? Czy mogę wrócić do domu?
- Nie mogę panu odpowiedzieć na te pytania, bo jestem siostrą Jinny. Leczę, gawędzę, nic poza tym. - odpowiedź pielęgniarki nie zadowoliła Stefana.
- Widzę że muszę radzić sobie sam... - po czym odszedł bez pożegnania.
- Do widzenia panie Wybrańcu - z uśmiechem na ustach pożegnała go siostra Jinny, jakby była tylko do tego zaprogramowana.

____________

Zanim Stefan wyszedł ze szpitala, został zaczepiony przez kolejną siostrę Jinny, która oddała mu jego reklamówkę z Biedronki wraz z całą zawartością. Nie miał siły tego sprawdzać- pragnął tylko świeżego powietrza. Popchnął drzwi... i zobaczył śliczne miasteczko, z idealnie postawionymi drzewami oraz prostopadle poukładanymi malutkimi domkami oraz uliczkami, zaś na niebie przez moment zajaśniał napis "Noob Town". Stefan przetarł oczy z niedowierzania... nadal jest w tym chorym świecie.
- Level 2... strach się bać. - Westchnął, po czym ruszył do przodu bez celu. Ta metoda dobrze się sprawdzała, gdyż obecne doświadczenia nie kłamały: to problemy szukały Stefana, a nie na odwrót.

I tak właśnie się stało- już żegnał się z miasteczkiem, już zajaśniał napis "Dro...", lecz nagle ktoś krzyknął:
- Hej! Ty!
- Ja? - Stefan wyjątkowo zdecydował się zagrać głupiego i niekojarzącego.
- Tak! Ty! - odparł głośno ktoś, kto wyróżniał się olbrzymim wykrzyknikiem nad głową. - Profesor Epic prosił bym wyczekiwał kogoś takiego jak ty! Chodź tutaj!
- A nie, nie pójdę! - Stefan z radością się sprzeciwił i zrobił kolejny krok ku napisowi "Drodz..." i był pewien że opuści to miejsce...

Lecz nagle z każdej chałupki zaczęli wychodzić ludzie. Matki, ojcowie, dzieci i dziadkowie: każdy z krzykiem "Nie idź tam! Tam żyją dzikie Pogomemy! Idź do profesora!". to skutecznie zniechęciło Stefana od jego zamierzeń. Zrobił krok do tyłu, co poskutkowało automatycznym powrotem fali ludzi do swych mieszkań. Magia skryptów. Zmieniwszy swe plany, Stefan wyruszył w stronę wykrzyknika, aby wraz z nim zostać zaciągniętym do małej, drewnianej i zdecydowanie starej chałupki, która przed drzwiami posiadała malutką tabliczkę z nakreślonymi literami. Ich treść po złożeniu brzmiała tak:
PROFESOR EPIC:
NIE DOSTANIESZ POGOMEMA,
ALE I TAK MNIE ODWIEDŹ!
____________

Wchodząc do środka Stefana przywitał zapach gotowanego mięsnego jeża. Opary unoszące się przypomniały mu, że od dłuższego czasu nic nie jadł, co tylko spotęgowało uczucie głodu. Jednak najpierw misja, potem obiad. Zacisnął zęby, wyciszył jęczenie żołądka i podszedł do gościa bawiącego się przy kotle z nadzieją że opuści te pomieszczenie bardzo szybko w celu uzupełnienia zawartości układu pokarmowego. Niestety- szturchanie jegomościa przez kwadrans nie wywoływało żadnej reakcji; najwyraźniej był pochłonięty jeśli nie opętany myślą przygotowania potrawy. Głód oraz wściekłość zrobiły swoje: Stefan podszedł parę kroków do tyłu i zdecydował się na kopnięcie z rozpędu- a nuż poleci na garnek i otrzeźwieje z klątwy gotowania. Ruszył, zamachnął nogą... gdy akurat typ z widoczną plakietką "Profesor Epic" obrócił się w stronę, gdzie zwykł witać gości. Stefan nie zdążył zahamować i kopnął tam, gdzie boli najbardziej. Zapadła niepokojąca cisza... którą przerwał sam profesor, który z serdecznym uśmiechem przywitał:
- Witam cię drogi trenerze Pogomemów! Jestem Profesor Epic a oto moje laboratorium! Jak widzę chcesz zostać trenerem, czyż nie? Oczywiście nie masz nic do gadania, bo na pewno chcesz! Proszę, oto aplikacja do twego smartfona, którego zapewne nie masz. Zwie się ona "Pogo-Dex"...
- Ale mam smartfona...
- ... która służy do identyfikacji twoich Pogomemów. Jak wiesz możesz mieć maksymalnie 5 Pogomemów. Wszystkie dodatkowe Pogomemy lądują do komputera, który możesz znaleźć w każdym Pogo- Centrum. W tym miejscu możesz również wskrzeszać swoje Pogomemy. Wszystkie pozostałe fakty poznasz w trakcie zabawy. Aby dostać się do Tęczowej Konferencji musisz zdobyć 8 odznak. Nieważne jak- musisz je mieć. Mogą się nawet powtarzać. To wszystko. Pogomema nie dostaniesz, jak zdążyłeś przeczytać na tabliczce. Miłego dnia. Miłego łapania Pogomemów!
- A-a-a-ale... - Stefan nie zdążył do końca zająknąć, gdy asystent ukryty w rogu naskoczył na niego z krzykiem "Masz Potiona i SP...!"

____________

Zanim Stefan ogarnął co się wydarzyło, to na dworze czekała na niego kolejna niespodzianka.
- Hej, jesteś trenerem? Jesteś? - 16-letni chłopak naskoczył na Wybrańca z krzaczorów atakując pytaniami. - Jesteś?
- No... no dobra! Jestem głodny i jestem trenerem! Przepuść mnie!
- Okej! To teraz czy chcesz być moim wrogiem? Szukam wrogów! Pisałem wszędzie! Poszukuję wroga, rywala! Na forach, w gazetach, nawet po ulicach się pytałem!
- CISZA! - wrzasnął Stefan po czym przeraził się swego gniewu. Odetchnął, po czym spróbował zachować spokój. - Dobra... jeśli powiem że jestem twoim wrogiem to czy przepuścisz... mnie?
- Jasne, tylko musisz...
- Cześć, jestem Stefan. Od dzisiaj jestem twoim wrogiem, bywaj! - Stefan szybko zakończył rozmowę, lecz trener zdążył go złapać za nogę, zanim nasz Wybraniec zdążył gdziekolwiek się ruszyć.
- Jeśli jesteś wrogiem ,to musisz mnie pokonać! Walka czas start! - Wrzasnął młodzieniec, odskoczył i rzucił Pogoballem (narrator to noob i zapomniał wspomnieć, że te kule to Pogomemy). - Paczaku, wybieram cię!

Z Pogoballa wyskoczyła żółtawa mysz o mordzie kota z wdzięcznym wyrazem na twarzy zwanym potocznie "co ja paczę". Stefan był skonfuzjowany masą myśli. to był idealny czas na smartfona. Wyciągnął go i z błagalnym wzrokiem spojrzał na wyświetlacz...
- Tsaa... jak trwoga to do smartboga? - Urządzenie przywitało się z dużą ilością ironii. - Dobra, miałeś włączonego fejsa, więc mogłem oglądać i podsłuchiwać przez cały czas. Włóż tę kartę z Pogodexem, to pomoże.
Stefan pośpiesznie wykonał polecenie, co spowodowało restart smartfona. Kiedy ponownie się włączył to mógł powiedzieć tylko jedno:
- Co oni jarali... o rzesz... No dobra, masz wciąż tego Gruzoxa? Rzuć go, a ja wykorzystam moc tego programu.
- No dobra... Gruzox... wybieram cię? - Niepewność w słowach Stefana była wyraźna i dosadna. Jednak Pogoball pofrunął i wyskoczyło z niego gruzowisko...
- Okej, masz do wyboru Atak Gruzem oraz Pochłonięcie. Rób cokolwiek bo się nie znam, zresztą Gruzox ma ciekawy opis: "Zjada trenerów". Lolz. - poinformował go smartfon
- Dobra, Gruzox, Atak Gruzem! - krzyknął Stefan, a Gruzox zaczął miotać gruzem we wszystkie strony. Gdzieś wybiło okno, w innym miejscu trafiony rowerzysta został trafiony odłamkiem w głowę, zleciał z roweru i nie wstał, ale odłamki i gruz trafiły również w Paczaku.
- Paczaku, Hydro Pompa, Super Laser, Armageddon! - Wściekły młodzieniec starał się kontrować, lecz Paczaku wciąż się nie ruszał.
- Smartfonie, dwa pytania: jak mam na ciebie mówić oraz co potrafi ten Paczaku? - Stefan mijając miotane odłamki usiłował się dowiedzieć czegoś więcej.
- Po pierwsze- Miszczu; po drugie... Paczaku- typ nijaki, "Paczy i paczy"
. Jeśli przeżyjemy jeszcze chwilę tego deszczu gruzu to wygrana będzie nasza.
- Nie, to niesprawiedliwe! - Płaczącym tonem młody trener starał się zachować resztki honoru. - Paczaku, Eksplozja!
Paczaku usłyszał polecenie, nadal się paczył i paczył jak kawał gruzu o średnicy połowy metra frunął w jego stronę...

Pięć minut później:
- Znalazłeś już Paczaku? - zapytał się Stefan jeszcze mocniej opierając kamulec. Po odwołaniu Gruzoxa i wygraniu walki pozostało odnaleźć Pogomema dzieciaka, co nie podobało się Miszczowi (smartfonowi).
- Zostaw tego typa!
- Nie mogę... jestem jego rywalem... kiedyś może i on mi pomoże...
- Prędzej przejdę na nową wersją Łindołsa...
- Mam, znalazłem!- Krzyk trenera zakłócił budzącą się do życia dyskusję. - Mam go! Wracaj do Pogoballa! Dobra, wygrałeś, ale jeszcze się spotkamy! Będę mistrzem Pogomem! I nazywam się Assh! Jeszcze mnie zapamiętasz! - Assh, wykrzyczawszy ostatnie wykrzykniki, pobiegł w nieznanym kierunku.

- Jestem głodny.
- A ja rozładowany.
- Idziemy do hotelu. Znajdą miejsce dla Wybrańca?
- Nie wiem, lepsze to niż kolejne dziwne zdarzenie.

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Kapu, Chaqui
30.03.2012, 11:18,
#12
RE: Na Mordor!
Kolejna część! Jak miło. Całe opowiadanie to nie moje klimaty, ale jest to tak zabawne i wbrew pozorom ciekawe, że jednak czytam. Gratuluje.

Błękit nieba zakrył się szarością.
A ja się cieszyłam.
Deszcz.
I stałam.
Pośród kropli.
Czystej radości.
Kilka cichych słów.
Utonęło.
W szumie ciszy.
Tak jak miało być.
29.01.2013, 22:35,
#13
RE: Na Mordor!
Zamykam i archiwizuję na życzenie autora Smile



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości