Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Hexagonal World.
2.03.2011, 18:52
Post: #1
Hexagonal World.
Godzina 11:48, Niedziela, przy wyjściu z całodobowej księgarni...
Młody mężczyzna, lat ok. 21 stoi przy ladzie. Z niecierpliwością czeka na możliwość zapłaty za nowo znaleziony nabytek - kolejny tom jego ulubionej mangi. Pierwszy raz od dwóch tygodni naprawdę znalazł czas na to, aby w końcu skoczyć do sklepu i przeczytać następną część przygód jakiegoś szalonego bohatera.
- 22 złote.
Chłopak z wewnętrznej kieszeni wyciągnął portfel, po czym podał dwa banknoty w nie najgorszym stanie. Dostał resztę, chwycił małą książeczkę i włożył natychmiastowo do swojej małej torby. Gdy wychodził, delikatnie i uprzejmie zamknął drzwi.
Na oko społeczeństwa teraz ukazał się chłopak o krótkich, brązowych włosach, oczach białych, które ukazywały wewnątrz dziwną pustkę, oraz o krótkim zaroście po bokach i pod nosem. Na czole trzymał okulary przeciwsłoneczne (szybko je opuścił na nos, słońce biło mocno), zaś na przylegających do głowy uszach - słuchawki. Na szyi miał talizman, który przypominał starą siedemnastowieczną monetę. Ta z kolei przykryta po części była ciemnozieloną koszulą. Jego spodnie wyróżniały się nieco od normalności - były to czarne jeansy, jednak sięgały do 3/4 swojej prawdziwej długości (nogawki nie były podciągane), a na końcu, w okolicy nogawek, miały dziwne, pomarańczowe wstawki w kształcie orła.
A na imię było mu Vince Teapevinti. Dziwne nazwisko, jakby ukazujące jakiś szamanizm.
- Nadal dziwię się - mówił sam do siebie - jak oni dają radę tak rysować, od prawej do lewej.
To była jedyna przypadłość, na jaką cierpiał. Rozmawiał sam ze sobą bardzo często. Sprawiało mu to przyjemność. Poza tym dziwnym faktem nie był kimś wybitnie uzdolnionym, ale zdecydowanie był ambitny. W przyszłości zamierza być nauczycielem. Człowiek cierpliwy i radosny ma na to duże szanse. Nie ma konfliktów z prawem, ani ich nie miał. Teraz musi tylko skończyć studia.
A dlaczego czyta mangę? Nie dlatego, że jest głęboko wciągnięty w japońską kulturę, lecz z powodu chęci poznania tejże kultury.
Gdyby wiedział tylko o istnieniu tych różnych dziwnych rzeczy, skrywanych przed światem, też pewnie chciałby je poznać. A działo się wiele.

Należy zacząć od tego, że nie istnieje jedna teraźniejszość. Jest ich kilkanaście. Są ludzie, którzy mogą się swobodnie między nimi poruszać. W ten sposób można ujrzeć osoby, które w innym wymiarze już nie żyją. Jednak nie da się zmienić innych czasów niż te, z których jesteśmy - możemy jedynie obserwować, nikt nas nie zauważy. Inni mogą cofać się wstecz o kilka minut, nawet o godzinę. Tam mogą zmienić przeszłość... Jednak mogą to zrobić raz na tydzień, a użycia nie kumulują się... poza tym, zaczynają w miejscu, w którym zechciały cofnąć sobie czas.. Jeszcze inni są udoskonalonymi medium - rozmawiają ze zmarłymi bez przeszkód, jednak żeby tak się stało, to dusza musi odezwać się do niego, nie odwrotnie. A możliwe jest wiele więcej... Tworzenie przedmiotów, z ograniczeniem do zakazu tworzenia rzeczy, które można sprzedać za więcej niż 80 złotych... pięć razy na tydzień, teleportacja tylko i wyłącznie do miejsc, które widzieliśmy w życiu przynajmniej 100 razy, skok w przyszłość w celu obserwacji tylko i wyłącznie raz na tydzień... Właśnie, dlaczego limit jest na tydzień? I gdzie jest haczyk? Przecież te moce są... świetne.
Limit jest niepisany, ale odczuwalny. Każda próba wyłamania się z limitu kończy się zmęczeniem i zniwelowaniem tego działania. Niezależnie od tego, jak silnym jest się człowiekiem. A haczyk... Tak, owszem, jest ich kilka. Takie moce ma zaledwie 40 osób. Nie, nie wszystkie moce na raz. Jeden czar przypada na jedną osobę, jednak kilka osób może mieć ten sam czar. No i najważniejsze - Tego nie można się nauczyć... jednak ma ją każdy. Tą moc można odblokować, wypowiadając specjalne słowa, jak na zaklęcia przystało... ale samemu nie da rady. Nakierować może nas jedynie osoba, która sama posiada takie zdolności. Ona jedynie ma na tyle rozwinięte plany, że ich się nie da wykryć. Może sprawić, że po wydmuchaniu nosa w siódmą chusteczkę z paczki możemy podejść wbrew naszej woli do parapetu, na którym dostrzeżemy ten napis. Jakoś.
Oczywiście "ukrywać przed światem" oznacza to, że zdolności nie są widoczne dla przeciętnego człowieka. Zauważymy je dopiero, gdy sami wypowiemy nasz kod do odblokowania.

Dziś Vince ma w planach spotkanie z Larien, która przedstawiła mu japoński zespół muzyczny i jakiś film animowany. Obydwoje uczą się w tym samym miejscu. Chce dopytać ją o kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni, o nowiny technologiczne, ale idzie również po to, by zająć się pięcioletnią Kaią, młodszą siostrą dwudziestojednoletniej dziewczyny. Zmierza tam wolnym krokiem, dziwnie wymachując po drodze lewą nogą. Wciągnął się niezwykle w nowo nabytą lekturę, skupił na niej całą uwagę i nie widzi ulicy. Wygląda co kilkanaście sekund z książki, aby sprawdzić, czy nie walnie w słup, bądź jak daleko jest kolejne przejście dla pieszych. Nic nie słyszał, gdyż w uszach brzmiała mu kolejna piosenka zespołu Pink Floyd... Mimo to żywo i trzeźwo reagował na otoczenie. Oczy, gdy obserwowały, zapamiętywały każdy obraz.
- Jeszcze kawałek drogi... Ale mały. Może pół kilometra - przyjrzał się wtedy tablicom z nazwami ulic. Poszukiwał ulicy Newtona. Nie mylił się i... rzeczywiście pół kilometra drogi zostało mu.
Był prawie przy końcu. Na zegarku, który był schowany pod długą koszulą, widniała godzina dwunasta. O tej porze zawsze było najcieplej, zwłaszcza tą przyjemność odczuwało się w środku wiosny bądź jesieni, czyli teraz. Wieżowiec, który mijał, wskazywał 16 stopni Celsjusza. W takich porach Vince uwielbiał spacerować po mieście. Podziwiał jego piękno. Wyścig wieżowców, każdy drugiego prześciga w wysokości, ulice nadające swą asfaltową czernią wrażenia, że za chwilę coś się wydarzy, symfonia świateł, każde świecące inną barwą, a przeważa czerwień, żółć i zieleń, odgłosy i wygląd pojazdów dodawały akcji. Działo się wiele, jak na niewielki obszar.
Akurat był przed domem Larien, kiedy skończył czytać. Jednak książka nadal przykuwała jego uwagę. Na tyle znalazł dwa dziwne słowa.
"Etae Cthitle Gouverne"
Były napisane czarnym atramentem, jakby świeżo na okładce...
Przeczytał je wzrokiem, wolał nie robić tego na głos. Po czym poczuł kłucie w sercu. Mimo tego Vince szybkim krokiem podszedł do drzwi frontowych.
--------------
Od razu mówię, zrobiłem to, bo byłem pod wpływem weny i... jestem nieco niewyspany. Tak więc nie wiem kiedy kolejny odpis, ale nie porzucę tego na pewno.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: PaoChi
3.06.2011, 12:48
Post: #2
RE: Hexagonal World.
Screw it, bede kopiowal z innego forum mojego ficka w malych czesciach. Troche moze dzial odzyje. xD
--------------------
Zapukał. Mocne, brązowe drzwi po kilku chwilach uchyliły się, ukazując oczy i czuprynę młodej dziewczyny.
- Ach, to ty Vince. Wejdź proszę! - powiedziała, witając gościa i wymachując w dziwny sposób rękoma - Kawy?
- Może być i kawa, mało dziś spałem - odparł z uśmiechem chłopak, następnie wszedł, dokładnie czyszcząc buty przed wejściem.
Nie można nie powiedzieć o Larien, że jest w pełni normalna. Czarnowłosa dziewczyna często unosi się i opada na palcach podczas rozmowy. Nauczyła się też robić słynny krok taneczny, moonwalk, na dywanie. Ogółem, była bardzo ruchliwa. Czy to rozmowa, czy ślęczenie nad książkami, jedna noga przeszkadzała drugiej, a ręce miały poczucie swobody - pstrykały, strzelały...
Jej grzywka przesłaniała lewe oko, spuszczona była aż do oczodołu. Z tyłu włosy miała związane w dwa krótkie kucyki. Nos nachylony trochę do góry dodawał czuprynie charakteru. Jej oczy zdobiła krwawa czerwień. Nie obrażając tu nikogo, twarz wyglądała jak z tych niepozornych thrillerów, w przeciwieństwie do osobowości.
Była bardzo opiekuńcza, siostrą zajmowała się jak mało które rodzeństwo. Wspólne zabawy połączone z nauką, częste wizyty na podwórku... Dla Kai, młoda Larien była matką, świetną matką. Ciepła, wiecznie uśmiechnięta, gotowa odpowiedzieć na każde pytanie małej. Ponadto, pełna energii na wszystko. Pracowała ciężko nad sobą i nad nią.

Usiedli razem w kuchni, przy białym stoliku na taboretkach. Te pomieszczenie wyglądało anielsko. Wszystko białe, poza srebrnym zlewem i kranem, poza czarnymi wstawkami w każdy mebel. Każdy regał, szafka, półka, blat stołu, miał czarne obramowanie. Dla kontrastu i żeby móc rozróżnić jedno od drugiego.
Ściany też nieco się wyróżniały od ustroju, barwiła je jasna zieleń. Za Vincem znajdowało się okno, naprzeciwko drzwi. Przez nie można było spojrzeć na mały ogródek i domy z sąsiedniej ulicy.
Vince dopijał swoją filiżankę, Kaia siedząca obok powolutku łykała swoją herbatę owocową, a Larien mieszała łyżką swoją tajemniczą miksturę, tępo spoglądając w okno.
- Ale jak wypijemy, to pobawimy się? - z nieukrywaną radością dopytywała się dziewczynka. Z trójki obecnych ona wyglądała najnormalniej. Ubrana w to, co wszystkie dzieci w jej wieku - zielony komplet polarowy. Jasne włosy związane miała w jeden kucyk z tyłu, inaczej niż ma siostra.
- Oczywiście, przygotuj tylko wszystko - odpowiedziała szczerze uśmiechnięta Larien do siostrzyczki.
Mała dopiła szybko swój napój i pobiegła ile sił do swojego pokoju. Wtedy Vince wyjął z torby małą książeczkę.
- To kupiłem parę chwil temu. Spodobało mi się. Rzeczywiście ciekawa fabuła - rzekł, kładąc tomik mangi na stole, po czym biorąc kolejny łyk kawy.
Dziewczyna spojrzała bliżej na japoński komiks. Wtedy przypomniała sobie całą serię, każdy tom.
- Drugoplanowy bohater ma genialny charakter - dodał po chwili zamyślenia - wyluzowany, ale jednak inteligentny.
- Hm, takich wielu jest w mangach... O najlepszych tytułach jeszcze nic nie powiedziałam.
Tutaj Vince'a ruszyło, żeby poruszyć temat dziwnego napisu na okładce z tyłu.
- Coś z tym wydaniem jednak jest nie tak.
- Niby Hochi mógł postąpić lepiej, próbując uratować tą dziewczynę. Biedna ma teraz przez to amputowaną rękę. - Larien odwróciła głowę w stronę kuchennej armatury, zasłaniając dzięki temu w całości swoje oczy.
- Akurat teraz nie o to mi chodzi - odrzekł chłopak, poprawiając okulary - przyjrzyj się tylnej okładce. Tam było coś napisane... "Etae Cthitle Gouverne", jeśli dobrze pa...
Nagle siedzącego Vince'a odrzuciło tak, że przewrócił się razem z krzesłem. Patrzył teraz w sufit, jakby przyzwyczajając się do tego, co przeczytał. Jego puste dotychczas oczy nabrały pełnej mocy i można w nich było dostrzec głębię tego, czego doznał mówiąc te słowa na głos - niezwykłości. W głowie przeleciały mu wszystkie nazwiska osób, które mają taką moc, jaką on sam teraz dysponuje... bądź podobną. Nie wiedzieć czemu zapamiętał je. Potem mózg wyprodukował dla niego obraz człowieka, który zaklął mangę. Jakiś czterdziestoletni mężczyzna o czarno-szarych włosach i nieco ciemniejszym zaroście. Kolejna wizja, jaką zobaczył, to dziwne pole - wzgórze, trawy, jakiś las. Na nim ludzie ubrani w zbroje z okresu średniowiecza. Około czterystu przeciwko trzystu. Wojsko to było uzbrojone dobrze, jedni w maczugi, inni w miecze i włócznie, jeszcze inni nie mieli nic, tylko pełnili funkcję kleryków bądź magików. Bój wyglądał zażarcie. Jednak zanim zdążył ujrzeć całą walkę znów miał przed oczyma ten sam zielonkawy sufit.
Poza tym dziwnym zdarzeniem, nie odczuł nic... oprócz bolącego tyłka i pleców od upadku.
- Co ci się stało?! Żyjesz?! - Larien próbowała ocucić go chwytając za jego ramiona i gwałtownie potrząsając. W tym samym momencie Kaia wróciła. Zdziwiona całym zajściem, cicho zza framugi drzwi przyglądała się sytuacji.
- Tak... Tylko trochę mnie zabolał łeb. Nie uwierzysz, ale wypowiadając te trzy dziwne słowa poznałem nazwiska czterdziestu osób, których w ogóle nie znam - nie chciał kłamać i mówić, że wszystko w porządku, ani nie myślał ukrywać tego, co się stało. Opowiedział dziewczynie o tym, co zobaczył w tych kilku momentach - Te słowa tuż przed przyjściem tutaj widziałem w książce! Były zapisane czarnym atramentem, jakby świeżo na papierze.
- Hm... Trochę to dziwne, ale widząc twoją reakcję i dokładność szczegółów wierzę ci... Jak to się stało, że to pseudo-zaklęcie się pojawiło? - pytała zaciekawiona dziewczyna.
- Chyba dokładnie przeczytałem książkę... I wtedy się pokazały - chłopak jakoś wstał i podniósł taboret, który towarzyszył mu w gwałtownym zderzeniu z podłogą. Kiedy podnosił mebel, zauważył, że niebo za oknem zrobiło się żółte. Jednak zobaczył również Kaię, więc nie mówił nic więcej, tylko wzrok skierował na małej siostrzyczce Larien.
- Poczekaj, wezmę to ze so... - zaczęła mówić, po czym również dostrzegła dziewczynkę za framugą, usilnie próbującą być pod ukryciem - O, jesteś. Już gotowa?
- Tak - odpowiedziała z mieszanym wyrazem twarzy - Ale co się stało? Czemu pan Vince tak nagle upadł?
- Nic takiego, spadł z wrażenia... Chodźmy!
Mała uspokoiła się i poszli do większego pokoju.
"A feralny tomik mangi został przekazany..."

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: PaoChi
12.07.2011, 20:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2011 20:19 przez Serre Champagne Quadro.)
Post: #3
RE: Hexagonal World.
Kaia miała naprawdę pokaźny zestaw lalek do zabawy - czternaście "Kenów" i trzynaście "Barbie". Dodatkowo ubranek dla nich wszystkich jest cała komoda. Nie bez powodu - Larien kształciła ją społecznie kiedy tylko mogła, lalkami ukazując jej życie ludzkie. Różne ubrania na różne okazje.
- Hm, a po co potrzebne tobie te pudełka? - zapytał Vince małej dziewczynki. Zauważył tam jakby wyszczerbienia i dziwne napisy.
- To są nasze domki! Tu jest bank, tu poczta, a tu mój dom! - odpowiedziała szczęśliwie wyjmując i stawiając po kolei każde z nich - O, a to jest... yymm...
- Teatr, Kaiu - opiekunka spojrzała przyjaźnie zza tomu mangi na sytuację na podłodze, po czym powiedziała do studenta - jeszcze nie mówi dobrze "r". Ale to normalne w jej wieku, sama nie potrafiłam.
Duży pokój, jak sama nazwa wskazuje... był ogromny. Powierzchnia 40m na 40m i wysokość 23m zapewniała dużo miejsca na sklejenie modelu całej stolicy, chociażby i największej. Poza wielkością, pomieszczenie to stanowiło najprzyjemniejsze miejsce dla dziecka - jako, że w tym domu mieszkali jedynie Larien oraz Kaia, pozwalano dziewczynce malować ściany jak tylko jej dusza zapragnie - przeróżne, żółte plamy, trochę niebieskiego i zielonego, czerwień błyszczała zwłaszcza przy stoliku. Meble wyglądały na bardzo komfortowe - dwa fotele i ładnie zdobiony drewniany stół pomiędzy nimi. Po przeciwnej stronie, przy ścianie, stało łóżko uczennicy. Obok znajdował się tapczanik dziecka. Często służył jako "góra za miastem". Oprócz wymienionych mebli, dokładnie pomiędzy drzwiami do korytarza i małej kanciapy, znajdowała się brązowa komódka. To w niej mieściło się wszystko, co było przedmiotami do nauczania i zabawy najmłodszej. Oczywiście okna i balkon znajdywały się na przeciwległej ścianie, musiały przecież być.
Larien okupywała okolice kaloryfera, w spokoju czytając powód dziwnego zachowania gościa. W tym czasie Vince oraz Kaia budowali z pudeł model ulicy.
- Bank jest tutaj, na skrzyżowaniu. A kwiaciarnia jest... tutaj - mówił chłopak stawiając po kolei pudła odpowiedzialne za poszczególne instytucje.
- A co to skrzyżowanie?
- To jest miejsce, gdzie spotykają się dwie ulice i przechodzą przez siebie - starał się tłumaczyć zrozumiale dla dziecka. Dostosowywał nieskomplikowane słowa, niczym rodzic. Nagle dostał przebłysku w stylu "coś tu nie gra". Gdzie właściwie są ich rodzice? Czy oni są spokrewnieni, czy Larien zwyczajnie przyjęła ją do siebie? Nie czas był jednak na takie pytania.
- Skończyłam! - radośnie krzyknęły obydwie dziewczyny. Studentka zakończyła czytanie, zaś dziewczynka - budowę ulicy. Na czole młodzieńca w tym momencie pojawił się wyraz myślenia w jego stylu - schylona głowa i zamknięte oczy.
Chwycił za leżący na stole zeszycik i pozbawił go jednej z kartek w kratkę. Następnie złapał za długopis i zaczął pisać wiadomość dla Larien, mówiąc jednocześnie do dziecka:
- Więc teraz może wyjmij lalki? I jakieś ładne ubranka dla nich...
Przerwał podawanie instrukcji i skupił się bardziej na zapisywaniu ostrzeżenia.
"Teraz sprawdź okładkę. Jeśli jest tam coś napisane, podnieś lewą nogę. Jeśli nie... to nie wiem co się stało."
Skończywszy, popchnął po gładkiej podłodze kartkę z długopisem w nią wczepionym. Chwilę później dziewczyna podniosła nogę.
- "Świetnie... - pomyślał Vince, przypominając sobie to, co się z nim stało, kiedy odczytał to hasło - teraz... co jest lepsze? Czy dać jej przeczytać zaklęcie i wierzyć, że Kaia o niczym się nie dowie, czy zostawić, nie wiedząc co właściwie się stanie?"
Szepnął tylko ciche "nie czytaj" w stronę kobiety. W tym momencie wróciła Kaia trzymając garść lalek w rękach.
- Zaraz pójdę po ubranka! - dodała tylko z entuzjazmem.
- Dobrze! Chcesz może coś do picia? Bo idziemy do kuchni - odparł chłopak, wstając jak najstabilniej mógł z podłogi.
- To może sok wiśniowy!
- Okej! Za pięć minut będzie gotowy.
Po czym Vince i Larien poszli do kuchni, zostawiając dla Kai drzwi otwarte do całego domu.

Drobny druczek na dole okładki:
"Po przeczytaniu raz, napis trwale znika aż do wywołania go ponownie."

W kuchni natomiast wrzała dyskusja między dwojgiem. Mówili dosyć cicho, jakby ściany miały uszy... Ciągle o tym - o tajemniczej mandze, tajemniczym napisie...
- Gdybym była sama - mówiła dziewczyna - pewnie przeczytałabym... Ale nie jestem - nie wiem jak mogłabym wytłumaczyć jej co się dzieje i jak to robię...
- Larien... nie radzę czytać... - chłopak ściszył swój głos - widzę niebo w zielonym kolorze, wcześniej było żółte. Co chwilę barwa się zmienia.
Przerwało im coś, a raczej ktoś - krzyk z pokoju. I cisza.
- Kaia! - krzyknęli zgodnie i ruszyli do źródła wrzasku.
Dziewczynka leżała na podłodze nieprzytomna z otwartymi oczyma. Obok niej, w rączkach, znajdował się tomik mangi.
"Pagle Clie Zappin"...

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: PaoChi
13.07.2011, 9:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2011 9:55 przez Serre Champagne Quadro.)
Post: #4
RE: Hexagonal World.
Kaia obudziła się z dziwnego snu, jednak nadal miała zamknięte oczy. We śnie ukazały jej się dziwne nazwiska i ta sama twarz, którą widział Vince około godziny temu.
Jednak obraz po nich nie przedstawiał już bitwy z okresu średniowiecza, lecz wiele planet, dziwne stacje kosmiczne i mosty wiodące między jedną, a drugą kosmiczną kulą.
- Kaia! Kaiu, powiedz coś! - mówiła z nerwami i łzami w oczach Larien do dziecka, trzymając je jednocześnie w swoich rękach. Vince kucnął jakby nieco dalej z tyłu. Martwił się nie mniej, niż jego przyjaciółka... tak myślał. W rzeczywistości studentka nie chciała stracić kolejnej osoby w ciągu tego miesiąca.

19 października, zginął jej ojciec, w wieku 51 lat.. Zginął w bardzo nieznanych i dziwnych okolicznościach. Wyszedł tego dnia do pracy trochę wcześniej, ubrany w brązowy płaszcz i kapelusz. Chodząc opierał się laską. Był urzędnikiem. To, co zdziwiło córkę, to fakt, że nie wziął walizki i zegarka. Jednak najdziwniejsze stało się, kiedy dotarł do ulicy Trumana (trochę obok ulicy Newtona). Tam padł na skrzyżowaniu. Jego laska była lekko przycięta, właśnie wtedy sięgnęła kresu wytrzymałości. Jednak kilka sekund później wstał sam, obrócił się i poszedł w stronę, z której wyszedł, jednak minął innymi ulicami okolice domu, tam wyciągnął 5 złotych i położył przed sobą, po czym przycisnął laską. Wtedy trafił go pocisk ze ściany.
Nikt nie wiedział jak to się stało i kto stoi za całym tym planem. Świadkowie ponadto twierdzą, że zdjął wtedy kapelusz i rzucił przed siebie, niczym krążki, które potem w szczęki łapią psy. Jednak tego faktu nikt nie potwierdził. Co jednak ważniejsze - pocisk trafił go w głowę, jednak w czaszce nie było śladu wlotu kuli - siedziała w jego mózgu. Nie było też nigdzie krwi. Ani na ubraniu, ani na miejscu zbrodni...

Kaia leżała właśnie jak jej ojciec. Bez żadnych śladów, bez ruchu...
Jednak wstała, przecierając oczy. W jednej chwili już była w ramionach Larien.
- Co się stało? Ktoś cię zaatakował? - spytał dziewczynkę Vince.
Ona otworzyła teraz usta, szybko oddychając. Jeszcze nigdy nie płakała, to właśnie oznaczało smutek bądź przerażenie. Tym razem jednak to drugie.
Zaczęła wymieniać wszystko to, co zobaczyła. Dokończyła to słowami:
- To wszystko widziałam. Co to znaczy?
Vince zsunął swoje przeciwsłoneczne okulary na nos i rzekł z dziwnym spokojem:
- Zapewne problemy.
- YEAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAH
Godzina 16:48, Niedziela. Drzwi frontowe domu Larien
- Więc do widzenia. Szkoda, że nie było tak, jak miało być. Zamiast opowiedzieć mi o kawałku Japonii, martwiliśmy się o siebie nawzajem - mówił nieco przygnębiony Vince - A ponadto ta manga... dziwna jakaś się zrobiła...
- Prawda - odpowiedziała mu dziewczyna - ale nie przejmuj się. To nie twoja wina. Skąd mogłeś wiedzieć, że stanie się coś takiego? - zostało jej na twarzy jeszcze kilka łez. Nadal martwiła się o to wszystko, co się stało.
- Mimo wszystko - student wyjął z kieszeni jakąś kartkę i długopis, którym na świstku papieru napisał kilka cyfr - masz mój numer. Jakby coś się dziwnego działo, to chciałbym pomóc to rozwikłać. Skoro jestem tego wszystkiego źródłem...
- Dzięki... Doceniam to - uśmiechnęła się przez łzy Larien i pomachała na pożegnanie dla chłopaka.
Po czym drzwi się zamknęły. Mimo to brązowowłosy został jeszcze chwilę zastanawiając się, czy nie powinien zrobić jeszcze czegoś, aby uspokoić małą Kaię.
Wtem usłyszał stukanie z miejsca, które chwilę temu opuścił. Na nowo otworzyła mu dziewczyna:
- Vince... patrz tam... - palec wskazujący skierowała w górę, w sufit. Tam też spojrzał student...
To co zobaczył, przekroczyło jego wyobrażenia.
Dziewczynka biegała sobie po suficie. Nie działała na nią siła grawitacji... A raczej działała, tylko w tym wypadku w drugą stronę.
- J-jak ona to robi?! - opiekunka zlękła się bardzo całej tej sceny. Nic dziwnego. Pierwszy raz widzi skutki "magii" na tym świecie.
- To ma coś wspólnego z tymi wszystkimi wyrazami, które pokazywały się z tyłu tomiku. Jestem pewien... Na razie bezpieczniej będzie, żeby nie chodziła po ścianach.
- Kaiu, zejdź stamtąd! - trochę przerażeni powiedzieli naraz do dziewczynki.
A ona przeszła się po ścianie i już stała na ziemi.
- Uff... Nic takiego nie rób, proszę cię - przytuliła ją Larien i mówiła zmartwionym głosem, po czym zwróciła się do chłopaka - jeśli możesz, to na razie wyjdź stąd... Proszę... Ja się boję...
- Dobrze... - cofnął się, wycofał aż za drzwi, które potem zamknął. Załamany ukląkł przed solidną bramą i spuścił głowę.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: PaoChi
14.07.2011, 8:25
Post: #5
RE: Hexagonal World.
Vince wrócił do domu bezpośrednio po tej sytuacji. Był wieczór. Nie cieszyło go jednak nic - krajobraz, zachód słońca, ruch... Nic go nie ruszało. Nawet jutrzejsza szkoła... A miał mieć sesję. Prócz uczuć ludzkich, nic w nim nie było. Szedł bezwładnie przed siebie, odruchowo skręcając w znane sobie ulice. Nie patrzył na ludzi, nie patrzył na ulicę, nie widział niczego. Zagapił się w swoje sumienie, w siebie. Nigdy tego jeszcze nie robił, ale czuł, że... coś robił nie tak. Że coś dziwnego się stanie.
Jednak mimo to wrócił do domu. Żył sam. Po otwarciu i zapaleniu światła (było około godziny 18) ujrzał swoje małe m. Biblioteczka przed nosem, fotele porozstawiane jak mu się żywnie spodobało, fioletowo-czerwono-czarny dywan. Miał też swój dziwny system poręczy - były wszędzie! Często zabawiał się nimi, podpinając model rakiety i odpalając ją na mały silnik spalinowy. Benzyna? Da się zrobić. Starzy znajomi ze stacji mogą załatwić ten jeden litr. Płacił 50% mniej. Dobre na eksperymenty, pokazy, itd.
Tuż nad fotelem cała masa półek, stojaków, wieszaków. Montował wiele różnych dziwnych rzeczy. Komponowało się wszystko pięknie z białymi ścianami. Miało się odczucie bycia w dziwnej, lecz samotnej rzeczywistości, w swoim światku, gdzie zabawek było bez liku.
Dziś spojrzał na to wszystko obojętnie. Wszystko wydawało mu się stare i zakurzone. Wszystko przez smutek.
- ...Jest osiemnasta... za wcześnie, żeby spać, za późno, żeby wyjść. Pouczę się...
Zamknął drzwi. Wszedł spokojnie na górę, do pokoju, do którego on jedyny miał dostęp, ktokolwiek by nie wszedł.
Tu wszystkie skarby życia trzymał. Zdjęcie rodziny, skrzypce, zestaw do Mahjonga, kolekcję płyt kultowych zespołów... książki. Wszystkie te skarby traktował na równi, nie zamieniłby na nic innego.
Tu też znajdowało się łóżko... tylko z nazwy. Służyło to przetrzymania wszystkich przedmiotów na podwyższeniu, aby mógł przebierać w miliardach pozycji do nauki.
Zwyczajowo położył się, chwycił za pierwszą lepszą książkę, jaką trafił. Torbę schował pod biurko dębowe. Nie przebierał się, tylko uczył.
- No pięknie...
Nic mu nie szło, ale to nic. Nie mógł z umysłu wynieść tej myśli - Larien i Kaia. Zwłaszcza o małej Kai myślał. Trafiło się jej to samo, co jemu. W ten sam dzień, z tej samej książki.
- "Vince..."
Chłopak rozejrzał się po całym pokoju. Nikogo nie zauważył. Przysunął się bliżej wyjścia i spojrzał ze schodów na dolną część domu. Pusto. Tylko telewizor się włączył.
- "Tak... Podejdź tu... Telepatii mi na długo nie starczy, a musisz coś wiedzieć."
- Co się cholera dzieje?!
Głos z głowy nie odpowiadał. Podszedł więc przed ekran. W nim zamiast zakłóceń ukazała się twarz mężczyzny. Czarna, krótka broda, mocne brwi, krótkie włosy, ładnie uczesane... I marynarka... brązowa?!
- Zaraz... Pan jest...
- "Tak. Jestem ojcem Larien. Możesz się mnie zapytać o co chcesz, jeśli chcesz dowodu. Widziałem cały twój dzień."
Vince nie wierzył własnym oczom, uszom... po prostu nie wierzył w to, co się dzieje.
- Pan... chyba nie żyje. Jak to możliwe, że mimo wszystko pana widzę? - Teapevinti miał taką minę, jakby przed sobą miał słup ognia. Trochę zaskoczenia, trochę adrenaliny... ale trochę strachu i zmartwienia.
- "Więc nikt ciebie nie informował co daje to zaklęcie, drogi chłopcze? Ojej, to wiele przed tobą... Ale odpowiem na twoje pytanie. Jestem w innej teraźniejszości... A, mów mi Markus."
I kiedy chłopak myślał, że już nic dziwniejszego się nie stanie... mylił się.
- "Wiem, że w twojej rzeczywistości nie żyję, wiem w jaki sposób zginąłem. Mogę swobodnie między nimi się poruszać. Ten kod... Nie ja go tobie napisałem. Najprawdopodobniej był to mój stary przyjaciel, Chester... A mówiłem, żeby nie bawił się! Nie przewidział tego, że do Kai to też dotrze."
- A to przypadkiem... nie było celowane w naszą dwójkę?
Ekran ukazywał zamyślenie się mężczyzny.
- "Być może. Nie znam intencji Chestera. Może chciał waszą dwójkę, może to nie ty miałeś przeczytać to zaklęcie."
- Dobrze - rzekł Vince - to inne pytanie. Jak to możliwe, że Kaia chodziła po suficie?
- "To mój drogi właśnie jest efekt przeczytania zaklęcia. Ona ma takie, ty masz inne... Jeśli dobrze pamiętam, to będzie to... przechodzenie przez ściany... Ale raczej się mylę. Nie mam dobrej pamięci do tego..."
- Sprawdzę.
Student wstał i swoją pięścią cisnął w najbliższą ścianę. Oczywiście poczuł to - nie przebił ściany, nie przebił się przez nią. Ręka bolała go jak zwykle.
- Nie, to nie to.
- "Trudno... Prędzej czy później się dowiesz... Nie po to jednak się odzywam. Widzisz, co się dzisiaj działo? Ten cały dzień... to mój sprawdzian, czy jesteś godny tego, co zaraz tobie powiem. I dałeś radę. A więc słuchaj... Jutro Larien idzie z Kaią do miasta. Chester niestety chce ciebie mieć już teraz. Musisz i ich i siebie odkierować z jednego miejsca. Zobaczysz jakiego - będziesz widział... taki dziwny vortex. Po jego drugiej stronie znajduje się średniowiecze. Zapamiętaj gdzie jest i wejdź, jak będziesz gotowy. A kiedy to się stanie? Domyślisz się! Jesteś mądry, z tego co widziałem. Jestem naprawdę dumny z twojego postępowania."
Pooddychał trochę w umyśle Vince'a, po czym kontynuował:
- "Szybko złapiesz zasady. Witaj w Hexagonal World! Wskrzesisz mnie jeszcze tu jakoś. I nie poznam ciebie, ale... ja tutaj, z innej rzeczywistości, trzymam za ciebie kciuki. Jeśli teraz zrobisz to, o co ciebie proszę, uratujesz łącznie trzy osoby... Muszę kończyć. Porozmawiamy jeszcze!"
I telewizja wyłączyła się. Vince wrócił na górę, pamiętając te słowa. W duchu cieszył się. Ale nie mógł skupić się na nauce, więc... poszedł spać.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: PaoChi, Opticum Mi Styczny
2.08.2011, 8:48
Post: #6
RE: Hexagonal World.
Godzina 23:00, dom Vince'a
"Exile... it takes your mind... again."

Vince spał. Spał na ziemi. Światło księżyca wpadało przez okno i rozświetlał przedmioty znajdujące się na biurku... a była to ta manga i jedna z lalek Kai, która przypadkowo trafiła do torby. Sam właściciel zauważył ją dopiero, jak rozpakowywał się, czyli godzinę temu.
Od godziny spać jednak nie mógł. Przejmował go dzisiejszy dzień. Nie bał się go nazwać najdziwniejszym dniem swojego życia. Bolało go jednak to, że wpłynął na to, że Kaia teraz chodzi po ścianach. Bolało go, że Larien kolejny raz musi wytrzymać niesamowite przeciwności i udziwnienia losu. Jednak... w końcu trafił go błogi sen.
Sen dziwny. Wyśnił, że idzie do budynku szkolnego... i na miejscu czekali już inni studenci z jego bądź innych klas. Okazuje się, że budynek jest zamknięty. Wtedy powiedział do siebie coś w stylu "dziwne... Ale trudno." i poszedł gdzieś indziej. Spotkał po drodze Larien. Rozmawiali dłuższą chwilę i poszli do jej domu, po Kaię...
- Vince! Czekaj moment - przerwał mu sen głos w telewizorze - Chodź i słuchaj jeszcze.. Zapomniałem o czymś ważnym...
On zaś otworzył oczy i, zdając sobie sprawę z tego, co usłyszał, walnął głową w podłogę z załamania.

- Posłuchaj... Pod żadnym pozorem nie myśl, że wszyscy widzą to, co ty. Choć chodzącą po ścianach Kaię może wypatrzeć każdy, to portalu, o którym mówiłem, już nie. Wiesz, co to oznacza... - w telewizorze ojciec Larien trzymał się za brodę. Trochę... nie był pewny tego, co mówi.
- Larien nie zobaczy tego, co widzi Kaia... To duży problem - na niewiele było stać Vince'a w tym momencie. Był wybudzony. Niewiele docierało do jego głowy. To jednak.. tak.
- Zapomniałem też wspomnieć o tym, że nie potrzebnie się uczyłeś. Każdy, posiadający moc, jest teraz geniuszem. Wydawać ci się może, że nie wiesz nic. Jednak jeśli ktoś cię o to zapyta... podświadomie będziesz znał odpowiedź. Bez pytania jednak - ani rusz.
- To by wyjaśniało, dlaczego nauka mi nie szła... Nie mogła już dalej wejść.
- Wiedz tylko - postać w telewizorze spoglądała z coraz twardszym wzrokiem - że czasem są takie pytania, na które nijak nie odpowiesz. Nie odpowiesz na coś, co dzieje się w twoich czasach i przy czym nie byłeś. Nie odpowiesz również na pytania związane z życiem innych osób, których nie znasz. Słowem - jeśli na całym uniwersum tylko kilka osób zna odpowiedź na to pytanie, to nie będziesz w stanie na nie odpowiedzieć. Dysponujesz jedynie swoją wiedzą i tym, co opinia publiczna już przyjęła do wiadomości.
- Brzmi... ciekawie - Vince teraz patrzył się w ekran jak zahipnotyzowany. Oczekiwał dobrej nowiny. I przyszła.
- Rozmawiałem z Chesterem... Powiedział, że ty byłeś w tym planie, niestety, tylko marionetką. Plan był głęboki jak rów mariański - zainteresujesz się kulturą japońską, poznasz Larien, przyniesiesz tam tom, Kaia widząc go, przeczyta, bo wciągną ją obrazki. Nie wie jak to się stało, że... ty tu teraz jesteś w takiej postaci i widzisz to, czego inni nie mogą. Ale to może i dobrze... dla wszystkich. Możesz odmienić los tego świata... - obraz w telewizorze odwrócił się w znaną sobie stronę - O! Chester! Witaj, przyjacielu. Możesz wyjaśnić tutaj temu chłopakowi co konkretnie chciałeś mu powiedzieć? Bo ja mam już tylko minutę czasu.
Teraz Vince mógł tylko być biernym widzem tego małego spektaklu.
- Oczywiście - usłyszał nieznany, cichy, ale pewny siebie głos. Mroczny po trosze - ale pożegnaj się z gościem.
Znów odwrócił się w stronę chłopaka... przez telewizor, rzecz jasna.
- Przepraszam, ja się nawet nie przedstawiłem... Ferdynand Mirelli. Pochodzę z rodziny, gdzie matka była Polką, a ojciec - Włochem. Stąd... trochę dziwny akcent i nazwisko... Ale to nie ważne. Uważaj na siebie jutro...
Telewizor zgasł... I zapalił się na nowo. Vince miał deja vu. Ujrzał przed sobą człowieka, którego twarz widział po wypowiedzeniu swoich "magicznych" słów. Trochę oniemiał... i słusznie.

- Witaj, Vince. Wybacz to, że teraz jesteś w takim... nienormalnym życiu. W zamian za to... Chester Gore tobie jakoś... postara się pomóc - ciężko oddychał. Bardzo. Widać, że wiek średni wbija pełną parą w jego życie - powiem ci, co jutro ciebie czeka... nie dosłownie, bo to grozi karą postarzenia o 20 lat... ale nakieruję cię.
Student siedział wpatrzony w ekran jak za czasów dzieciństwa. I słuchał niczym kiedyś.
- Będziecie w miejscu dobrze tobie znanym. Twoim zadaniem tu jest odciągnąć Kaię od miejsca, do którego pociągnie ją tak szalenie, że Larien ręki o mało nie urwie. Tak więc... mało czasu będziesz miał na działanie. Już wiesz, co tam się znajduje.
Po tych słowach nastała chwila milczenia.
- I... to wszystko?
- Niestety. Więcej nie ma co zdradzać. Jutro się dowiesz o swojej mocy i... dzięki niej dowiesz się, co cię czeka. To tyle. Idź teraz spać...
I skończyła się audycja. Vince więc zrobił to, o czym do niego mówiono. A sen... jakby miał włączoną pauzę. Był kontynuowany.

W tym śnie wyszli we trójkę... do centrum handlowego. I tam zjedli coś, przegadali...
...Obudził się.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Opticum Mi Styczny
6.08.2011, 14:32
Post: #7
RE: Hexagonal World.
Dobra, hyper derp, zapomniałem przekleić ficka.
----------
Gdy obudził się, był już ranek. Poniedziałek. Ciężko mu było uwierzyć, że ten wczorajszy dzień trwał długo, a jednocześnie minął szybko... ale czuł się wyspany. Wierząc w to, co usłyszał... choć wciąż ciężko wierząc, wstał z ziemi. Wszystko było normalne. Kolory tylko wariowały. Poranne niebo nie było w zwyczajnej swej barwie, lecz... pomarańczowo-czerwonawe.
Wstał z ziemi. Choć miał pod sobą i dywan i prześcieradło, otrzepał się. Zszedł po stopniach do swojego wielkiego pomieszczenia, zaparzył sobie kawy i zaczął robić śniadanie.
Wszystko w ciszy. Do tej ciszy... szło się przyzwyczaić. Może to przez nią Vince gadał sam do siebie. Nie wiedział.
Kawa wyborna. Jego ulubiona. Robi ją raz na tydzień, żeby wynagrodzić siebie samego za wysiłek włożony w życie. Śniadanie też skończone... Wymył się, ubrał. Można ruszać. Do podręcznej walizeczki spakował wszystko, co mu było na dziś potrzebne. Przed drogą jeszcze się pomodlił. Klucze ma, zegarek ma... ruszył.
Po zamknięciu drzwi kluczyki powędrowały do kieszeni jeansów. Drugich już, nie tych samych. Szedł w stronę szkoły.

Ok. 10 minut później...
Przed szkołą czekały tłumy ludzi... wśród nich rozpoznał swoich kolegów.
- Hej. Co się dzieje, tak właściwie?
- Sam sprawdź, Vince. Kartka jest na bramie.
Podszedł... na kartce było napisane, że "szkoła jest zamknięta na kilka dni z powodu remontów. Przepraszamy!"
Koledzy dodali mu jeszcze trochę informacji:
- Ponoć nikt do środka nie może wejść. Nawet nauczyciele. Coś się dzieje wewnątrz, jedni mówią, że odgrzybianie jednej części, inni, że podłogę remontują. Całą od razu. Dlatego wejść nie można.
Jednak samego Vince'a to niezbyt interesowało. Patrzył nadal z niedowierzaniem na zamkniętą bramkę. Patrzył na nią swoim pustym wzrokiem. Przecież... to mu się śniło. Dokładnie tej nocy.
Skręcił spod szkoły w stronę domu Larien... W wiadomym celu.
- To... nie może być przypadek - mówił do siebie, kiedy już odszedł od stojącego tłumu - Jaka była szansa, że akurat dziś zamkną szkołę? To niemożliwe...
Lawirował między ulicami jak wczoraj. Nie chciało mu się już wracać do domu. Szedł... i natknął się na biegnącą w stronę szkoły Larien. Wyglądała na kogoś, kto znów spóźni się na zajęcia. Ile sił miała, tyle ich wkładała teraz w nogi, aby zdążyć.
- Vince? Co ty tu... - zaczęła zdziwiona studentka. Przerwał jej chłopak.
- Szkoła zamknięta. Daremny twój trud, żeby zdążyć akurat dziś.
Zaskoczyło to dziewczynę na tyle, że zatrzymała się bezpośrednio w miejscu. Chłopaka natomiast zaskoczyło co innego... To znowu coś, co mu się przyśniło. Teraz już wiedział, co Chester miał na myśli mówiąc, że pozna swoją moc dziś...
- Mówisz?
- Remont jakiś... czy coś... Może pójdźmy do Ciebie?
- Ciężko mi uwierzyć w to, co mówisz - patrzyła Larien dziwnym wzrokiem.
- To jak nie wierzysz, to sprawdź pod szkołą - Vince nie zmieniał wyrazu twarzy, kiedy mówił każde zdanie. Był spokojny.
Dziewczyna odrzuciła coś, co mogło wyglądać jak grzywka z nieukrywanym wyrazem zadowolenia. Poza tym, szkoła znała już to przysłowie - "Nie Teapevintiemu żarty w głowie".
- Dobrze... choć nadal się trochę boję tego, co się stało, jak ty byłeś... to się zgadzam. Chodźmy - to normalne. Kto nie byłby zszokowany, jakby pięcioletnie dziecko zaczęło biegać po ścianach i suficie?
Ruszyli. Spokojnie chodzili ulicami. Chłopak nadal miał słuchawki przy sobie, jednak założone na szyi. Pierwszy raz miał je i z nich ani trochę nie korzystał.
- Chcę ci coś powiedzieć... Choć wiem, że raczej w to nie uwierzysz.
- Po tobie teraz mogę się wszystkiego spodziewać. Jednak wiem, że nie kłamiesz... czegokolwiek nie powiesz.
Vince poprawił swoje okulary i zaczął opowiadać... Najbardziej kobietę w szok wprawiły takie wyrażenia, jak "widziałem twojego ojca", czy "dokładnie to mi się śniło".
Trafili pod dom. Trafili pod miejsce, gdzie wszystko to się zaczęło. Trzecia część snu się powoli zaczęła spełniać...

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Opticum Mi Styczny
22.01.2012, 9:23
Post: #8
RE: Hexagonal World.
Na miejscu niewiele się działo. Kaię zabrali ze sobą i wyszli. Za sobą zamknęli drzwi, przez co można było poczuć się, jakby wychodzili ze skarbca - ich huk był potężny.
Vince mijał ludzi, których już dziś widział. We śnie, rzecz jasna. I to go zastanawiało... To jest niemożliwe, żeby zapamiętać aż tyle dla zwykłego człowieka... ale od niedawna już nie dla niego. Jednak... całego snu nie widział. Bał się co się stanie. Portal, Kaia, która go widzi i Larien, z którą jest wręcz przeciwnie. A po drugiej stronie średniowiecze... Być może te, które widział po przeczytaniu zaklęcia. Chyba to ono mu dało pierwsze wskazówki - co powinien wiedzieć, czego nie.
Szli przez park. Centrum handlowe znajdowało się kilka przecznic stąd. Najwięcej zieleni było właśnie tutaj, nie tak daleko od domu studentki, większy kawałek od chłopaka. Na obydwu wpływała magicznie, ale to i tak nic w porównaniu z reakcją dziewczynki. Interesowała się całym światem. Biegała w kilka stron chodnika, poszukując czegoś nowego, czegoś nieznanego jej oczom. Kwiaty, zwierzęta... ludzie. Śmiało można ją było nazwać najbardziej zaangażowanym najmłodszym obserwatorem otoczenia. Dlatego właśnie najczęściej była zabierana wszędzie, gdzie tylko znajdowało się życie pod najróżniejszymi postaciami.
Larien wspaniałomyślnie wykonywała rolę matki. Jej wiek zwłaszcza wskazywał raczej na nadzwyczajne metody zaciekawienia dziecka światem. Kochała małą istotkę nad swoje własne życie. Niesamowite jest jednak to jak ją przekonuje do tych wszystkich rzeczy. Łączy zabawę i naukę w niemal idealnych proporcjach. Ten fantastyczny fakt sam w sobie przyćmiewany jest niestety przez jej dziwny wygląd. Smuciło to Vince'a, że wszyscy oceniają książkę po okładce.
I przeszli park. Park pięknej zieleni.

15 minut później...
Centrum Renaissance. Od zewnątrz przypominało trochę nowocześniejszą epokę niż renesans w nazwie - więcej tu było baroku, i to współczesnego. Przepych był widoczny przede wszystkim w elektronice, jednak sama konstrukcja też dawała znać po sobie, że nie z pierwszego lepszego mieszkania jest ona wzięta. Ironiczne, że do średniowiecza prowadzi portal wewnątrz...
Wnętrze było tym, co przypominało bogactwo. Świetne drewno pod nogami, niezwykle zadbane, prawdopodobnie wzmocnione jeszcze czymś od spodu. Dach i ściany to jedna wielka szklana kopuła. Kolumny wewnątrz budynku sprawiają, że pomieszczenie jest klimatyzowane, a umożliwia to specjalny mechanizm wewnątrz ich.
Skręcili w lewo. Vince czuł się, jakby siedział w gigantycznej kolejce. Serce jego przyspieszyło i biło jak szalone, bo wiedział co się święci... Wtedy go uderzyło, że nie wyśnił, jak będzie to wyglądać. Nie zdążył. Wiedział więc mniej więcej kiedy mieć się na baczności. Na szczęście dla chłopaka, po drodze było wiele ciekawych sklepów, co sprawiało, że mógł uspokoić się i rozluźnić przed tym co się stanie.
- Coś się stało, Vince? Wyglądasz na zdenerwowanego... - spytała Larien, widząc krople potu na jego czole i ciągły niepokój na twarzy studenta.
- Raczej... coś się stanie. Usiądźmy gdzieś, opowiem ci wszystko.
Nieopodal akurat był McDonald. Wybrali te miejsce nie dla jedzenia, tylko dla faktu, że Kaia spokojnie będzie mogła bawić się to na zjeżdżalni, to w basenie kulkowym.
- Posłuchaj... Jej grozi niebezpieczeństwo. Właśnie w tym centrum handlowym. Jak będziemy iść dalej, znajdzie sklep z zabawkami, a wewnątrz jest portal do średniowiecza. Wiem, jakkolwiek nierealnie to brzmi, jednak... Póki co, wszystko to, co jest niezwykle dziwne, spełnia się. Mój przyszłościowy sen, słowa tych dwojga, których widziałem w telewizorze... Na dowód masz fakt, że Kaia chodzi po suficie... Ale naprawdę, to nie jest moja wina! Wiesz, że nic takiego nie planowałem...
- Tak, wiem... - dziewczyna spojrzała smutno w ten sposób, aby grzywką zasłonić oczy przed wzrokiem Vince'a - Przepraszam za moje zachowanie wczoraj... Po prostu boję się przez to wszystko co się stało. Może i to jest ciekawe, ale... przeraża mnie to, że wy teraz macie jakieś... moce, albo coś... Widzisz zmarłych, którzy tak naprawdę żyją, słyszysz ich, a oni wiedzą o wszystkim, co się z tobą dzieje. Ktoś inny potraktowałby ciebie jako psychicznie chorą osobę, z wizjami, głosami i jeszcze czymś... Najgorsze, że teraz przed nami jest zagrożenie, którego ja nie zobaczę.
Zamówili sobie coś. Pierwsze lepsze jedzenie w restauracji naprzeciwko. Tym razem była z nimi Kaia. Ciężko było rozmawiać, ale próbowali tchnąć w gadkę trochę normalności. To, co w tym wszystkim przeszkadzało, to puste oczy Vince'a. Widać w nich było wszystko, o czym myśli, bo nawet dziewczynka zrozumiała, że coś się poważnego stało. I zaczęła wypytywać o co chodzi. Chłopak zaczął grać w czyste karty, powiedział wszystko, co wiedział... a raczej próbował. Jednak coś wbiło mu się w gardło... To było jego ograniczenie. O ujrzanej przyszłości mógł powiedzieć tylko raz. I powiedział... Tylko on i Larien wiedzą co się stanie.
Vince wyjął kartkę z kieszeni, wyrwał ją z notesu. Z drugiej kieszeni wyjął długopis i napisał:
- Ty jej powiedz. Mnie chyba coś blokuje.
Po czym przekazał kartkę dziewczynie.
Akurat teraz przyszło zamówione jedzenie, więc kartka pospiesznie znikła ze stołu nim ona mogła ją przeczytać - po postawieniu talerzy przygniecione powietrze zdmuchnęło ją ze stołu na ziemię. Potem jakiś przeciąg wywiał ją na zewnątrz pomieszczenia i wleciał do wentylacji. Niewiele zostało z tego papierka. To oznaczałoby, że nawet prosić o wypowiedzenie przyszłości nie może.
- "No pięknie..." - pomyślał chłopak. Na jego szczęście, Larien przemogła strach i zaczęła dziewczynce mówić po kolei to, co powiedział Teapevinti.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Opticum Mi Styczny
23.01.2012, 10:52
Post: #9
RE: Hexagonal World.
Larien mówiła więcej i więcej na temat tego, co się ma wydarzyć. Dziewczynka jednak, mimo chaosu w tej wypowiedzi, doskonale rozumiała o co chodzi. Vince... on zdawał się myśleć, czy tak w ogóle można. Niby nie wyśnił tej części, więc możliwe, że tak nawet się miało nie zdarzyć. Z drugiej strony przecież ojciec Larien mówił co innego... Moment.
Przypomniał sobie ten moment, kiedy Franklin Markus Marelli, aka' ta osoba, która już w tym świecie nie żyje, wspomniał mu o jego mocy i nie sprawdziło się to. Zapomniał albo pomylił fakty.
Być może jest dokładnie tak samo. Mógł przecież pomylić się w swoim myśleniu o przyszłości. Może i to przez to, że nie wiedział jaką moc ma?
Optymista Vince nie brał pod uwagę myśli, że mógł być oszukany. Byłoby to trochę... dziwne. Choć to może dalsza część testu... Przecież powiedział mu, że "musisz odkierować i ich i siebie od tego miejsca". To by się zgadzało, bo tak właśnie robi. Nie sprecyzował metody...
Skończyli rozmawiać. Teraz już cała trójka wiedziała, co ich czeka, jeśli pójdą dalej. Po skończonym jedzeniu wyszli z restauracji.
- Jeśli mogę... pójdę jednak sprawdzić, co jest tam, dalej. - rzekł cicho Vince, pogrążony nieco obawami o to, co się może stać.
Podszedł do wspomnianej alejki i... zauważył jeden, jedyny sklep z zabawkami. Jego szczęście. Wszedł. Na miejscu czekał portal. Widział go z daleka, wolał się nie przybliżać... wrócił następnie... i poszli w stronę domu.

Tam, na nowo, rozgorzała rozmowa... Kaia tylko szczęśliwie i radośnie bawiła się. Oni niby towarzyszyli jej, ale... bardziej dlatego teraz robią coś wspólnie, żeby móc wytłumaczyć sobie wszystko.
- Powiedz mi, dlaczego muszę uzależniać się od Twojej obecności tu? Dlaczego sama nie mogę opiekować się... sobą i nią? - Pytała zmartwiona Larien, patrząc na dziewczynkę jak na swoje ostatnie w życiu szczęście.
- Ja widzę kilka powodów... Pierwszy, widzę, co się wam może stać. Nie zawsze będzie to coś dobrego, ale jeśli będzie... postaram się wam nie ingerować. Drugi... jakkolwiek ta cała... moc... dobrze wygląda, nie oznacza, że dostaniesz dokładnie to samo. Nie wiadomo co dostaniesz, właściwie. Nie róbmy kolejnego problemu. Ja już jestem jednym - mam coś, czego mieć nie powinienem, nie było tego w planie. Trzeci, wiem, że sobie poradzisz, ale... daj sobie pomóc.
Larien chciała pozostać niezależna od nikogo. Jednak teraz zagrożenia dla nich będą dla niej nieznane... a przynajmniej większość. Nie potrafiła zdecydować, która opcja jest lepsza. Dusza jej chciała żyć sama, a rozum podpowiadał, że Vince jest niemal niezbędny, aby obydwoje byli w pełni bezpieczni.
- Nie wiem, naprawdę, co powiedzieć... - stwierdziła niezbyt szczęśliwa studentka.
- Zaufaj mi. Przecież wiesz, że źle nie chcę dla was. Wręcz przeciwnie... zrobię co w mojej mocy, by było jak najlepiej dla was. Do tej pory żyłem sam, swoim życiem... i nie było to najlepsze życie. Było puste. Chcę cieszyć się razem z wami... Czy to naprawdę tak wiele?
Cisza nastała w wielkim pokoju. Głos więc zabrała Kaia:
- Dlaczego nie chcesz, żeby pan Vince nam towarzyszył? Przecież nic nam nie zrobi! To dobry człowiek!
Larien milczała. Uroniła jedną łzę, jednak niewidoczną dla nikogo - grzywka przysłaniała ją skutecznie.
- Zastanowię się... Jutro powinieneś znać odpowiedź. Na razie tylko mogę podziękować za to, co dziś zrobiłeś... Oczywiście, boję się tego, co się w ogóle dzieje... ale czy mogę wziąć ten tomik mangi? Wiem, że go przy sobie masz... pilnowałeś go całą drogę, żeby nigdzie nie zginął.
Teraz Teapevinti był w potrzasku. Niby dysponował narzędziem, które sprawiłoby, że ten świat zmienia się w ludzi z nadprzyrodzonymi mocami... Ale nie warto. Nie wiedział, czy tak można. Nie on jest kontrolerem tego całego procederu.
- Nie wiem. Nie wiem czy powinienem. Nie ode mnie to zależy... Być może dziś znów się odezwą, to powiem jutro co i jak. Niestety znów będziesz musiała przez początek dnia polegać na mnie... - powiedział z nieukrywanym niepokojem na twarzy, po czym widząc... niezbyt wesołą minę Larien, która wskazywała mu na to, że "czas wizyt się skończył", dodał: - To może... ja pójdę.
- Dobrze - zgodnie przytaknęły dziewczyny.

Chłopak żegnał się już z domem studentki. Uścisnęli sobie dłoń w geście przyjaźni... Gdy ona zamykała drzwi, ten przytrzymał je nogą i zapytał na koniec:
- Dlaczego nie chcesz, bym mógł być przy Tobie? Widzę w Twojej osobie więcej... wartości, niż wśród innych... daj mi szansę. Może jednak... zrobię coś dobrego...
Po czym odszedł w stronę swojego domu.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Opticum Mi Styczny
25.01.2012, 15:17
Post: #10
RE: Hexagonal World.
Smutny Teapevinti kroczył powolnym, zamyślonym krokiem w stronę domu. Mijał różne części miasta na swojej drodze. Sklepy, obok których przechodził, tętniły życiem. Jakaś kobieta pakowała zakupy do samochodu... Nie miał niczego lepszego do roboty, postanowił podejść i pomóc jej. Zapamiętał dokładnie jej twarz i imię. Vanessa...
Firmy także... wyglądały na zapracowane. Mrówki w mrowisku chodziły i przenosiły towar, to uzupełniały jakieś dokumenty, to wykonywały ważne telefony.
I te latarnie... Ich smutne światło przypominało mu jego własną twarz. Pierwszy raz mijał je ze zniechęceniem...
Jednak w połowie drogi zwrócił uwagę na kościół i postać wychodzącą z niego.
- Zdaje mi się... czy widzę Chestera? - Zdziwiony Vince usiłował wytężyć wzrok na tyle, żeby spojrzeć dokładnie na twarz starca. Jednak... ciemno było. Niewiele widział. Sądził więc, że odwiedzi go... kiedyś.
Powrócił pod swoje lokum i zaczął się zamyślać. Kolejny raz w tej drodze. Zarówno o Larien, jak i o Kai. Zwłaszcza o tej drugiej. Wiedział, był wręcz pewien, że nastąpiła błędna interpretacja jego zamiarów. Ciężko było mu odgadnąć, co powinien uczynić z zaistniałą sytuacją.
Wtedy na myśl przyszła mu jego moc.
- Trochę dziwne. - rzekł do siebie - Widzę wyraźnie cały przyszły dzień, ale tylko w jednym ciągu decyzji. Gdybym dzisiaj nie poszedł do szkoły, wszystko potoczyłoby się inaczej. To... ciekawe. Muszę to gdzieś zanotować.
Otworzył drzwi swojego domu i wszedł do środka. Nic nowego - wszystko jest... zwyczajne. Kolor ścian biały... albo znów widziane przez niego barwy są kompletnie inne. Po poręczach latały wszelakie makiety - od rakiet, po galaktyki. Wcale nie było tak, że interesował się astronomią. Chciał, aby inni tak myśleli... i to było jego prawdziwe zajęcie. Lubił wpływać na myślenie innych, sam nigdy nie potwierdzał swoich upodobań. Jeśli robił coś, na czym się nie znał - grał, jak mu mówiła intuicja.
Nie przestawał myśleć. Wpoił do swojej głowy zadanie, cel na przyszłość - wychowanie Kai. Myślenie mu jednak ktoś przerwał.
- Moje gratulacje! Zatem to było czytanie przyszłości ze snu! - z telewizji dobiegł znajomy mu głos - Teraz już znasz skutki zaklęcia.
Vince z początku nie zwracał uwagi na Ferdynanda, jednak po chwili coś ją przykuło. Przeanalizował dokładnie słowa Ferdynanda i zdziwił się temu, co usłyszał. Odwrócił się w miejscu i spytał:
- Skąd wiesz o mocy?
- Obserwowałem ciebie. Cały twój dzień. Całe życie od chwili przeczytania przez ciebie zaklęcia. Od tego momentu znałem wszystkie twoje dane. Choć moja pamięć mnie często zawodzi to o takich rzeczach nie zapominam.
- Ale... masz przecież swoje życie. Swoje sprawy, zajęcia...
"Markus" wyraźnie posmutniał.
- Żyję w wymiarze śmierci. Kanał, który ustawiam na twoim telewizorze, to jedyna możliwość na mój kontakt z waszym światem... i vice versa. Ja... widzę ciebie przed oczyma cały czas. Dosłownie.
Vince zaczął odczuwać współczucie. Pomyślał o tym, że widzi swoją własną córkę, smutną po stracie ojca. Pomyślał o Kai, którą jeszcze nie tak dawno Ferdynand trzymał w swoich rękach. Wszystko to w jednej chwili sprawiło, że w oczach studenta zaczęły gromadzić się łzy. Nie powstrzymało to jednak zmarłego przed kontynuowaniem opowieści o swoim losie.
- Jestem z innego wymiaru, aniżeli ty. To prawda. Jednak tam zginąłem. To miejsce, w którym się znajduję, to coś podobnego do czyśćca, jednak tutaj nie tylko karę przebolewam, ale otrzymuję nagrodę za swoje dobre czyny w życiu. I tak moją nagrodą jest szansa wskrzeszenia siebie. Nie tylko w jednym wymiarze.
- A karą?
- Karą jest bezradność, pokładanie nadziei na realizację szansy w innej osobie i oglądanie czynów osoby, która mnie zabiła... Ciągle.
Teapevinti przeżył szok. Nigdy nie było w jego życiu tak silnego wstrząsu. Nie miał fizycznej możliwości, aby przyjąć tę informację ze stoickim spokojem.
Ferdynand, widząc stan, w jaki wprowadził chłopaka, chciał załagodzić sytuację i powrócił do normalnego tonu rozmowy.
- Nie przejmuj się. Nie wiń siebie za to, czego nie uczyniłeś... przynajmniej w tej rzeczywistości. Wróćmy do poprzedniego tematu. Widzę, że poradziłeś sobie z dzisiejszym dniem. Wiem, że wszystko to, co się tu dzieje, może wydawać się Tobie co najmniej dziwne, ale, uwierz mi, wielu ludzi pod takim natłokiem obowiązków, pod jakim ty się znajdujesz w chwili obecnej, nie dałoby rady wytrzymać życia. Zwłaszcza wtedy, kiedy w Hexagonal World się dopiero wkracza... Cóż. To chyba tyle, co chciałem rzec.
- Czekaj! - zawołał Vince, chcąc jeszcze na chwilę zatrzymać Ferdynanda. - Czy mógłbym porozmawiać z Chesterem?
- Pewnie! Chester, chodź! Jesteś potrzebny... No, już nie udawaj, że śpisz! - wołał ojciec Larien. - No...
Chwilę potem Ferdynand zniknął z ekranu.
- Witaj. Jak mogę Ci pomóc? - Odrzekł, jakby z dużą dozą dobroci, Chester. Wyglądał też o wiele sprawniej, niż ostatnim razem.
Vince zmienił pozycję siedzenia na wygodniejszą, po czym odpowiedział panu Gore:
- Mam do ciebie kilka pytań, na które chciałbym poznać odpowiedź... Mam nadzieję, że nie przeszkadzam, i masz na tyle czasu...
- ...Aby odpowiedzieć? - Dokończyła postać w telewizorze. - Spokojnie, mam go wystarczającą ilość. - W tym momencie jego mina przypominała minę miłego staruszka. Tworzył toteż wrażenie gotowego na dłuższą gadkę i udzielenie solidnej dawki informacji.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
8.03.2012, 20:01
Post: #11
RE: Hexagonal World.
- Powiedz mi... Po co są te portale? Co w nich się znajduje?
- Portale... - Chester wyglądał, jakby zaczął czytać. - One testują to, czy jesteś na tyle odpowiedzialnym człowiekiem, żeby tą moc przyjąć. Wymagają myślenia. W całym tym wielkim teście zawiera się osiem portali. Ostatniego z nich skutki z reguły wywołują zmiany w życiu zarówno twoim, jak i innych, i są diabelnie długie. Porozrzucane są po okolicy osoby posiadającej dane zaklęcie. A, warto wspomnieć! - Gore wyjrzał w stronę Vince'a z iście dziecięcym uśmieszkiem. - Klęska w teście, w zależności od testu, może sprawić, że stanie się jedna z dwóch rzeczy. Pozytywny wariant zakłada tylko stratę mocy i kasację wspomnień z nią związanych...
Staruszek mówił w sposób bardzo mroczny, czym wzbudził obawy studenta. Pozwolił więc sobie chłopak dokończyć wypowiedź:
- A negatywny zakłada śmierć?
- Nie inaczej! - Odpowiedział bardzo otwarcie i z nieukrywanym zadowoleniem Chester. - Ale nie przejmuj się! Pocieszę cię, bo widzę, że się tym trochę zaniepokoiłeś. Portal najpierw przenosi do początku czasu. To takie miejsce... puste i białe. Zawsze w nim będzie wisiała w powietrzu kartka albo tabliczka. Na niej znajdują się wszystkie potrzebne informacje,w tym ta. Podczas, gdy ty wykonujesz test, obserwator... czyli w twoim przypadku byłby to Ferdynand, odprowadzi twoje ciało do domu. - W tym momencie Chester wyraźnie zaczął się ekscytować. - Vince! Nawet nie wiesz jakie to piękne uczucie, kiedy po śmierci czujesz, że kontrolujesz jakieś życie! Czujesz, że za tym tęsknisz. Nawet te kilka minut daje taką satysfakcję!
Student uśmiechnął się szczerze. Zaczął dalej przeszukiwać myśli... I znalazł kolejne pytanie.
- A kto te testy tworzy? Czy to dla mnie, czy dla kogoś innego.
- Niestety, tego nie mogę powiedzieć, dla samej uczciwości tych testów. Powiem tylko, że każdy z ludzi po śmierci ma z tą istotą kontakt. I ty też go miałeś - ukazała ci wszystkie dane, które widziałeś tuż po zaklęciu... Choć tutaj to bardziej jej kontakt z tobą. Bądź co bądź, teraz jest tak, że tylko ta istota może coś przekazać tobie, ale nie odwrotnie. Więc mogę przekazać pozdrowienia w twoim imieniu. Chcesz? - spytał staruszek żartobliwie.
Takie żarty generalnie bardzo dobrze służyły Vince'owi. Zapominał wtedy o dzisiejszym smutku i niepowodzeniu.
- Oczywiście, panie Gore... - odpowiedział chłopak i chciał pytać dalej, ale przerwała mu postać z telewizora:
- Mów mi Chester. Możesz też użyć mojego pseudonimu "Xavier". - Postać zaczęła się śmiać. - Zgadnij, dlaczego tak na mnie mówią.
Student dopiero zauważył podobieństwo. Chester przypominał bardzo profesora ze słynnych X-Menów. Z wyglądu zwłaszcza. Identyczna łysina, identycznie mądre rysy twarzy... Co mu nasunęło pytanie.
- Poruszał się... poruszałeś się na wózku przed śmiercią? Możliwe jest to, że w innej rzeczywistości widziałem ciebie normalnie wychodzącego, jako osobę duchowną?
"Xavier" posmutniał. Teapevinti widocznie uderzył w czuły punkt.
- Tak... W wieku pięćdziesięciu pięciu lat miałem wypadek. Wracałem rowerem do domu i jechałem przepisowo... Ale nagle wjechał we mnie... samochód. Dosyć potężny. Jechał ok. stu dziesięciu kilometrów na godzinę. Koziołkowałem w powietrzu i wylądowałem na nogi. Nie dało się ich już uratować. Co do drugiego pytania... Wszystko jest możliwe w alternatywnej rzeczywistości.
Chłopak zaraził się tym smutnym nastrojem od Chestera, ale pojął, że nie ma sensu się w niego tak wgłębiać. Zmienił temat.
- Dobrze, Xavierze... Czy mogę wiedzieć skąd wiedziałeś, co wydarzy się dzisiaj?
- Mamy wgląd w niektóre wydarzenia z życia ludzi... Przyszłość ta wybiega aż na jeden dzień w przód. Nie jest to wiele, ale czasem się przydaje. Zobowiązani jesteśmy do milczenia. Nie możemy zdradzać przyszłości. Ale! Żeby było ciekawie, mamy wgląd w lokalizacje portali dla poszczególnych ludzi. Nie jest to wiele. Ich liczba jednak rośnie za każdym razem, kiedy ktoś czyta swoje zaklęcie.
Nie było już pytań ze strony Vince'a. Postanowił podziękować za rozmowę i pójść spać, zważywszy na to, że było już dosyć późno. Wstał, przeciągnął się i wolnym krokiem ruszył ku górnemu piętru.

Na górze zastanowił się nad tą wizją, której doznał po przeczytaniu swoich pamiętnych słów. Średniowiecze nie pasowało mu do niczego. Wywnioskował więc, że to będzie jego pierwszy test. Zapewne walka średniowieczna albo kierowanie armią. Szybko zasnął, tak myśląc.
Sen ukazał mu to, jak wstał, wyszedł (po umyciu i ubraniu się, naturalnie) na stację paliw, gdzie zakupił litr benzyny na makiety. Zaniósł ją z powrotem do domu, po czym wyszedł na spacer po mieście. Natknął się tam na Larien, spacerującą samą. Zaczęli rozmawiać, już spokojnie. Studentka opowiadała o tym, co się stało, kiedy wyszedł. Przepraszała go za swoje zachowanie. On przytulił ją i poszli do domu dziewczyny. Tam pobawili się z Kaią. Rozmawiali dalej... I po tym wszystkim Vince wrócił spokojnie do domu.
Wszystko to, naturalnie, sekunda po sekundzie jak w normalnym życiu.

Obudził się. Była godzina szósta. Postanowił, że nie da szansy tej przepowiedni sennej sprawdzić się - swe kroki skierował w stronę miejsca, w którym znalazł osobę łudząco podobną do Chestera.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
7.04.2012, 21:34
Post: #12
RE: Hexagonal World.
Tak zbijacie mnie na drugie strony... Meeeh.
----------
Umył się i ubrał. Śniadanie postanowił zjeść po drodze. Byleby sycące.
Zanim wyszedł zatrzymał go głos Chestera w telewizji. Nie było go widać, a jedynie słychać:
- Ferdynand twojego wymiaru już zginął. Sądzę, że i mnie z twojej rzeczywistości może się coś stać, więc... miej go na oku, jeśli byś mógł.
Vince wtedy stanął jak wryty w miejscu. Pomyślał, że ich wymiar ma jedną, wielką wadę - bezsilność. Kiedyś Gore dostanie informację o tym, że w tym wymiarze zginie... A nie będzie mógł niczego z tym zrobić.
Student nie miał nic przeciwko prośbie zmarłego. W końcu sam planował tam pójść. Wiedział, że msza w kościele św. Franciszka kończy się o godzinie ósmej. Postanowił więc chociaż pierwszą część snu wypełnić i pójść po paliwo. Było wszystko dokładnie takie samo, jak w wizji.

Wtorek, 7:58, pod kościołem św. Franciszka...
Droga do kościoła wiedzie przez wiele interesujących lokacji, ale generalnie jest po drodze do domu Larien. Specyficznie wygląda - jest to kościołek murowany, z dwoma wieżami po bokach wejścia. Na samej górze był krzyż... jak w każdym kościele. To, co go wyróżniało, to wielka podobizna Jezusa na frontowej ścianie kościoła.
Vince pozwolił sobie wejść do środka. Nie był zbyt wierzący. Do kwestii wiary podchodził sceptycznie, a taki sposób myślenia umocnił się w ciągu trzech ostatnich dni i rozmów ze zmarłymi. Kiedy ostatni raz był wewnątrz widział tłumy ludzi, jakby zahipnotyzowanych, w transie. Ślepo szli po "Baranka", powtarzali słowa jakby zaprogramowane w ich umysłach... Teapevinti wszystko widział właśnie tak. Nie był zbyt przekonany do tego.
Choć kościół sam w sobie mógł zachęcać do przybycia. Podłoga była... szklana. Pod tym szkłem bezpośrednio znajdowało się ładne drewno. Drewniane, komfortowe ławki i ceglane kolumny ciepłej barwy zachęcały do tego, by zostać tu jak najdłużej. Ołtarz był wypełniony złotym przepychem. W centralnej jego części, jednak trochę bardziej wgłąb umieszczony został krzyż pokaźnych rozmiarów.
Zauważył sobowtór Chestera w konfesjonale. Po rysach twarzy można było się domyśleć, że to on... ale tylko po nich. Ubrany był w strój nie przypominający zupełnie kościelnego. Brązowy habit, przepasany sznurem. Trudno było uwierzyć, że sprawuje funkcję księdza.
Podszedł tam. Nikt nie spowiadał się, toteż było wolne miejsce. Rozpoczął rozmowę w sposób dziwny.
- Niech będzie pochwalony, Ojcze Chesterze.
Duchowny zareagował przerażeniem.
- Na wieki wieków. Skąd znasz moje imię, synu? Nie widywałem ostatnio ciebie w świątyni.
- To długa historia. Moglibyśmy porozmawiać? - Spytał pokornie Vince. Trochę się bał rozmowy... ale czuł, że księdzu może się coś stać. Intuicja mu podpowiadała, że skoro nie żyje Ferdynand obydwu wymiarów, to i Chester może zginąć w tajemniczych okolicznościach, co z resztą stwierdził Gore z wymiaru śmierci. Ojciec wyszedł z konfesjonału i zaprosił chłopaka do zakrystii. W tym akurat momencie nikogo w kościele z duchownych, poza Chesterem, nie było.

Zakrystia była... takim miejscem normalnym. Wszystko wyglądało jak przeciętny pokój mieszkalny. Beżowe ściany, jakieś biblioteczki, telewizor, fotel, stolik... krzesło... W arystotelicznym porządku.
- Proszę. Opowiedz mi, skąd znasz moje imię. I... czemu wyglądasz tak dziwnie? Jakbyś zobaczył Boga. - Zszokowana postać w habicie zadawała pytania... nie spodziewając się żadnych normalnych rozwiązań swoich problemów.
Vince opowiedział wszystko, co wie o drugim rozmówcy. O nim z innej rzeczywistości, o wymiarze śmierci jako "czyśćcu", o wyższej postaci... I tak przechodził z tematu na temat. Kiedy skończył całą historię, usłyszał pytanie:
- Dobrze... dlaczego więc zwracasz się do mnie? Po co przyszedłeś?
Student spuścił wzrok i skupił wzrok na ścianie.
- Widzisz, Ojcze... - Zaczął mówić. - Mężczyzna imieniem Ferdynand w innym wymiarze zginął tam z mojej ręki. Tutaj... zmarł w tajemniczych okolicznościach, nie do rozwiązania. Pewne było, że sam się nie zabił. Obawy zarówno moje, jak i Chestera w strefie śmierci są takie, że Ojca może spotkać coś podobnego. A to już nie dobrze... - Teapevinti przerwał. W myślach miał wszystko, co powiedział i reakcję Gore'a na tą historię. To, co go zdziwiło, to fakt, że duchowny wygląda, jakby myślał, że wszystko to, co mówi Vince jest prawdą, co w przypadku zwykłej osoby z codziennego światka wydawało się dziwne. Postanowił o to spytać. - Wierzy mi Ojciec?
On zaś starł pot z czoła, wyprostował się jak żołnierz i trochę nieśmiało obrócił głowę w stronę chłopaka.
- Wierzę. - Stanowczo odpowiedział.
Po tym nastała głucha cisza.

Około godziny dwunastej student opuścił kościół. Teraz miał wątpliwość - czy podjąć się testu, czy skierować swoje kroki w stronę domu Larien. Żeby się móc skupić nad decyzją, ruszył swoim wolnym, rytmicznym krokiem w stronę parku Greenada.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: KleszczRex
9.04.2012, 12:45
Post: #13
RE: Hexagonal World.
*facepalm*. Spojrzałem na to, co napisałem i szczerze zastanowiłem się nad sensem tego wszystkiego. Derpah.
----------
Park ów ma jedną zasadniczą zaletę - atmosferę. Człowiek czuje się w nim wolny. Jest miejscem spotkań ludzi, przestrzenią najświeższego powietrza w mieście... Można tu nawet popływać, bo jeziorko jest w centrum Greenady. Mieszkańcy miasta starają się trzymać płuca miasta w czystości... tak bardzo lubią to miejsce.
Vince wkroczył wolno na teren parku. Całe jego ciało chłonęło urok tego miejsca. Tym razem oczy jego nie zmieniły barwy żadnych obiektów, więc mógł cieszyć się tym wszystkim tak, jak dawniej. Wziął głęboki wdech świeżego powietrza i udał się bliżej centrum parku. Spacerował z myślą co wybrać. Test sprawiłby, że byłby już choć odrobinę bliżej poznania tego tajemniczego świata. Z drugiej strony... Boi się tego, co tam odnajdzie.
- Generalnie, wszystkie instrukcje już mam. Nie muszę przejmować się tym, co tam się stanie. W pierwszym teście raczej nie będzie zagrożenia utraty życia...
Przerwał mówienie sobie pewnych rzeczy. Przed jego oczyma bawiła się Kaia.
Widział tą dziewczynkę bawiącą się i od razu miękło mu serce. Taka żywa. Nadal nie wiedział co go na tyle urzekło, żeby się nią zainteresować, jednak coś go ciągnęło do niej. Chciał być obok, chciał być częścią jej radości... Chciał ją wychować.
Bez większego wahania podszedł.
- Pan Vince! - Kaia od razu zaczęła z radością w oczach biec w jego stronę. Przytulili się.
Larien nie było w okolicy. Prawdopodobnie robi to po to, by uczyć dziewczynkę, że nie zawsze ona będzie obok. Zamiast studentki na ławce siedziała opiekunka dziecka. Brunetka, miała około czterdziestu lat. Ot, normalna kobieta. Wyglądała na trochę zdziwioną i wystraszoną. Widocznie nie wiedziała o istnieniu Vince'a. Dlatego podeszła odrobinę i spytała jak najgrzeczniej:
- Przepraszam... kim pan jest?
- Znajomym. - Odpowiedział cicho. - Kaię znam zaledwie dwa dni. Larien trochę dłużej, uczę się z nią w jednej szkole. Vince Teapevinti.
- Maria Veere. Miło mi pana poznać. - Uśmiechnęła się w matczyny sposób. - Jak się pan zapewne domyślił, jestem opiekunką Kai... I po części również Larien.
Vince puścił Kaię. Generalnie nie po to przyszedł, aby się z nią pobawić... Co sprawiło, że miał dylemat, bo bardzo tego chciał. Jednak wpadł na pomysł... Zrobienia testu jutro.
- Dziś... lepiej mieć czas na bliższe sercu osoby.
Opiekunka usłyszała słowa chłopaka.
- To prawda... Nie wiadomo kiedy możemy ich zobaczyć następnym razem.
- A, przepraszam... - Powiedział zakłopotany student. - Mam tendencję do mówienia do siebie.
- Rozumiem. Mi też się to zdarza. - Miała taki wyraz twarzy, jakby pełnego zrozumienia zawartego w jednym uśmiechu. - Może przejdzie się pan z nami z powrotem?
Tego generalnie najbardziej chciał. Nie trzeba było go dwa razy prosić. Zgodził się.

Szli stosunkowo powoli, aby Kaia spokojnie mogła nadążać. Trzymała Vince'a za rękę, jak ojciec z córką. To niesamowite, jak zwykła osoba mogła aż tak przywiązać się do dziewczynki.
Po drodze chłopak i Maria opowiadali dziecku o wszystkim naokoło nich. Rozmawiali także między sobą.
- Widzi pan... Boję się każdego towarzystwa wokół tej dwójki. - Westchnęła opiekunka.
- Z jakiej przyczyny?
Smutnie opuściła głowę na znak, że to, co zaraz usłyszy Teapevinti nie będzie najmilsze.
- Nosi znamię przeklętej w szkole, z tego co słyszałam... I każda osoba, którą znała, doznała jakiejś przykrości od razu po zawarciu jakiejkolwiek relacji. - Student spojrzał na siebie... Najwidoczniej się sprawdziło. Maria kontynuowała. - Sama jednak nie wierzy w to. "Zwykłe przesądy", twierdzi.
- Chyba ma tu trochę racji. - Stwierdził Vince. - Idę z dwoma najlepszymi przykładami... prawda?
- Wkrótce po podjęciu się opieki nad Kaią, było włamanie do mojego domu. Więc... oznaczałoby to, że tylko jeden, proszę pana.
Dalej szli tylko w milczeniu, pomijając rozmowy z dziewczynką.

Przystanęli pod drzwiami domu. Pani Veere wyciągnęła klucze z bocznej kieszeni i otworzyła "bramę". Strzepali buty z ziemi z parku, po czym weszli do środka.
- Kawy? - Spytała opiekunka po zdjęciu bucików ze stóp Kai.
- Jeśli można, to poproszę. - Odpowiedział chłopak.
Vince właśnie zdał sobie sprawę, że jest w domu Larien. Przepowiednia ze snu się spełni w ciągu następnych kilku godzin bądź co bądź. Nastąpi rozmowa. Kolejna.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
15.04.2012, 21:34
Post: #14
RE: Hexagonal World.
Uznajmy motyw unikania dziewczyny za filler. Nie wiem co wtedy brałem, że to napisałem. Nie pytajcie mnie.
PS. Trochę następnej części już wyryłem w notepadzie na żywo. Ale jest dla mnie za krótko, muszę jeszcze trochę napisać, meh.
Póki co, macie dalszą część gniota.
----------
Vince siedział w kuchni. Czuł kroki Larien, wiedział, że po mieście nie będzie chodzić wiecznie. Po kawie urządzonej przez panią Marię czuł to jeszcze mocniej. Dopomogła mu w tym nie tylko kofeina, ale też poczucie czasu. Nerwowo stukał palcami w podłogę podczas zabawy z Kaią, myśląc nad planem wyjścia. Wpadł na to, że rozwiązanie problemu jest prostsze, niż by się zdawało. Wstał z ciężkim wyrazem twarzy i mówił spokojnym głosem:
- Chyba muszę iść. Nie chcę zostawić Kai, ale będę miał dziś gości. - Starał się to powiedzieć jak najpewniej mógł, z jak najwiarygodniejszą możliwą wymówką. I udało się. Pożegnał się, cicho wyszedł... z nieukrywanym uśmiechem. Skręcił w prawo...
- Vince! Czekaj! - dotarł do niego głos Larien. Dobiegła do chłopaka. Student odwrócił się na pięcie z miną wyraźnie smutną. Już nie z powodu porażki w planach, a z powodu charakteru rozmowy, która go czekała. Jego okulary był wyraźnie mocno nasunięte na nos. Tak, żeby dziewczyna mogła zobaczyć oczy za nimi.
- Słucham. Tylko... trochę się spieszę. - Rzucił smutnym głosem.
Larien opuściła głowę.
- Prze... przepraszam za wczoraj... - wymamrotała. - Nie wiem co się ze mną dzieje.
- Spokojnie. - Rzekł chłopak, po czym chwycił prostymi rękoma jej ramiona. - To i tak Twoja decyzja.
- W tym rzecz. Ja naprawdę potrzebuję pomocy, tylko... - przerwała, jakby zbierając myśli - nie potrafię tego otwarcie przyznać. Sobie i Tobie...
Vince spokojnie uśmiechnął się. Spojrzał dziwnymi oczyma na studentkę i żartobliwie spytał:
- Więc mam Ciebie nie słuchać, tak?
- Coś w tym stylu. - Larien zaśmiała się. Celem chłopaka było właśnie odstresowanie kobieciny. Chyba mu się udało.
W trakcie rozmowy Teapevinti stwierdził, że zrobi pierwsze z wyzwań dzisiaj. I tak niewiele miał do roboty. Nie wierzył, że pierwszy test będzie karał śmiercią.
- Słuchaj - zaczął mówić - chyba dziś zrobię test. Niech się dzieje co chce.
- Powodzenia! - Odreagowała uśmiechnięta, pomachała i rozeszli się w swoje strony.

Vince stwierdził, że będzie potrzebował rozgrzewki. Nie wie czego oczekiwać, ale lepiej być wysportowanym. Więc wybiegł. Biegł ulicami, mijając ludzi. Coś mu mówiło, że ktoś go przez ten cały czas obserwuje. Mimo to, uciekał jakby przed słońcem, jakby przed ruchem miejskim. Chodził skrótami, byleby zaoszczędzić odrobinę cennego czasu.
Dotarł pod Renaissance. Przebiegł przez zatłoczony parking samochodowy. W chwilach postoju nerwowo stukał palcami u nóg. Poza tymi momentami pędził jak szalony. Drzwi domu handlowego otworzyły się przed nim... I nagle odepchnęło go coś. Jakaś niewidzialna siła odrzuciła go od wejścia. Ludzie, zaciekawieni, odwracali się, aby zerknąć na upadek. Za drugą próbą udało mu się wejść już normalnie.
Intuicyjnie skręcał, przechodząc obok sklepów i wczorajszych wydarzeń. W końcu trafił na zabawkowy. Wkroczył do środka, do portalu numer jeden.
Ferdynand w tym momencie zdjął nogi z niewidzialnego biurka i przystąpił do sterowania Vincem do domu.

Wokół niego nagle zrobiła się pustka. Obraz sklepu roztopił się w nieprzeniknionej bieli. Przy próbie krzyczenia nie było nawet echa. Stał na niczym. Zgodnie z ostrzeżeniami zmarłych, w centrum tej przestrzeni znajdowała się tabliczka. Do niczego nie przyczepiona. Podszedł w jej kierunku i zaczął czytać treść na niej zawartą:
"Zadanie 1:
Wcielenie w dowódcę armii i króla angielskiego. Celem jest wygranie średniowiecznej walki oraz przeżycie.
Imię: Henry XIV.
Wrogowie: Armia francuska.
Czas do rozpoczęcia bitwy: 20 godzin.
Podczas testu niemożliwy jest kontakt ze swoją prawdziwą tożsamością.
Kara za niepowodzenie: Strata mocy."
Teraz zrozumiał, że niepotrzebnie się rozgrzewał. Ale przynajmniej miał rację w tym, że nie zginie. Nie może teraz rozplanować strategii. Musi to zrobić później. Albo już te myśli będzie miał w głowie?
- Cóż... Nie mam pojęcia co mnie czeka... Ale - stwierdził - będzie to coś nowego!
Stanął przed właściwym portalem, prowadzącym do pierwszej próby. Chwilę później zastanawiał się, czy postawić pierwszy krok, czy nie.
Jednak zdecydował się wejść i mieć to za sobą.

[Obrazek: fjpxk3.png]
Gallery
Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu.
Serre's Cardhouse
Mój have/want
Odpisz
15.04.2012, 21:45
Post: #15
RE: Hexagonal World.
Sciana tekstu jest odstraszajaca ale nie lubie takich FF >.<
Odpisz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości