|
Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
|
|
13.06.2011, 16:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2011 14:21 przez Gonzo.)
Post: #1
|
||||
|
||||
|
Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Czas rozruszać ten dział! Zapraszamy więc na zapis naszej przygody.
żeby nie przeciągać - ZASADY:
Czytelniku! Jeśli spodoba (albo i nie) Ci się nasza przygoda - komentuj, subskrybuj, komentuj. A ulubione wpisy nagradzaj Cherishem! ![]() INTRO: - Hej, Rubin, skończyliśmy Emeralda, to co teraz? - Nie wiem jak Ty, Gonzo, ale gram w Greena. - Greena?! Na romie? - Nie, patrz! <link do aukcji ebay> - O Ty, skubana... (rośnie gul) - :3 - Tez sobie kupię to zagramy, ok? - Jasne, możesz mi towarzyszyć z Blue. - Nie, to nie to samo... <miesiąc później> - Aaaahahaahahah! Właśnie doszedł mi Green! - Super! To co? Zaczynamy?! - Czekaj... Przecież to jest po japońsku... Ktoś musi nam wyjaśnić te krzaki, nie? - Czy mi się wydaje, czy ktoś mnie wołał? - (razem) Szajni, co Ty tu robisz?! - ... Przecież mamy konferencję... - (znów razem) faktycznie O.o" - OK, tak się składa, że mogę być Waszym przewodnikiem, mam doświadczenie w graniu na romach green, tzn. ww graniu w oryginał, hurr durr. - Ja jestem za, Rubin? - Eee... Ale jak coś spapra to będzie Twoja wina! - Ok, biorę to na klatę. Dobra, ruszamy! Macie kości? 1-2 to bulwa, 3-4 czarek, 5-6 zółwik. Ha! Wypadł mi Bulbasaur, a Wy? - Charmander! - mi też! - Ale co "mi też", Szajni? - No Charmander... I wyruszyli! Kolejne wpisy będą pojawiać się turowo - po kolei zaczynając od Szajniego, kończąc na mnie. Życzę dobrej zabawy i dużo weny nam, a Wam czytelnicy przyjemności z obserwowania naszych zmagań!
|
||||
|
|
13.06.2011, 20:24
Post: #2
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Czapter Łon!
"Shado, wybieram ciebie! Chwileczkę... Jaki Shado?" Czyli co nieco o dziwactwach w angielskim Greenie. Cóż, nie powiem wam, nie jest miłe stanie w ciemnościach czekając na to, aż coś się zacznie, albo ktoś będzie łaskaw wcisnąć A, B, czy Start. Bo własnie w takiej chwili się znalazłem. Aha, czy wam wspomniałem że mam nyktofobię? Nie? No cóż, powiem wam, jak tylko drugie "ja" przestanie bieć i krzyczeć "Łoboziualeciemnołoboziualeciemnołoboziualeciemnołoboziualeciemnołoboziualeciemnołoboziualeciemno". Ojć, chyba wpadła na kogoś, bo usłyszałem stłumione, soczyste i krwiste "KU*WA!". O, zrobiło się jasno. No, pojedynczy snop światła nie można nazwać jasnością, ale pomińmy to. I pojawia się stary dziadzio, niczym Bóg w niebiańskich promieniach (Bóg chyba nie nosi fartucha z śladami keczupu i musztardy, ale to nieważne), uśmiechający się niczym pedofil, po czym... No, jak zwykle. Wali swoją gadkę o pokemonach, o świecie pokemon itd. Czemu żaden profesor nie może błysnąć jakimś miłym tekstem na sam początek, typu: "Elo 3 2 0!", czy tez "Hej. Słuchaj tego: Wchodzi facet do windy, a tam schody! Ahahahaha. Kojarzycie? Schodyy~! Ahahahahaha...". No, może nie dokładnie to, ale wiecie o co mi chodzi, prawda? Prawda? No. Przygotowałem się psychicznie i fizycznie na monotonne wciskanie A, kiedy to nagle zauwazyłem słowo PET... No dawaj, nie wmówicie mi, że organizacja PETa posunęła się do tego, aby wykupić prawa do pokemonów, abyśmy przestali jeść soczystą wołowinę, czy pieczoną nogę kurczaka, nie? Mam rację? Ale nie, widocznie sie myliłem, bo słowo PET pojawia się zazwyczaj tam, gdzie powinno pojawić się magiczne słowo - POKEMON. Wiecie ile czasu zajęło mi, zanim się skumałem: "Acha, PET = Pokemon, ale Pokemon =/= PET", no ale jakoś dałem radę. Zdziwiony tą odskocznią, zacząłem brnąć dalej, oczekując magicznego objawienia się imienia Boga. No i staje się. Wieczne słowa: "Nazywają mnie Dr. Aochider, lecz niektór...". Hej, hej, chwila. Wróć. Cofnij... Jeszcze kilka klatek. O, tak, stój... Are you fucking kidding me? Doktor Aochider? A gdzie stary dobry profesor Oak? Juz prędzej spodziewałbym się słów: "Zwą mnie JAHWE" niż tego całego Aochidera... I musicie wiedzieć, że tutaj zacząłem odczuwać mrowienie na karku, a w głowie ciążyły mnie trzy wiekuiste słowa: Nie Odwracaj się. Posłuchałem je i zacząłem brnąć dalej, w duchu obiecując sobie - "Żadnych creepypast, nawet kawunię odstawię, byleby wszystko było ok...". No i zagalopowałem się az do nazwania siebie. No jakbym swojego imienia nie znał, stary pryku. Oczywiście że... Alozy~! (nie wiem czemu, ale wydawało mi sie, ze w ciemnościach usłyszałem głośne *PLASK*) Potem pojawił się jakiś gostek, którego oczywiście zignorowałem. Ale usilnie naciskał, abym mu jakieś głupie imię dał, więc wpisałem Maria. No, odczepił się wreszcie, skubany... Hej, co jest... Nie, nie, NIEE~! Nie zostawiajcie mnie sameeeegoooo~... Cóż, potem światło się zapaliło i okazało się, że pykam sobie w SNESa... Nie ma to jak sen na jawie. Natychmiast pobiegłem w stronę schodów i zjechawszy dupą po poręczy, rozejrzałem się niczym wytrawny ninja. Wrogiem była mama, która coś wesoło śpiewała, patrosząc jakiegoś nieszczęsnego, fioletowego szczura. Zlekceważyłem to i w kilku podskokach (oraz jednym siniaku na czole, cholerne zacinajace się drzwi), wydostałem się na zewnątrz. No, nie ma to jak rześkie powietrze w klaustrofobicznym miasteczku. Dwa domy na krzyż, jakieś laboratorium było otwarte, a po mieście szwendali się grubas, paplający pod nosem jakieś cyfry i "Internet... Internet... Internet... Internet... Internet... Internet...", oraz popylająca w minówie i czarnych majtkach dziewczynka. Nic ciekawego. Podreptałem radośnie, nucąc pod nosem soundtrack do Pokemonów, kiedy to przy trawie za rękę mnie złapał jakiś zboczeniec... którym okazał się wyżej wspomniany JAHWE... tfu, Aochider. Juz chciałem krzyknąć "RATUNKU, GWAŁCĄ~!", kiedy to zatkał mi usta jakąś szmatką, po której straciłem przytomność. Dalej potoczyło się lawinowo. Straciłem dziewictwo, moja dziurka została dwukrotnie spenetrowana, potem wciśnięto mnie w ręce kulkę analną o biało-czerwonym kolorze i kazano mi ruszać w drogę. Nic z tego nie rozumiałem, ale fakt, ze mogłem od niego zwiać, natychmiast wykorzystałem. Droga 1 nie była niczym ciekawym, oprócz jakiegoś dilera, który usilnie próbował wcisnąć mi w rękę jakiś dziwnie wyglądający dopalacz. Co nie zmienia faktu że spróbowałem go na sobie. PS.: Nie zauważyłem karteczki z napisem - "Tylko dla pokemonów" *** Obudziłem się w pokecentrum, obok pięknej i jakże hojnie obdarzonej przez naturę pielęgniarce. Z centrum wyszedłem już w lepszym nastroju i poszedłem z rady pielęgniarki Joy do sklepu. Na miejscu powitał mnie uśmiechnięty sprzedawca, który wcisnął mi siłą paczkę i przekazał pozdrowienia dla Aochidera. Natychmiast spaliłem paczkę, zabierając stamtąd tylko książkę, po czym grozbami zmusiłem sprzedawcę, aby sprzedał mi 5 nowiutkich kulek analnych, które w rzeczywistości zwiększały się i łapały "PETy". Potem ruszyłem z bagażem w stronę ławki i sadowiąc się wygodnie, zacząłem wertować książkę i "kulkę" otrzymaną od... gwałcicieli... W każdym razie, ta "kulka" okazała się być domem dla Charmandera, którego ochrzciłem imieniem - "Czary" i za namową książki, zaprzyjaźniłem się z nim, po czym zacząłem go trenować. Pierwszym pokemonem który wyskoczył była Nidoran F, na lvl.4, który szybko trafiła do Podczas treningu zagalopowałem się nieco daleko i zostałem zaatakowany przez Marię (nigdy nie zapomnę, co on mi zrobił), który znowu chciał mnie zgwałcić, ale byłem silniejszy z moimi pokemonami. Kiedy stamtąd uciekałem, Maria leżał na wpół goły i ogłuszony na ziemi. Radośnym krokiem udałem się do drogi 2, w nadziei powiększenia drużyny o kolejnego pokemona - niestety, ochotnik, Pidgey na lvl.5, zginął od krytycznego ciosu Buki, przez co moja drużyna dalej liczyła 2 członków. Mając nadzieję, że może w lesie zdobędę kolejnego, wszedłem przez bramę do ciemnego miejsca... Wybiegłem stamtąd po drugiej stronie z krzykiem i łzami, blizną na policzku (pamiątka po Weedlym, którego i tak nie zdążyłem złapać, bo zginął), oraz 13-levelowymi pokemonami. Za radą książki rozpocząłem trening moich pokemonów, przed groźnym liderem tutejszej sali. W ten sposób mój Czary wyewoluował się w pięknego Charmeleona, a moja Buka zyskała 14 lvl. Tak napakowany, ruszyłem gotowy do sali, po czy po krótkim czasie wyszedłem z niej z nietkniętym i zadowolonym Czarym u boku, oznaką lezącą w mojej kieszeni i Buką w kuli, której nawet nie opuściła. Zostałem w mieście jeszcze kilka godzin, po czym wyruszyłem w kierunku groźnych Księżycowych Gór. Droga 3 była mordęgą, ale zaowocowała ewolucją mojej Buki na przewspaniałą Nidorinę, oraz złapaniem jakże przesłodzonego Jiggluyuffa na lvl.7 z oryginalną ksywą "Balon". Do centrum dotarłem późnym wieczorem i od razu zamówiłem sobie pokój, w pakiecie z atrakcjami z pielęgniarką Joy. W końcu, należy mi się trochę relaxu przed trudnościami tych zagubionych jaskiń. -------------------- Stan obecny drużyny: Charmeleon "Czary" - 18 lvl. Nidorina "Buka" - 18 lvl. Jigglypuff "Balon: - 7 lvl. Box: --- Cmentarzysko: --- FC PEARL: 4727 8778 9544 FC DIAMOND: Nie odkryte. Powód: przechodzę od nowa. FC PLATINUM: 5286 2258 3630 FC SOULSILVER: Nie otrzymałem jeszcze. FC WHITE EU: 4513 1774 1555 FC WHITE JAP: Nie otrzymałem jeszcze. |
||||
|
|
14.06.2011, 8:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2011 8:30 przez rubin.)
Post: #3
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Intro – rubin POV (można pominąć
)O Greenie marzyłam od kiedy tylko dowiedziałam się, że naprawdę istnieje. Tak jest, swego czasu (2000 rok?) ta gra znana była jedynie w legendach, w które przy natłoku niestworzonych historii jakie wtedy opowiadano i tak nikt nie chciał wierzyć. W końcu gdy zebrałam chęci do przejrzenia ofert na różnych serwisach aukcyjnych (co w praktyce sprowadzało się do ebaya), znalazłam pełen zestaw za całkiem okazyjną cenę. Na grę o dziwo nie było zbyt wielu chętnych, i przedmiot bez problemu wylądował w moich łapkach. W Greena nie dane mi było jednak zagrać przez cały następny miesiąc – głównym powodem były oczywiście matury, ale i nie tylko – zdecydowałam, że cierpliwie poczekam, aż mój „brother in arms”, towarzysz broni z Nuzlocke Emerald, lub po prostu Gonzo* zaopatrzy się w swoją kopię bro... znaczy się, gry. Po drodze dołączył do nas Szajni, który poprzysięgał na własny honor, że posiada angielska wersje Greena. Hm. O tym co potem z tego wyszło możecie poczytać wyżej, ja natomiast biorę mojego niezawodnego GBA w łapkę, paczkę baterii AA oraz tłumaczenie japońskiego alfabetu i nazw ataków, i ruszam na podbój Jedynych Oryginalnych Pokemonów™... *odmawiam dodania przydomka :* Rozdział I – A po polsku nie można...? czyli o najdłuższym spacerze do pierwszego lidera słów kilka. Flavour: Rzucił pad od Super Famicoma na podłogę. Ale nudy. Zegar powoli zbliżał się do dwunastej godziny, lecz dziesięcioletniemu Taichiemu zdawało się, jakby upłynęło ich już ze trzydzieści sześć. Ale tak to już jest, jak siedzi się w domu cały boży dzień napierniczając w Super Mario. Trzeba się gdzieś ruszyć. Gdy tylko uchylił drzwi swego skromnego domu, znajdującego się w jeszcze skromniejszej mieścinie Masara Town, jego twarz owiał powiew gorącego powietrza. Letnie skwary były głównym powodem, dla którego nikt w mieście specjalnie nie ruszał się z domu. Łebski Taichi zaczął więc kombinować – jak wykorzystać tę niepowtarzalną wręcz okazję do zrobienia czegoś niesamowitego? Jego oczy przewędrowały a to po jednej, a to po drugiej chatce (więcej ich nie było ), aż w końcu znalazł to czego szukał – wejście do drogi nr. 1, które teraz stało niepilnowane przez dorosłych. Idealna wręcz okazja by spotkać jakieś dzikie Pokemony. Trzęsąc się z ekscytacji, Taichi zrobił pierwszy krok w stronę upragnionej wolności, gdy wtem za koszulę chwycił go jakiś dziadzio w białym fartuchu. A no tak, to profesor Ookido. Ten to wszędzie wetknie nosa w nie swoje sprawy. Spojrzał na Taichiego, i westchnął „Nie mam czasu by stać tu nad tobą i patrzeć czy nie wylecisz jak wariat by walczyć gołymi pięściami z dzikimi Pokemonami. O nie, mam dużo lepszy pomysł. Choć ze mną”. Profesor zaprowadził młodzieńca do laboratorium. Czekał tam też jego wnuk – Satoshi. Ustawił chłopców w rzędzie, i powiedział – „Mam tu dla was trzy Monster Balle. W każdym znajdziecie jednego, niepowtarzalnego Pokemona, którego zabierzecie ze sobą. Wybierajcie mądrze, bo od nich zależeć będzie wasze bezpieczeństwo.” Podrapał się po podbródku. „No tak, tylko kto teraz ma wybrać pierwszy”. Satoshi prychnał „To chyba oczywiste że ja, w końcu jestem twoim wnukiem!” Już zmierzał po swego Monster Balla, gdy zatrzymał go Ookido „Zaczekaj!” Dziadek Satoshiego zaczął pokazywać palcem „Ene due rike fake... Taichi bierze jako pierwszy.” Satoshiemu opadła szczęka - „Co!? Ale...!” – na co Ookido odpowiedział spokojnym głosem „Spokojnie, ty też dostaniesz swoją szansę. Taichi, czy możesz...?”. Taichi, nie rozumiejąc za bardzo tej całej sceny, podszedł do stolika i, jako iż nie miał w zwyczaju długo się zastanawiać, chwycił pierwszego Monster Balla z brzegu. Kula samoistnie się otworzyła, i w oświetlającym błysku na podłogę wypadło coś co wyglądem przypominało zdeformowanego gryzonia. Taichi skrzywił się „Ej, ja nie chce tego szczura, dajcie mi wybrać jeszcze raz!” . Ookido westchnął ciężko. „To nie żaden szczur, tylko jaszczurka. Ognista, dodam”. Nastawienie Taichiego do cherlawego Pokemona zmieniło się o 180 stopni. „Woooow, to on potrafi ziać ogniem!? Ale super! Kocham cię...!! yyy, jak on właściwie ma na imię?”. Ookido odparł z uśmiechem „Nie ma imienia. Możesz nadać mu własne”. Taichi spojrzał jeszcze raz na jaszczura. Ostrzył właśnie swoje małe pazurki, a na widok nowego pana radośnie mlasnął jęzorem. W końcu chłopiec stwierdził „Nazwę cię... ドラゴン! (Dragon)”. I tak oto młody Taichi stał się oficjalnie pierwszym trenerem Pokemon w swym miasteczku. ------------ Real: „FUUUUU—"– tak w skrócie można opisać moją reakcję po dojściu do ekranu wyboru imienia postaci. Znalezienie odpowiednich liter zarówno na otwartej przeze mnie stronie jak i ekranie Game Boya zajęło dobre 15 minut gry. W końcu skleciłam jakiś semi-poprawny nick z uroczych krzaczków hiragany i kliknęłam w Start. Następnie czekał mnie wybór imienia mojego rywala. Red, Satoshi... i jakiś inny którego nie potrafiłam rozszyfrować. Dla jaj nazwałam głupka Satoshi. Tym większa będzie słodycz za jego pokonanie. :3 Startera miałam wylosowanego już dawno temu – był nim Charmander, powszechnie uważany za „najtrudniejszego” z trójki; mnie jednak całkowicie satysfakcjonował. Nie chcąc ponownie tracić nie wiadomo ile czasu na przebijanie się przez japoński busz (haha, czaicie? Krzaki... busz... japońskie literki... okej, już przestaję), wybrałam możliwie najprostszy nick dla mego gadziego towarzysza - ドラゴン (Dragon). Zawiodły mnie nieco jego statystyki – biedak miał raptem 19 HP, i nie najlepszy Special. Niemniej jednak pokonanie Squirtla rywala nie sprawiło mu najmniejszych trudności, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Po zrobieniu questa z paczką odebrałam Pokedex od profesora, a następnie mapę od siostry Satoshiego. No to w drogę! Na drodze nr.22 spotkałam Nidorana-f (lv.3), którą zgodnie z przyjętą konwencją nazwałam po prostu ホーン (Horn). Potrenowałam tam troszkę moją skromną drużynkę , i ruszyłam na rywala, którego rozgromiłam bez większych komplikacji. Na kolejnej drodze, o numerze 2, siadła mi Pidgey o niku ミミ (Mimi) (lv.4), którą równie radośnie powitałam w szeregach mojej drużyny. Ostatnia zwiedzona przez mnie lokacja, czyli Forest of Tokiwa, dała mi z kolei Caterpiego ロバル (Robal) (lv3). Cóż, może nada się jako przynęta na wędkę, heheh. Po dotarciu do Nibi City wyleczyłam swoje Pokemony i kupiłam dodatkowego Monster Balla, po czym szybko skierowałam się w stronę Gymu. Arsenał mojej drużyny składał się wyłącznie z Normalnych i Ognistych ataków, z których żaden nie ułatwi mi przebicia się przez kamienne stwory Brocka. Nie dla mnie jednak przejmowanie się takimi bzdurnymi mechanizmami. Prawdziwy trener wie, że najważniejsza jest WIARA w siły swej drużyny, która bez problemu przepchnie go przez tą bądź co bądź istotną walkę. Ekhem. Pomijając już kwestie ideowe, stało się co następuje – Gymowy trener został zsolowałany przez płomienie Dragona. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, starcie z Brockiem również rozpoczęłam od mojego startera – szczęśliwie, żaden z jego Poków nie posiadał kamiennych ataków, zatem mogłam czuć się względnie bezpiecznie. Jako pierwszy do walki poszedł Geodude. Ember ledwo nadwyrężał twardy pancerz lewitującego głazu, jednak powoli, małymi kroczkami, tracił on kolejne partie swego zdrowia, jednoczenie nie zadając poważnych obrażeń w zamian. Jeden z płomyczków zdołał nawet oparzyć kamiennego stwora, jednak przezorny Brock w tej samej turze (!!!) użył na niego Full Heala. A może to był Burn Heal, sama nie wiem. Tak czy inaczej po ok. 10 atakach Geodude lidera musiał pożegnać się z areną gry. Kolejnym przeciwnikiem był potężnie wyglądający Onix. Nie, serio, spójrzcie na jego sprite z Green: Badass pełną gębą, nieprawdaż? Jego pokonanie również przysparzało mojemu jaszczurowi nie lada trudności. Szczęśliwie, Onix zdawał się lubić atak o nazwie Bide, który Dragon sprytnie wykorzystywał do ucinania jego ataku Growlem. Dzięki temu Tackle oponenta zaczął zadawać naprawdę śmieszne obrażenia, a ja mogłam kontynuować moją Emberową ofensywę. Po długim i męczącym starciu, wielki, kamienny wąż całkowicie wyczerpany potoczył się na ziemię. Tym samym, pierwszą ważną wygraną mieliśmy za sobą! ...a zajęło to wszystko godzinę i czterdzieści jeden minut gry, co jest moim personalnym rekordem jeśli chodzi o czas dojścia do pierwszego lidera danej gry. Ktoś da więcej? xD Stan drużyny: ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
14.06.2011, 12:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2011 18:53 przez Gonzo.)
Post: #4
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
AKT I, Scena I : Gonzo poznaje język, traci zmysły i zapomina o pokemonowym świecie.
INTRO
Stary telewizor - jest!Super Nintendo Entertainment System - jest! Działający Pad - ujdzie... Okablowanie - podpięte! Super to czas pograć w Super Mario Bros.! ... Wait... Czy przypadkiem nie miałem grać w Green?! ... Gdzie jest Super GameBoy? ... ... gdzieś go widziałem... ... ... przecież był tu między grami... ... ... cały czas był w konsoli... Sprawnym ruchem wyjąłem Silvera i podmieniłem go na Poket'to Monsutaa Midori. O, wszystko wygląda znajomo... wait! Gdzie jest nowa gra?, gdzie są opcje?! (włącza w międzyczasie blue żeby sprawdzić) Ok, tutaj, nie panikuj, krzaki nie są aż tak straszne, dasz radę! Ookido-ki! Przeszperawszy hiraganę znalazłem znaczki na Go-N-Zo (gdy tylko zainstaluję język japoński - nie mam płyty z windowsem XP..., to dodam "krzaczki") Rywala nazwałem Ru-Hi-N nie ma to jak pomylić Hi z Bi... Anyway... Mailem teraz uczucie jakbym był w "Truman Show" - patrzyłem na siebie ciupającego na SNESie... Poszedłem do kompa, wziąłem jakieś krzaczki i zszedłem na dół. Mama zawsze była niska, ale... od kiedy jest skośna?! Stwierdziłem, że pewnie się z nią nie dogadam i wyszedłem z domu. Moja wieś zbyt urocza nie jest, ale to mnie przeraziło, nie będzie dobrze, oj nie! GAMEPLAY WŁAŚCIWY
W panice wybiegłem z miasta, ale nie zrobiłem nawet dwóch kroków i poczułem czyjąś łapę na moim karku. To był Ookido! <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki> *uśmiech* (o czym on do mnie gada?! Nic nie rozumiem... SKOŃCZ JUŻ!!!) <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki?> I jakaś magiczna moc nakazała mi iść za nim. Po chwili dotarliśmy do jego laboratorium. I tu zaczęło się piekło: Ookido: <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki> Ruhin: <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki??!!> Ookido: <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-hehe> W tym momencie poczułem, że czekają na moją odpowiedź, więc... Dałem Dyla! Ookido: <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki> I znów jakaś siła popchnęła mnie do nich... Jednak ja się nie dawałem - próbowałem oknem, szybem wentylacyjnym, przez dziurkę od klucza, przyzywałem smoki... Czego ja nie robiłem żeby nawiać! Na marne... Przy którejśset próbie psorek nie wytrzymał nerwowo i cisnął we mnie kulą znajdującą się na stole. Oprócz guza wielkiego jak moja głowa, dostałem także pierwszego pokemona! - Wybieram cię! <bah!> OMG, it's Bulbasaur... So cute! awww! - Fushigidane! - FUUUUU~! Et tu Bulbasaurus contra me?! - Fushi? - Nazwę cię Sakura! Co ty na to? - Ai! yyy... znaczy się Fushigidane! - Czekaj, czy Ty mnie nie robisz czasem w balona? - No dobra, mam patcha na polski... Mam Ci tłumaczyć? - Wiesz, nie zaszkodzi. :3 Ruhin: <krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki???!!!> - CO?! JA CI DAM!!! - ej, ale wyluz... - SANEK W CZERWCU SIĘ ZACHCIAŁO?! - uj... Rany Boskie! Teraz muszę mu bronić dupę. Fushigidane! I zaczęło się, moja pierwsza walka, po 3 Growlach i 5 Tackle'ach czasu nadeszła pora krytycznego haxa, który posłał jaszczurkę Ruhina do krainy duchów. - wiesz co narobiłeś?! Chłopak upiekł ciasta i chciał się podzielić, a Ty od razu, taki porywczy... Z wyrzutami umienia i pustym żołądkiem ruszyłem w dalszą drogę... -------------------------------------------------------------------- Route 22 wniosło do drużyny Nido-Nido, czyli Nidoran F na Drodze nr 2 napotkałem Ratataku, czyli Rattatę W lesie udało mi się natrafić na Papijona, czyli Caterpie -------------------------------------------------------------------- Poza tym: Zaniosłem paczkę dla Ookido, na szczęście tym razem szybko dał mi jakieś coś, bez zbędnej krzaczaniny i mogłem ruszyć dalej. Ruhin mówił coś o swojej siostrze, ale już jadłem i nie chciałem ciastek. Będąc na droge 22 zauważyłem czającego się za winklem Ruhina, który tylko czekał, aż się tam pojawię, jednak przezorny ja olałem go i poszedłem sobie dalej I oto dotarłem! Wspaniały gmach sali w Nibi City stał przede mną otworem! Wszedłem, 2 Vine Whipy na trenera, tyleż samo na Lidera. kkthxbai, odznaka jest, TMa też dostałem :3 Huzia na Mt.Moon! Skład: |
||||
|
|
15.06.2011, 19:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2011 19:07 przez Szajni.)
Post: #5
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Czapter Diu!
"Ciemności... Ciemności wszędzieee~!" Czyli co nieco o nyktofobii. Ołkej, po kilku namiętnych nocach, po których straciłem poczucie czasu (Dzięki, Joy. Masz mój numer telefonu, zadzwoń.), wyruszyłem wreszcie w drogę. Stanąłem przed wejściem do Mt. Moon, po czym wszedłem w ciemność. Coś wam opowiem o nyktofobii. Człowiek czuje się wtedy, że znalazł się w zupełnie innym świecie. Wszędzie czają się wrogowie, gotów cię pozreć, po karku leci wodospad potu, a kiedy zamkniesz oczy, czujesz wtedy, że lecisz w przepaść. Wiec nie dziwcie się, że wyszedłem z Mt. Moon z prędkością rakiety, z łzami w oczach i goniących mnie moich pokemonach. Ale po kolei. Kiedy wszedłem do środka, z całej siły powstrzymywałem się, aby nie krzyczeć ze strachu tylko poszedłem w stronę tablicy, która jawiłą mi się niewyraznie na wprost. Zrobiłem krok... Iiiiii... dwa.... i trzeci... Dobrze mi idzie, nie? Niestety, poczułem czyjąś rękę na plecach i jakiś paskudny głoś mówiący: "Czekam na przyjacióóół~...". To było ponad moje nerwy. Zacząłem biegać z wrzaskiem w byle jaką stronę, omijając dziury na podłoże (kto po licha je zbudował), potrącając trenerów, tworząc lawiny skalne. Raz mi się wydawało, ze spotkałem jakiegoś grubego górnika, który wykrzyknał: "Ale mnie przestr... Ej! Gdzie ty lecisz?!". Po kilkuminutowym szaleńczym maratonie, jakoś dotarłem do wyjścia. Jakoś... Bo drogę blokował mi super-kujon. No wiecie, z gatunku pryszczatych, z giga-okularami na łbie i aparatem zębowym. Co on robił w jaskini, pojęcia nie mam, ale nie zamierzałem zatrzymywać, więc wziąłem trzy pierwsze lepsze skały w pobliżu, po czym rzuciłem pierwszą, która o dziwo trafiła go w czoło, przerywając mu wpół zdania: "Tylko nie skam... *jeb*". Pozostałe dwie schowałem do kieszeni i ruszyłem pędem do wyjścia. Światło! Nareszcie światło! Błogosławione światło słoneczne. Chcąc jak najdalej ociec od jaskini, ruszyłem w wysokie trawy. Wyskoczył mi Spearow, którego powitałem z sercem w drużynie i nadałem imię "Bilet" (skrót od "BiletWJednąStronęDlaPrzeciwnika"). Potem ruszyłem w stronę Pokecentrum, z zamiarem powitania kolejnej gorącej pani Joy, ale trafiłem na jakąś wiekową staruszkę. Czym prędzej uleczyłem pokemony i czmychnąłem stamtąd. Już chciałem ruszyć na salę, kiedy wzrok przyciągnęły mnie dwa rzeczy. Pierwsza to dziwaczny, żółty most, pełen ludzi stojących w określonym porządku. Zaciekawiło mnie to. Druga rzecz - policjant stojący przed domem. Musicie wiedzieć, że policjanci to bardzo rzadka rzecz. A juz policjant kobieta, jeszcze rzadsza. Niestety, uznałem że pani oficer może poczekać, bo zauważyłem zbliżająca się w moją stronę znajomą postać - gwałciciela, Marię. Pełen żądzy zemsty, ruszyłem w jego kierunku, a po kliku minutach patrzyłem z podłym uśmieszkiem, jak pochłaniając wielkie hausty wody, próbował utrzymać się na rzece. A niech się utopi. Złoty Most (bo tak się nazywał ten most), okazał się być porządnym treningiem dla moich pokemonów, ale jakiś gangster na samym końcu posłał mój Bilet w cztery strony. Nie powiem, wkurzyło mnie to i resztę drogi 24/25 pokonałem szturmem, łapiąc tylko Abrę "NoEye" (fuks, za pierwszym razem), oraz z bólem zabijając Bellsprouta, ponieważ nie miałem już kul. W jakimś domku zauważyłem clea-człekopodobnego stwora, który mówił w pełni ludzkim głosem, nie szczędząc przy tym niecenzuralnych słów. Z tego co zrozumiałem wśród tych wszystkich k*** i ch****, miałem go przywrócić do pierwotnej postaci za pomocą komputera. Wcisnąłem klawisz Ctrl+Alt+Delte (jedyny który znałem), a z machiny w której zamknął się stwór dobiegły jęki. Dla poprawki nacisnąłem jeszcze Restart, a wtedy z drugiej strony wyszedł już człowiek. Znowu szewską mową zaczął mi dziękować i dał mi jakiś świstek papieru. Pewnie się przyda. Przypomniałem sobie o seksownej pani oficer i popędziłem spowrotem, ale na miejsco zastałem juz jakiegoś faceta, który w kilku słowach wyjaśnił mi całą sytuację. Po prostu kradzież. Wszedłem do środka z ciekawości, wyszedłem dziurą w ścianie, przy okazji wpadając na mężczyznę, który spanikowany upuścił jakiś świtek papieru i zwiał, krzycząc: "To nie ja~! To nie jaaaaaa~...". Podniosłem go i przeczytałem nagłówek: "Naucz swojego pokemona sekretnej techniki klanu Uzumaki! Dig!". Bez wahania kazałem mojemu Czaryemu to zjeść, a ten popatrzył na mnie jak na głupka, po czym wyjął zza pazuchy okulary i nałożywszy je na oczy, zaczął czytać owy świstek papieru z ciekawością. Po kilku minutach mojego niezmiernego zdumienia, Czary lekkim płomykiem podpalił kartkę i w kilku gestach zademonstrował mi technikę, która polegała na tym, że Czary brał skądś łopatę i zaczynał kopać w ziemi. Hm... Może się przydać. Po tym wszystkim poszedłem w stronę sali, wcześniej jednak moja Buka jakoś dorwała się do mojej kieszeni i wzięła stamtąd czarny kamyczek, który zaczął się świecić i moja Buka zaczęła się ewoluować. Zaskoczony powitałem w mojej drużynie Nidoqueen i jej atak Body Slam, który okazał się być kluczowy w walce z Misty. Sama sala była jednym wielkim basenem, z gromem seksownych lasek które odbywały lekcje na mini-basenie. Ochoczo dołączyłem do nich, podając się za instruktora, a po kilku godzinach "zabawy" przypomniałem sobie o moim celu i żegnając z łzami piękne pływaczki, skierowałem kroki do większego basenu, do Misty. Wstępnie musiałem walczyć z dwoma ochotnikami, którzy zostali zmieceni i użyci jako czerwony barwnik do wody. Nic wielkiego. Przyszła kolej na Misty... która okazała się być wyrośniętą nastolatką. Nic więcej... Ona jest liderem?! No bez jaj... Który lider tak łatwo oddaje oznakę po trzech atakach mej Buki? Eh, nieładnie, nieładnie. W każdym razie, z trzecią już oznaką, ruszyłem w kierunku Vermilion City. =================================== Stan obecny drużyny: Charmeleon "Czary" 22 lvl. Jigglypuff "Balon" 19 lvl. Nidoqueen "Buka" 23 lvl. Abra "NoEye" 7 lvl. Box: --- Cmentarzysko: Spearow "BiletWJednąStronęDlaPrzeciwnika" 12lvl. FC PEARL: 4727 8778 9544 FC DIAMOND: Nie odkryte. Powód: przechodzę od nowa. FC PLATINUM: 5286 2258 3630 FC SOULSILVER: Nie otrzymałem jeszcze. FC WHITE EU: 4513 1774 1555 FC WHITE JAP: Nie otrzymałem jeszcze. |
||||
|
|
19.06.2011, 15:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2011 16:23 przez rubin.)
Post: #6
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Turniej (teoretycznie) zakończony, więc wracamy do Nuzlocka!
![]() Rozdział II – Nie marnuj Monster Balli! Flavour: Po pożegnaniu matki (ojca nie miał) Taichi udał się w swoją wielką podróż. Niemal od razu zaczął dawać oznaki wielkiego talentu, bez trudu pokonując pierwszego mistrza Sali – Takeshi’ego. Jego kompania składała się teraz z ognistej jaszczurki Dragona, ptaszka Mimi oraz króliczki Horn. Posiadał też gąsienicę Robala, którego jednak nie trenował. W niedługim czasie Taichi był świadkiem pierwszej ewolucji – Dragon stracił wreszcie oznaki swojej gryzoniowatości, i był teraz rosłym jaszczurem o czerwonej łusce. Niedługo potem ewoluowała też Horn, stając się króliko-dinozaurzycą naszpikowaną trującymi kolcami. Jedynie Mimi zdawała się pozostawać w tyle, tak więc Taichi zdeterminowany by doprowadzić ją do ewolucji, rozpoczął gruntowny trening. Wkrótce drużyna znalazła się w wielkiej jaskini ciągnącej się u stóp Mt. Otsukimi. W niej Taichi schwytał dziwny, lewitujący głaz którego nazwał ローキ (Rocky). Teraz gdy czytacie te słowa, młody trener, zmęczony błądzeniem w nieprzebranych ciemnościach, po omacku kieruje się do wyjścia. Idąc wąskimi korytarzami wpadł nieopatrznie na niesympatycznie wyglądającego jegomościa w czarnym uniformie. Typek poprawił czapkę, i z drwiącym uśmiechem zapytał „Ej, co taki mały dzieciak jak ty robi sam w takiej dużej jaskini?” Przyjrzał się mu uważniej, i jeszcze bardziej irytującym głosem stwierdził. „Oh, no tak! Ty jesteś przecież trenerem Pokemon!”. Podszedł do Taichiego i chwycił go w przód za włosy. Chłopak wrzasnął, bardziej z przerażenia niż z bólu, próbując jednocześnie wyrwać się z uścisku. W szarpaninie na ziemie wypadły dwa Monster Balle. Wylecieli z nich Mimi i Rocky, wściekli, iż ich trenerowi dzieje się krzywda. Po serii silnych dziobnięć i szturchnięć rzezimieszek zmuszony był ustąpić. Nie oznaczało to jednak poddania się w walce. Z jego Monster Balla wyszedł rosły szczur o długich, ostrych siekaczach. W czasie gdy uwolniony Taichi wycofał z pola gry Rocky’ego, bandyta wydał rozkaz do ataku. Przerażona Mimi spojrzała w stronę Taichiego. Ten nie zdążył otworzyć ust zanim jego mały wróbelek wylądował między dwoma wielkimi zębami brunatnego szczura. Ostatnią rzeczą, jaka pamiętał po Mimi był trzask łamanych kości. Zszokowany chłopiec upadł na ziemię, nie wierząc temu co zobaczył przed chwilą. Ta chwila słabości niemal kosztowała go życie, bo Pokemon przeciwnika nie zawahał się zaatakować drugiego człowieka. W porę z kuli wyskoczył jednak Rocky, poświęcając swe życie w walce z brutalnym gryzoniem. Po tej tragedii reakcja Taichiego była zupełnie odwrotna – w furii posłał on do walki swego wiernego Dragona, który jednym Emberem przypalił futro znienawidzonego szczura. Napastnik zmuszony był wycofać swojego Pokemona. Dragon posłał za nim kilka ostrzegawczych płomieni, by na dobre wypędzić go z jaskini. Na świętowanie wygranej nie było już jednak miejsca... ----------- Real: Droga numer 3 tradycyjnie stała się miejscem ewolucji mojego startera. Dragonek wyrósł na pięknego, acz jak derpface’owatego Charmeleona i był najsilniejszym Pokemonem w mojej drużynie. Podjarana Charmeleonem zapomniałam, iż reszta teamu wlecze się gdzieś daleko w tyle. Zabrałam się więc za tłuczenie Mimi i Horna. Trening Nidoranki był łatwy, prosty i przyjemny – po jej ewolucji na lv.16, skupiłam się na dobijaniu Pidgeya do 18ki. I tu niestety popełniłam niewybaczalny błąd, jednocześnie przeceniając obronę ptaszka i nie doceniając siły Hyper Fanga Raticata, który, jak potem sprawdziłam, ma w I generacji aż 80 Base Powera (wtf GameFreak?). I tak oto moja full HP Mimi zszedła na 1 hita od rzeczonego ataku. Później z jakiegoś idiotycznego powodu próbowałam stankować go wcześniej złapanym Geodudem ローキ (Rocky) (lv.8). Efekt był taki że głazik padł na 2 uderzenia od Hyper Fanga, samemu niewiele co robiąc. Całkowicie zeźlona, ostatecznie przysmażyłam wstrętnego szkodnika Emberami Charmeleona. Nieco dalej znalazłam dwie skamieliny, o które pobiłam się z jakimś nerdowatym typkiem. Stanęło na tym, że jedną biorę ja, a drugą on. Podniosłam pierwszą lepszą z brzegu i ruszyłam w stronę wyjścia. Na drodze nr.4 pochwyciłam Rattatę キラ (Killer) (lv.13), i wsadziłam do teamu w roli ewentualnego mięsa armatniego. Przy okazji zauważyłam, że powoli kończą mi się Monster Balle. Miałam ich już raptem 2 sztuki (wraz z Ballem z Hanada City), jednak pełna wiary o to, iż znajdę jeszcze jakieś po drodze (nie znalazłam), ufundowałam sobie kolejnego bezużytecznego Caterpiego アント (Ant) (lv.7) i kolejnego Pidgeya ヘルメス (Hermes) (lv.14), odpowiednio na drogach 24 i 25. Tego ostatniego wrzuciłam jako zamiennika dla Mimi i zabrałam się za trening, tym razem uważając na wszelkie silne ataki. Jako iż nie czułam się jeszcze na siłach by stanąć oko w oko z Misty, pomaszerowałam w stronę kolejnego miasta. Dig od Rocketa dałam Dragonowi, jako iż brakowało mu silnych ruchów. Na pierwszej drodze za miastem spotkałam Bellsprouta. Uradowana tym, że w końcu będę mieć konkretną broń przeciwko fance Bubblebeamów zajrzałam do torby... i przypomniałam sobie, że nie mam już żadnych Balli. Headdesk pierwszy zaliczony. Kolejna droga dała mi... kolejnego Bellsprouta. Headdesk drugi również zaliczony. W Kuchiba City bezzwłocznie kupiłam nowego Monster Balla, chowając go przy sobie niczym jakiś drogocenny artefakt. W ramach treningu ruszyłam na S.S. Anne. Przebicie się przez upierdliwy statek zajmowało wieki w związku z brakiem „pokoju leczącego” tak jak w późniejszych grach. Nie mniej jednak Święta Anna dała mi kolejny Ball, Super Ball mówiąc ściślej, oraz pozwoliła ewoluować Hermesa w Pidgeotto, a Horn w Nidoqueena, gdy tylko ta dobiła 23 levela (Body Slam). Wyszłam ze statku, i skierowałam się na chwilę na drogę nr. 11, ciekawa tego co dostanę. Nie był to niestety kolejny Bellsprout, tylko Spearow. Po krótkim namyślę uznałam, że żal jest tracić Balle na kolejnego Poka, którego i tak nie będę trenować i kliknęłam w Run. Po powrocie do Celurean, teraz z solidnie podpakowanym składem, zaatakowałam Gym wodnej liderki. Na pierwszego Pokemona Misty – Staryu – posłałam Hermesa, który rozprawił się z nią dwoma Quick Attackami (z których jeden był krytyczny). Przeciwko Starmie użyłam Sand Attacku, jednak ta była szybsza i zdążyła uderzyć we mnie Bubblebeamem, który po szpanerskiej animacji zabrał ok. 60% zdrowia ptaszka. Oczywiście nie mogłam zostawić Hermesa na pewną śmierć, tak więc kombinowałam co dalej. Uznałam, że najlepszą szansę na wygraną będę mieć z Horn i jej Body Slamami. Bezpośredni switch na Bubblebeam nie wchodził w grę, tak więc poświęciłam najsłabszego foddera mojej drużyny – Robala, i dopiero wtedy wysłałam Horn do walki. Wcześniejszy Sand Attack Hermesa okazał się tu niezwykle pomocny, gdyż Starmie oślepiona piaskiem spudłowała dwoma kolejnymi atakami. Nidoqueen bez cienia litości ruszyła na ofensywę. Pierwszy Body Slam zadał 30% obrażeń, drugi dodatkowo sparaliżował, a trzeci walnął critical hit. Hax FTW – i to dosłownie! Stan drużyny: Day Care’d: Rattata “Killer” (lv.13) Ded: Pidgey “Mimi” (lv.4-15), Geodude “Rocky” (lv.8), Caterpie “Robal” (lv.3). ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
19.06.2011, 22:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2011 22:57 przez Gonzo.)
Post: #7
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
AKT I, Scena II : Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Cytat:Skład: (Gonzo i jego wesoła gromadka wchodzą na Route 3, nie spodziewają się zagrożeń czyhających tuż za rogiem...) - Kcesz mojem zdjenciem! - Nie, dziękuję... - Alesz kceż! (dlaczego ja ją rozumiem... chyba pokemoński jest tylko jeden...) - Naprawdę, nie, dzięki. - taki jezdeź zuy?! A maż! Zawaldżmy! Ić Pidżej! - Sakura, dasz sobie radę? - No jasne... Bring it on, babe! - Wiiiitaaaaam! (razem, we trójkę) - A pan, to kto?! <Pidji?!> - Jestem oficjalnym sędzią pojedynków Medabotów, ale ponieważ ten serial ma większą oglądalność, tutaj zarobię więcej pieniędzy! A więc zaczęęęęęęło sięęęę! Gonzo vs Surdia -> notka od autora: wiem, nieładnie smiać się ze zbanowanych, ale tak mi się skojarzył z poziomem polszczyzny tej Lass :33, 2, 1. ZACZYNAMY~! Bulbasaur wprawnym Tackle powalił oponenta na łopatki. CRIT HAX FOR THE WIN! ... ... ... Bulbasaur wprawnym Tackle powalił drugiego oponenta na łopatki. CRIT HAX FOR THE WIN! ... - Ok... to ja wracam do Medabotów, co z oglądalności, kiedy tam przynajmniej mam dobry czas antenowy... aha: ZWYCIĘŻA GONZOOOOO~! - Też mi nowość... Sakura, byłeś świetny! - Do usług ![]() - NOm, to kcesz to zdjemcie? - eee, nie. Spływaj i to już! - Zgodnie z Kodeksem Medabotów... - O, znów Pan Sędzia. O.o" - ... każda walka liczona jest do rankingu tylko raz i po przegranej należy oddać część zwycięzcy. - Hehehe, podoba mi się to! Dawaj skrzydła. - Co?! Alem jag to?! Nie woliż zdjeńća?! - Nie, dawaj! Przydadzą się Sakurze. - ZBANÓJCIE MJEEE! Nie potrzebójem tó bydź jag moje Pidżeje nie majO skrzydeu! (głos z wystawy sklepowej u jubilera: Chcesz? To masz!) *Wycięto ze względu na brutalność sceny* - No, wyglądasz jedwabiście z tymi skrzydełkami! - Ale one nie powinny się ze mną scalić? Że niby mógłbym latać itepe, itede... - Pewnie się zrosną... Póki co musi Ci wystarczyć taśma klejąca. Chodźmy dalej... (Nasz dzielny bohater i jego wesoła gromada zaczęli zagłębiać się w kolejne czeluście tej niebezpiecznej drogi zostawiając za sobą zgliszcza i płacz trenerów po ich pupilach... Byli pełni gniewu, żądni krwi, emanowali aurą nienawiści aż do momentu, gdy...) - OMG! Jaki słodki Pidgey! Sakura, osłab go! - Ale Gonzo, jak?! Mam na sobie dwie pary czułek Caterpie, skrzydła dwóch Pidgeyów, Pancerz Kakuny i Metapoda, Kolce jadowe Weedlów i Nidorana, jeszcze ten głupi dziób Spearowa. Na dodatek cały się kleję od taśmy i grzechocę jak idiota przez ogon Ekansa... Nie jestem w stanie się ruszyć! - Walcz! Nie chrzań mi tu. LAZOR!!! * Bulbasaur cannot learn Hyper Beam, aka LAZOR!!! but Venusaur can! Kudos for you if you wanted to catch this pidgey after changing it into KFC Bucket using LAZOR!!!* - OK, niech Wam będzie... To może tackle? - Się robi! *PIIIZD!* Monsutaa Boru! Gogogo! Tak jest! Mango (lvl 7) dołączył do drużyny. - Czemu nazwałeś go Mango? - Bo jestem głodny! MUAHAHAHAHAHAHA~! ... To jak? Ruszamy w górki! (Jaskinia, ciemno jak nie powiem gdzie, mokro i śmierdzi... Wybornie...) - Pippiiii~! - Co?! Pipi *u* (Gonzo wspomina swoje ulubione chrupki kukurydziane z czasów podstawówki... Lubił je, mimo, że za każdym razem, gdy je kupował, to zjadał najmniej, bo był objadany... Nieważne, ruszył przed siebie, a głos był coraz silniejszy. wołał: [i]"Pi-pi, Pi-pi!". Po krótkich poszukiwaniach Gonzo dostrzega małą różową kulkę z kończynami i skrzydełkami, wesoło hasającą po jaskini...)[/i] - Dawaj chrupki kupko futra! - Pi? - No nie, bez walki się nie obejdzie! Sakura, LAZ... Tackle... :< * JEBUDU! * Monsuta Boru, gogogo! Ta-dah! Piri-Piri (Clefairy, lvl 8) dołączyła do drużyny! - Słyszałem, że można znaleźć tutaj rzadkie skamieliny... - Świetnie, Sakura! Wyglada na to, że mogę zwolnić Szajniego - jesteś lepszym, a na dodatek darmowym przewodnikiem. Poszukajmy ich. [b](Nasz bohater nie wiedział, że nie jest jedynym eksplorującym Mt.Moon. Pojawił się tam także Zespół R, którego obecność nigdy nie wróży niczego dobrego...)[/b] si bohaterowie jeszcze nie wiedzieli, że oprócz nich na te skamieliny czai - O, Moon Stone :3 Nido, Piri do mnie... Kogoś trzeba ewoluować, ale kogo... (Wiem! któraś z nich pozna LAZOR!!! po ewolucji... Tylko która z nich się nauczy? ...) - Nido, wystąp! Ewoluuj! *brzzzzzmmmmhrrrrrrrrrrBUM!* Tadam! Nido-Nido ewoluowała w Nidoqueen. - Muahahahah! Teraz z twoim Hyper Beam jesteśmy niepokonani, rozumiesz?! - Nido? - Eeee, sorry, że się wtrANcam, Gonzo, ale czy przypadkiem nie potrzebujesz TMki, czy czegoś, żeby nauczyć Nidusię tego ataku? - Fuuuu~! Sakura, dopiero teraz mi mówisz?! - Wcześniej nie pytałeś... (wracając do Rocketów) - Sialala, stoję na warcie, mój Raticate jest niepokonany, hop-sasa! Sialal... Hehe, idzie jakiś młodzieniaszek, pokonam go to mu się odechce mieszać w interesa nieswoje... a nasze, a nawet jak jego to bardziej nasze niż jego... Te, młody, co tak węszysz? - Ja? Szukam skamielin. - O nie! Skamieliny są nasze! Nie oddam ich! - A siłą? - Walczmy więc! (Gonzo - nasz nieustraszony bohater wystawił swoją Nido-Nido. Pewny swego zaatakował Scratchem, jednak oponent wyprzedził go atakując Hyper Fangiem i ogłuszając Nidoqueen. Koleśny cios był krytyczny - Raticate odgryzł głowę naszej pani królik na sterydach...) - Jak mogłeś?! Ruszaj Sakura! (Leech Seed powoli spijało energię z Raticate, jednak ten, nadal silny powalał kolejne poświęcane przez Gonzo pokemony... Aż w końcu...) - Bulbasaur! ... LAZOR!!! (Nie był to jednak upragniony Hyper Beam, a krytyczny Vine Whip, który powalił szczura groźniejszego od zarazy u Camusa...) - Oni wszyscy... ZGINĘLI!!! Nidoqueen, Pidgey, Rattata... Tyle bezsensownych ofiar walki... (Teraz Gonzo zapłakał, zapłakał tak sztucznie, że aż mnie zemdliło) - Fajne to całe "Nuzlocke"! (Po chwili jednak poczuł wyrzuty sumienia... Nie, jednak po prostu, zachciało mu się sikać. Zrobił co miał zrobić i wpadł na chuderlaka w okularach.) - A ty, co się tak rozpychasz?! - Skamieliny są moje! - Skamieliny powiadasz? MUAHAHAHA! Zrobimy tak: jak wygrasz - są Twoje, jak przegrasz i uszkodzisz moje pokemony, to lądujesz na OJOMie, możesz je też oddać bez walki. (Kujon nie wiedział jak wielki błąd popełnił odbierając łącznie 10HP Sakurze... Jednak Gonzo miał zbyt wielką frajdę z walki, by go krzywdzić... Frustracja nadeszła niebawem, a dokładniej gdy nadszedł czas wyboru skamieliny...) - Wezmę tylko jedną, mam dobry humor... Hmmmm... sprawdzę, co mamy tutaj... wut?! Metka "made in China?!" Ok, biorę tę drugą, to musi być super pokemon... *ogląda* "Wyprodukowano dla: McDonalds"... No, to miałem skamieliny... - Adios, jaskinio! Misty, nadchodzę! (Nasz skrzywiony psychicznie bohater ruszył przed siebie, na route 4 zauważył Spearowa, który wydał mu się wartościowy - zgodnie z zasadą segregacji naturalnej, Gonzo "posegregował". Dumny z pomocy ekosystemowi, zadziorny i buńczuczny heros, bogatszy o nowego członka drużyny - Sashimi, lvl.12 udał się do sali, gdzie...) - Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! Vine Whip! (...bez większych problemów pokonał całą gromadę wodnych stworków, w tym dwie przebiegłe rozgwiazdy. Odznaka otrzymana, TM jest... Czas iść do PokeCenter. Ruszyli dalej, Gonzo, który mając dwie odznaki był zbyt pewny siebie nie zauważył...) Ruhin: <Krzaki-krzaki-krzaki-krzaki-krzaki> I Znów! Walka z rywalem! *KLAPS!* Mamy to, cięcie! Spotykamy się na planie wkrótce, będziemy kręcić trzecią scenę! Dziękuję za współpracę. Na dziś, jesteście wolni. Skład: Martwe: PS. Wybrałem formę dialogu jeśli jest trudna, męcząca lub nieciekawa, albo zbyt chaotyczna, to postujcie, popracuję nad tym
|
||||
|
|
20.06.2011, 12:23
Post: #8
|
||||
|
||||
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
(19.06.2011 22:35)Gonzo the Great napisał(a): PS. Wybrałem formę dialogu jeśli jest trudna, męcząca lub nieciekawa, albo zbyt chaotyczna, to postujcie, popracuję nad tym Nie wiem jak inni, ale ja czytając twoje wpisy zawsze mam tak, że po pierwszym czytaniu totalnie nic nie rozumiem co autor miał na myśli, a dopiero za drugim i trzecim zaczynam wyłapywać docinki i inne zgryźliwe komentarze (wide ten z "Dżumą" Camusa xD)Mi się podoba, więc jestem na Tak
![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
24.06.2011, 18:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2011 19:21 przez Szajni.)
Post: #9
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Czapter Trii!
"Papa Popo i jego popo-osiedle." Czyli coś o nowym osiedlu w Vermilion City. Dotałwszy do Vermilion City (oraz po drodze zahaczając o mini-przedszkole dla moich pokemonów, gdzie z ochotą skorzystałem z programu nauczania trudnych pokemonów i zostawiłem tam mojego NoEye), uprzednio łapiąc Meowtha (droga 5) i tracąc Bellsprouta (brak MonsterBalli ;<) na drodze 6 postanowiłem ruszyć prosto na salę, ignorując staruszka i jego Machompa, którzy zawzięcie coś kopali, budowali, niszczyli. Jakże duże było moje zaskoczenie, kiedy zauważyłem drzewko rosnące wprost na przejściu. W żaden sposób nie można było go obejść, ale moja mądra głowa postanowiła, że skoro mogę zeskakiwać z tych jakże "wieeeeeeelkich, straaaaasznych, nieeeebeeezpieeecznych" skarp, to takie malutkie drzewko nie sprawi problemu. No to HOP..........! Hop, mówię......! Haloooo~! Ja skaczęęęęę~...............! Dlaczego nie mogę przeskoczyć takiego malutkiego drzewka? ;_; *big załamka* Po krótkiej rozpaczy związanej z moją kondycją (a raczej jej brakiem), postanowiłem ruszyć w kierunku jedynej drogi, widocznej na wschód, jednakze zaraz potem zboczyłem, bo wydawało mi się, że zobaczyłęm w oddali tego psychola, Aochizeru, czy jak tam mu było. A jedyną kryjówką była jaskinia (mówiłęm wam, że ja nienawidzę ciemności?), ale na szczęście nie taka ciemna. Jakiś staruszek obok drabiny zobaczywszy mnie, natychmiast wziął swoją protezę z szklanki i zaczął wykrzykiwać: "Hej, luda~! Cuda się dzieją w tej jaskinii! Zbudowały je Digletty i tylko tutaj mozna je złapać." Byłem zaciekawiony, jak wyglądają owe Digletty, więc bez wahania wszedłem do środka. Już na powitanie zostałem zaatakowany przez tytułowych Diglettów, którzy w rzeczywistości okazały się być wściekłymi mordami wyskakującymi z ziemi i gryzącymi twoje stopy. Złapawszy jednego, nawet nie wiem dlaczego, popędziłem na drugi koniec jaskini i wyszedłem na zewnątrz. Ah, cudowne światło. Już chciałem stąd wydostać, kiedy to zauwazyłem to przeklęte drzweko, jakże znienawidzone przez moją osobę, które znowu, ZNOWU!, blokowało mi drogę. Na szczęście był tam jakiś domek, więc miałem nadzieję, że oni coś poradzą. Cóż, teraz wam powiem, moi kochani. Jeśłi kiedykolwiek będziecie grać w Pokemon Green, nigdy, przenigdy, przeprzenigdy nie wchodźcie to wspomnianego domu. Dzieją się tam dantejskie sceny, z udziałem świra, który tańczył razem z jakimś świrniętym mimem, pośrodku kałuży krwi, lecącej z gardła jakiegoś biednego naukowca. Czmychnąłem czym prędzej. Brrr....... Cóż, pozostawała mi tylko jedna możliwość. Pobiegłem w stronę wejścia do jaskini, ale w tym samym czasie przypomniałem sobie o złapanym Digletcie. I tak powitałem kolejną zdobycz w teamie - Digletta, Boba Budowniczego, alias Bob na lvl. 15. Zdziwicie się, ale dzięki niemu udało mi się porozumieć z tymi szalonymi Diglettami, które przepuściły nas, racząc mnie "tylko" soczystym ugryzieniem w tyłek. Milusio. Na szczęście wydostałem się stąd cały i zdrowy, a widząc twarz staruszka, bez wahania wdusiłem mu w usta pięść. Chyba już rozumiem, dlaczego nosi protezę. Nie byłem zapewnie pierwszym klientem jego "atrakcji". Kiedy spojrzałem znowu w tajemniczą alejkę, zamiast Aochizera ujrzałem jakiegoś starszego pana, który zaczął mnie atakować, a kiedy położyłem spać wszystkie jego pokemony, przeprosił, po czym zaczął opowiadać bardzo smutną historię, na miarę Mody na Sukces. Otóż, okazuje się, że ten tajemniczy pan budowniczy, ze swoim Machompem to był kiedyś jego sąsiad w akademiku. Prowadzili bardzo beztroskie życie, ale doszło do tego, że zakochali się w jednej, tej samej dziewczynie, która mieszkała w pokoju 16 na 1 piętrze (mniejsza o to). I zaczęli ze sobą rywalizować o swoje względy, starając się zdobyć za każdym razem jej serce, co się im nigdy nie udawało. Jednakże, udało się to trzeciej osobie, przystojnemu Alfredzie, który zaraz rozdziewiczył ją na ich oczach, wzbudzając w nich nieposkromioną złość. Zamordowali oni tego całego Alfreda i zmierzali się do zamordowania siebie nawzajem, kiedy to kobieta rzuciła się na tego pierwszego (ten budowniczy), ze słowami: Kocham cię!. Tak świat runął dla drugiego (staruszek), ale ten drugi się nie poddał i ciągle spotykał się potajemnie z nią, zdobywając jej serce stopniowo, aż w końcu stał się jego kochankiem. Kiedy ten pierwszy (budowniczy), się o tym dowiedział, wziął spluwę (w tym momencie ocknąłem się ze snu, mając nadzieję na rozwój akcji) z zamiarem zamordowania swojego kumpla, ale powstrzymała go dziewczyna, która oznajmiła, że jest siostrą ich obu, chociaż oni nie są braćmi wobec siebie (WTF?) i nie pozwoli na przelew krwi. I w tym momencie budowniczy padł na kolana i jął przepraszać pierwszego, ale ten (staruszek), ani był w myśl się zgodzić i porwawszy kobietę, która miała na imię Genofewa (LOL... Genowefa chyba, dziadziu), uciekł w stronę wschodzącego słońca. I teoretycznie miał być Happy End, gdyby nie to, że chłopak (staruszek) był dręczony przez wyrzuty sumienia, w końcu porzucił Genofewę i zaczął życie pustelnika. Genofewa umarła, z powodu (cytuję jego słowa) "tak wielkiego, bezgranicznego żalu, iż nie miała w mocy umyślnej pogodzić strony dwie zwaśnione, ażeby ich w miłości złączyć i być pieprzona przez obu" że się zabiła. A co się stało z drugim (budowniczym)? Ano to, że rozwinął się, stał się biznesmenem i pojawiwszy się w Vermilion City, rozpoczął budowę osiedla, coby miało zniszczyć miejsce pielgrzymki pierwszego (staruszka). Nie powiem, podczas tej historii uroniłem kilka łezek... Ze śmiechu no, a co myślałeś? No, a w trakcie tej jego opowieści zdążyłem pokonać wszystkich trenerów w jego "miejscu wegetowania", złapać Sanshrewa "Goku", wytrenować go i resztę na 30 lvl, w wyniku którego Bob i Goku wyewoluowali w mężnego Dugtrio i Sandslasha z bajerajską fryzurą na miarę Goku z DBZ. Pożegnałem staruszka, obiecując zając się tą sprawą (spadaj dziadziu, nie zrobię tego), po czym ruszyłem w kierunku statku, którego polecił mi jeden z pokonanych trenerów. Pokazałem świstek papieru od Billa (a nie mówiłem, przydał się!), po czym zacząłem monotonne zabijanie wszystkiego co stało mi na drodze. Do tego wliczał się tez Maria, który jakimś cudem pojawił się przed wejściem do "Kajuty Jego Wysokości Kapitana Ściętej Anny - Józefa Rzyg". Nie powiem, wyleciał z statku tyłkiem do przodu (te całe PETy [czyt. Pokemony] odmieniły moje życie ;3). W kajucie zastałem kapitana, który zwisał z oparcia fotela i dławił się czymś. Czym prędzej wyjąłem z jego kieszeni świstek papieru o wdzięcznej nazwie "Cutomania! I ty tez się tego naucz!" i zwiałem z statku, jak najdalej od tego smrodu. Z tym świstkiem papieru dałem Goku, a ten wyrzucił go w powietrze i z okrzykiem "Kame-Hame-Haaaaaa~!" spalił go, po czym kciukiem zasygnalizował gotowość do zlikwidowania tych wkurzających drzewek swoim cudownym Kame-Hame-Cuuuut~! Ave moja kondycja! A Vermilion Gym? Ten cały Porucznik Sturge? Nie powiem, grzebanie w śmieciach tam mnie wkurzyło, że kiedy opuszczałem salę, wyglądałem mniej więcej tak: ![]() Ja z Diglettem w ballu, po użyciu ataku Dig. ;3 PS.: To w tle, to sala. No to huzia na Rock Tunel! ================================== Stan obecny drużyny: Charmeleon "Czary" 31 lvl. Jigglypuff "Balon" 30 lvl. Nidoqueen "Buka" 32 lvl. Dugtrio "Bob" 31 lvl. Sandslash "Goku" 30 lvl. Day Care: Abra "NoEye" Box: Meowth "Money" któryś tam lvl. Cmentarzysko: Spearow "BiletWJednąStronęDlaPrzeciwnika" 12lvl. FC PEARL: 4727 8778 9544 FC DIAMOND: Nie odkryte. Powód: przechodzę od nowa. FC PLATINUM: 5286 2258 3630 FC SOULSILVER: Nie otrzymałem jeszcze. FC WHITE EU: 4513 1774 1555 FC WHITE JAP: Nie otrzymałem jeszcze. |
||||
|
|
24.06.2011, 19:00
Post: #10
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Rozdział III – o glitchach, żywych dynamitach i hackowanych Magnetonach. (uwaga: długie)
Flavour: “Starmie jest niezdolna do walki! Wygrywa Taichi z Masara Town!” – owacje skromnej publiki zaczęły dźwięczeć mu w uszach. Podziękował wszystkim za doping i poszedł odebrać należną mu odznakę i Move Machine od drugiej Gym Leaderki regionu Kanto - Kasumi. Ciężki trening w końcu zaowocował. Musicie bowiem wiedzieć, że tragiczne wydarzenia w Mt.Otsukumi nie pozostały obojętne dla psychiki młodego trenera. W efekcie całkowicie zmieniło się jego podejście do swojej profesji. Wiedział już, że bycie trenerem to przede wszystkim surowa odpowiedzialność, której zaniedbanie jest równie niebezpieczne dla Pokemonów jak i dla ludzi. Słowem – dojrzał. No, przynajmniej odrobinkę. Do jego drużyny, poza Dragonem i Horn, należał teraz Hermes, współbratyniec Mimi, którego Taichi złapał dla uczczenia jej pamięci. Mały ptak miał dużo więcej szczęścia niż jego siostra, i doczekał się z dawna upragnionej ewolucji. Poza Hermesem Taichi pochwycił też małą fioletową mysz – Killera oraz kolejną gąsienicę – Anta. Pomógł im ewoluować, po czym wysłał je pod opiekę prof. Ookido. Team okazał się na tyle silny, by bez trudu pokonać i trzeciego z Gym Leaderów - Machisu. Znacząco podbudowawszy swoją samoocenę, Taichi żwawym krokiem skierował się na wschód. Rock Mountain Tunnel – wielka, wijąca się jaskinia będąca dziełem rąk człowieka. Chłopak wzdrygnął się – od czasu incydentu na Mt. Otsukumi nienawidził wszystkich jaskiń. Niemniej była to jedyna dostępna droga prowadząca do kolejnego celu, tak więc zbierając w sobie odwagę, Taichi wykonał pierwszy krok w głąb bezdusznych ciemności... Real: Po wybiciu w pień wszystkich trenerów z okolicznych dróg, pokonanie Lt.Surge’a było tylko formalnością. Grube cielsko Horn okazało się na tyle tłuste, że elektryczne wanderbzdety trzeciego lidera nie miały na nią żadnego efektu. Elektryczne szczury i pseudo-Monster Balle zostały brutalnie przygniecione ciężarem jowialnej nosorożycy (Body Slam), zapewniając mi kolejne łatwe zwycięstwo. A skoro już przy trenerach jesteśmy – mam kolejny niezbity dowód na to, że „Computer is a Cheating Bastard”. Trenowałam sobie właśnie Hermesa na Route 11, i jeden z trenerów zaczął walkę Magnemitem. Zerkam na Psypoka, i widzę że na tym poziomie posiada on tylko Tackle. Pobijam więc jego i następnego osobnika także, aż w końcu do gry wchodzi Magneton. Psypoke znów pokazuje samo Tackle. Tłuczemy się więc, a tu ni z tego ni z owego – Sonicboom. W tym momencie mało nie zeszłam na zawał, bo od śmierci dzieliły Hermesa raptem 2 Hi Pointy. Tak więc dla grających w I genę... strzeżcie się .Nauczona praktyką Emeralda, potrenowałam trochę moje rezerwy. Pomógł mi przy tym Day Care z Route 5, u którego zatrzymałam się w drodze do Lt. Surga. Tutaj spotkał mnie dość śmieszny glitch, bowiem po wyjściu z tunelu wskoczyłam tak szybko na rowerek, że muzyka zaczęła grać w zwolnionym tempie! Na swój sposób była dość przerażająca... hmm, może te creepypasty krążące po netcie zawierają w sobie ziarnko prawdy? ![]() Anyway, po tej wizycie Killer ewoluował w Raticate’a, a Ant w Butterfree’ego. Pierwszego zabrałam, drugiego zostawiłam w DC. Pora uciekać na wschód!... no tak, tylko komu dać tego bezużytecznego Cuta? Oczywiście Kille.... CO K*** RATICATE NIE UCZY SIĘ CUTA W GREEN?! Jeśli para gigantycznych siekaczy nie wystarcza by ścinać drzewka wielkości bonsai to już naprawdę nie wiem co powiedzieć. No nic, patrzymy dalej... oh kaman, z mojej drużyny tylko Dragon może się tego uczyć? Eh, trudno... skasuję go jak dojdę do Sekichiku City. Pokonawszy złowieszcze drzewko trafiłam na nową drogę. Spotkałam tam kolejnego Rattatę, którego zostawiłam w tyle. Kolejna lokacja dała mi Voltorba. Tego również chciałam ominąć, jednak w porę przypomniałam sobie jak niesamowicie upierdliwe jest chodzenie po ciemnych jaskiniach w 1-2 genie. Pochwyciłam więc skubańca, i nazwałam フラシ (Flashy) (lv.17). Z "przewodnikiem" Rock Mountain Tunnel nie był już taki straszny No dobra, skłamałam, był, ale z trochę innego powodu.W jaskini nie spodziewałam się niczego szczególnego, i to też dostałam – zaatakował mnie dziki Zubat. No thx, już dość mam Golbatów po LeafGreenie. A tu co, kolejny trekker chce ma ze mną problem? No nic, to walczymy... „Dragon, Dig!” – jaszczur wkopał się pod ziemię w samą porę by uniknąć morderczego ataku. Przeciwny Geodude zaczął świecić się oślepiającym blaskiem i JEB! Zniknął tak szybko jak się pojawił. Trekker wystawił do walki jeszcze większą kupę gruzu (Graveler). Mój Charmeleon nadal był pod ziemią. Graveler już szykował się do wybuchu, kiedy Dragon zmiótł go celnym dolnym podbródkowym! Phew, mało brakowało, a już nie miałabym startera. Po długiej wędrówce w końcu dotarłam do Shion Town. Wsłuchałam się uważnie w muzykę tego miasta, zastawiając się czy pojawią się we mnie jakieś samobójcze myśli. Czekam i czekam... i nic. Idę złożyć reklamację . Tak czy inaczej, dokupiłam nowego Super Balla, i skierowałam się na Route 8. Zmęczona rozglądaniem się za czwartym członkiem drużyny, czekałam na wyskoczenie kolejnego syfu... zaraz, czy to możliwe?! Tak, to Vulpix! Yeeeeehaaaaa! ココ (Coco) (lv.17), witaj w drużynie! Oh shit, przecież mam już ognistego Pokemona... ah, walić to. Komu potrzebny jest jakiś tam "balans typów"? ![]() Po wyjściu z tunelu Shion-Tamamushi czekało mnie kolejne miłe zaskoczenie – z trawy wyskoczył trochę spóźniony Bellsprout. Pochwyciłam ją i nazwałam ミモザ Mimoza (lv.19). Niestety, potem odkryłam że „inteligentny” komputer wykasował jej Vine Whip z moveseta, tak więc na chwilę obecną siedzi sobie w Boxie. Tamamushi City! Nareszcie, moje ulubione miasto w Kanto! Pognałam szybko do sklepu, gdzie poza zwyczajowym Ballem zdobyłam masę MMów. Żegnajcie Tackle, Growle i inne syfy, witajcie Take Downy, Submissiony i... Horn Drillu I haz no skillz, wiem. Na szczycie budynku za pół darmo dostałam Ice Beama, Rock Slide’a i Tri Attack, które przechowuje na inna okazję. Po tym weszłam tylnymi drzwiami do wielkiego blokowiska, gdzie pod przysłowiową ladą jakiś dealer przebrany za karatekę przekazał mi Eevee’go. Teamowi brakuje wodnego Pokemona, tak więc nazwałam ją アクアナ (Aquana) (lv.25) z zamiarem przemienienia jej w Vaporeona.Nie zostało mi już nic innego jak ruszyć na Erikę. Gym okazał się świetnym miejscem na trening Coco, która po pokonaniu wszystkich trenerek poszybowała tak o 8 levelów w górę. Nadal była jednak za słaba by zsolować liderkę, o czym szybko przekonałam się walcząc z pierwszym jej Pokiem – Victrebellem. Combo Poisonpowder + Wrap już po dwóch turach zostawiło Coco z połową zdrowia. Zmiana na Hermesa, ale uparta Erika znów zaczęła tańcować z trucizną i Wrapem, więc przerzuciłam się na Dragona. Ten szybkimi Emberami bez trudu rozprawił się z Victrebellem oraz resztą jej stworków. Stan drużyny: Box’d: Voltorb “Flashy” lv.17, Bellsprout “Mimoza” lv.19 Day Care’d: Butterfree “Ant” (lv.10) Ded: Pidgey “Mimi” (lv.4-15), Geodude “Rocky” (lv.7), Caterpie “Robal” (lv.3). ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
28.06.2011, 20:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2011 20:08 przez Gonzo.)
Post: #11
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
AKT I, Scena III : "... ni Poków nam germanił!"
Cytat:Skład:(światło, kamera, akcja!) - WIIIIIITAMMMM PAŃSTWAAAAA! - O, Pan Sędzia, znowu... Weź się pan wynoś do tych Medabotów! - Ja? Ani mi się śni! Poczytność tego tematu jest większa niż wszystkie fan ficki wzięte do kupy, jedynie tam mam szanse na zarobek na tym forum, a nikt o Medabotach nie pisze... tylko jakieś pokemony, pokemony... - <krzaki,krzaki,krzaki> - Masz rację, ignorujmy piernika i walczmy! - Ruszaj, Sakura! (wprawne tackle posłały Pidgeotto Ruhina na ziemię bardzo szybko. Podobny los czekał Charmandera, Rattatę pogromił zaś Vine Whipem i wtedy...) * Sakura wants to learn RAZOR LEAF ... * - Co?! Lazor Leaf?! jak YEAH! Mój cel osiągnięty! ( Abra natomiast była pożywką dla Bulbasaura i jego nowej broni) I nadszedł czas na ewolucję Sakury! - Das ist toll! Ich habe eine grosse Gewalt! -... - was? - Nieeeee! Błagam, Sakura, ty sobie ze mnie jaja robisz?! - nein. ... ... ... (w tym momencie, zagubiony Gonzo postanowił grindować swojego pupila do utraty sił... Może po jego ewolucji zacznie mówić normalnie, a nie wydawać rozkazy rozstrzelania na każdym kroku... Choć to spaczonemu umysłowi Gonza akurat bardzo odpowiadało, szkoda tylko, że ich nie rozumiał...) - hyhy! Ewoluuje! - Zdrastujtje tawariszu, ja ewoluawal. Kak dzela? - Jak to dobrze... Słowianin! Sakura już do Ciebie nie pasuje, zmieniamy imię! - Kak menia zowut? - Od dziś nazywasz się... Cакура! -... Ale eto grażdanka, imię takoj samo! - Racja, ale mi się podoba :3 (I w ten magiczny sposób docieramy do Vermilion City, gdzie nasz sympatyzujący z sowietami bohater postanawia...) - Davaj Cакура! trenujemy w Jaskini! (Jak chciał, tak się stało, niestety, ku jego zaskoczeniu...) *A wild DUGTRIO has appeared! * - Davaj, LAZOR Leaf... NIEEEEE! czekaj... Tackle :3 *JEBUDU! A critical hit... DUGTRIO has 1% HP left!* - Te, ubek, nie bij tak mocno, chcemy go zwerbować! Wracaj, pędź Piri-Piri! Sing! * Wild DUGTRIO fall asleep! * Supaa Boru gogogo! . .. ... <dżingiel> Gotcha! DUGTRIO was caught! (W ten o to sposób Gonzo do swojej Kampani Słodkości, piękności i innego fast foodu dodał Dugtrio "Marshmallow" lvl 29 do swojego oddziału) - Doskonale! Pianki, będziesz moją główną bronią w walce z liderem! Hahaha! (Tak, domyśliliście się... Dig spam był skuteczny. Nuff written) - No to ruszamy dalej, do Matuszki, na wschód! (I tutaj Gonzo napotkał coś ciekawego...) - Szto to eto? - Nie wiem, Sakura, ale zachowanie tego stwora mnie przeraża... (śpiewnie) Muszę go złapać! (Ni to świnia, ni to słoń, ale... Biega od trenera do trenera, usypia ich i co najgorsze... zabiera im lizaki i cukierki! Jednak Gonzo ma nadal dziesięć lat i dobrze pamięta jak niejaki Bruno zabrał mu jego ulubionego czupaczupsa dokładnie rok temu... Wie, jakim złem jest stracić lizaka... Jego plan był niezawodny...) - Te, brzydal, chcesz lizaka? Chodź, masz! - Drow? Zeeeee! * JEBUDU * (Monster Ball rzucony z pół metra przez szkolnego mistrza w pchnięciu kulą skutecznie ogłuszył Drowzee, a za razem go złapał! Lollipop dołączył do drużyny. Nasz bohater wraz z nowym pupilem dostał małą niespodziankę...) - Coooo?! Trzydzieści Rare Candy?! Awesome... ![]() (Nagle) - <krzaki,krzaki,krzaki> - Że co? Jakiś pokemon śpi i blokuje drogę?! Ja mu dam! - Te, grubas, wstawaj! - Snor... zzz... lax... - Ok, sam tego chciałeś... * GONZO installed a bomb * SRUUUUUUUUUUU~! * Snorlax was blown away! * - No, to teraz, czas na małe egzorcyzmy, muahahahaha! Skład: Cакура - Soviet Venusaur - 36lvl Iiiii CIĘCIE! Dziękuję na dziś, wkrótce znów spotykamy się na planie, Gonzo, jak zwykle, byłeś doskonały! Podczas kręcenia tego odcinka nie ucierpiał żaden Snorlax, zbieżność nazwisk i osób nie jest przypdakowa. |
||||
|
|
6.07.2011, 11:08
Post: #12
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Czapter Four!
"Zubaty, Zubaty, Zubaty, Zubaty, Zubaty, Zubaty, Zubaty..." Czyli o największej pladze Pokemon. Na początku chciałbym wam powiedzieć, że cały ten obecny czapter moge określić jednym paskiem: ![]() Droga 9, cóż... nie była fajna. W trawie zabiłem kolejnego Spearowa, więc mogłem już powiedzieć, "Bye bye, Farfetch'd". Potem prawie straciłem połowę mojej drużyny, przez trenerów, więc musiałem znowu wracać do PokeCenter. Następnie ruszyłem w kierunku góry i na drodze 10 spotkałem Voltroba. Mam kogoś na flasza! Yes! Idź Czary! Czary use Scracht This is Critical attak! ![]() Bye bye Voltrobie, przepraszam cię za to... No nic, dam Flasza komuś innemu. Tup tup tup do PokeCenter, grzebu grzebu w plecaku i... NIE MAM FLASZA! ;_; Nosz... No nic, mozolna wędrówka w kierunku Diglett's Cave, krótka demokracja mojego Boba, kiolejna pamiątka na tyłku, tup tup do cholernych drzewek, ciachu ciachu, tup tup, ciachu ciachu i jest psor. Krótka pogaduszka z nim zmieniłą się w długie spotkanie przy kawie, w ciągu którego zdązyłem poznać całe jego drzewo genealogiczne, po czym wreszcie dał mi Flasza. A wiecie, co to było? Świeczka! Taka mała, k**wa, świeczka! No nic, kolejny mozolny powrót, kolejne obrady Diglettowego Sejmu, kolejna pamiątka, kolejne "tup tup", kolejne "ciachu ciachu" i nareszcie jestem przy Rock Tunel! Fiu, ile musiałem się natrudzić. No dobra, no to kto z moich chce potrzymać świeczkę? ![]() No nie no! ;_; Chwila... A Voltrob niby jak trzyma? o.O Nevermind, zobaczymy, kto może? Hm... O, Abra! No to tup tup do Day Care, wybulenie kupki kasy i heja Abra! What?! Abra lvl up. Gratuljenszon, Abra ewoljuton tjo Kadabra! Masz, trzymaj se tę świeczkę! No to huzia na Rock Tunel. NYKTOFOBIA! ;_; ZUBATOFOBIA! ;_; GEOFOBIA! ;_; GLAVEROFOBIA! ;_; Alleluja światło! Chwila, gdzie jest mój kochany Balon? Nie... NIE...! NIEEEEEEEEEE~! Okazało się, że mój Balon poświęcił siebie, aby uratować resztę w starciu z wrogim Gravelerem. Chlip... Niech spoczywa w pokoju, w wieży... Chodźcie chłopaki, musimy iść dalej... Droga 8 przyniosła mi Rattatę "Shit". Idź se do boxu. Kilka trenerów mnie zaczepiło, ale Czary który już się zżył z Balonem, wyrżnął ich w pień z zemsty. Skierowałem się do bramy, ale jakiś strażnik nie pozwalał mi za nic przejść, więc cofnąłem się i skorzystałem z pomocnego przejścia podziemnego i ruszyłem do drogi 7. Tam powitałem Vulpixa "Narutu", który niestety trafił do boxa z powodu przepełnienia teamu. A mi się skończyły MonsterBalle. W samą porę. Uff... I teraz stoję na granicy Cleadon City. Nikt nie wie, w tym ja, że to własnie w tym miejscu zmieni się cały świat. Że to tutaj, człowiek imieniem Alonzo, zatrzyma ziemię i ruszy słonce... ================================================== Okej, tutaj nuzlocke obfituje akurat w krótsze opisy, skrócone wydarzenia i obrazki. Postanowiłem tak nieco urozmaicić nuzlocke, a zwłaszcza, że ten odcinek był nudny. Od następnego czaptera wszystko wróci do normy, ale jeśli ten styl wam się podoba, to zostawię go. ================================================== Stan obecny drużyny: Day Care: Box: Meowth "Money" 1~ lvl. Vulpix "Narutu" 2~ lvl. Rattata "Shit" 2~ lvl. Cmentarzysko: Spearow "BiletWJednąStronęDlaPrzeciwnika" 12lvl. Jigglypuff "Balon" 30 lvl. FC PEARL: 4727 8778 9544 FC DIAMOND: Nie odkryte. Powód: przechodzę od nowa. FC PLATINUM: 5286 2258 3630 FC SOULSILVER: Nie otrzymałem jeszcze. FC WHITE EU: 4513 1774 1555 FC WHITE JAP: Nie otrzymałem jeszcze. |
||||
|
|
8.07.2011, 11:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 8.07.2011 12:08 przez rubin.)
Post: #13
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Rozdział IV – w piekle będą smażyć nas Flamethrowerami
Flavour: W Tamamushi lało. Nie była to jakaś porywista wichura, jednak drobne kropelki wielkości ziarenek maku irytowały wszystkich którzy zdecydowali się wyjść na zewnątrz. Taichi szukał tym czasem jakiegoś miejsca do schronienia, jednak wszystkie budynki były zamknięte. W końcu trafił do wielkiej budowli oklejonej neonami. W środku zdawało się być gwarno i ciepło. Przy wejściu chłopaka zatrzymał jakiś cieć. „Ej, nie nauczyli cię czytać mały? Dzieciom do kasyna wstęp wzbroniony!”. Zrezygnowany Tai przycupnął przy płocie. Kątem oka dostrzegł coś... czyżby ktoś do niego machał? Nie, nie możliwe, przecież nikt go tu nie zna... A jednak pchnięty ciekawością poszedł w tamtą stronę. Jak odkrył, znajdował się właśnie na tyłach Game Cornera. Jakiś facet, chyba właściciel przybytku, dawał mu migowe znaki. „Hej, chciałeś pewnie wejść ale cię nie wpuścili? Biedaczek, choć tu, ogrzejesz się. Dam ci nawet kilka monet co by ci się nie nudziło". W środku roiło się od jazgotliwych ludzi, w większości w stanie wskazującym na spożycie. Najwięcej hałasu robiły jednak maszyny, przy których siedzieli. Dźwignie od pachinko i jednorękiego bandyty raz za razem wydawały przeraźliwe skrzypy. Jako, iż nikt nie zdawał się przejmować obecnością niepełnoletniego człowieka, Taichi przysiadł do pierwszej maszynki z wirującymi obrazkami z brzegu. „Wrzuć monetę”, żądało ustrojstwo. Sięgnął do kieszeni i dał automatowi to czego chciał. Gdy machina połknęła swój ulubiony smakołyk, kolbki zaczęły kręcić się z niewiarygodną szybkością. Zniechęcony pociągnął za dźwignie. 7,7 i wisienka – kurcze, był tak blisko! Spróbuje jeszcze raz, tym razem na pewno mu się uda. Znów maszyna dopomina się o monetę. Wrzucił... i kolejne pudło. Po kilku próbach (tak naprawdę to dwudziestu), Taichiemu skończyły się żetony. Podszedł więc do właściciela Game Cornera, i spytał o kolejne monety. „Pewnie, ale tym razem nie dostaniesz ich za darmo”. Zapłacił więc, przełykając nieco zawyżoną cenę i siadł z powrotem do automatu. „Wrzuć monetę”. Deszcz już dawno przestał kropić, lecz on nadal pociągał za dźwignie. „Wrzuć monetę”... Real: Po pobiciu Eriki zaliczyłam 2 subquesty z Rocketami – w kasynie i w Pokemon Towerze. Poza tym, że użyłam w końcu Water Stone’a na Aquanie (która następnie poczyniła spustoszenie w kryjówce bandziorów), oraz złapałam Gastley’a ガザー (Gazer) (lv.17), nic szczególnie ekscytującego się tam nie wydarzyło. Następnie skierowałam się do Yamabuki City. Sabrina to kawał koksa, wiec ominęłam jej Gym szerooookim łukiem... przynajmniej na razie. Sala treningowa obok nie mogła już liczyć na ten sam przywilej – całe dojo zostało posłane w 4 strony świata dzięki staraniom Hermesa, który po ostatniej, ciężkiej walce z liderem Sali zapewnił sobie ewolucję! Jako nagrodę zabrałam oczywiście Hitmonlee’ego, którego nazwałam キキン (Kickin) (lv.30) Przez Yamabuki City przedostałam się na północną drogę, gdzie mieścił się Pokemon Day-Care. Nie wiadomo jak dawno temu zostawiłam Butterfree’ego Anta. Motylek zyskał 14 poziomów, oraz, szczęśliwie, nadal posiadał Sleep Powder w movesetcie. Zabrałam więc go ze sobą i ruszyłam na Snorlaxa (tego przy Cycling Road). Po męczącej, prawie 20 minutowej walce, Ant rozsypał zielony proszek na tłustego niedźwiedzia. Pogrążony w głębokim śnie misiek nie stawiał oporu przed rzuconym Super Ballem. Odtąd znany był jako メガトン (Megaton) (lv.30). A co z drugim Snorlaxem? Hmm, powiedzmy że spotkał go mniej szczęśliwy los ![]() W trakcie przedzierania się przez bazy Rocketowców na jaw wyszedł dość poważny problem – bez Flamethrowera Coco jest jak piąte koło u wozu. Rozpoczęłam więc mojego self-questa pt. „uczymy Coco jak należy zionąć ogniem”. Próbowaliście kiedyś trenować Poka, który po każdym trenerze wymaga poważnego leczenia? Nie? No to tak właśnie wyglądało ćwiczenie mojego ognistego liska. Gdy wreszcie stuknął jej 35 level miałam ochotę zatańczyć macarenę. Wcisnęłam jej do pyska Fire Stone’a, co dodało jej 3 nowe ogony i jasne, lśniące futerko i przeniosłam swe starania na Dragona, który również nie potrafił tworzyć fireballi większych niż piłeczka ping pongowa. Z nim na szczęście poszło dużo szybciej, i przy Sekichiku miałam już pięknego W Sekichiku City od razu ruszyłam na Safari Zone, by zapolować na wymarzonego Exeggcute’a. Max Repel, potem ostrożne przejście do ostatniej strefy parku i... Nidoran-f. ![]() Złapałam, skoro już zapłaciłam te 500P za wejściówkę... Nazwałam przybłędę ハニア Hania (lv.22) i odesłałam do Boxa. Później jednak spostrzegłam że brakuje mi dobrego kandydata na HM Strengh, więc podmieniłam ją z Megatonem i przemieniłam w Nidoqueena. Kochanych Nidosów nigdy nie za wiele, eh? Przy Kodze napadły mnie dwie „genialne” myśli, z których jedną teraz bardzo żałuję. Po pierwsze, nie ruszam na lidera póki nie kupię Hyper Beam dla Hermesa (cena: 5500 coinów). Na slotach zarobiłam może z 1200 monet, resztę kupiłam od Rocketów za totalnie przekichaną cenę 1000P za 50 coinów. W efekcie z ponad 100 000P które posiadałam na początku została mi może połowa tego. Czyżby GF chciał w ten sposób ostrzec dzieci, że kasyna rujnują człowieka? Tego nie wiem, tak czy inaczej po 3 dniach męki Hyper Beam znalazł się w moim (a raczej Hermesa) posiadaniu. Uradowana tym faktem straciłam resztki rozsądku przy przebijaniu się przez Gym Kogi. Wymyśliłam bowiem, że zsoluję całość (lider included) Aquaną, która jest de facto moim najsilniejszym Pokiem. Trenerzy nie stawiali oporu. Lider troszkę stawiał, bo choć 3 pierwsze stworki nie były zbyt problematyczne, tak Weezing (o 5 leveli silniejszy od Aquany), nie chciał paść na 2 uderzenia z Surfa. Efekt? 1% bomba podstępnie Explodowała w twarz mojej Aquance... ![]() ...i tyle ją widziałam. ![]() R.I.P Aquanko, byłaś najlepszym Vaporeonem jakiego kiedykolwiek miałam ;( Przed zapisaniem gry zajrzałam jeszcze do Power Plant. Uszczuplona o jednego kompana miałam cichą nadzieję że znajdę tu jakieś ciekawe zastępstwo. Parę kroków w głąb elektrowni i... „Pika!”. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam drwiąco uśmiechającego się Pikachu. Skurczybyk rzucił się na mnie i podwinął mi ThunderStone z plecaka! Błysnęło oślepiające światło ewolucji, i żółta mysz stała się pomarańczowym szczurem - który już szykował się do popieszczenia mnie prądem. Osz ty, teraz ci nie popuszczę! Super Ball! Raichu oczywiście rozbił go bez problemu. Został mi ostatni Ball... potrzebowałam pomocy, i to natychmiast. Tutaj Horn znów się wykazała, paraliżując szczura i sprowadzając go do odpowiednio niskiego HP. Tym razem siadł bez problemu ボルト (Bolt) (lv.33), witamy w teamie! (ile razy pisałam już te słowa?)Myszkowanie (pun not intended) po Power Plant dopiero uświadomiło mi słabość mojej drużyny. Jedynie Dragon był na w miarę przyzwoitym levelu. A reszta? Dzikie Magnetony i Raichu były od nich lepsze. Pogrindowałam więc trochę moją ciap-drużynę (poza Hermesem, który na elektryki się nie nadawał, oraz Boltem, który samym Thundershockiem niewiele mógł wskórać), ubiłam jakiegoś żółtego koguta i pomaszerowałam z powrotem do miasta. Stan drużyny: Box’d: Voltorb “Flashy” (lv.17), Bellsprout “Mimoza”(lv.19), Gastly “Gazer” (lv.17) Hitmonlee “Kickin” (lv.30), Snorlax “Megaton”, Butterfree “Ant” (lv.24), Raticate “Killer” (lv.20) Day Care’d: brak Ded: Pidgey “Mimi” (lv.4-15), Geodude “Rocky” (lv.7), Caterpie “Robal” (lv.3), Vaporeon “Aquana” (lv.25-38). ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
11.02.2012, 10:12
Post: #14
|
||||
|
||||
|
RE: Polacy eksplorują krzaki... z przewodnikiem - NUZLOCKE GREEN
Bardzo ciekawe i zabawne opowiadania , ale kiedy macie zamiar je dokończyć?
FC White: 3482 7197 9427 GG: 1510073 |
||||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Polskie tłumaczenie © 2007-2012 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2012 MyBB Group.
Theme Designed by: Techedze
Silnik forum MyBB, © 2002-2012 MyBB Group.
Theme Designed by: Techedze





![[Obrazek: derderp.gif]](http://img6.imagebanana.com/img/wstmnp15/derderp.gif)


)
), aż w końcu znalazł to czego szukał – wejście do drogi nr. 1, które teraz stało niepilnowane przez dorosłych. Idealna wręcz okazja by spotkać jakieś dzikie Pokemony. Trzęsąc się z ekscytacji, Taichi zrobił pierwszy krok w stronę upragnionej wolności, gdy wtem za koszulę chwycił go jakiś dziadzio w białym fartuchu. A no tak, to profesor Ookido. Ten to wszędzie wetknie nosa w nie swoje sprawy. Spojrzał na Taichiego, i westchnął „Nie mam czasu by stać tu nad tobą i patrzeć czy nie wylecisz jak wariat by walczyć gołymi pięściami z dzikimi Pokemonami. O nie, mam dużo lepszy pomysł. Choć ze mną”. Profesor zaprowadził młodzieńca do laboratorium. Czekał tam też jego wnuk – Satoshi. Ustawił chłopców w rzędzie, i powiedział – „Mam tu dla was trzy Monster Balle. W każdym znajdziecie jednego, niepowtarzalnego Pokemona, którego zabierzecie ze sobą. Wybierajcie mądrze, bo od nich zależeć będzie wasze bezpieczeństwo.” Podrapał się po podbródku. „No tak, tylko kto teraz ma wybrać pierwszy”. Satoshi prychnał „To chyba oczywiste że ja, w końcu jestem twoim wnukiem!” Już zmierzał po swego Monster Balla, gdy zatrzymał go Ookido „Zaczekaj!” Dziadek Satoshiego zaczął pokazywać palcem „Ene due rike fake... Taichi bierze jako pierwszy.” Satoshiemu opadła szczęka - „Co!? Ale...!” – na co Ookido odpowiedział spokojnym głosem „Spokojnie, ty też dostaniesz swoją szansę. Taichi, czy możesz...?”. Taichi, nie rozumiejąc za bardzo tej całej sceny, podszedł do stolika i, jako iż nie miał w zwyczaju długo się zastanawiać, chwycił pierwszego Monster Balla z brzegu. Kula samoistnie się otworzyła, i w oświetlającym błysku na podłogę wypadło coś co wyglądem przypominało zdeformowanego gryzonia. Taichi skrzywił się „Ej, ja nie chce tego szczura, dajcie mi wybrać jeszcze raz!” . Ookido westchnął ciężko. „To nie żaden szczur, tylko jaszczurka. Ognista, dodam”. Nastawienie Taichiego do cherlawego Pokemona zmieniło się o 180 stopni. „Woooow, to on potrafi ziać ogniem!? Ale super! Kocham cię...!! yyy, jak on właściwie ma na imię?”. Ookido odparł z uśmiechem „Nie ma imienia. Możesz nadać mu własne”. Taichi spojrzał jeszcze raz na jaszczura. Ostrzył właśnie swoje małe pazurki, a na widok nowego pana radośnie mlasnął jęzorem. W końcu chłopiec stwierdził „Nazwę cię... ![[Obrazek: mudkipsx.png]](http://img7.imageshack.us/img7/1646/mudkipsx.png)
![[Obrazek: vermiliongymexplosion.png]](http://img842.imageshack.us/img842/540/vermiliongymexplosion.png)
.
. Tak czy inaczej, dokupiłam nowego Super Balla, i skierowałam się na Route 8. Zmęczona rozglądaniem się za czwartym członkiem drużyny, czekałam na wyskoczenie kolejnego syfu... zaraz, czy to możliwe?! Tak, to ![[Obrazek: Vday003F.png]](http://i143.photobucket.com/albums/r144/danyelle54321/GTS/Vday003F.png)
![[Obrazek: tumblr_lbyhgnPtyJ1qzi66eo1_500.png]](http://30.media.tumblr.com/tumblr_lbyhgnPtyJ1qzi66eo1_500.png)
![[Obrazek: face_1308306762_by_pawell96.png]](http://komixxy.pl/faces/face_1308306762_by_pawell96.png)
![[Obrazek: rce.png]](http://img707.imageshack.us/img707/5192/rce.png)
![[Obrazek: fuuuu2.jpg]](http://img190.imageshack.us/img190/9774/fuuuu2.jpg)
![[Obrazek: WTF_Boom.jpg]](http://images2.wikia.nocookie.net/__cb20110326042758/youtube/images/e/e6/WTF_Boom.jpg)
![[Obrazek: aquagrey.png]](http://img684.imageshack.us/img684/7114/aquagrey.png)
