Facebook Twitter
Kalendarium

Gry Sword i Shield
Polska premiera: 15.11.2019 (za 54 dni)

Sword i Shield promo



Na Mordor!
22.03.2012, 18:47, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2012, 18:51 przez KleszczRex.)
#1
Na Mordor!
Oto opowieść zupełnie niepoważna. Idea przyszła spontanicznie, fabułę wymyślam na poczekaniu, a treść dzieła może mieć posmak wizji osoby kompletnie zjaranej. Będą też i błędy, kfiatki i inni specjalni goście, których nie zapraszałem. Będę ich wyganiać, lecz nie oszukujmy się- oni (one) też przyszli (przyszły) poczytać i nacieszyć się widowiskiem.

Dobra- lecimy, jednak nie wiem jak to zacząć, a także jak to zakończyć.
__________________________________________________

I
ZNAK


- HAHAHA! - Stefan po raz osiemnasty puścił ten sam żart Strasburgera z Familiady. Był niesamowicie wyborny, a jego świetna puenta sprawiała, że osoba o normalniejszym poczuciu humoru wyskoczyłaby z domu przez okno, własnymi dłońmi wyrwałaby hydrant z nadzieją, że w zgodzie z hollywoodzkimi prawami fizyki wystrzeliwujący strumień wody zniszczy jego suchość w przełyku. Ale to nie jest normalna osoba- to Stefan.

Może czas powiedzieć coś o naszym bohaterze. Stefan, lat dwadzieścia, student kierunku o wdzięcznym tytule "Inżynieria Istot Niemagicznych" w Uniwersytecie im. Hermanna Szkiłądzia gdzieś w Polsce (aby ugasić spekulacje- jest to duże miasto). Otóż od samego dnia narodzin wszyscy wiedzieli, że Stefan będzie kimś wyjątkowym. Ktokolwiek go zobaczył- od razu widział w nim kogoś. Niestety nikomu nie udało się określić, jaki cel w życiu czeka na Stefana. Nawet wróżka z jej kryształową kulą rzuciła swój zawód i udała się na podróż w nieznane, gdy tylko ujrzała naszego bohatera. Jak widać- nie powodziło mu się. Żadna dziewczyna go nie chciała, bo bała sie brzemienia chwały Stefana. Kolegów też nie miał, gdyż nikt nie chciał bawić się z "wybrańcem". Po pewnym czasie zrezygnowany uznał, że skoro jego przeznaczeniem jest bycie samotnym człowiekiem, to okej- niech tak będzie. Jednak wkrótce mija 10. od tej deklaracji, a jak wszyscy wiedzą, okrągłe liczby są niezwykle wydarzeniogenne...

Ale powróćmy do chwil obecnych i do wspomnianej na samym początku Familiady. Otóż Stefan pokochał Familiadę od samego początku, a będąc osobą bez życia towarzyskiego nietrudno było mu osiągnąć status człowieka wiedzącego wszystko o tym teleturnieju. Zresztą- Karol był jego idolem, jednak kiedy opowiadał dowcipy rodzicom... Ach, zapomniałbym: Stefan nie ma rodziców. Ot co. Znaleziono go jako niemowlaka pod meczetem na Podlasiu, by po chwili wysłać do sierocińca, gdzie wiódł swe z pozoru normalne życie. Gdy tylko dostał się na studia, natychmiast opuścił budynek, gdzie spędził lata, by poczuć się niezależnym (bądź jeszcze bardziej samotnym, ale taki już był Stefan). W chwili obecnej Stefan wiedzie swe antyspołeczne życie oglądając Familiadę i błagając o skany z wykładów (gdyż jak wiadomo- ludzie nie mogli spoglądać na naszego bohatera przez jego jarzmo przeznaczenia). Taki jest nasz bohater. Bez przeszłości, bez teraźniejszości, bez przyszłości.

Pewnie zapytalibyście mnie, czemu Stefan jeszcze istnieje na tym świecie? Nie skoczył z mostu bądź ktoś z litości z tego mostu nie zrzucił? Odpowiedź pojawiła się już w poprzednich akapitach- przeznaczenie, które pomimo wielu klątw, które były wywoływane w życiu Stefana zarazem napędzało jego nadzieję na to, że kiedyś zdarzy się cud i wszystko zostanie wyjaśnione. Nawet nie wymagał epickości- pragnął świętego spokoju oraz normalności pomimo tego, że tracąc wszystkie charakterystyczne cechy Stefan byłby jeszcze bardziej pomijany przez świat, jednak taka była jego wola.

BASTA! Koniec retrospekcji oraz opowieści o Stefanie. Czas na Familiadę... która już się skończyła. Ale to nie problem dla Stefana. Replay i jedziemy dalej. Nawet narrator prędzej strzeliłby sobie w łeb zamiast oglądać n- tą godzinę tego teleturnieju, ale to nie on jest bohaterem. Stefan rozciągnął się, oparł się o poduszkę, którą jako jedyną zabrał ze sobą z sierocińca, i która jako jedyna chyba go rozumiała. Westchnął i przygotował się na przyjęcie kolejnej dawki rozkosznego suchara... już za moment... i...

- Stefanie! - Karol Strasburger zamiast spuentować żart o Tomie i Jerrym spojrzał dokładnie w oczy widza i z tym zimnym wzrokiem zaczął wołać:
- Stefanie! Stefanie!
- Tak... panie Strasburgerze? - zlękniony Stefan starał się nie paść na zawał. Chciał uwierzyć że to sen, nawet starał się szczypać łapę, jednak na próżno- wszystko dzieje się naprawdę.
- Wybrańcu! To twój czas... musisz przygotować się do wielkiej misji! Cały Wszechświat boi się tej chwili, a tylko ty możesz jej zapobiec! Czy jesteś gotów uratować wszelkie rasy przed nieznanym nam ZUEM?
- Eee... dla ciebie, Karolu, mogę zrobić wszystko?
- Doskonale Wybrańcu. Wstań, ubierz się i jak najszybciej wyrusz do Mordoru. Będę tam na ciebie czekać. Tam poznasz plany ZUA oraz swoją rolę! Teraz nie mogę ci pomóc... Wyrusz do Mordoru jak najszybciej, bo ZUO bacznie ciebie obserwuje...

Odbiornik zgasł. Stefan nie mógł pozbierać myśli. Włączył ten sam odcinek, szybko go przejrzał- wszystko w porządku. A więc musi być coś na rzeczy...
- No dobra... raz się żyje. Tylko ciekawe jak miałbym wyruszyć do Mordoru... - zastanowił się Stefan. Ale nie poddał się; wstał, ubrał się, wyciągnął wszystkie zaskórniaki (23,14 zł), po czym otworzył drzwi i... przestraszył się. Spojrzał na korytarz. Bał się... Nie wychodził od dawna... pierwszy krok... drugi... trzeci... zamknięcie drzwi.

Udało się. Pierwsze wyzwanie za Stefanem. Wyszedł na tzw. teren publiczny- strefę, gdzie są ludzie. Tak dawno nie wyruszał tam. Nawet nie zna drogi do przystanku autobusowego. Jednak zaryzykował i wyruszył, bo tak nakazał mu głos Karola Strasburgera. A on za Karolem pójdzie w ogień. Zszedł po schodach, wyszedł na podwórko, po czym musiał parę minut przyzwyczajać się do blasku pochmurnego nieba, który w pierwszych sekundach oślepiał. Kiedy się przyzwyczaił do brutalnych warunków tego świata, zauważył dziadka z ratlerkiem, który załatwiał swe sprawy na publicznym trawniku. Stefan podszedł do dziadka i bez grudy zapytał:
- Którędy na Mordor?
A ten na to...

__________________________________________________

Komentujcie lub nie. Jest to pełna improwizacja z mej strony, więc raz będzie lepiej, a raz gorzej. Po prostu muszę wyżyć się na klawiaturze. Wszelkie wskazówki i sugestie będą mile widziane. Kolejny odcinek... kiedy poczuję wenę. Bądź jej brak.

PS: NIE ZNAM ŻADNEGO STEFANA!

Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
wódka w parku wypita albo zachód słońca,
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca.
 Cherish Balle podarowali: Kapu, Chaqui, kublego


Wiadomości w tym wątku
Na Mordor! - przez KleszczRex - 22.03.2012, 18:47
RE: Na Mordor! - przez Kapu - 22.03.2012, 19:00
RE: Na Mordor! - przez KleszczRex - 22.03.2012, 22:46
RE: Na Mordor! - przez Kapu - 22.03.2012, 22:58
RE: Na Mordor! - przez KleszczRex - 22.03.2012, 23:00
RE: Na Mordor! - przez Kapu - 22.03.2012, 23:04
RE: Na Mordor! - przez KleszczRex - 24.03.2012, 1:27
RE: Na Mordor! - przez Kapu - 24.03.2012, 2:17
RE: Na Mordor! - przez Cyris - 24.03.2012, 13:05
RE: Na Mordor! - przez KleszczRex - 28.03.2012, 1:02
RE: Na Mordor! - przez KleszczRex - 29.03.2012, 23:18
RE: Na Mordor! - przez Cyris - 30.03.2012, 11:18
RE: Na Mordor! - przez Conquest - 29.01.2013, 22:35

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości