Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
28.05.2011, 23:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2011 15:09 przez Reel.)
Post: #1
Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta

Wprowadzenie

W roku 2xxx doszło wybuchu III wojny światowej, która miała zmienić oblicze świata. Brytyjczycy, nie będący w stanie pokonać siły narodu japońskiego, zdecydowali się na wykorzystanie nowego rodzaju broni biologicznej: Bomby Macicznej, która miała za zadanie uniemożliwić prokreację wszystkim kobietom w promieniu 100km od miejsca wybuchu. W ten sposób chcieli długoterminowo doprowadzić do obniżenia populacji armii Japonii, co w rezultacie miało sprawić, że będzie totalnie beznadziejna i stanie się Duponią. Dlatego też plan swój nazwali "Operacją: Duponia". Niestety, i na szczęście dla dzielnych Japończyków, okazało się, że bomba zawierała pewne wady konstrukcyjne i jej działanie było zgoła odmienne niż zamierzone. Zamiast doprowadzić do bezpłodności, wywołała dziwne syndromy zjawisk nadnaturalnych u japońskich dziewic. Każda z nich zyskała pewnego rodzaju nadnaturalną moc, która znikała w momencie, gdy utraciły swoją cnotę. Z tego powodu wkrótce miały zostać nazwane ZajeDziewicami i stać się laboratoryjną, nieopatentowaną bronią Japonii. Miały, bo wkrótce po wybuchu bomby, wszystkie państwa obu sojuszów zbuntowały się przeciwko wykorzystywaniu bronii biologicznej przez Anglię i zgodnie wstrzymały działania wojenne, obierając ją za chwilowy cel. Wszystko jednak wskazuje na to, że poszczególne państwa bały się nowej, nieznanej siły Japonii, a ponadto musiały pozwolić odpocząć ich wyżartym przez wojnę gospodarkom. Kolejna wojna wisi więc ciągle na włosku... Warte wspomnienia jest też to, że wkrótce pojawiły się pogłoski o chłopakach w Japonii, którzy również zaczęli posiadać niezwykłe moce, aczkolwiek było to zjawisko sporadyczne, a dodatkowo niezwiązane z tym, czy posiadają prawictwo. Niewiadomą pozostaje to, co sprawia, że stają się oni ZajeChłopcami (tak ich nazwano), co jest akurat rzeczą typową dla tej płci - podobnie jak łatwo można sprawdzić cnotę kobiet po obecności błony dziewiczej, tak u mężczyzn jest to niewykonalne...

Zapewne zastanawiacie się, na czym polegają niesamowite zdolności ZajeDziewic i ZajeChłopców. Jeśli chodzi o te pierwsze, to polegają one na możliwości tworzenia czegoś i nadawania temu formy. Może to być np. metal, tworzywo, ciecz, prąd, ogień, kamień, czy cokolwiek. Im lepiej dana ZajeDziewica włada swoją mocą, tym większe i bardziej precyzyjne jest w stanie tworzyć obiekty, może to też robić na większą odległość. ZajeChłopy z kolei mają bardziej "ukryte" umiejętności, którymi oddziałują na samych siebie lub na otoczenie. Mogą na przykład szybciej biegać, podnosić ciężkie przedmioty, czy zjeść na raz o wiele więcej burgerów z WcDonalda niż pomieściłby normalny człowiek. Podobno nawet nie rzygają.

Teraz chyba jest ten dobry moment, abym sam się przedstawił. Nazywam się Woyebanema Mikado i mam 16 lat. Chodzę do typowej szkoły w Nowym Tokio, nie uczestniczę w żadnych zajęciach klubowych, a czas wolny spędzam w towarzystwie grupy najlepszych przyjaciół. Jestem najzwyklejszym nastolatkiem, który nigdy nie prosi się o kłopoty. Nawet na imprezie, jak mnie jakiś menel zaczepia, to mu grzecznie drogę do kibla wskażę. I codziennie oglądam TV Tram. Nie no, żartuję. Nie lubię takiej prymitywnej, ludycznej rozrywki. Za to moi rodzice oglądają takie rzeczy, coś w stylu "Moda na Łupnie". Nie no, to był żart. Nie no, nie był. W każdym razie, jestem totalnie normalnym gościem. Ale tak naprawdę... Tak. Jestem ZajeDziewicą.

...

Nie no, to było głupie. Jestem ZajeChłopcem. Ale nikt o tym nie wie. Ani moi znajomi, ani moja rodzina, ba, sam bym nie wiedział, gdyby nie pewien przykry wypadek. Pozostałe osoby się nie dowiedzą. Nie powiem im. Wiecie czemu? Bo mam woyebane.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: ShootingStar, Thunder, Inaka, PokeFanka1, Cynd Ninja, lukaszkond, PikaPika, NIK
31.05.2011, 14:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.08.2011 15:09 przez Reel.)
Post: #2
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta
Księga Adepta
Rozdział pierwszy: Inicjacja

Godzina siódma rano. Mój dzwonek radośnie podskakuje, wyrzucając z siebie krzykliwą melodię. Ale to nie ona jest najgorsza. By dobrze się obudzić, należy zawsze ustawiać sobie format dysku C na pięć minut po zamierzonej godzinie. Sami pewnie tego nie wiecie, ale wtedy to dopiero dostaje człowiek zastrzyk adrenaliny z samego rana. Prawdziwe emocje zaczynają się wtedy, kiedy akurat o tej porze włączyła Ci się aktualizacja systemu... W każdym razie, po takiej pobudce, moje nerwy zaczęły powoli dochodzić do siebie. Rozciągnąłem się przeciągle i podrapałem po wiadomym miejscu, patrząc na okno z niezbyt szczęśliwym wyrazem twarzy. Dziś był poniedziałek. Za oknem chyba znowu wymieniali silikonoasfalt (dziś tę nowoczesną technologię wrzucają już nawet do malutkich dzielnic), bo głośno było tak, że aż miałem krzyknąć standardowy tekst o napie***laniu z samego rana, ale okazało się, że to tylko dwójka bachorów postanowiła zrobić sobie turniej pogo w swoich skrzęczących BronioZłomach.

Spakowałem się szybko do szkoły i zjadłem zupę jajeczną, którą przygotowałem sobie wczoraj wieczorem. Moi rodzice pożegnali się ze światem jakiś czas temu i niestety byłem zmuszony sam sobie radzić. Moja matka była z zawodu burdelmamą i powiadają, że w końcu ją... Ekhem... Rozsadziło od środka. Wybaczcie, nie mieszkam w zbytnio inteligenckim otoczeniu, więc różne rzeczy się tu zdarzają. Mój tata dla odmiany jakiś rok temu zamurował się przez przypadek w betoniarce. Jak go wydobyli, to już miał całe płuca zapchane żelatyną i niestety nie dało się go ocalić. Jakoś jednak nigdy nie byłem do nich przywiązany, może to dlatego, że wkrótce po moich urodzinach mieli wnieść pozew do firmy produkującej prezerwatywy?...

Uwielbiam mój szkolny mundurek. Wiem, że nie ma to nic do rzeczy, ale naprawdę go lubię. Jest biało-niebiesko-czarny i wygląda naprawdę czadowo. Jak założysz do niego długą, spiczastą czapę, to od razu mogą Cię wziąć za Dambledora. No, musiałbyś mieć jeszcze brodę, ale w dzisiejszych czasach to nie problem. Dodam, że jeszcze fajniejsze są mundurki żeńskie. Te z mojego roku są o tyle fajne, że w niektórych krajach noszenie spódniczek o długości takiej jak w nich podlega sankcjom prawnym. Jest więc na co popatrzeć, ale problemem jest to, że spora część dziewczyn w naszej szkole to ZajeDziewice i z tego powodu są jeszcze bardziej nieprzystępne niż standardowe licealistki w Duponii. Krążą pogłoski, że te najbardziej zdesperowane same zamontowały sobie pas cnoty (tak jest, z własnej nieprzymuszonej woli)!

-Ohayo, Mikado! - powitali mnie koledzy.
-Siema bracia. Co tam ciekawego?
Najbliższymi ludźmi z mojego otoczenia była dwójka znajomych z mojej klasy: Rin i Koyomi. Byli raczej w typie rozrywkowym i lubili łazić ze mną po mieście, żeby pograć w bilard, albo podglądać laski w toaletach w teramarkecie. Byli spoko i zawsze można się było z nimi pośpiać. Albo z nich, jak kto woli.
-Słyszałem, że Kanoko dostała ofertę pozowania do GejBoja - zażartował Koyomi. Może w odbiorze żartu pomoże Wam fakt, iż Kano (jak lubiła być nazywa, jeśli ktoś akurat przemógł się, by do niej odezwać) podobno miała niemieckie korzenie. Ekhem.
-Ta... O, zobaczcie, kto idzie - odparł Rin i wskazał palcem na idącą w kierunku szkoły po przeciwnym pasie dziewczynę, którą była nasza klasowa maskotka Celia. I teraz pozwolę sobie na kolejne małe wyjaśnienie: jeśli istnieje we wszechświecie coś takiego jak stereotyp blondynki-idiotki, to Celia z pewnością jest jego reprezentantką. Szalenie atrakcyjna, hojnie obdarzona przez naturę i o inteligencji gekona zakmiętego na amen w pralkosokowirówkozamrażalce. Od samego patrzenia można stwierdzić, że nie będzie jej raczej dane wykonywać innego zawodu niż tylko sekreterki spełniającej chore żądze swojego szefa.
-O kurde, na sam widok przypomina mi się, jaką mieliśmy z niej polewkę, jak wtedy, gdy myślała, że jak użyje gumki, to nie przestanie być ZajeDziewicą...
-Ha ha ha.

Ale dobra, zakończmy na razie tę irytującą scenę rodem z gimnazjum niepublicznego. Opisuję to właściwie tylko dlatego, by uprzytomnić Wam, że moje życie do pewnego momentu wyglądało zupełnie typowo i nie miałem osobiście absolutnie nic przeciw temu.
"Po lekcjach gramy w rozbieranego. Harumi gra, ponoć Amami też. Może nawet Celia." - odczytałem zawartość karteczki, którą ktoś mi właśnie rzucił.
"Mam dziś brudną d**ę" - odpisałem w odpowiedzi.
"To dobrze się składa, bo kupiłem wczoraj szampon do włosów łonowych." - odpisała mi kolejna anonimowa osoba.
-Woyebane-san! Powtórz co przed chwilą powiedziałam! - wydarła się nauczycielka, która musiała spostrzec moją potajemną korespondencję.
-Eee... Yyy... - pomyślałem i pogapiłem się na tablicę. - No to... Z ambiwalentnego punktu widzenia zdaje się, iż intermediacyjna forma takiej endomorficznej egzamplikacji jest dalece irracjonalna i z tego też doktrynatu adekwatyzuje to ekspresyjność i hiperludyczny wymiar poezji wczesnopostmodernistycznej.
Nauczycielka zamrugała oczyma.
-Hmm... Nie to co prawda powiedziałam, ale owszem, zgadza się. Następnym razem wolałabym jednak, byś bardziej skupiał się na moich słowach.
-Gomene, sensei.
Rin wyszczerzył do mnie zęby i pokazał wyciągnięty w górę kciuk. Jak widzicie, trzeba sobie umieć poradzić w kryzysowych sytuacjach.

W pewnym momencie moje myśli odpłynęły totalnie. Było już tylko parę minut do końca lekcji i każdy bujał już bliżej lub dalej w obłokach, ale ja pozwoliłem sobie spojrzeć w górę z ramionami na twarzy i zamknąć oczy, starając się myśleć o jakiś przyjemnych rzeczach. O dziwo, nikt nawet mi nie zwrócił uwagi. Otworzyłem oczy. Klasa była pusta, nie, wszyscy uczniowie leżeli pod ławkami, nie, to były tylko ich ciuchy, nie, one są przemoknięte krwią, kałuże krwi, Matko Boska, nie, zamrugałem oczami... Dzwonek. Wszyscy siedzą na swoich miejscach. Wszystko wygląda normalnie. Odetchnąłem głęboko. Halucynacje? Jeszcze nigdy żadnych nie miałem. A może zasnąłem na tę krótką chwilę?... Nie, sen tak nie działa, musiałaby minąć co najmniej godzina do fazy REM... Nie wiem co to było, ale nie chciałem wtedy nad tym rozmyślać. Może zwykłe przewidzenie, to się w końcu zdarza.

Po lekcjach udaliśmy się paczką na opuszczony dworzec metra. Budynek konduktorski, obecnie kompletna ruina, choć wewnątrz nie wyglądający aż tak szpetnie, był naszą stałą miejscówką. Uwiebialiśmy tu spędzać czas po szkole, czytając ukradzione pornosy, albo uprawiając hazard. Dziś udało się zabrać dziewczyny z klasy, więc trzeba było trochę uprzątnąć ten syf. Razem było nas siedmiu: ja, Rin, Koyomi, Shiru - nasz stary znajomy, który obecnie chodzi do równoległej klasy, a także Harumi, Celia i Yui, która chodziła do młodszego rocznika. Nikt jej tu co prawda nie zapraszał, ale lubiła się szwędać ze starszymi. Wyglądała całkiem uroczo ze swoimi różowymi włosami, więc zgaduję, że cieszyła się popularnością w swojej klasie, ale mimo to jakoś zawsze wolała nas. Zwłaszcza mnie, mogę powiedzieć, że się do mnie przyssawała, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Inna sprawa, że zawsze pociągały mnie różowowłose lolity, choć nigdy się do tego nie przyznawałem.
-Dwie pary: dziesiątek i asów - oznajmiła niezwykle zadowolona z siebie Celia.
-Piątki i asy - odparł zawiedziony Rin.
-Trójka króli, cieniasy! - krzyknął tryumfalnie Shiru.
Patrzyłem się z politowaniem na przegranych, ale trzeba było powiedzieć, że gdyby nie drobne oszustwo z mojej strony, też byłbym pewnie w ich sytuacji. Miałem draw do straighta na flopie, ale jak zauważyłem, że Shiru, siedzący po mojej prawej, ma parę na ręce i doszedł mu jeszcze trzeci król, to stwierdziłem, że bezpiecznej będzie spasować. Na pocieszenie przyszła pora nacieszyć oczy widokiem głównych przegranych. Celia, jak przystało na klasową idiotkę, nie radziła sobie najlepiej z ogarnianiem pokera i teraz już była w samej bieliźnie. Harumi miała jeszcze na sobie spodnie, za to Yui o dziwo ledwo zdążyła zdjąć z siebie bluzę i skarpetki. W tym momencie jednak wzrok męskiej części zbiorowiska skupił się na piersiach ostatniej z dziewczyn, które właśnie miały zostać odsłonięte. Napaleni na ten widok patrzyliśmy, jak zwinne palce naszej koleżanki zmierzają w stronę ramiączek, potem delikatnie je pociągają, odsłaniając jej nagie ramiona, a potem delikatnie schodzą w górę, pozostawiając odsłonięte kolejne milimetry jej jędrnej skóry, powoli docierając aż do sutków... I w tym momencie świat zatrzymał się na chwilę.

Strzały. Najpierw jeden, potem drugi. Wszyscy je usłyszeli i nagle zadrżeli. Dziewczyny zaczęły nerwowo się zakrywać, a my wybiegliśmy na zewnątrz, by zobaczyć, co się dzieje.

-To opuszczony dworzec, nie powinno tu nikogo być! - krzyczał Rin, rozglądając się nerwowo po okolicy.
-Miło, że to mówisz, ale chciałbym zwrócić Ci uwagę, że my tu jakoś weszliśmy - odparł Shiru.
-Cicho - powiedziałem, przyciszając ich palcem. Kolejne strzały były już coraz cichsze, więc trzeba było się skupić, by je usłyszeć.
-Dochodzą od strony Strefy! - powiedział Koyomi i pobiegliśmy tam. To, co zobaczyliśmy, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

-To nie...możliwe?
Nad nami, w okolicy stu metrów, stał wielki BronioZłom. I nie wyglądał na takiego BronioZłoma, do jakich przywykliśmy. To nie była zwykła zabawka, to musiała być co najmniej rządowa konstrukcja, gdyby nie to, że rząd już dawno wycofał się z produkcji BronioZłomów, bo były mało efektowne. Ale powiedzcie to temu modelowi...

-Musimy go powstrzymać! - stwierdził Shiro. - Rozpiernicza laserem cały teren, a jak dojdzie do Strefy... No właśnie, co się stanie, jak znajdzie się w Strefie?!
-Całe miasto spłonie? - podsunąłem.
-Łącznie z aglomeracją.
-Kuso! - zakląłem. - Ale jak powstrzymamy sami tego przerośniętego mecha?!
-Potrzebny nam inny mech.
-Dobra, poszukajmy na drzewie - zażartował Rin. Ale to nie była pora na żarty.
-Wiem! - krzyknąłem. - Koło mojego domu byli jacyś dwaj gówniarze, którzy walczyli dzisiaj BronioZłomami!
Obejrzałem się. Moje mieszkanie znajdowało się tuż koło starej stacji, więc powinno być widoczne... Tak. Nadal stały pod nim dwa mechy. Koyomi i Shiro już biegli w ich stronę.
-Niech ktoś odwróci jego uwagę, zaatakujemy go znienacka!
-Jasne - odparł Rin i natychmiast się rzucił w stronę wielkiego BronioZłoma, a ten odwrócił się na niego.
-No co, wielka kupa złomu! Taki jesteś mądry? To patrz! - krzyczał, a w tej samej chwili duet Shiro i Koyomi zaatakowali go z laserów z dziecięcych modeli BronioZłomów. Wielki mech skwitował to wyciągnięciem tarczy, która odbiła pociski w ich stronę.

-NIE! - krzyknąłem i sam pobiegłem do nich na oślep, nie wiedząc nawet co robię. Wielki robot zaatakował ich swoją bronią, która spowodowała, że ich pojazdy zaczęły się palić. Bezbronny Rin chciał się jakoś bronić, ale nie zdążył uciec i trafił pod stopy BronioZłoma. Gdy już dobiegłem, było po wszystkim. A na dodatek teraz to ja byłem w polu rażenia wielkiego mecha.

-POMOCY!! - krzyknąłem na cały głos, nie mając w sumie żadnej alternatywy, ani nie licząc, że to pomoże. Jeśli zginęli moi koledzy, równie dobrze i ja powinienem zginąć...

I wtedy zjawiła się ona. Najpierw jej nie zauważyłem, ale gdy przez dziwnie długi czas mech się nie ruszał, podniosłem głowę. Była niska, raczej młoda i miała długie, białe włosy. Na sobie zbroję, która wyglądała dziwnie lekko i do tego pokrywała tylko część ciała, odsłaniając brzuch, rękawy i większą część nóg, a także zostawiając niewielki dekolt odsłaniający nieco jej dziecięce piersi. W rękach trzymała świecący się miecz w kształcie katany, ale nieco szerszy.
-Pomoc wypełniona. Kontrakt został zawarty - powiedziała.
-Kontrakt? - spytałem ze zdziwieniem.
-Owszem. Jestem z Bractwa Rycerzy Wyzwolenia i obowiązują nas ścisłe zasady.
-Zasady? - znowu zapytałem, nie kryjąc wielkiego "WTF" na twarzy.
-To dosyć proste. My ratujemy Twoje życie, a Ty w zamian spełniasz naszą prośbę.
-No... Dobra... Zatem?
-Jesteś ZajeChłopcem, prawda?
Jakim cudem się domyśliła - pomyślałem, znowu zszokowany tajemniczą wybawicielką.
-Nie musisz odpowiadać, i tak to wiem - dodała. - Wobec tego moim życzeniem jest tylko to, byś wstąpił do nas i zasilił nasze szeregi. Od dawna brakuje nam... - tu zatrzymała się na chwilę. - Nowych twarzy.
Milczałem.
-By do nas wstąpić, musisz najpierw stać się adeptem. By stać się adeptem, w wypadku części męskiej, musisz mieć za sobą inicjację.
-Inicjację? - powiedziałem w końcu.
-Seksualną.
A tego się nie spodziewałem.
-Jeśli już ją masz za sobą, to dobrze. Jeśli nie, masz na to czas do jutra. Wtedy po Ciebie przyjdę. Bądź gotów - dodała i rozpłynęła się w powietrzu. Wyglądało to jakby zrobiła podskok i nagle wskoczyła aż do nieba.

Upadłem na ziemię, nie rozumiejąc tego co się stało. Shiro był martwy. Rin i Koyomi również. Ja stoję sam nad przerośniętym BronioZłomem, który nigdy nie powinien był zaistnieć, a został pokonany przez dziwną białowłosą dziewczynę. A, mówiąc o dziewczynach...
-Woyebane-san! - zaczęły krzyczeć, bo mnie dostrzegły pierwsze, gdy już dotarły tutaj. Zaraz zobaczą resztę. - Woyebane-san! - krzyczały dalej.
Po chwili krzyki ustały. To nie był miły dzień.

***

Było już koło północy, gdy ktoś nagle zadzwonił do moich drzwi. Wstałem z łóżka i podszedłem, zresztą i tak od godziny próbowałem bezskutecznie zasnąć. Kto mógł się przyszwędać o tej porze? Może znowu ta dziwaczka od Rycerzy Wyzwoleńczych, czy jakoś tak?... Spojrzałem przez wizjer. To Celia.
-Co się stało? - spytałem, otwierając drzwi.
-Chciałam porozmawiać... - odparła. Wyglądała na lekko przerażoną, co nie było dziwne, biorąc pod uwagę to wszystko, co się dzisiaj działo.
Pozwoliłem jej wejść.
-Więc? - zacząłem.
-Bo... Chciałam Ci podziękować, że... Wtedy nas uratowałeś... Znaczy... Całe miasto... Iii... Pomyślałam, że jestem Ci winna za tę partię wtedy, więc... - wydukała i położyła ręce na kurtce. Jak mówiła, to ze zdziwiniem zauważyłem, że była to najpewniej jedyna rzecz, którą ma na sobie, a w ciemności nie było tego jeszcze widać.
Ona naprawdę jest idiotką - pomyślałem.
Po chwili zaczęła zdejmować z siebie tę kurtkę i moje przypuszczenia się sprawdziły. To wszystko działo się tak szybko, że nawet nie miałem czasu zastanowić się, co się dzieje i koniec końcu postanowiłem jednak wziąć coś od życia na pocieszenie. Celia była już w połowie naga, gdy podszedłem do niej i pocałowałem ją w jej miękkie usta. Jej jedyne okrycie opadło w końcu na podłogę, a my nagle znaleźliśmy się tuż obok, na pokryciu mojego łóżka.

Co ja do cholery robię - pomyślałem, gdy było już po wszystkim, a dziewczyna zasnęła wtulona we mnie.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Cynd Ninja, Inaka, lukaszkond, ShootingStar, PokeFanka1, Adek, kuei, PikaPika, Jama
2.06.2011, 16:36
Post: #3
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta
Ach, ostatnio mam mało czasu, ale do Twojego FanFica jednak przysiąść mogę :3
Cóż, jestem dosyć zmęczony, ale wyłapałem te najwidoczniejsze błędy :
Cytat:Rozciągnęłem się
rozciągnąłem się

Damn, jeden błąd. Ciężko przyłapać Cię na failu Tongue

No,... ...Fajny FanFic. Moim zdaniem tytuł jest o wiele za długi, no ale niech już tak zostanie.
Poczekam jeszcze na Twoją akceptację ws. zmiany nazwy tematu, a mianowicie dodania do tej nazwy frazy "+16" lub nawet "+18", bo nie jestem pewien, czy to na pewno dla młodszych czytelników.
Ale, ogółem, świetny FF. Naprawdę dobry, pisz dalej!
Odpisz
2.06.2011, 18:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 2.06.2011 18:14 przez Tom.)
Post: #4
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta
Hehe, nie powiem, jest to pierwsze opowiadanie na tym forum, które mnie naprawdę zainteresowało (ale pozytywnie, nie negatywnie jak wszystkie inne ;]) i sobie obiecałem, że kiedyś poświęcę kilka chwil na przeczytanie i skomentowanie tego. Póki co jestem po prologu czy tam wprowadzeniu - zwał jak zwał - i jest fajnie.

Cóż, zdecydowanie najlepiej wypadł wstęp (precyzując - dwa pierwsze akapity; i mimo że w drugim był zwrot do czytelnika, czego zazwyczaj nie trawię, tym razem mi to nawet tak bardzo nie przeszkadzało). Ciekawe wprowadzenie często przesądza o tym, czy czytelnik zostanie przy danym tytule czy jednak to porzuci. Nazwą "Duponia" całkowicie mnie rozbiłeś, podobnie było z ZajeDziewicami XD Ogólnie rzecz biorąc, dość oryginalny pomysł, trzeba ci to przyznać. Po tym mogę wywnioskować, że będzie tu niejedna okazja do śmiechu, szczególnie przez te nazwy. Równie dobrze może się okazać, że to coś poważnego z elementami parodii. To się jeszcze okaże, teraz za wcześnie na zgadywanie.

Imię głównego bohatera jest fajne XD Coś czuję, że to naprawde będzie bardziej śmieszne niż poważne i że będę to dalej czytał, jeżeli mnie nie złapie leń i jeśli nie uznam, że jest tego za dużo jak na moje możliwości/chęci (niepotrzebne skreślić)
Ale nie jestem do końca pewien czy będę w stanie czytać to z jakimś z zachwytem z jednego powodu - narracji w pierwszej osobie. O ile do samego typu narracji nic nie mam, o tyle humor tego Woyebanemy (chyba dobrze odmieniłem) niespecjalnie przypadł mi do gustu. Gdyby było go mniej, byłbym w stanie to znieść, a tak odczuwam, że jest wrzucany po prostu na siłę. Może to mylne wrażenie, zobaczymy. Moim zdaniem był zbyt jednolity - ciągłe "nie no, żartowałem", "nie no, cośtam" Żart powtarzany kilkakrotnie jest żartem niesmacznym, imo.

Mimo to, mam nadzieję, że się nie zawiodę, tym bardziej, że to pierwsze opowiadanie, które - na tym forum, rzecz jasna - zapowiada się na pozytywną bombę. Jest pomysł? Jest. Jest humor (choć na końcu mi się nie podobał)? Jest. Jest ciekawa fabuła? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest, zobaczymy jak będzie dalej. No więc powodzenia.
Tylko jeszcze błędy, które znalazłem.

Cytat:Niestety, i na szczęście dla dzielnych Japończyków,
Tu nie jestem do końca pewien, ale skoro (mimo spójnika "i") po "niestety" jest przecinek to chyba ma sugerować, że "i na szczęście" jest wcięciem, tak? Jeśli się nie mylę, to po "szczęście" też daj przecinek. (Wiem, że zagmatwane, ale ciężko inaczej to wyjaśnić XD)
A gdyby się okazało, że się mylę, to chyba przecinek przy "niestety" jest niepotrzebny.
Cytat:można sprawić cnotę
Raczej "sprawdzić"
Cytat:którymi oddziałują na samych siebie, lub
Przed spójnikiem "lub" nie stawia się przecinka.
Odpisz
3.06.2011, 10:41
Post: #5
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Hej, dzięki za ciepłe słowa. Błędy poprawiłem, poza tym jednym od Toma z przecinkami - uważam, że tu wtrącenie jest dobrze zrobione. Przed "i" można dawać przecinki, jeśli właśnie służą wtrąceniu. Nazwa tematu zmieniona - faktycznie, nie zwróciłem uwagi, że to nie fic dla wszystkich.

Kolejny rozdział będzie po OTP.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Suspect
23.07.2011, 17:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2011 0:30 przez Reel.)
Post: #6
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Księga Adepta
Rozdział drugi: Sarna

Godzina siódma rano. Nap***dalanie budzika. Niezbyt energicznym ruchem podnoszę się i obraniam moje pliki przed kasacją. Kolejny dzień z życia ucznia pora zacząć. Szkoda tylko, że po tym, co stało się wczoraj, jakoś specjalnie nie mam zamiaru iść do szkoły. Usłyszałem ziewnięcie. Celia się obudziła. Świetnie. Gdyby nie fakt, że spała cały czas z odsłoniętym jednym cyckiem, stwierdziłbym pewnie, że po cholorę mi tu ona. Rozejrzała się po okolicy i wyszczerzyła zęby, gdy już mnie spostrzegła. Chcąc nie chcąc sam się uśmiechnąłem, ale jako że nie był to specjalnie szczęśliwy moment w moim życiu zmuszony byłem odwrócić na chwilę wzrok.
-Coś nie tak? - spytała troskliwym głosikiem.
Kurna, czy ona ciągle nie dostrzega powagi tej sytuacji, czy tylko udaje? - zastanawiałem się. Z drugiej strony, to mogła być moja ostatnia szansa, żeby znowu wyciągnąć coś od życia.
-Nie, nic - odparłem. - Ładnie dziś wyglądasz - dodałem i poszedłem w jej stronę. Jej piersi zakołysały się w odpowiedzi.
-Wiem.
Poczułem się jak męska dzi*ka.

Poranek był okropny. Ludzie jacyś smutni, bez życia, niebo ciemne, cirrocumulusy co chwilę napieprzały po ryju momentalnie odsłaniając słońce i za chwilę je zakrywając. Nawet ptaki srały jakoś tak bardziej podle niż miały to w zwyczaju. Udawałem się w sumie nie myśląc gdzie. Chciałem na chwilę odpocząć, odsapnąć, złapać oddech. Pomyśleć nad tym co się stało i nad tym co będzie dalej. I tak trafiłem do parku, po którym już ganiały dzieciaki, zbyt młode by chodzić do szkoły, a starsi ludzie chodzili z psami, robiącymi co rusz kupy. Usiadłem na pierwszej-lepszej oblepionej ptasim guanem ławce i spojrzałem się krzywo na podłogę. Ktoś na niej napisał "sraj duponio, aż poronio". Po użytej w zdaniu gwarze wnioskuję, że napis musiał być stary jak świat, lecz mimo to absolutnie nikt nie pofatygował się, by go zetrzeć. Ani nawet poprawić niepoprawnej stylistyki w zdaniu. Siedziałem tak chwilę, wgapiając się dalej w moje otoczenie, aż nagle poczułem na sobie czyjś oddech. Zadrżałem i nerwowo rozejrzałem się po kątach. To była ona. Nie wiem, jakim cudem się tu zjawiła, ale dałbym radę przysiąc, że była to ta sama loli, która jeszcze poprzedniego dnia uratowała mnie przed mechem. Tym razem, o dziwo, była ubrana całkiem normalnie, nawet miała na sobie szkolny mundurek. I to mojej szkoły i rocznika, mimo że nigdy jej tam nie widziałem.
-Gotowy? - spytała, jakby nigdy nic, skupiając na mnie w dziwny sposób wzrok, przed którym nie dało się uciec.
-Niby na co... - zapytałem cicho, udając głupiego, jak mnie mamusia w takich sytuacjach nauczyła postępować.
-Na służbę Bogu i ojczyźnie - odpowiedziała patetycznie.
Już z głupszym tekstem nie mogła wylecieć - pomyślałem.
-Powiedzmy - odrzekłem, totalnie skołowany.
-Dobrze. Zatem wreszcie możemy się poznać. Sayehoye Aiko, pseudonim "Sarna" - rzuciła i podała dłoń. Chwyciłem ją niepewnie. Była mała i niezwykle gładka, nawet jak na dziewczynę. Rzekłbym, że miała wręcz niemowlęcą skórę.
-Woyebanema Mikadu, bez pseudonimu - odparłem, puszczając jej łapczynę. Dalej się na mnie gapiła.
-Twoje oczy wiele o Tobie mówią - powiedziała nagle. - Tylko czemu są w dwóch różnych kolorach?
-Heterochromia - odrzekłem. Moi znajomi już się do tego przyzwyczaili, ale dla niektórych nadal było szokiem, że jedno oko mam w kolorze zielonym, a drugie w czerwonym. Czasami wyglądało to na tyle dziwnie, że zastanawiałem się nad noszeniem szkieł konktaktowych, ale jak na złość nie mogłem złapać żadnej wady wzroku, nie ważne ile wgapiałem się w cholerny komputer.
-Ładne - podsumowała je i w końcu odwróciła wzrok ode mnie. To był chyba pierwszy raz, gdy dziewczyna skomplementowała mój wygląd, ale jakoś przeszło mi to niezauważenie. Ulżyło mi, że udało mi się uwolnić spod jej spojrzenia, ale to chyba tylko dlatego, że zaczęła czegoś szukać w swojej torbie. Po chwili wyjęła z niej małe zawijątko i podała mi. Przyjąłem je ostrożnie i zacząłem łagodnie obmacywać.
-W środku znajduje się pieczęć Bractwa Rycerzy Wyzwolenia - wyjaśniła. - Noś ją zawsze przy sobie, gdy przyłożysz ją do serca, stanie się bronią twej duszy, a ubranie zamieni się w duchową zbroję.
Teraz to dopiero zaczęła gadać od rzeczy - pomyślałem. - Zaraz jeszcze wyskoczy z cyrografem i każe podpisywać własną krwią...
Nie myliłem się za bardzo. W zawiniątku znajdował się również jakiś dziwny tekst, napisany zupełnie niezrozumiałym językiem.
-Zgaduję, że mam to podpisać? - spytałem, wskazując na wykropkowane miejsce na dole.
-Tak, to uczyni się oficjalnym członkiem naszego bractwa - odparła.
-Krwią? - dodałem, niepewnym głosem.
-A długopisu nie masz?
Uff. Przynajmniej to nie ekstremiści.
-Niespecjalnie - odrzekłem.
-Poczekaj, zaraz coś znajdę - powiedziała i zanurzyła się w torbie. - Ech, oczywiście musiałam nie wziąć ze sobą. Mam tylko szminkę, ale powinno wystarczyć.
Przyjąłem od niej i postarałem się uczynić jakiś podpis. Wyglądało to iście groteskowo. Po całym procederze oddałem tubkę Aiko, a ta ją schowała z powrotem i uśmiechnęła się, jakby osiągnęła swój cel. Muszę przyznać, że na swój orientalny sposób wyglądała nawet uroczo, a jej białe włosy ciekawie kontrastowały z czarnymi oczętami. Pachniała również miło, ale to zapewne nie za sprawą jej perfum, ale faktem, że ZajeDziewice wydzielają naturalne feromony, które silnie oddziałują na ZajeChłopców. Czytałem o tym kiedyś w internecie. O tym, że dziewczyna była ZajeDziewicą, byłem w stuprocentach przekonany, bo inaczej nie pokonałaby wtedy tego mecha, ani zapewne nie byłaby członkinią tego całego swojego bractwa, które znając życie miało skupiać ludzi o nadnaturalnych umiejętności. I pewnie dlatego zostałem wybrany na jego członka.
Nastała chwila przyjemnej ciszy, rzekłbym, że zrobiło się nawet romantycznie. Dzieciarnia i starsi panowie z kundlami zdali się już rozejść, a ptaszki zaczęły miło przyśpiewywać. Chyba te całe feromony zaczęły działać, bo po chwili mimowolnie objąłem dziewczynę, ciągle na nią patrząc. Zdawała się nie protestować, a nawet lekko odprężyła się w moich objęciach.
-Dzięki za ocalenie mnie wczoraj - wyszeptałem.
-To moja powinność - odparła, lekko zdenerwowana. Pogłaskałem ją po policzku i poczułem, że zwilżyła nerwowo usta i wyprężyła je na nowo, lekko dotykając nimi mojej szyi. Wyprostowałem się powoli, a moje usta same zaczęły się zbliżać w stronę jej. Ona, kompletnie oszołomiona, nie zdawała się stawiać oporu. Gdy już czułem na sobie jej nerwowy oddech i byliśmy o włos od pocałunku, odezwał się jej telefon. Szybkim ruchem przechyliła się na drugą stronę i odebrała z wyraźnym rumiencem na poliku. Chyba była nieco zakłopotana tą sytuacją.
-Tak, tak. Już, oczywiście - odpowiadała spiesznie do słuchawki telefonu, po chwili kończąc połączenie.
-Mam kolejne zlecenie - powiedziała po rozmowie. - Uważaj na siebie, jesteś członkiem bractwa, więc to naturalne, że będą na ciebie polować. W razie czego rób, co ci mówiłam. Potem się spotkamy i wyjaśnię ci, na czym polega być naszym człowiekiem - obiecała, po czym wybiegła, całując mnie na pożegnanie w czoło i rozmyła się w powietrzu, jak to miała w zwyczaju. Poczułem się dziwnie szczęśliwy.

Mimo spotkania z Aiko mój humor zasadniczo nie uległ poprawie, a perspektywa wymuszonych i możliwe, że niezbyt fortunnych zmian życiowych, jakie miały niedługo nadejść, zbytnim optymizmem mnie nie napawała. Dla odprężenia postanowiłem udać się do Pasikonia (Pasikonik to nazwa sklepu wielobranżowego, znanego stąd, że można w niej kupić rzeczy w cenach o wiele niższych niż normalnie, stąd często [mylnie] uważany za sklep dla ludzi biednych, o niskiej jakości obsługi), by kupić tam jakieś piwo za parę yenów. Niestety, również tam nie poprawił się mój humor, a to za sprawą faktu, że podnieśli cenę coli melonowej w puszce. Na domiar złego przyczepił się do mnie jakiś menel w moherowym berecie, ale na szczęście zanim zdążył mnie zaczepić, byłem już za ladą. Gdy już wyszedłem poza sklep, zorientowałem się, że coś mi tu nie pasuje. A konkretnie nie pasował mi fakt, że chyba nie zapłaciłem za zakupy, a na dodatek ciągle pchałem za sobą wózek sklepowy... Postanowiłem, że szybko zawrócę i postaram się naprawić sytuację, zanim jeszcze ktoś się skapnie i zacznie mnie gonić, ale gdy tylko odwróciłem wzrok, przede mną pojawiła się jakaś dziwna postać w czarnym sado-maso stroju i pejczem przy ramieniu. Była chyba dojrzałą kobietą o twarzy, jakiej przez jej maskę dostrzec nie mogłem i o dość obfitym biuście.
-Wreszcie Cię znalazłaaaam - zasyczała, próbując robić to z seksownym głosikiem. - Teraz jesteśśśś mójjjj!
-Eeee... - odparłem, bo kobieta zaczęła się do mnie podejrzanie zbliżać. Zdałem sobie nagle sprawę, że to może być jedna z tych złych ludzi, o których mówiła mi wcześniej Aiko. Przyspieszyłem więc kroku, ale ona również. Zacząłem biec, ale była szybsza. Nie mając zbytnich widoków na ocalenie sytuacji, postanowiłem zrobić najgłupszą rzecz jaka mi do glowy wpadła - wskoczyć do wózka i pojechać na nim. I to zrobiłem. Pędziłem z niesamowitą prędkością, zważywszy a fakt, że byłem w tej części dzielnicy, gdzie nie wiadomo czemu ktoś wpadł na pomysł by zrobić wszystko pod górkę. Miałem zatem wspaniałe wrażenia, staczając się w dół z niesamowitą prędkością. Na moje nieszczęście w połowie drogi ktoś postawił zakręt, a wymanewrowanie wózkiem sklepowym jadącym z prędkością 40 mil morskich na godzinę do łatwych nie należało.
-Ho ho ho, masz jakieś 2 procent szans, że nie wyp*****lisz się w coś przy zawracaniu! - powiedziała goniąca mnie nadal kobieta.
-Wystarczy - odparłem i zakręciłem się. Prawie trafiłem w słup, ale jakimś cudem przeżyłem i jechałem dalej. Po chwili zauważyłem, że goni mnie też ten sam menel, który zaczepiał mnie wcześniej w sklepie. Jakim cudem wiedział, że tu jestem i jak cały ten czas dawał radę mnie gonić - pojęcia nie mam.
-Panie - krzyczał do mnie, a szeleszczący wiatr ciągle mu się wtrącał w zdanie. - Daj pan na skina! Albo na runki chociaż?
-Że co?
-Taka gra jest - zaczął wyjaśniać - Liczofleżends! I żeby wygrać, trzeba mieć runy! A ja panie, słaby jestem! Jak gram z tymi ludźmi, to już nawet surendera nie mam siły wcisnąć, mówię panu! Zlituj się pan nad człowiekiem!
-Eee... Ale... - próbowałem z siebie coś wykrztusić, ciągle nie rozumiejąc o co temu gościowi właściwie chodzi. - A dobra, bierz pan i spadaj stąd - rzuciłem, rzucając mu parę banknotów z portfela.
-Kamisama zapłać! - odparł tylko i się rozprysł w powietrzu. Albo po prostu przestał za mną gonić. Ja sam zbliżałem się z coraz większą prędkością w stronę portu, ale nadal ganiała za mną ta wściekła zboczona baba, choć powoli traciłem ją z pola widzenia.
-K**** - powiedziałem sam do siebie, gdy zdałem sobie sprawę, że port przecież rozebrali tydzień temu. Po chwili wparowałem z wózkiem pełnym zakupów prosto do wody. Poczułem gorycz straconych pieniędzy, łudząc się nieco, że te wszystkie puszki jeszcze da się uratować. Wynurzyłem się powoli i rozejrzałem po okolicy. Złej babki nie było już na horyzoncie. Odetchnąłem. Doszedłem do siebie i zacząłem wracać do domu, upewniając się po drodze, że nie jestem śledzony. Choć takie rzeczy ostatnio się w sumie działy, że trudno być tu czegokolwiek pewnym...

***

Wróciłem do domu, cały przemoczony i wyziębiony. Po Celii nie było już śladu. Westchnąłem, wiedząc już, że dziś sobie najpewniej nie porucham. Wziąłem zatem ciepły prysznic i postanowiłem choć na wieczór się zrelaksować. Usiadłem zatem w fotelu i wgapiłem się w monitor mojego komputera, oczekując, aż bezprzewodowe łącze wychwyci synapsy płynące po moim mózgu i posłusznie odpali pornosy. W momencie, gdy moja ręka już rozpisanała rozporek, coś nagle pierdyknęło. Dosłownie. Poczułem, jak coś z wielkim furkotem rozpieprza mi kolejne ściany w domu, aż nagle przebiło się z furkotem prosto do mnie, rozwalając mi komputer i praktycznie wszystkie meble podłogowe. Po chwili, gdy kurz już opadł, dostrzegłem znajomą twarz. Była to ta sama kobieta, która goniła mnie ostatnio, z tymże tym razem w stroju seksownej pokojówki, trzymając w ręce tace z napojami, które jakimś dziwnym cudem jeszcze się nie rozlały.
-O k**** - powiedziała. - Żem się teleportnęła.
Niewątpliwie. Stała nade mną, gapiąc się na moją totalnie ogłupiałą twarz, a ja nadal byłem jedną ręką na rozporku, a drugą próbowałem się otrzepać z tego całego syfu, jaki na mnie spadł.
-Dobra, mniejsza. Gadaj lepiej, gdzie jest Sarna, albo zgwałcę Cię tak, że Twoja własna matka Ci d*py nie znajdzie.
Szkoda, że nie wiedziała, że moi rodzice już nie żyją, ale w sumie to miała rację. Przesrane to ja miałem mocno.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Inaka, PikaPika
13.10.2011, 1:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2012 16:20 przez Reel.)
Post: #7
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Księga Adepta
Rozdział trzeci: Cytadela

Wdech, wydech. Wdech, wydech. To nie może się dziać naprawdę. Mikado, ochłoń. To na pewno jakiś zły sen. To musi być zły sen.
-Co? Zaniemówiłeś z wrażenia? - spytała zniecierpliwionym głosem, po czym położyła nogę na moim już nieco opadłym kroczu i zaczęła obrażać powolnym, lecz stanowczym ruchem. - Heh, ta część Ciebie daleka jest od milczenia. Ale, przyjemności zostawmy na potem - powiedziała i znów zdjęła nogę z dolnych partii mojego ciała. Lekko zakłopotany wykorzystałem moment, by w końcu zapiąć rozporek.
-Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu - powiedziała, patrząc na mnie niemal z pożałowaniem w oczach.
-Poczekaj chwilę - rzuciłem, próbując nieco pograć na czasie. Może jeszcze zdążę się obudzić z tego złego koszmaru. - Może się poznamy, czy coś? W sumie nic o Tobie nie wiem.
Tupnęła nogą, lecz ostatni odruchem zdołałem ochronić czułe części mojego ciała.
-Niech Ci będzie - powiedziała w końcu, patrząc się bezładnie. - Shiraki Wpyedozae. Kapłanka kultu Wielkiego Prącia Ośmiornicy.
CZEGO?! - powiedziałem. To było już zbyt groteskowe nawet jak na sen.
-Przedstawiłam się, teraz pora na Ciebie - oświadczyła z poważnym głosem.
-Eeee... Woyebane Mikado. Uczeń.
-Nie o to mi chodziło - powiedziała z niezadowoleniem.
-T-to o co? - teraz postanowiłem dla odmiany zgrywać głupiego.
-Powtarzam ostatni raz. Gdzie-jest-Sarna.
-Kto to? - spytałem, starając się wyglądać jak najbardziej zaskoczony jak tylko mogłem. - Pewnie znajdziesz jakąś w lesie, albo coś... - oczywiście to był blef, bo wszystkie lasy zostały zniszczone przez opady kwaśnych lodów. Podobno na bazie DNA opadów powstały nowe kwaśnosłodkie sosy w dupońskich restauracjach.
Shiraki patrzyła już na mnie nie tyle z pożałowaniem, co z jawną złością. Być może na serio zaczęła wątpić w to, że cokolwiek wiem? Mogłem się tylko domyślać o kogo jej chodzi, gdy mówi o "Sarnie"...
-Zatem giń - odparła w końcu po chwili namysłu i przystawiła mi wielki rewolwer do głowy. Po sekundzie nastąpiła eksplozja.

Wielka kula, która przeszyła niemal całe ciało na wskroś. Mój dom, który nagle zaczął się walić na skutek eksplozji. I ten gościu, który wyglądał jak członek jakiejś neogotyckiej sekty.
-Przepraszam za spóźnienie, Mikado-san - powiedział tylko i chwycił mnie szybko za rękę. Wylecieliśmy w powietrze, zostawiając za sobą martwe ciało Shiraki i eksplodujący w tle budynek, który do tej pory służył mi za mieszkanie. I nie tylko mi. Masa niewinnych ludzi musiała zginąć na skutek eksplozji, nie pierwszej dzisiaj. Spojrzałem się pod siebie. Ulica pełna ludzi, żaden z nich jednak nawet nie podniósł z głowy, by patrzec jak lecę nad nimi. Czułem, że zaraz epicko p*****lnę, ale nic takiego się nie stało. Jak cały świat nagle niemal zastygł i spowolnił, tak pozostał.
-Sarna powiedziała mi, że możesz być ścigany i wysłała mnie, bym sprawdził, czy nic Ci nie jest. Wybacz, że przebyłem tak późno - powiedział w końcu mój wybawca, gdy wylądowaliśmy na dachu sąsiedniego budynku. Zatem również jest członkiem Bractwa.
-Gomen, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Yuuki Nayabani. Nieco damskie imię, wiem. Kiedyś byłem kobietą.
Spojrzałem się na niego ze zdziwiniem. Shemale?
-W każdym razie, życzeniem Sarny było, żeby w razie gdyby groziło Ci zagrożenie, sprowadzić Cię jak najszybciej do naszej Cytadeli.
-Cytadeli? - spytałem, dowiadując się kolejnej obcej mi rzeczy.
-To ukryta forteca, znajdująca się w chmurach. Jest domem dla każdego członka naszego bractwa, choć nie ma obowiązku w niej mieszkać. Jednak ponieważ musisz jeszcze odbyć formalną część naszej rekrutacji, a także w wyniku ostatnich wydarzeń nie masz gdzie bezpiecznie nocować, więc sądzę, że najbezpiecznej będzie, jeśli się tam udamy.
-W jaki sposób? - spytałem.
-Po drabinie. Cytedala jest tuż nad nami.
Po czym? - zdziwiłem się, ale właśnie przed moimi oczyma rozpostarła się sięgająca znikąd drabina. No cóż, technologia trzeciego tysiąclecia...
I zaczęliśmy się wspinać. Trwało to niemal bez końca, a na dodatek nijak było widać jakiegokolwiek celu. W końcu wdrapaliśmy się na jakąś chmurę, co teoretycznie nie powinno być możliwe, gdyż chmury mają z reguły niemal wyłącznie gazową konsystencję. Gdy tylko stanąłem na nogach, zamarłem. Przede mną rysowała się forteca rodem z baśni. Wyniosła budowla, pełna czaru, ukrytych komnat (nie pytajcie skąd o tym wiedziałem jeśli widziałem tylko zarys) i masy pomieszczeń. Wystające z niej małe wieżyczki były niezliczone, a największa z nich znajdowała się symetrycznie pośrodku. Poszliśmy więc wydeptaną po chmurze ścieżką prosto w stronę budowli. Gdy weszliśmy, powitał nas przytulny ogródek, z fontannami, masą kwiatów i innej roślinności. Kręcili się po nim różni ludzie, najpewniej inni członkowie bractwa, mający na sobie swe dziwne stroje. Szczęśliwie nie zwracali na nas uwagi.
-Ta część jest gościńcem - wyjaśnił(a) Yuuki. - Dalej wstęp mają tylko ściśli członkowie bractwa.
-Hm, czyli będziemy musieli tu czekać? - spytałem.
-Niezupełnie - odpowiedział mi mój towarzysz, gdyż właśnie radosnym krokiem podbiegła do nas Aiko. Była ubrana tylko w bikini.
-Wreszcie jesteście! - powitała nas, uśmiechając się promiennie. - Czekałam na Was! A teraz chodźcie na plażę, póki słońce świeci! - krzyknęła i zaczęła sama biec.
-Plaża w chmurach? - spytałem z niedowierzaniem.
-Ach, ta technologia - odpowiedział(a) Yuuki i również pobiegł(a) za nią. Nie mając zasadniczo większego wyboru również ruszyłem ich śladem.

Plaża w chmurach była niewątpliwie dziwną rzeczą, aczkolwiek wyglądała zupełnie jak normalna plaża, poza tym, że zamiast piasku były tu gazy tworzące chmury (chmurne? Chmurowe? Chmurzaste? A może ch**aste?...), a zamiast wody powietrze.
-Ha ha! Ochlapałam Cię dwutlenkiem węgla! - krzyknęła radośnie Aiko, kiedy właśnie próbowałem ogarnąć to wszystko myślami.
-Ssij wodór - odparłem, przymierzając się do kontruderzenia.
Reszta dnia minęła spokojnie, no, może poza paroma incydentami. Na plaży było sporo osób, jednak o dziwo prawie wszystkie były dziewczynami. Zdawało mi się, że poza nimi byłem tylko ja i Yuuki (a i tu ze znakiem zapytania), który jednak po jakimś czasie się ulotnił(a), tłumacząc się obowiązkami. Gdy pora była już późna, na plaży pozostało zaledwie kilka osób - ja oraz może łącznie pięć dziewczyn. Gdy Aiko poszła ostatni raz się wykąpać, położyłem się na kocu. Po jakimś czasie zauważyłem, że stoi nade mną jedna z kobiet i wgapia się na mnie. Miała błękitne włosy i biust tak duży, że gdy się schylała, miałem wrażenie, że zaraz wypadnie jej ze stanika. Jak na złość nic takiego się nie stało, więc byłem zmuszony się szybko wyprostować.
-Jesteś nowy, prawda? - spytała się, ciągle na mnie patrząc.
-Yyy... Przepraszam, nie zauważyłem Cię - odparłem nerwowo. - Tak, jestem tu pierwszy raz. Woyebane Mikado - przedstawiłem się, wyciągając dłoń, a drugą pocierając się w głowę. Niestety, nawet nie zwróciłem uwagi, że przez cały czas dalej patrzyłem się w jej cycki.
-Podobają Ci się? - spytała, nawet nie reagując na mój gest powitania.
-Ech? - spytałem lekko zaskoczony.
-Moje piersi - wyjaśniła. - Przez cały czas się na nie patrzysz. Chcesz je zobaczyć? - spytała, kładąc ręce na ramiączkach stanika.
-Eeeeeee?! - wykrzyknąłem ze zdziwienia, po czym rozejrzałem się nerwowo i zauważyłem, że na plaży nie było już nikogo poza nami, nawet Aiko.
Po chwili biust pięknej niezmajomej stanął przede mną odsłonięty. Wydawał mi się jeszcze większy niż wcześniej, gdy nie był już niczym przysłonięty.
-Nie gryzę - powiedziała do mnie, gdy początkowo nie zareagowałem. Na jej słowa zacząłem powoli wyciągać ręce w jej stronę.
Mikado, obudź się! To iluzja! - usłyszałem nagle głos Aiko w mojej głowie. Patrząsnąłem z całych sił głową i wtedy ujrzałem, co naprawdę się działo.
Nieznajoma stała oddalona metr dalej ode mnie, niż na to wcześniej wyglądąło, i była w pełni ubrana. W ręce zaś dzierżyła obnażoną katanę, do której wyciągałem moją rękę. Widząc co się dzieje, natychmiast ją wycofałem. Kobieta chyba zrozumiała, że iluzja prysła i postanowiła przystąpić do ataku siłowego. Totalnie nieuzbrojony, mogłem się tylko wycofać. W moją stronę biegła Sarna, ale była zbyt daleko, by móc mi pomóc.
-Teraz! - krzyczała. - Zatrzymaj ją jakoś, a ja się nią zajmę!
-Jak?! - zdążyłem tylko spytać, ledwo unikając pchnięcia w ramię.
-Użyj swojej mocy, jakakolwiek ona jest! - usłyszałem w odpowiedzi.
Mojej mocy?! - zdziwiłem się. Fakt, byłem ZajeChłopem, ale odkąd odkryłem moją ukrytą zdolność, nie użyłem jej ani razu. Ze wszystkich możliwości musiałem bowiem dostać tę najgorszą. O dziwo jednak, teraz miało to szanse zadziałać...
Raz kozie śmierć - powiedziałem sam do siebie i ruszyłem w stronę kolejnej losowej kobiety, która chciała mnie najwyraźniej zabić. Skoczyłem do niej tak jakbym chciał złożyć jej pocałunek, ale zamiast tego spojrzałem jej tylko w oczy. Zdziwiona nawet nie zaatakowała mnie.
-Jesteś szalony? - spytała się, najwyraźniej ciesząc się myślą o łatwym łupie.
Nie odparłem jej nic, bo wiedziałem, że zaraz się zacznie, tylko szybko się cofnąłem, na wypadek, gdyby zdążyła jeszcze coś mi zrobić. Nie zdążyła. Jej twarz zrobiła się czerwona, a po jej ciele zaczęła pulsować krew tak bardzo, że było jej widać żyły. Zdałem sobie sprawę, że chyba przesadziłem. Kobieta wygnęła się w grymasie i zaczęła jęczeć. Znając życie również była ZajeDziewicą, więc najpewniej nie znała jeszcze tego uczucia, przez co musiało działać na nią jeszcze mocniej. Gdy tak stała w bezruchu i mimowolnie coraz głośniej jęczała, Aiko zdążyła do niej podbiec. Wyjęła swój świecący miecz i jednym ruchem odcięła głowę przeciwniczki, która z szybkością odskoczyła i przez parę chwil radośnie odbijała się po chmurkach.
-KO - powiedziała, widząc swój tryumf.
Poczułem, że właśnie tracę resztki swojego człowieczeństwa.

***

Pokoje w Cytadeli były małe, choć przytulne. Dla mnie osobiście liczył się fakt, że były jednoosobowe, przez co choć przez chwilę miałem spokój i możliwość odizolowania się od niewątpliwie posmyranych na głowie obywateli tego przybytku. Z drugiej strony, uświadomiłem sobie, że i ja wkrótce, chcąc nie chcąc, będę musiał stać się jednym z nich. To, albo śmierć z rąk jednej z tych chorych na głowę terrorystek, będących wyznawcami jakiegoś zd**ywziętego kultu. Z dwojga złego, wolałem pozostać przy życiu. Gdy ten cyrk się skończy, być może będę miał okazję czmychnąć.

Pukanie do drzwi. Ech, no jasne. Nawet teraz nie dadzą mi spokoju. Otworzyłem. Ach, to Aiko. Z ich wszystkich przynajmniej ona wydawała się normalna, poza tym byłem jej winien życie, jakkolwiek by ono nie wyglądało.
-Masz niezwykle ciekawą moc - powiedziała, wkrótce potem gdy walnęła się na łóżku. Przysiadłem przy niej, bo i tak nie było specjalnie gdzie się ulokować we wnętrzu małego pokoju.
-Nigdy dotąd jej nie używałem... No, nie własnowolnie - przyznałem zgodnie z prawdą.
-Hm. Aż dziw bierze, że to nie na Ciebie polowali - powiedziała, a potem spojrzała się na mnie z niemałym zaciekawieniem, uśmiechając się przy tym lekko. - Mógłbyś użyć jej na mnie?
Wszystko tylko nie to... - westchnąłem. Cóż, posiadanie takiej umiejętności w miejscu, gdzie żyją przede wszystkim młode dziewice, które tego stanu muszą bronić ponad wszystko, nie było zbytnio fortunną okolicznością.
Westchnąłem. Cóż, jej w końcu byłem coś winien.

Jęczała tak słodko, że z wrażenia nie usnąłem już tej nocy.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Inaka, PikaPika
14.01.2012, 17:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2012 16:27 przez Reel.)
Post: #8
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Księga Adepta
Rozdział czwarty: Rytuał

Warczało mi w brzuchu jak cholera. Kto przy zdrowych zmysłach wymyślił, żeby wszelkie konieczne obrzędy przygotowywać z samego rana, a dopiero potem serwować śniadanie na stołówce. Ech, do posiłku nadal pozostawało pół godziny. Mogłem tylko wpatrywać się ślepo na rytualne głazy rozstawione bo bokach niewielkiego, płasko wydrążonego pola, na którym to stałem się członkiem tej dziwnej hołoty. I wspominać co właściwie się tu działo.

-Po prostu zachowuj się normalnie. Nie rozdzieraj japy, siedź cicho i nie rób głupich gestów - pouczała mnie Aiko.
-Czy muszę być ubrany jak jakiś mnich? - dopytywałem się.
-Tak, to tradycja. Patrz, zbliżamy się. Starsi już są na Auli.
Aulą było w istocie płasko wydrążone pole między chmurami, na bokach którego ktoś rozstawił dziwne kamienie z runicznymi napisami, nieco przypominające kształtem te ze Stonehenge. Naprzeciw nas stała grupa brodatych mężów, ubrana w dokładnie te same szaty co ja, z tymże bardziej wiekowe. Gdyby nie to, że w miejscu, w którym się znajdowaliśmy powietrze nie cyrkulowało, zapewne poczułbym w tym momencie nieziemski ozór. Cóż, lokalizacja Cytadeli miała swe zalety.
-Sayehoye Aiko - zaczął jeden z nich, ten o najdłuższej brodzie, zapewne najstarszy - czy pouczyłaś obecnego tu adepta o zasadach rządzących naszym bractwem?
-Zgadza się - odrzekła dziewczyna.
-Świetnie. Jest on zatem gotów by w pełni stać się jednym z nas. Od chwili gdy tak się stanie, znajdzie się on pod Twym osobistym nadzorem. Będziesz pilnować, by stanowił chlubę dla naszego bractwa, do czasu gdy będzie gotów sam starać się o tytuł mędrca.
Tu nastąpiło długie chrząknięcie. Pozostali, stojący z tyłu kapturnicy, poprawili lekko szaty, nadal nie ruszając się jednak o milimetr. W końcu ich szef przemówił.
-Woyebane Mikado - zaczął - jesteś gotów, by zostać rycerzem pośród naszego bractwa. Bacz, by zawsze walczyć w imię jego dobra i bronić jego pozostałych członków. Teraz, przyłóż daną Ci pieczęć do serca, jak Cię wcześniej nauczono, wypowiadając słowa "An luunz me'en su feon bezeot!", co w języku naszych starszych znaczy Niech ta przysięga złączy ciało me w ogniu!
Zrobiłem, co kazał, jakkolwiek idiotycznie to wyglądało. Po chwili moja wizja straciła na ostrości, a przed oczyma pojawiły się krwisto czerwone plamki, które powoli wypełniały całą przestrzeń. Zamrugałem dwa razy i świat stał się cały pełen czerwonych barw. Byłem w czymś w rodzaju korytarza w nieskończonej jaskini i szedłem w stronę, z której dobiegało światło. Tam, gdzie ono szło, znajdowało się stworzenie. Z wyglądu nie przypominało nic co znałem, choć wydało mi się dziwnie znajome. Był to mały, czerwony lisek, zwinięty w sobie. Zamiast uszu miał kolce, a jego ogon był nienaturalne długi. Gdy podszedłem do niego otworzył oczy i spojrzał na mnie. Wręcz chłonął mnie wzrokiem. Przysiadłem obok niego i pogłaskałem jego ogon. Wzdrygnąłem się, choć dotyk był przyjemny. Był taki sam jak mojego pluszowego misia w dzieciństwie, który od paru lat zapewne rozkłada się na śmietniskach.
Przez chwilę, mimo absurdalności i groteskowości tej sceny, poczułem się dziwnie bezpiecznie. Tak jakby życie wróciło mi wszystkie miłe wspomnienia i wymazało te złe.
-Kim jesteś? - spytałem w końcu istoty, nie nastawiając się specjalnie na odpowiedź. Ta cała sytuacja była bez sensu, ale cóż - nie obchodziło mnie to specjalnie, póki tu byłem.
Czy to takie istotne? A zresztą, nie domyśliłeś się jeszcze? - usłyszałem donośny głos w mojej głowie. Rozejrzałem się szybko wokół siebie, lecz dojrzałem tylko pustkę. W końcu zrozumiałem, że to ten lisek musiał rozmawiać ze mną za pomocą jakiegoś rodzaju telepatii.
Ważne jest zaś, to kim TY jesteś. A dokładniej: kim się STANIESZ. - dodał, gdy znów skupiłem na nim wzrok.
-Zdaje się, że nie mam na to wszystko wpływu.
Mylisz się.
Uśmiechnąłem się. Choć przez telepatię nie dało się odczytać jego tonu, to i tak słowa te zabrzmiały jakby mające mnie jedynie pocieszyć, a nie obrazujące faktyczny stan rzeczy.
Tylko Ty masz wpływ na to kim będziesz i jaki się staniesz. Fakt faktem, niewielu ludzi może o sobie powiedzieć to samo. Jesteś wyjątkowy.
-Kim jesteś? - spytałem raz jeszcze, mając szczerą nadzieje, że tym razem doczekam się odpowiedzi.
Uosobieniem Twoich marzeń. Tych, które możesz spełnić. To kim jestem zależy w zupełności od Ciebie. Z tym detalem, że istnieje naprawdę.
Próbowałem przełknąć te słowa.
Jestem przywołańcem, mocą, jaką posiadasz dzięki swemu wewnętrznemu "ja". Do tej pory rosłem wyłącznie w Tobie, ale nastał czas, byś spróbował mnie uwolnić.
Po tych słowach, powstał i rozprostował się. Jego ogon był nienaturalnie duży względem reszty ciała i dumnie powiewał, zawinięty nad nim. Zaczął iść w stronę, z której przyszedłem.
-Poczekaj.
Zatrzymał się.
-Jak się nazywasz?
Chwila ciszy. Istota spojrzała mi się głęboko w oczy.
W języku Twej starszyzny Zet'Alen. Zwinny ogon.
I pobiegł w swoją stronę.
Poszedłem w drugą, a po chwili świat znowu wrócił do normalnych barw. Dziwne uczucia szczęścia prysnęło, niczym narkotyk, który przestał już działać.
-Żyjesz? - spytała lekko zaniepokojona Aiko i wyciągnęła ku mnie rękę. Jak widać, musiałem upaść. Rozejrzałem się. Słońce zaczęło wstawać, więc musiało minąć nieco czasu. Po starcach nie było już śladu.
-Chyba. Choć czuję się coś nieswojo - odparłem.
-Jak Ci się podoba? - spytała. Nie rozumiałem z początku o co chodzi, więc wskazała na moje ubranie.
Zamiast szat chrześcijańskiego mnicha miałem na sobie zbroję, podobną do tej, którą dzierżyła Aiko, gdy pierwszy raz ją spotkałem, z tymże o wiele bardziej przykrywającą ciało. Nie zasłaniała jednak wszystkich części i nie była nadmiernie ciężka. Szczerze mówiąc, nie czułem, żeby leżała na mnie bardziej niż zwykłe ubranie, które nosze. Poza metalowymi częściami, niektóre miejsca były pokryte czerwoną skórą, która choć nie chroniła przed ranami, nadawała całemu odzieniu misternego kunsztu.
-To Twoja duchowa zbroja - wyjaśniła Aiko. By ją założyć, wystarczy, że przyciśniesz do serca swoją pieczęć, tak jak dzisiaj zrobiłeś. Jeśli chcesz wrócić do swojego poprzedniego ubrania, wystarczy, że je o tym pomyślisz.
Spróbowałem. Zadziałało, i znów byłem w pełni zakapturzony.
-Pomyślałam, że nie będziesz chciał się pojawiać tak na śniadaniu, więc przyniosłam Ci też Twoje zwykłe ubranie - dodała, wyjmując zwitek ciuchów z torby.
-Dzięki.
W tym miejscu rozstaliśmy się, a ja zostałem sam. Do pierwszego posiłku nadal pozostawało pół godziny.

Muszę przyznać, że stołówka w Cytadeli była wyborna. To, albo fakt, że byłem tak wygłodniały, że w teorii mogło mi smakować wszystko.
-Od teraz będziesz znajdować się pod moim nadzorem. Jesteś oficjalnym rycerzem naszego bractwa i dopilnuje, byś wypełniał swoją powinność - tłumaczyła Aiko, gdy byliśmy już po posiłku.
-A z czym dokładnie się to wiążę? - spytałem, bo od dawna byłem ciekaw co właściwie będę musiał robić.
-Z walką w imię sprawiedliwości - wzruszyła ramionami.
-A dokładniej?
-Hm... No tak, nikt Ci tego nie tłumaczył. W Duponii obecnie toczy się ukryta wojna domowa. Wojna, między ZajeDziewicami i ZajeChłopcami a tymi, którzy chcą, by ich nie było. My, w zasadzie jedyni, reprezentujemy tę pierwszą stronę. Naszym zadaniem jest bronienie i podtrzymywanie istnienia ZajeDziewic i ZajeChłopców.
-A Ci drudzy to ta kobieta, która na Ciebie polowała?
-Chociażby.
-Kim oni są?
-Kult Wielkiego Prącia Ośmiornicy? Hm... Wyznajesz jakąś religie?
-Nie... Chciałem kiedyś się jakąś zainteresować, ale wszystkie były albo niedorzeczne, albo tak skomplikowane, że pojęcie ich wymagało zbyt wiele czasu jak na moje możliwości.
-Hm. W każdym razie na pewno słyszałeś o shintoizmie, to najpopularniejsze wyznanie w tych regionach. Sęk w tym, że jest to wiara o ogromnej ilości bóstw. Oprócz sporego grona tych "podstawowych", odpowiedzialnych za dobro, zło i poszczególne żywioły, jest też wiele pomniejszych bogów, półbogów i ludzi, którzy stali się bogami. Ponadto, by wyznanie to mogło się szerzyć, często dodawano nowe bóstwa na wzór tych obecnych u lokalnych pogan. Przez to powstała niezwykła ich paleta, a znajomość ich wszystkich jest niemożliwością. Większość wyznawców shintoizmu zna tylko kilku najważniejszych bogów, ewentualnie jakiś lokalnych, czy związanych z miejscem, które odwiedzili. Nikt na dodatek nie jest w stanie stwierdzić, które z nich to oryginalne bóstwa, a które to syntetyczne, takie, które ludzie sami dodali z czasem rozrastania się tej religii. Ba, nawet po Wybuchu, więc stosunkowo niedawno, powstało zdaje się kilku nowych, takich jak bogowie ZajeChłopców, ZajeDziewic i tym podobne.
-No i jaki to ma związek z całą sprawą?
-Sęk w tym, że ludzie, o których miałam Ci opowiedzieć, to też grupa wyznawców pewnego specyficznego boga, które imię tłumaczy się właśnie jako Wielkie Prącie Ośmiornicy. Co prawda nazwa ta brzmi niedorzecznie, ale nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, że taki bóg nie istnieje. Zgodnie z ich objawieniem, nasza obecność, a raczej obecność ZajeChłopców i ZajeDziewic doprowadzi świat do ruiny.
-W jaki niby sposób? - spytałem z autentyczną ciekawością.
-Ich proroctwo głosi, że pewnego dnia jeden z ZajeChłopców wraz z grupą poddanych sobie ZajeDziewic osiągnie moc tak wielką, że razem będą w stanie roztrzaskać kulę ziemską. I zrobią to, bo nie będą umieli zapanować nad własną potęgą.
-I to prawda?
-Nikt nie wie do końca, ale z dużym prawdopodobieństwem to tylko pretekst, by móc pod pozorem nas mordować.
-Ale kto chciałby to robić? Zawsze myślałem, że jesteśmy - tu urwałem. Identyfikowanie się z zamkniętą grupą ZajeChłopców i ZajeDziewic ciągle sprawiało, że czułem się nieswojo - no, siłą Duponii. Jej potencjalną bronią.
-No właśnie. Czy więc inne kraje nie chciałyby, żebyśmy przestali istnieć?
Miała rację, skubana.
-Dobrze - powiedziała po chwili. - Skoro już wszystko wiesz, przygotuj się. Przed nami pierwsze zadanie.
-Słucham Cię uważnie - odparłem, ciekawy, co mnie właściwie czeka.
-Doszły nas słuchy, że kult zaczął wykorzystywać zmodyfikowane wesje BronioZłomów do walki, czego sam byłeś świadkiem. Naszym zwiadowcom udało się zlokalizować miejsce, w którym prawdopodobnie je produkują. Naszym zadaniem jest wtargnąć tam, wykraść ich plany technologiczne i zatrzymać produkcję, przy okazji zabijając jak najwięcej ich pracowników.
Cholera, nieźle pojechała jak na pierwszą misję...

***

-W jaki sposób dostaniemy się na miejsce? - spytałem.
Miałem szczerą nadzieję, że w inny sposób niż transportowaliśmy się z Yuuki(m).
Dziewczyna tylko wskazała na zaparkowany na chmurze mini-odrzutowiec. No tak. Technologia trzeciego tysiąclecia.
-Zapnij pasy - powiedziała. Po chwili wystartowaliśmy. Poruszaliśmy się naprawdę szybko, ale prowadzenie pojazdu sprawiało dziewczynie najwyraźniej niemałą przyjemność.
-Szturmujemy!! - krzyknęła, niczym angielski pilot w trakcie oblężenia Berlina.
I tak właśnie przyje****śmy centralnie w budynek fabryki.

Odpisz
 Cherish Balle podarowali: PikaPika
4.02.2012, 2:07
Post: #9
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Ooo kurna, nice. Masz talent do opowiadań Wink Ale te [+18] to przesada, myślę że to zbytnio nie zdemoralizuje nikogo... Ale twój dar przekonywania jest tak duży że aż mi drygnął na scenie ze zdejmowaniem stanika na pokerze Big Grin

Je*nij dźwignię!
Odpisz
11.02.2012, 16:55
Post: #10
RE: Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
Księga Rycerza
Rozdział pierwszy: Intruz

Głosy w mojej głowie stawały się coraz głośniejsze. Na milisekundy przed wpadnięciem w środek budynku odczuwałem już nerwowo zbliżający się ból. Wstrząsnęło mną i prawie upadłem, gdyby nie fakt, że w odrzutowcu było tak ciasno, że jedyne co mogło zrobić me ciało to przechylić się w stronę siedzącej na następnym fotelu Aiko. I zrobiło. Dziewczyna zaś zgodnie z teorią pędu sama zaczęła koziołkować do przodu, wybijając szybę, ale szczęśliwie zgrabnie lądując na podłodze, gdy byliśmy jeszcze w locie. Ja sam byłem półprzytomny, ale uderzenie samolotu o podłogę rozbudziło mnie gwałtownie, a i ja sam byłem zmuszony wylecieć z popękanej szyby. Niestety nie tak zgrabnie jak zrobiła to dziewczyna, za to na pewno boleśnie.

Rozejrzałem się. Albo raczej chciałem się rozejrzeć, ale otaczała nas kompletna ciemność. Była już noc, a zza dziury nie było widać księżyca. No tak, logicznym było, że lepiej włamać się tu nocą, gdy nikt się raczej nie kręci, niż otwarcie w dzień. Teraz trzeba było jednak znaleźć jakieś źródło światła.
-Masz jakąś latarkę? - spytałem Aiko.
-Nie, ale gdzieś tu powinno być jakieś światło... - odparła i zaczęła szukać jakiegoś przełącznika. - O, proszę!
I nastała jasność. Miejsce, w którym byliśmy, przypominało opuszczoną halę produkcyjną. W kątach były poupychane jakieś maszyny, gdzieniegdzie zaś panoszyły się rozmaite odpadki i rozmaite materiały. Nic jednak nie wyglądało zbyt futurystycznie. Pierwszy lepszy gość stwierdziłby raczej, że tu produkuje się stare telewizory, aniżeli broń nowej generacji. Ale cóż, może niepozorny wygląd miał tylko zmylić przeciwnika?
Moje dalsze rozmyślenia przerwał... Alarm.
-O, cholera - powiedziała dziewczyna.
No tak, może jednak włączanie światła nie było takim najgenialniejszym pomysłem? Sala była dość otwarta, więc nawet nie było miejsca, żeby się schować.
-Szykuj się - rzuciła moja kompanka, sama przywdziewając duchową zbroję. Miałem robić to samo, ale zdziwił mnie fakt, że nic się nie działo.
-Poczekaj - powiedziałem. - Halo? - zacząłem krzyczeć. - Jest tu ktoś?
-Co robisz?...
-Tu nikogo nie ma!... - zauważyłem ze zdziwieniem. - To nie wygląda jak opuszczona fabryka, to JEST opuszczona fabryka!
Dziewczyna opuściła broń.
-Hm! Tu jednak musi coś być. Nie wysyłaliby nas tu po nic... A nawet jeśli jest opuszczona, to musiało to nastąpić niedawno...
-Czyżby zatem domyślili się, że szykujemy się tu zajrzeć?
-Na razie zachowaj ostrożność - poradziła. - Idziemy dalej.
Przeszliśmy przez drzwi do korytarza. Na bokach były upchane różne pokoje, ale większość wyglądała jak nieużywane. Pozostałe zaś albo były pełne śmieci, albo w ogóle puste. Sprawiało to dość niemiłe wrażenie.
-Stój - powiedziała nagle dziewczyna. Zatrzymałem się, ale przed nami nic nie było.
-Co jest? - zapytałem z niepokojem w głosie.
-A, to nic. Wdepłam w kupę.
Ech... Schowałem nos pod bluzę i poszliśmy dalej. Szczęśliwie na miejscu były też toalety dla personelu fabryki, więc dziewczyna mogła oczyścić buty. Czekałem na nią na korytarzu. Ciągnął się on strasznie długo i wydawało się, że zapełnia większość fabryki. Znając życie hol produkcyjny musiał być w tym pierwszym pomieszczeniu, do którego trafiliśmy, co potwierdzałoby moją teorię o tym, że miejsce to jest opuszczone.

====
Ciąg dalszy rozdziału nastąpi, jak mi się będzie chciało go napisać. Jak masz problem z tym, że piszę rozdziały z przerwą - cóż, to Twój problem, a nie mój.

Odpisz
13.07.2012, 18:34
Post: #11
Arujibi no naka ni nakatta hodo haha ni koronde yatta meka no iro wa chigatta [18+]
nie wiem czy wypada u was odświeżać tematy w których nikt nie pisał od lutego, ale zerknąłem w temat o najlepszych fickach, gdzie trafiłem na ten i postanowiłem się zarejestrować Smile Na pokemonpl.net ze świecą szukać tak fajnie napisanej rzeczy, a tu widzę dział z fanfickami całkiem kwitnie. Fajowy, luzacki styl. Krótkie zdania budujące napięcie. Ładnie poprowadzone przemyślenia bohatera. Jestem mile zaskoczony, bo nigdy nie sądziłem wchodząc w odnośnik, że to będzie coś co przeczytam z radością. Jestem radosny. Późniejsze rozdziały mniej mi się podobają, są trochę bardziej schematyczne i mniej świeże. Bardzo polubiłem w prowadzenie. Komiksowa koncepcja z bombą biologiczną, która nie wypala jest super! serio! ma w sobie to coś! Zajechłopcy i zajedziewicy jako nazwy mi się nie podobają, ogólnie akurat te żartowe wstawki czasem wypadają dość blado (wystarczająco żartobliwy jest ogólny wydźwięk, fabuła etc.). Lubię sposób w jaki przedstawia się bohater, zarówno moment jak i to, co mówi. W ogóle przypomniałeś mi o trzech rzeczach! ciekawe czy je znasz!
1. zaiksowana data podobnie jak w "Dżumie" Camus, wiem że teraz to raczej ogólny standard, ale może właśnie stamtąd pomysł Smile ?
2. Animorphs! Darmowa książka którą dodawali do kaczora donalda! klasyk! wiesz, opuszczony dworzec, paczka kumpli, spotkanie z (no może tu niezupełnie) nadprzyrodzonymi mocami. TAJEMNICA
3. Sucker Punch - to chyba dlatego, że nagle w jednej scenie wchodzi nagość, roboty, przyszłość i fantasy. To nie jest dobry film w gruncie rzeczy.

Jest mi miło, że to przeczytałem Smile Widziałem, że napisałeś coś nowego, ale chyba nie jestem do końca zainteresowany historia z kucykami Pony. ale może ogarnę! Pozdrawiam!
Odpisz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości