Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Colors
21.07.2011, 20:51
Post: #1
Colors
Kiedyś w odległej otchłani pewien admin zmuszał userów do napisania jakiegoś opowiadania. Jakowoż, że nie było raczej wyjścia, to napisałem jedno z "niekończących się i nieskończonych opowiadań".
I oto przedstawiam wam moje "arcydzieło", które nigdy nie będzie miało okazji stać się genialnym opowiadaniem. Amen Angel

Colors


Rozdział I - Spotkanie


Pogoda była nadzwyczaj piękna dzisiejszego dnia. Mało chmur na niebie i słońce przyjemnie grzało. Pojawiał się chłodny wiaterek, który dawał wytchnienie stworzeniom tu żyjącym, zwanym ludźmi. Miasto zwie Kamotsu. Średniej wielkości miasto, nie różni się za bardzo od innych. Gospodarka jest tutaj przeciętna, nie ma tu zbyt wielu wieżowców, ani przedsiębiorstw. Można powiedzieć, że jest to spokojne miasto, ale jednak jako tako prosperuje, gdyż jest nadmorskie. Niestety, trochę dalej jest o wiele bardziej atrakcyjna miejscowość, która przyciąga większość.

* * *

Promienie słońca niemiłosiernie nachodziły na twarz dziewczyny. Przewróciła się na bok, chcąc dalej pospać. Okrutny wynalazek, zwany budzikiem zniweczył jej plany, przez co, chcąc nie chcąc, wyrzuciła ten głupi zegar przez otwarte okno. To już piąty raz w tym tygodniu - pomyślała sobie zrezygnowana. Znowu będzie musiała wydawać na zegary. Gorzej byłoby, gdyby wzięła się za taki staromodny. Jak nic kogoś by zabiła. Leniwie wstała i rozejrzała się po pokoju. Totalna pustka. Tanie łóżko, na środku dywan, na którym stoi stolik do kawy, a obok łóżka stoi szafa, zawierającą stertę nieużywanych ubrań. Westchnęła cicho. Po krótkiej chwili, która trwała aż pół godziny, w końcu można było ją zobaczyć w normalnych ciuchach. Niebieskie dżinsy oraz czerwona bluzka, to wszystko, co widać na pierwszy rzut oka. Przyciąga uwagę też jej kucyk. Wzięła ze sobą wiecznie czarną parasolkę i zeszła na dół, do jadalni. Tam już czekało parę osób na nią, a jakiś chłop przyrządzał śniadanie.
- Dzisiaj są naleśniki z dżemem różanym - powiedział tutejszy kucharz.
- Trochę czasu minęło, od kiedy ostatnio to przyrządzałeś, znowu chcesz mi dać misję do wykonania? - spytała, siadając uprzednio do stołu.
- Tak, ale to potem, teraz czas na wyżerkę! - powiedział niezwykle głośno, uprzednio kończąc przyrządzać naleśniki.
Wszyscy jedli z apetytem i nikt się o nic nie pytał. Kultura, przynajmniej minimalna w tym domu obowiązywała. Po skończeniu, jeden z nich zaczął zmywać naczynia. Teraz mogli przejść do interesów. Mężczyzna, na oko trzydzieści lat, podał do ręki dziewczyny jakiś papier. Przeczytała go niemal od razu, zagłębiając się w treści. Westchnęła cicho, po czym wstała, otwierając swój parasol.
- Dobra, zajmę się tym - powiedziała, po czym szła w stronę drzwi.
- Jasne, powodzenia Satsuki - powiedział uradowany przyjęciem tej misji.
Tak, ona nazywa się Satsuki. Satsuki Tachibana. Wyszła stąd niemal natychmiast, kierując się w stronę miasta. W czasie drogi, wyjęła swojego ulubionego truskawkowego lizaka i zaczęła go ssać. Dużo ludzi chodziło dzisiaj po mieście, jakby były jakieś godziny szczytu. Dzisiaj jest festyn organizowany nad plażą, więc stąd jest takie poruszenie. Satsuki chciała pójść tam, ale przez tę misję nie ma teraz okazji. Nie wyrobi się w czasie. Spojrzała na zegarek. Wstała o 13:25, a teraz jest 14:57. Postanowiła coś porobić, zanim zanudzi się, czekając na zapadnięcie zmroku. Zauważyła jakieś kino i spojrzała na plakat. Był na nim tytuł „Zemsta Czaszek”. Dawno nie byłam w kinie, co mi właściwie szkodzi - odparła sobie w myślach, po czym weszła do środka, zakupując bilet. Teraz chwilkę poczekać i pójdzie obejrzeć ten długi film. Później zamierza obejrzeć „Romantyczne Sidła”, które zawsze chciała obejrzeć. Tak, zajmie jej to cały dzień i przynajmniej będzie się dobrze bawiła.

* * *

Godzina 22:34. Satsuki nie mogła się powstrzymać i musiała obejrzeć jeszcze jeden film. Była trochę zmieszana tym wszystkim, jednak jako tako szła normalnie przez ciemne ulice, słabo rozświetlane przez latarnie. Powoli i bez pośpiechu szła do miejsca, w którym miała wykonać zadanie. Czas dotarcia tam trochę zajął, ale wróg pojawi się najprawdopodobniej o 23:00. Owym miejscem był mały park. Nie było tu zbyt dużo drzew, za to kwiatów i krzewów od groma. Zauważyła nagle jakiegoś chłopca. Na oko, to miał gdzieś z czternaście lat. Dało się też słyszeć miauczenie kota, który był głaskany przez owego człowieka. Sam chłopak był dziwnie ubrany. Nosił biały habit, jednak nie wyglądał na żadnego mnicha, ani nic w tym stylu. Włosy również miał białe. Totalny dziwak. W tej chwili dziewczyna była w czarnej sukience i miała czarne włosy, nadal spięte w kucyk. Kiedy się przebrała? Nie wiadomo. Z początku myślała, że to zjawa, więc wyciągnęła swój parasol ku niemu. On jednak jakby jej nie zauważył. Przybliżyła się do niego ostrożnie, jednak była pewna, że to zwykły dzieciak.
- Co ty tu robisz o tak późnej porze? - spytała się go, kucając przy okazji. Chłopak podniósł na nią wzrok. Był niewidomy, jego oczy były białe. Coś jednak mówiło jej, że on ją widzi. Tylko jak to możliwe?
- Kotek - odpowiedział.
- Kotek? - spytała się, po czym spojrzała na zwierzaka. Nie rozumiała zbytnio o co mu chodzi.
- Tak, chyba się zgubił - odpowiedział smutny. Popatrzyła na tego kotka. Nie miał obroży i wyglądał na zwykłego dachowca.
- Ale ten kotek nie ma właściciela. Powinieneś iść do domu - powiedziała już rozkazującym tonem. Co za dziwny dzieciak. Gada z nim, jak do jakiegoś przedszkolaka.
- Nie mam domu, nic o tym nie wiem - odpowiedział uśmiechając się życzliwie. Nagle jej zegarek na ręku zaczął piszczeć. To już ten czas.
- Schowaj się gdzieś, będzie tu niebezpiecznie - ostrzegła go, po czym wstała, opierając parasol o swój bark. Odsunęła się od niego, opierając się o drzewo. Przyszedł tutaj chłopak o zielonych oczach. Jak widać Sateshi, który dał jej kartkę, ma niezłe wtyki.
Chłopak nic sobie z tego nie zrobił i głaskał sobie kotka, nie przejmując się innymi. Satsuki tylko prychnęła niezadowolona. Chce stracić życie, czy jak? Nie zamierza mu pomagać. Nie czuła od celu zbyt potężnej magii, więc prawdopodobnie da radę. Wynajęli ją, żeby kogoś takiego zabić? Jej reputacja chyba zacznie spadać przez takie misje. Odgarnęła włosy i popatrzyła na swój cel. Chłopak, na oko szesnaście lat, stylowe ciuchy, idealnie pasujące do takich klimatów, a także jakiś zielony naszyjnik na szyi. To on był jej celem.
- Kogo my tu mamy, czyż to nie jest Czarny Kruk, ta osławiona zabójczyni „złych magów” - powiedział arogancko i z pogardą.
- Tak, jesteś moim celem... Nie, ten naszyjnik jest moim celem, jednak mogę przy okazji i ciebie zabić.
- Och, chcesz mi go zabrać, ale nie powinnaś tego robić, zobacz jak ładnie na mnie leży. - Zaśmiał się szyderczo, a od niego aż wylatywała spaczona energia.
- Jest dla ciebie zbyt krzykliwy, zresztą, to damska biżuteria, czyżbyś był transwestytą? - odparła złośliwie na jego słowa. Lubiła się z kimś podroczyć przed wykonaniem roboty.
- A już myślałem, że jesteś jedną z tych zimnych kobiet, które od razu przystępują do roboty. W dodatku przyprowadziłaś tu jakiegoś dzieciaka, doprawdy żałosne. Plotki na twój temat są jak widać zbyt wyolbrzymione. W każdym razie, możemy zaczynać? Nasz taniec śmierci.

Rozdział II - Potyczka


Dziewczyna była zniesmaczona tą robotą. Naprawdę musiała to robić? Przecież to nie był jej poziom, nie mogła zrozumieć, dlaczego nie wybrali kogoś innego. Chłopak tupnął nogą, a obok pojawił się magiczny krąg, który wysysał życie z dość małego obszaru.
- Magia Śmierci, tak? - mruknęła sama do siebie. Z kręgu został wystrzelony pocisk, który prawdopodobnie miał ją uśmiercić. Satsuki zamachnęła parasolem i... zniszczyła pocisk. Co dziwniejsze, jej parasol zmienił się w katanę i falowała wokół niego jakaś czarna substancja, która wchodziła w narzędzie.
- Ze mną tak łatwo nie będzie - burknęła do niego, po czym szarżowała na przeciwnika.
Ten tylko wysunął rękę w jej stronę i wyciągnął ku niej dwa palce, które skierował ku górze. Satsuki szybko napełniła maną swoje buty i odskoczyła daleko. W miejscu, gdzie by stanęła, pojawiła się duża ilość kolców, w dodatku bez magicznego kręgu. Jak widać, coś on tam umie - pomyślała sobie, przyjmując pozycję bojową. Trochę się teraz zabawi. Chłopiec jak gdyby nigdy nic, drapał kotka po brzuchu i uśmiechał się tylko. Całkowicie ignorował tę walkę. Dziewczyna znów zaszarżowała na przeciwnika. Każde przyzwane kolce przeskakiwała. Była coraz bliżej przeciwnika i już będzie mogła go zaatakować.
- Nie pozwolę ci! - krzyknął, po czym nagle Satsuki stanęła na magicznym kręgu. Chole... - pomyślała, ale zanim zdążyła, krąg podziałał jak sprężyna i odbił dziewczynę w górę.
To była szansa dla owego zielonego chłopaka. Potarł palcem naszyjnik, z którego pojawiły się obok cztery magiczne koła, a z nich wyszły zielone kostki.
- Chain Reaction - powiedział, po czym kostki zbliżyły się do siebie, tworząc odcinek. Wtedy pomiędzy nimi powstał laserowy łańcuch, które je połączył. W tejże chwili pseudo miecz zamachnął się na dziewczynę. Zdążyła sparować atak swoim mieczem, jednak siła była za duża, przez co odrzuciło ją jeszcze dalej. Zaczęła tracić sterowność, lecz po chwili jako tako ją odzyskała. Przeciwnik uśmiechnął się, po czym machnął ręką w bok, przez co kostki znowu ją atakowały tak samo jak przedtem.
Burknęła tylko i trzymała teraz miecz w górze. Pojawił się specyficzny magiczny pięciokąt. Miał on barwę fioletową, a na nim były narysowane dwa miecze i kilka bliżej nieokreślonych znaków. Jednym płynnym ruchem wsunęła miecz w sam środek, a zamiast niego pojawił się czarny chiński smok, który wychodził z owego pięciokąta. Nie był to jednak żywy gad, a jedynie przekształcony miecz. Zderzył on się z atakiem chłopaka, powodując wybuch, przez co smok roztrzaskał się wraz z jej mieczem. Dziewczyna, korzystając z zaskoczenia przeciwnika, wylądowała bezpiecznie na ziemi i wyciągnęła rękę. Wszystkie kawałki leciały w jej stronę, łącząc się w katanę. Usłyszała klaskanie. Spojrzała na swego wroga.
- Całkiem nieźle, jednak ciekawi mnie, jak poradzisz sobie z tym. - Zaśmiał się, po czym potarł swój naszyjnik. W tej chwili pod Satsuki pojawił się kolejny krąg. Chciała szybko odskoczyć, ale nie udało jej się, po chwili znalazła się w kostce. Zaczęła teraz promieniować i czuć wielki ból, który przechodził przez jej ciało.
- To teraz stój tam grzecznie i daj się rozsadzić mojej mocy - krzyknął szaleńczo, śmiejąc się przeraźliwie. Nikogo w pobliżu nie było, wszyscy byli na festynie. Chłopiec o białych włosach zainteresował się wydarzeniem i spojrzał w kierunku dziewczyny. Nic jednak nie robił, tylko siedział. Ona teraz zmagała się z bólem. Z trudem uniosła swój miecz i pojawił się magiczny pięciokąt, jednak nie od razu, konstruowanie zajęło dosłownie chwilkę, z powodu zaburzenia jej koncentracji. Gdy już się pojawił, przecięła go na pół, a w chwili, kiedy to zrobiła, miecz stał się bardziej płynny, lecz jak się okazało lepszy. Był to specjalny atak, dużo twardszy i silniejszy niż zwykłe, dzięki czemu udało się Satsuki przebić przez kostkę. Ta, po zniszczeniu jednej ze ścian, rozsypała się i zniknęła. Przeciwnik cofnął się zaskoczony tą sytuacją.
- Niemożliwe... - mruknął, jednak dziewczyna nie dała mu nic zrobić. Szybko zamachnęła mieczem, który zamienił się w bicz kierujący się na przeciwnika. Na końcu był kolec, dzięki któremu zraniła wroga dość mocno. Miał teraz poważną ranę, która rozciągała się od klaty do brzucha. Leciała teraz całkiem pokaźna ilość krwi. Chłopak skulił się instynktownie. Zaraz jednak stał normalnie, a w jego oczach było widać gniew.
- Nie pozwalaj sobie! - krzyknął, po czym potarł swój naszyjnik, kierując dwa palce w chłopca. Pojawił się krąg, z którego wystrzeliła kostka, zmierzająca ku białowłosemu chłopakowi. Ten tylko popatrzył na zbliżający się do niego obiekt, lecz nie zareagował. Siedział i był tylko zaskoczony tym, że coś się do niego zbliża. Satsuki widząc brak reakcji u czternastolatka, przeklęła pod nosem i używając many w swoich butach, by zwiększyć swoją szybkość, zasłoniła go, odpierając atak swoim mieczem. Okazało się to pułapką, gdyż kostka wybuchła, a odrzut spowodował, że wylądowała kilka metrów dalej. Teraz była poraniona, a z jej ran leciała krew. Zachowywała się jednak rozważnie i wstała. Zobaczyła, że przeciwnik jest rozkojarzony, prawdopodobnie zbyt dużą utratą krwi. Bardzo jej to odpowiadało. Biegła w jego stronę, lecz ruchy były wolniejsze przez te ataki. Chłopak wyciągnął ku niej dłoń i obok pojawiły się dwa pentakle, z których wyleciał pocisk. Satsuki pocięła je i wydłużyła swój miecz, dzięki czemu przy okazji stał się cieńszy. Zamachnęła nim i... to był koniec. Głowa przeciwnika odpadła obok, a wokół było mnóstwo krwi. Naszyjnikowi jednak nic się nie stało. Oparła się o swój miecz, łapiąc oddech. Zlekceważyła swojego przeciwnika... wciąż wiele musi się nauczyć. Wyciągnęła katanę z ziemi, po czym spojrzała na chłopca. Nie było go tam. Jednak przed chwilą jeszcze widziała go, mogłaby przysiąc. Zbliżyła się do miejsca gdzie siedział. Podniosła kotka, który cały czas tam był i wcinał sobie właśnie jej palec. Satsuki zrobiła mały grymas z bólu, jednak było coś ważniejszego.
Gdzie on się podział?

Jeśli jakiś ludek się będzie czepiał, że takie samo opowiadanie znajdzie na tanuki, to niech wie, że autor i ja jesteśmy w symbiozie.

[Obrazek: Piesek.png]
[Obrazek: 36960985.png]
[Obrazek: Piesek012-0.png]
22.07.2011, 10:50
Post: #2
RE: Colors
Kolejny raz irytują mnie dialogi pisane kursywą. Kursywą pisze się myśli bohaterów lub retrospekcje.
Ogółem ok. Pisz dalej...
28.12.2011, 9:36
Post: #3
RE: Colors
Bardzo mi sie podoba! Miecze... naszyjniki... Czekam na więcej!


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości