|
Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
|
|
7.02.2011, 22:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2011 14:43 przez Gonzo.)
Post: #1
|
||||
|
||||
|
Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
Rubin i ja stwerdziliśmy, że możemy gadać o Nuzlocke i zachęcać, ale nic to nie da, jeśli nie zagramy (po raz kolejny) i nie przedstawimy dowodów na to, że jest to doskonała alternatywa dla klasycznego przechodzenia gry.
Zasady są proste (dwie pierwsze to podstawa, pozostałe to nasze utrudnienia):
"Treecko?! Dlaczego on?!" To była nasza pierwsza myśl po dostaniu startera. Ja trafiłem nawet dobrze w naturę, Rubin mniej, ale i ona przekonała się do gekona (mój Yoshi, Rubin Benio)
Do pierwszej odznaki doszliśmy razem... gadając na GG, bo w rzeczywistości rubin szła jak burza, czułem tylko jak oddychając gryzłem kurz spod jest rozbieganych nóg, które wyprzedały mnie o co najmniej pół lokacji. Na szczęście levelowo u mnie było ciut lepiej - wolniejsza gra zapewnia pewniejsze Pokemony. Dwa Żywioły, odmienne style gry. Co z tego wyjdzie? Czyja taktyka okaże się lepsza? Nie wiem... Od jutra zaczynając, minimalnie jedenaście wpisów, codziennie po jednym ode mnie i od Rubin. Zapowiada się ciekawie i wymagająco. Jutro: "Jak zlolować Roxanne w pięć, a może i więcej minut." |
||||
|
|
7.02.2011, 23:54
Post: #2
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
*śledzi temat*
DAWAJTA WIĘCEJ :3 uwielbiało się to czytać w wersji angielskiej, ale w polskiej to jest dopiero fenomen =D ![]() Misaki Iwane - za co go kochamy mrrrrrr - Nid |
||||
|
8.02.2011, 12:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 8.02.2011 17:37 przez rubin.)
Post: #3
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
Prolog
Poniedziałek, godzina 18:45. Na rogu ulic Marszałkowskiej i Hożej, do ciemnej komnaty wypełnionej złowieszczo łypiącymi diodami wszedł łysiejący mężczyzna około czterdziestki na karku. Zamglonym wzrokiem zdołał dostrzec rój kręcących się po podłodze karłów, pełzających jak żmije w sobie tylko znanym kierunku. Niesione przez nich zwoje dziwnych linek i błyskowych lamp odbijały neonowe światło, tworząc misterne witraże hipnotyzujące każdego, kto ośmielił spoglądać w nie zbyt długo. To był jeden z tych Znaków, zwiastujących nadejście Czasu. On jednak, jakby ignorując panującą wokół nerwową atmosferę, pysznym krokiem przetoczył się po Sali, szlifując znajomość łaciny z nieszczęśnikami mającymi czelność nie ustąpić mu z drogi. Wkrótce jednak wolny krok zbliżył go do środka Sali, do tego Miejsca, którego unikali nawet najwięksi twardziele… Sprawdził stół. Był czysty. - Rurku? O dobrze że mnie słuchasz… - dalsza rozmowa została przerwana przez operatora kamery gestykulującego wściekle niczym szympans na wybiegu. 3… 2… 1… - Dobry wieczór, Kamil Durczok Fakty TVN… ---------- Parę godzin wcześniej, daleko, daleko na południe od Centrum, w rozległej, zielonej krainie zwanej Ursynowem (którą niektórzy niemiejscowi uznają za miasto) dreptałam sobie oto wesoło w kierunku domu. Z buta w drzwi, dalej podskokiem po schodach i oto jestem u progu mojego królestwa. Zwinny rzut torebką o ścianę i uruchamiam żółte słoneczko. Status ustawiony na niewidoczny, jako iż jestem oczywiście zbyt fajna na Pokemony. Takie tanie sztuczki nie zmyliły jednak niejakiego Gonzo vel grubsona, który zaraz po tym przywitał mnie zdaniem „Hai wanna play nuzlokz”. Cóż, nie były to jego dokładne słowa, ale sens mniej więcej ten sam. Zasady omówiliśmy już wcześniej, tak więc bez zbędnego przedłużania rzuciłam 2 razy kostką. Pierwsza wypadła 1, druga 2, co znaczy że oboje starutujemy z Treecko. Bolesne wspomnienia z prób grania tym Pokemonem doprowadziły mnie prawie do skrętu kiszek, ale uznałam to za kolejne wyzwanie. Punkt 15:30 wcisnęliśmy New Game… TBC. ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
8.02.2011, 14:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2011 15:57 przez Gonzo.)
Post: #4
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
CHAPTER ONE: Jak zlolować Roxanne w pięć, a może i więcej minut.
= Gonzo Version = "KUR*AAA!!!" radosnym rykiem powitałem światło jarzące mi po oczach, dochodzące do wnętrza ciemnej ciężarówki, w której razem z kartonami śmieci ze starego domu przyjechałem do Littleroot. Posiniaczonego mnie matka zabrała do nowego domu. "Wszystko spoko, tylko czemu ja mam pokój, Wy nie?" Wtedy z nieba trzasnął gejmfrikowy grom - "OK, nie pytam..." Przestawiłem zegarek, nie wiem, po co, bo i tak jest dzień polarny, tylko, że jest ciepło O.o Hoenn jest chyba przebiegunowane jakieś, ale nevermind, idę poznać sąsiadów. "A Ty to kto niby?! Co to za włażenie bez pukania?!" ........................(nie wiem po co tyle kropek w grze, ale ok)............... "Nowy sąsiad? Poznaj naszą córkę, May. Zdaje się, że jest na górze." ---------------------Wycięto ze względu na wiek czytających -18 lat------------------------ "O nie! Ktoś na Drodze woła pomocy!... Niech sobie woła, phi! Chociaż? Respekt na dzielni +10? Warto!" I t wym miejscu zlolowałem Bircha, który uciekał przed Poochyeną i miał przy sobie tylko piątolewelowców, ale nic "trza" pomóc. Sięgnąłem do walizki, gdzie wybrałem Pokemona na chybił trafił, licząc, że będzie on wodny, jednak los wybrał roślinnego stworka... "Treecko... WTF is that?! Wygląda jak Yoshi z Mario Bros., to nie jest Treecko tylko Yoshi!" Zlolowalem Poochyenę i zamiast respektu dostałem Pokemona i zostałem trenerem O.o? ... Tak więc wyruszyłem z Yoshim w przygodę życia, po drodze pokonując kurę-nioskę May. "Me feelz leik hantin!" Czas złapać pierwszego Pokemona! (Błagam: Ralts/Seedot/Lotad/Zigzagoon) kto? Poochyena... ![]() ale nie poddaję się, na kolejnych drogach znajdę Pokemony-nie-mięso-armatnie. -Tak, tato. Zabrałem majtki, skarpetki, środki przeciw insektom, namiot, śpiwór, toster, prostownicę, białą farbę do włosów i zapas zielonych opasek. -Ale ja pytam, czy umiesz łapać Pokemony? -A, o to chodziii ;3 JASNE!!! ![]() -To pokażesz jak to się robi Wally'emu. -(woot) No dobra O.o W trawce spotkalismy nieprzeciętnie silnego Raltsa... (jeszcze wtedy nie wiedziałem, że Wally nazywa się Pokesav) i jak to n00by mają w zwyczaju złapał go... *Bla, bla bla, pitu-pitu* Me wantz moar pokemanz! Czas złapać kolejnego Pokemona! Tym razem była to jaskółeczka (Taillow) Emily, latający pok idealnie nadający się przeciw Brawly'emu! ![]() W lesie spotkałem Wurmpla, ewoluował w Silcoona i pełni rolę mięsa armatniego, amen. W każdym razie co ciekawe, w lesie Magmuś kłócił się z Devonkiem o wiadereczko z grabkami i łopatką. Aż doszło do pokeczynów i musiałem spacyfikować Poochyenę Magmusia. W podzięce Devonek dał mi Grejt Bola A teraz główna atrakcja - Me lulz Roxan in seavean minutz ![]() Walka wyglądała obiecująco, obydwa jej Geodudy padły po jednym Absorbie Yoshiego. Potem użyła Pokemona, który mógłby palić papierosa pod prysznicem i by mu nie zgasł - Nosepassa. Tu zaczęły się schody, bo co z tego, że miałem go na 3 hity, skoro: a) ma berry, które dodaje mu tyle co ja odbieram? b) ma potiona, c) ma drugiego potiona... d) ma Rock Tomb (dla niekumatych: czytamy "rok tum", a nie jakieś K*rwa TOMB, jak to robią wszyscy) Zadanie z czterema podpunktami, czas zacząć od początku: Y= Yoshi N= Nosepass Y+ 5 Absorb = N + 3 Rock Tomb (RT) I dawaj, rozwiązujemy nierówne równanie! Y-absorb, N- Harden Y-absorb Critical, N- RT+ Berry Y-absorb, N RT miss N Potion (WTF?! Roxanne nie robi nuzlocke?!), Y-absorb Y-absorb, N- RT miss (YAY! )Y-absorb N- KO było cieżko, zwłaszcza ten #@#%$#^%^ Potion i to, że dwa Rock Tomby były wystarczające do pokonania mnie, jednak Yoshi dał radę Roxanne Stan po pierwszej odznace: Yoshi - Grovyle lvl16 Emily - Taillow lvl14 Scar - mięso z Poochyeny lvl3 Silcoon(bezimienny, bo nie wiedziałem w co ewoluuję, nazwę go Parowka ) lvl7Ciąg dalszy nastąpi w: Hardkorowy koksu Brawly, czyli "Raket fjułel" kontra szczypta mózgu |
||||
|
|
8.02.2011, 22:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 8.02.2011 22:07 przez rubin.)
Post: #5
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
[Kto ostatni ten...]
- Już w ten piątek, dla uczniów szkół województwa mazowieckiego, dolnośląskiego, opolskiego i zachodniopomorskiego rozpoczną się dwutygodniowe ferie zimowe. I choć śniegu brak, na niedomiar atrakcji z pewnością nie można narzekać. Dla większości jest to czas wyjazdów i okazja do zasmakowania wolności od władzy rodziców... Durdurdurdurdurdurdurdur…. *peep* Ciężarówka wioząca mnie do Littleroot Town gwałtownie zahamowała, zwalając wieżę starannie ułożonych pudeł wprost na moją głowę. Próbując uwolnić się spod uścisku kartonowej lawiny, ktoś zdążył otworzyć drzwi do transportera, wywalając całą żywą jak i martwą materię prosto na trawnik przed moim nowym domem. Rozumiem że można być skąpym, ale żeby pożałować swemu jedynemu dziecku godnego transportu? Skandal. Po ustawieniu zegarka (do dziś nie wiem po co) nadeszła pora na szybkie rozpoznanie terenu. Stara zaleciła mi odwiedzić naszych nowych (i jedynych) sąsiadów. Awesome. Po zapukaniu, drzwi otworzyło mi coś co wyglądało na chłopaka w moim wieku. Nosił dość długie, białe (!) włosy i dziwnie chichotał po każdym wypowiedzianym zdaniu. Zamieniłam z nim parę szybkich, urywanych zdań i zostawiłam oblecha daleko w tyle. No i na tym skończyła się lista atrakcji w moim nowym "domu". Pora złożyć wizytę staremu. Przy wejściu na drogę 101 do moich uszu dobiegł nieludzki wrzask. Pognałam natychmiast w stronę głosu, jednak to co tam zobaczyłam przebiło wszelkie granice absurdu. Po łące, jak na rozżarzonych węglach, skakał zupełnie dorosły facet, którego goniło małe, szare, popiskujące szczeniątko. "POMOŻESZ MI WRESZCIE CZY NIE?!?!! W TORBIE SĄ POKE BALLE, UŻYJ KTÓREGOŚ Z NICH!". Spokojnie, spokojnie, po co te capsy! Sięgnęłam do torby i wyrzuciłam pierwszego balla jaki wpadł mi w łapy. Wyszło z niego gekonopodobne, dwunożne "coś", czego nazwy nie znałam. Nie znałam też ataków gadziego sukinsyna - prawie spanikowana pokazałam więc palcem na szarą kulkę futra i wrzasnęłam "PRAĆ!". I tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie, gdyż gekon jak gdyby nigdy nic wziął gówniarza na kolana i zadał mu trzy porządne klapsy. Psiak z piskiem i czerwonym zadem uciekł w stronę lasu. Jaszczur z zadowoleniem zaś wyskubał z ziemi źdźbło trawy i włożył do ust niczym cygaro. Z drugiej strony nadleciał do mnie tamten koleś. "Jestem Birch! Profesor Birch! Nawet nie wiesz jak wiele ci zawdzięczam." Uściskał mi dłoń potrząsając ją raptownie. Widząc zdziwione spojrzenie na mojej twarzy odparł z uśmiechem. "Mam fobię na psy i wszystko co je przypomina". To wiele wyjaśnia. "Widzę że wybrałaś Treecko, fantastyczny wybór!". Schowałam gekona z powrotem do kuli z zamiarem wręczenia go profesorkowi. "Oh nie nie! On jest twój, naprawdę! Pokazałaś że jesteś jego godna!" Spakował resztę swoich rzeczy i bez słowa pognał z powrotem do wioski. Ja zaś zaskoczona moim nagłym nabytkiem skierowałam swoje kroki w stronę Petalburg, gdzie czekał na mnie mój ojciec... ------- [Niebezpieczne zabawy] - "Pedagodzy biją na alarm - dzieci pozostawiane samym sobie urządzają coraz to groźniejsze zabawy. Ich cel? Zabicie nudy. Ostatnio Polską wstrząsnęła sprawa dwóch 13 latków z podwarszawskiego Piaseczna, zmuszających bezpańskie psy do walk na śmierć i życie..." No pięknie! Zgubiłam się! Powinnam była spytać o drogę miejscowych z miasteczka przez które nie tak dawno przechodziłam. Sigh, chyba jednak będę musiała się zawrócić. Nagle z krzaczorów wypadł na mnie wściekły Pokemon wrzeszczący "Waaaaaaazzzza!!". Wydarłam się niczym panienka z dobrego domu, po czym zobaczyłam, iż owym Pokemonem był nie kto inny, jak mój spedalony sąsiad! Wkurzona iż dałam się tak łatwo nastraszyć, rzuciłam Poke Ballem w oprycha. Ten zwinnie uskoczył, a w powietrzu mignęła jeszcze jedna kula. Przed moim gekonem stał teraz pomarańczowy kurczak o czarnych, sw33taśnych oczkach. Wydałam jedyny znany mi rozkaz - "PRAĆ!" - i zaczęła się walka. Przeciwnik nie okazał się zbyt wymagający, i zatoczył się na glebę przed upływem 20 sekund. Białas wziął go szybko pod pachę i wystrzelił jak z procy w stronę posępnych gąszczy. A ja? Pognałam za nim, bo też cóż innego mogłam zrobić? Jak się potem okazało była to dobra decyzja, gdyż po 2 minutach znów trafiłam do Oldale. Fircyka straciłam gdzieś z oczu. Z drugiej strony dobiegała mnie jednak kolejna postać, którą był nikt inny jak Pan Birch. "Heeeej! Zaczekaj!" Stanął przede mną i zaczął szukać czegoś w torbie. "No no, widzę że wygrałaś swoją pierwszą walkę - i to z nikim innym jak moim własnym synem, Brendanem!" A więc ten laluś to jego syn?! "Zorientowałem się gdy tylko zobaczyłem go płaczącego przed bramą". Mentalny obraz tej scenki już na zawsze zatruje moją pamięć... "Oh, znalazłem! Proszę." Wręczył mi jeszcze 5 Poke Balli i jakieś czerwone pudełeczko. "To Pokedex, zaawansowana encyklopedia Pokemonów. Wyceluj nim w swojego Treecko, to zobaczysz co potrafi." Westchnął ciężko. "Pomyślałem, że przydadzą ci się w podróży do Petalburg. W okolicach grasuje sporo niebezpiecznych Pokemonów." Zerknął na zegarek. "No zobacz jak późno! Tyle do roboty a tak mało czasu. Do zobaczenia!" Zaraz, a skąd on wiedział że zmierzam do Petalburg? --- TEAM: - Treecko "Benio" lv.7 Dalsze opisy będą już krótsze i konkretniejsze, zależało mi tylko na klimatycznym wprowadzeniu
|
||||
|
|
9.02.2011, 17:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 9.02.2011 17:18 przez rubin.)
Post: #6
|
||||
|
||||
|
Jak zlolować Roxanne w pięć, a może i więcej minut + Hardkorowy koksu Brawly
To miało być dodane wczoraj, ale się nie wyrobiłam z czasem
![]() [Niebezpieczne zabawy cz. II] Na antenie wyświetlano właśnie masę szokujących filmików i zdjęć z rozszarpanymi zwłokami psów. W tym czasie pan Kamil z olimpijskim spokojem sączył resztki swojej kawy. Ile jeszcze pozostało do końca? Marsz drogą numer 103 ciężko uznać za owocny. W wysokiej trawie spotkałam raptem jedną, słabą Poochyenę (Modest), której natychmiast przydzieliłam etykietę "mięsa armatniego". Nadałam jej pierwsze lepsze imię jakie przyszło mi do głowy (Grey) i ruszyłam na "krucjatę". Kilka skopanych Zigzagoonów później trafiłam w końcu do Petalburg, gdzie z miejsca ruszyłam do Gymu. Stary był pod wrażeniem tego, że tak świetnie radziłam sobie z Pokemonami, dlatego z radością udzielił mi pozwolenia na dalszą podróż... pod warunkiem, że pokażę jednemu maminsynkowi jak powinno łapać się Pokemony. Oł-em-dżi. Status drużyny: Treecko "Benio" lv.10 Poochyena "Grey" lv.3 ***** [Szczęście w nieszczęściu] - Czy można zatruć się grzybami w zimę? Okazuje się, że tak, jeśli tylko owe grzyby trzymać się będzie ukryte w piwnicy. Do takiej sytuacji doszło w podlaskim Godnowie, gdzie 46 letni mężczyzna trafił do szpitala po tym, jak spożył ususzonego muchomora sromotnika. Szczęśliwie, proces suszenia osłabił też moc samej trucizny... Stałam teraz na piaszczystej, nieco zaniedbanej plaży, po której biegał jakiś nadpobudliwy dzieciak. Zignorowałam go i skierowałam się na pagórek, gdzie czekała mnie kolejna, rozległa kępa szarozielonej trawy. Bardziej szarej niż zielonej, gdyż natrafiłam w niej na kolejną, burą Poochyenę. Wzruszyłam ramionami i zostawiłam psiaka samemu sobie. Szkoda Poke Balli. Dużo ciekawszym miejscem okazał się być gęsty las ciągnący się na północ od wybrzeża. W nim miałam szczęście spotkać Shroomisha (lv.6 Quirky), który szybko wylądował w czerwono-białej kuli. Pseudonim - Champignon. A to nie koniec atrakcji - pnąc się w górę uwikłałam się w bójkę z chuliganem, napastującym jakiegoś okularnika w brzydkim, bordowym sweterku. Poochyena oponenta nie miała oczywiście szans w starciu z Beniem i Champignonem, i wkrótce rzezimieszek z podwiniętym ogonem wycofał się w las. Jako podziękowanie za pomoc dostałam Great Balla - milutko, co? Status drużyny: Treecko "Benio" lv.11 Shroomish "Champignon" lv.8 Poochyena "Grey" lv.3 ***** [Siła z gór] - Grozą powiało dziś w okolicach Tatr - w górnych partiach gór doszło do lawiny skalnej. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Przyczyny nie są znane, ale geolodzy mówią bardzo intensywnym wywietrzeniu się skał przez działalność drzew... Dalszy marsz drogą numer 104 posumować mogę dwoma słowami - level grinding. Dla Benia i Champignona była to solidna rozgrzewka przed Rustborowskim Gymem - a więc jedziemy! Na powitanie walczyć musiałam z trójką niedoświadczonych trenerów. Ich jedynymi pokemonami były Geodude, które Benio i Champignon przywitali z otwartymi ramionami. Liderka była na szczęście trochę bardziej wymagająca. Wystartowałam Shroomishem, ona dwoma Geodudami. Jeden Absorb nie wystarczył do powalenia brunatnego głazu, dlatego oberwało mi się trochę od Rock Tomba. Były tego jednak i dobre strony, gdyż kompu... znaczy się, Roxannka, wywaliła na ich leczenie swoje 2 Potiony. To uczyniło pobicie jej finalnego stworka - Nosepassa - kwestią chwili. Kombinacja Stun Spore'a, Leech Seeda i Absorba nie pozostawiła na kaczko-kompasie suchej nitki, i zaraz po tym w mojej szkatułce połyskiwała srebrzystoszara odznaka Kamienia.Status drużyny: Treecko "Benio" lv.14 Shroomish "Champignon" lv.15 Poochyena "Grey" lv.3 ***** [Wiertłem przez skałę] - Szczęśliwi mogą być dziś mieszkańcy Gór Skalistych w USA. Po ponad 2 letnich pracach w końcu udało się otworzyć tunel łączący 2 największe miasta regionu... Drogi numer 105 miałam w ogóle nie odwiedzać, jednak ten sam nerd, którego spotkałam w Petalburg Woods przyleciał do mnie z płaczem błagając o pomoc. Niechętnie, ale zgodziłam się odzyskać dla niego skradzione części. W gęstwinach spotkała mnie... już się pewnie domyślacie - kolejna Poochyena. Zaczynam mieć coraz gorsze obawy o przyszłość mojego teamu - jak tak dalej pójdzie, to Flannery zje mnie na śniadanie. o.O Odganiając złe myśli, pogrindowałam trochę mój obecny składzik (Treecko ewoluował), po czym szybciakiem ruszyłam w stronę wierconego od lat tunelu Rustboro - Verdanturf. Pochwyciłam w niej Whismura (lv.8 Quirky), którego nazwałam Screamo. Chuligan uciekł z krzykiem zanim zdążyłam wyciągnąć Poke Balla z kieszeni, zostawiając za sobą części i jakiegoś błękitno-białego ptakomona. Okazało się iż należał on do staruszka, którego zobaczyłam wcześniej przed wejściem do tunelu. Przedstawił się jako Kapitan Birney, i w podzięce zaoferował mi przeprawę do Dewford, gdzie czeka mnie moja kolejna odznaka. Poszedł przede mną, a ja ruszyłam załatwić swoje sprawy w Rustboro. Oddałam odzyskane części, za które dostałam taki fajny organizer, zwany PokeGearem. To było jednak nic w porównaniu z tym co miało mnie czekać przed wyjściem z miasta... Status drużyny: - Grovyle "Benio" lv.16 - Shroomish "Champignon" lv.17 - Poochyena "Grey" lv.3 - Whismur "Scremo" lv.8 ***** [Wiertłem przez skałę cz. II] Kolejna przerwa. Rozpostarł się wygodnie w krześle, przyglądając się uganiającym się w tę i we w tę operatorom. Ich sprzeczki zawsze wprawiały go w dobry nastrój. Stałam bez słowa patrząc w oczy mojego (teraz już) śmiertelnego wroga. Brendan Birch. Pasowałoby wymienić "r" na "t" w nazwisku. Oboje rzuciliśmy przed siebie Pokeballami. Whismur vs Lotad. I tu popełniłam niewybaczalny błąd, zapominając że Uproar lokuje użytkownika na kilka tur... RIP Screamo. Na pomstę wyrzuciłam Shroomisha, który wysłał kaczora z powrotem do Poke Balla. No i teraz Torchic. 2 Grassy, 1 fodder kontra podpakowany Ogień - nie wróżyło to nic dobrego. Zaczeło się jednak od spamienia Scratchami, więc udało mi się rzucić w niego seedem i 2 Tacklami, aktywował się też Effect Spore zatruwając kurczaka. Po tym miałam spory dylemat, gdyż Torchicowi aktywował się Blaze, dając mu śmiertelnie niebezpieczny Ember. Chcąc zabić go bez ryzyka, musiałam niestety poświęcić Greya. Po skończonej walce Brendan uciekł już tradycyjnie w busz, ja natomiast pognałam w stronę plaży, grzebiąc wcześniej Whismura i Poochyenę pod jakimś płotem... Status drużyny: Grovyle "Benio" lv.16 Shroomish "Champignon" lv.18 Ded: Poochyena "Grey" (lv.3), Whismur "Screamo" (lv.8) ***** [Strongmeni] W Chinach pobity został Rekord Guinessa w zapaśnictwie - aż 300 ciągnęło za sobą 30 samolotów idąc pod górkę na jednej nodze... Moją wizytę w Dewford mogę opisać jako szczęśliwą i tragiczną jednocześnie. Szczęśliwymi okazały się dla mnie połowy Pokemonów - do drużyny dołączyli Zubat Swift (Bashful lv.8), i 2 Tentacoole - Hook (Brave lv.9) i Maelstorm (Bold lv.6). Zła wiadomość? Wszyscy oni zginęli w walce z Brawlym. Z Gymu wyszłam z ledwo żywym Beniem i Champignonem. Przeklęta Makuhita i jej Vital Throw / Reversal spam. Następny przystanek - Slateport City. Status drużyny: - Grovyle "Benio" lv.18 - Shroomish "Champignon" lv.20 Ded: Poochyena "Grey" (lv.3), Whismur "Screamo" (lv.8), Tentacool "Hook" (lv.9), Tentacool "Maelstorm" (lv.6), Zubat "Swift" (lv.8) ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
9.02.2011, 21:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2011 15:56 przez Gonzo.)
Post: #7
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
CHAPTER TWO: Hardkorowy koksu Brawly, czyli "Raket fjułel" kontra szczypta mózgu
Hahaha! Rokszę! ... Sorry Roxanne, zabrzmiało głupio... No, ale nie becz już i daj Odznakę no, już dobrze, grzeczna dziewczynka. Ech, te baby...Poszedłem na północ, koło przedszkola Devon. Tym razem Devonek stracił akcesoria piaskowe na rzecz Aqusia, który pobiegł hen. Oczywiście, beksa zaczepiła mnie i poprosiła o pomoc... Kto wie, może tym razem da mi Master Balla? Pełen entuzjazmu pobiegłem za bandytą potykając się o Nincadę. szybkim ruchem sięgnąłem za pazuchę i wyrzuciłem kulę z Emily. Po Szybkim Ataku, robaczek miał dość i grzecznie wszedł do pokeballa. Jako, że nie uznałem jej za wartościową, nazwałem ją Murzyn i uczyniłem z niej HM Slave'a. Gdyby ten przygłup Aqua nie darł się jak głupi, że ukradł wiaderko, sitko, łopatkę i grabki to bym go nie znalazł prędko, jednak dźwięki pochodziły z jaskini nieopodal. Rozprawiłem się z buńczucznymi trenerami i poszedłem po Dobra Devonka (Devon Goods). Przed wejściem do jaskini stał schorowany starzec, Aquś wziął jego Wingulla za zakładnika, co za idiota... No nic nadszedł czas odebrać, co moje (a właściwie Devonka). Ten jednak uparł się na walkę, w której kombo Quick Attack i Wing Attack pozbawiło Poochyenę chęci dalszego oporu. Aquś odłożył grzecznie zabawki po czym wybiegł z płaczem... Tylem go widział O.o? Po czym złapałem Foddera, moje mięsko Whismur.Wingull wrócił do właściciela, który z radością mi oświadczył, że ma Będąc już Hiroł dla Devonka ten z wdzięczności dał mi kolejnego Grejt Bola ;( i zaprowadził mnie do dyrektora, który w nagrodę dał mi jakieś Walkie-Talkie... Siema, masz na mnie ochotę? O nie, May jest napalona... znowu! Jak mnie pokonasz w walce, to ochota się znajdzie. Yee-haw! Pokonałem ją dzięki czemu zachowała swój status One Night Stand (dziewczyna na jedną noc). Ok, do łodzi i do Dewford! *KUUUUUUUUUUUURRR<rzyga>* Spokojnie, już jesteśmy w Dewford, myślałem, że nie masz choroby morskiej... Chyba za dużo wypiłem z tym dziadkiem, bo walnąłem się prosto do gymu, gdzie czekał krwiożerczy, bezmózgi koks-Raket-Fjułej, czyli Brawly. Po pokonaniu jego pionków rozległ się ryk: "Me wantz blaaaaad!" Wiedziałem, że będzie ostro... (złapałem dwa magikarpy 6 i 9lvl 9 dostał imię - Sushi) Długo nie zastanawiając się wybrałem Emily przeciw niemu po czym użyłem Focus Energy (critHax FTW), jego Machop przykoksił Bulk Upem po czym padł od Wing Attacku (dalej zwanego WA), nadszedł czas na Meditite który zaczął się skupiać na Focus Punch, niestety dla niego, emily uderzyła zwalając go z nóg. Potem pojawił się Miłosnik MacDonaldsa - Makuhita. Kolejne WA wtapiały się w jego tłuszcz łaskocząc go i przy okazji wytrącając z jego podbródków kolejne Hamburgery i frytki... Co za tym chował je sobie na później... No nic, utrata masy nie przeszkadzała mu w ciągłym gnębieniu biednej Emily przy pomocy Vital Throw. Rak kozie, znaczy jaskółce śmierć, gdy Makuhita zgłodniał i zaczął pożerać zapasy z podłogi Emily rozpędzona do granic możliwości wleciał w zad tłuściocha zapewniając tym samym mi zwycięstwo a sobie Ewolucję! ^^ Oprócz odznaki od Brawly'ego dostałem instrukcje jak mieć fajny "bajceps" zamawiać "modżajto dla swojej świni" i roczny zapas Raket Fjułel, po którym rzekomo, mam mieć formę jak Makuhita... O.o? Nie skorzystam! Stan Gry po drugiej odznace: przy sobie: "Emily" Swellow 22 "Yoshi" Grovyle 18 "Scar" Poochyena 3 "Fodder" Whismur 6 "Murzyn" Nincada 7 "Sushi" MagiCRAP 9 box: Silcoon 7, MagiCRAP 6 Ciąg dalszy nastąpi... |
||||
|
|
10.02.2011, 15:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2011 16:58 przez Gonzo.)
Post: #8
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
CHAPTER THREE: Dziś robimy bajceps, czyli grinding przed Wattsonem
Od dyrektora dostałem jakiś list do człowieka pierwotnego, bo kto normalny siedzi w jaskiniach?! Czas go doręczyć! Przed wejściem do jaskini spryskałem się nowym "Axe" Repel, ponoć laski na niego lecą, i faktycznie, coś w tym było, bo na trzecim piętrze jaskini, na przeciw mnie, nie wiadomo skąd pojawiła się Aron. Yoshi poczęstował się nią przy pomocy Absorba, który niemalże zwalił ją z nóg, niemalże, dzięki czemu ja mogłem pochwycić ją w kulę. Ironia (czyt. Ajronia) dołączyła do wesołej gromadki ![]() W końcu znalazłem Stevena (flint)Stone'a. Pierwsza myśl: "co za idiota zrobił hopki tylko w jedną stronę!? Gdyby nie to, dostałbym się do Stevena w 15 sekund!!!" Po krótkiej rozmowie ("ja być wdzięczna za lista!"), Steven wręczył mi TM do kolekcji. Czas ruszać dalej! Pędzim do Slateport! Gdy tylko wysiadłem z łódki poszedłem do Kapitana Sterna? Nie! Złowiłem Tentacoola, który okazał się być niezwykle przeciętny... dałem mu imię Jelly, tylko dlatego, że mięsa z niego nie będzie. * Niestety, skończyła nam się rolka filmu i nie dało rady kręcić kolejnych poczynań Gonzo, aż do momentu... * Stan Gry po Slateport: przy sobie: "Emily" Swellow 24 "Yoshi" Grovyle 18 "Ironia" Aron 11 "Fodder" Whismur 6 "Murzyn" Nincada 7 "Sushi" MagiCRAP 9 box: Silcoon 7, MagiCRAP 6, Poochyena (Scar) 3, Tentacool (Jelly) 9, Electrike (Trika) 11 <- złapany tuż przed... ... - SIEMAAAaaAAaaAAAAAaaa! Bierz mnie, ogierze! (- ZNOWU ONA! Pytam: za jakie grzechy!!!) - May, cześć, zasady jak ostatnio, wygrasz to jestem twój, nie, to sorry, ale nic z tego nie będzie. A więc znów zmotywowany utrzymaniem May przy statusie przygody na jedną noc, stanąłem do walki. Jej Wingull nie potrzebował więcej niż dwa Wing Attacki od Emily, podobnie jak Lombre, Combusken natomiast dał się przerobić na kubełek KFC po pierwszym ciosie. Dostałem od May jakiś badziew, po czym uśmiechnięty ruszyłem w drogę do Mauville, gdzie czekał mnie najtrudniejszy z pojedynków, tytułowy tego Nuzlocke... walka z Wattsonem! Ale jak to ja, przezorny i nielubiący się śpieszyć postawiłem na robienie bajcepsa w trawkach i nie tylko! Oddałem Yoshiego i Ironię parze staruszków, którzy je troszeczkę poduczyli tego i owego... Czy nie jest to ironiczne, że Aron zyskała 20 poziomów, a Yoshi 16? , tak więc obydwoje ewoluowali! Z tymi Pokemonami mogłem spokojnie iść na spotkanie z Wattsonem! ( w tak zwanym międzyczasie złapałem Oddisha, który teraz jest Gloomem na 34 lvl, wabi się Narcyz, z mojego Silcoona wyrósł piękny Uglyfly i ma 20lvl, a Sushi jest moim drugim HM Slave jako duży i brzydki Gyarados na 21lvl). Wpadłem do Gymu, gdzie po zabawie w elektryka wyłączyłem to jarzące ustrojstwo, które wadziło mi na drodze do Wattsona. - Siemano, dziadu! Dawaj odznakę! - Chyba sobie kpisz! Nie pokonasz moich underlevelowych shakowanych ewolucji! WALKAAAaaaaAAAAaAaAaA!!! Jak tam sobie chciał, a wyglądało to tak: Voltorb i Electrike podziękowali po pierwszym Mud Slapie Ironii. Magneton domagał się dwóch, natomiast Manectric uderzył mocno shock Wavem zostawiając moja biedną Lairon z czerwonym HP, Mud Slap pokiereszował go mocno, ale Sitrus Berry go uratował, zmieniłem szybko pokemona na Yoshiego, ból, to znaczy Manectric ustąpił po zaledwie jednym Leaf Blade'dzie. Szczęśliwy odebrałem Bagde i ruszyłem na północ, ulżyć w gorączce Flannery. Stan Gry po pokonaniu Wattsona: przy sobie: "Emily" Swellow 26 "Yoshi" Sceptile 36 "Ironia" Lairon 33 "Fodder" Whismur 6 "Murzyn" Nincada 7 "Sushi" Gyarados 21 box: Uglyfly 21, MagiCRAP 6, Poochyena (Scar) 3, Tentacool (Jelly) 9, Electrike (Trika) 11, Gloom (Narcyz) 34 Ciąg dalszy w: Ogień ogniem, a Normal czymkolwiek, i tak nie ma szans, czyli o Flannery i szacunku do rodziców |
||||
|
|
10.02.2011, 17:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2011 19:57 przez rubin.)
Post: #9
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
Następnego dnia przeznaczenie powiodło mnie w stronę słonecznej plaży portowego miasta Slateport. Uprzejmie podziękowałam panu Briney’owi za przewózkę i powiodłam wzrokiem po okolicy, próbując znaleźć coś interesującego do roboty. Przy budce z napojami tłoczyła się masa przekrzykujących się wzajemnie ludzi. Wkrótce przed dobytek wyszedł właściciel stanowiska i z furią oznajmił „PANIE! Proszę się uspokoić! Co ja poradzę na to żeście wyżłopali cały zapas?”. Wśród tłumu podniosła się jeszcze większa wrzawa. Wreszcie ktoś krzyknął „Zawody, zorganizujcie zawody! Wygrany bierze wszystko!”. Rozległy się wiwaty i klaskanie. W moment bezładna zgraja rozeszła się na boki tworząc niemal idealny okrąg. Gdy w ruch poszły pierwsze Poke Balle, zaczęłam nerwowo przewracać palcami szkatułkę z dwoma lśniącymi odznakami. Ładować się w to czy nie? Prawdę mówiąc, doskwiera mi trochę pragnienie… raz kozie śmierć.
Uciekłam z plaży po tym jak jakiś wściekły plażowicz próbował rzucić we mnie pustą butelką. Wybacz złotko, sześciopak jest mój . Ah, zapomniałabym – w między czasie pochwyciłam też Magikarpia (lv.10 Docile) o imieniu Serpentyna. Stan drużyny: Grovyle “Benio” lv.18 Shroomish „Champignon” lv. 22 Magikarp “Serpentyna” lv. 11 ***** Slateport nie należało do pięknych ani tym bardziej fascynujących miast. Atrakcji brak, chyba że za takową uznać można zgraję kiboli stojących przed wejściem do muzeum. W porcie zarzuciłam wędkę, na którą złapał się kolejny Magikarp (lv.8 Gentle), imieniem Layton. Teraz skierowałam się dalej na północ. Na drodze czekał mnie do złapania kolejny stworek... którą była CZWARTA już z kolei Poochyena (lv. 12 Docile). Schwytałam sukę i nadałam jej wdzięczne przezwisko Byaach, wiedząc że i tak nie pożyje na tyle długo by dowiedzieć się co ono znaczy. Żeby strollować mnie jeszcze bardziej, szczwana bestia trzymała przy sobie Pecha Berry, którego oczywiście nie dane mi będzie użyć. Balls. Przy domku jakiegoś kuglarza droga rozwidliła się na dwie strony. Lewa odnoga prowadziła w dół, do zarośniętego suchym sitowiem cypelka. Nie będąc w nastroju na plątanie się w mule i innym syfie skierowałam się na ulokowany po prawej most. Wbite gdzieniegdzie żelazne słupy podtrzymywały wijącą się nad drogą konstrukcję. Ładna sceneria na skopanie swojemu największemu (i jedynemu) rywalowi zada, nieprawdaż? Bydlak wypełzł z wody owinięty w glony jak jakieś cthulu. Tym razem jednak byłam lepiej przygotowana, i obyło się bez strat w ludziach. Stan drużyny: Grovyle “Benio” lv.20 Breloom „Champignon” lv. 25 Magikarp “Serpentyna” lv. 11 Magikarp “Layton” lv.8 Poochyena “Byaatch” lv. 12 ***** [E jak elektrownia] - Opolanie już wkrótce zbudują najnowszy reaktor elektrowni atomowej w Finlandii. Zdobyte przez nich doświadczenie może wkrótce przydać się w Polsce, gdzie coraz częściej mówi się o potrzebie budowy takiego obiektu… Mauville… miasto kasyn, rowerów (thx Rydel) i elektrycznych Gymów. A w zasadzie Gyma, do którego pognałam niemal od razu po wyleczeniu poków - tylko po to by spotkać tam mojego „dobrego kumpla” Wally’ego. Przegnałam dzieciaka i już miałam przekroczyć magiczne wrota sali, gdy zaczęłam się wahać. Chyba przydałoby mi się trochę więcej treningu. Tutaj wielkie podziękowania dla Babciuni i Dziadunia z Route 117 za podbicie Magikarpia i Poochyenki aż do ewolucji, hehe. A co wypadło w trawie? Odpowiem pytaniem – a co ma szare futro, czerwony nos i wielkie, paciorkowe ślepia? Otóż to. Nie, nie łapałam. Przebicie się do Wattsona nie okazało się sprawą łatwą. Benio został sparaliżowany, co eliminowało jedną z jego największych zalet – prędkość. No ale dość już przedłużania – walka z liderem zaczeła się dość lekko. Voltorb i Electrike padły na 1 hita od Mach Puncha. Potem wyszeł Magneton, który przetrwał (!) z ok. 10% HP i trafił mojego grzybka Thunder Wavem W ruch poszły Super Potiony, i dopiero po kilku turach Champignonowi udało się powalić upierdliwy magnes. Teraz nadszedł czas na gwóźdź programu – Manectrica. Nie miałam zbyt wiele szczęścia z paraliżem, i Maniek wkrótce siedział na tyłku z +2 atk i prawie pełnym HP (Sitrus Berry). Kolejny Quick Attack wykończyłby mojego Brelooma, więc wypadałoby zmienić. Grovyle był za słaby, Gyarados odpadał z oczywistych względów… została więc tylko moja wierna Byaatch. Używając swoich psich wdzięków osłabiła siłę Quick Attacku do bardziej akceptowanego poziomu. Poświęcając Laytona udało mi się bezpiecznie wyrzucić Benia do gry, który boostowanym (Overgrow) Leaf Bladem ściał głowę elektrycznemu wilkowi. Odznaka Dynamo była moja.Stan drużyny: (Champignon lv.29, Grovyle lv.30)
![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
10.02.2011, 19:18
Post: #10
|
||||
|
||||
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
Cytat:Jako, że nie uznałem jej za wartościową, nazwałem ją Murzyn i uczyniłem z niej HM Slave'aI hate you so much... mojego ulubionego poka T^T Oj rubin, suksisz, ale w najnowszym parcie stałaś równo na nogi i jestem naprawdę ciekaw, w którą stronę podaży twoja przygoda =D oh gosh, uwielbiam was czytać <3 ![]() Misaki Iwane - za co go kochamy mrrrrrr - Nid |
||||
|
|
11.02.2011, 0:15
Post: #11
|
||||
|
||||
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
(10.02.2011 19:18)4xI napisał(a):Uwielbiam Ninjaska, ale serio, gdybyś trafił na taką Nincadę, wiele więcej byś nie zrobił z nią, uwierzCytat:Jako, że nie uznałem jej za wartościową, nazwałem ją Murzyn i uczyniłem z niej HM Slave'aI hate you so much... mojego ulubionego poka T^T ![]() (10.02.2011 19:18)4xI napisał(a): Oj rubin, suksisz, ale w najnowszym parcie stałaś równo na nogi i jestem naprawdę ciekaw, w którą stronę podaży twoja przygoda =D Taki już jej styl gry, też liczę, że się rozkręci, zwłaszcza, że to Flannery jest większą zmorą dla gekona. A miło słyszeć takie słowa! To tylko bardziej motywuje do opisywania zmagań :3 ps. Nikt nie broni zacząć własnego Nuzlocke'a
|
||||
|
11.02.2011, 6:23
Post: #12
|
||||
|
||||
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
(11.02.2011 0:15)Gonzo napisał(a): ps. Nikt nie broni zacząć własnego Nuzlocke'a Nie wiesz ile ludzi by zaczęło nuzlocka, jakby mieli czas. Ja za bardzo zająłem się TCGiem. Also, podziwiam was za stalowe nerwy. Idziesz do lidera i tak po kolei padają poki. Ja na to sił nie mam... Ale spróbujemy. Co innego z zapisywaniem tych przygód... ![]() Gallery Hyacinth's Saga, druga moja pisana Saga w życiu. Serre's Cardhouse Mój have/want |
||||
|
11.02.2011, 22:25
Post: #13
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
[Gorąco!]
- Dzisiaj wulkan Marapi w Indonezji znów wybuchł. Wyrzucił z siebie chmury pyłu i popiół na wysokość około 3,5 tys. metrów ponad szczyt. Władze zarządziły ewakuację 40 tysięcy osób mieszkających w promieniu dziesięciu kilometrów wokół Merapi. W akcji pomaga wojsko... * Przed rozpoczęciem wędrówki na północ, zerknęłam w PokeDex w pewnej nurtującej acz upierdliwej sprawie… ![]() ![]() ![]() ![]() Nigdy więcej Poochyenek! ![]() *** Podróż przeleciała niezwykle gładko, zwłaszcza w perspektywie tego co mnie do tej pory spotkało, hehe. Nałapałam sporo nowych stworków (o czym za chwilę), sprzątnęłam też kilkunastu chuliganów grasujących w okolicach. Kto to widział żeby bawić się w kopanie kawałków meteorytów do krateru wulkanu? Zaczęło się od złapania Goldeena imieniem Fishbone (lv.5 Docile). Miło, ale na co komu Seaking kiedy ma się Gyaradosa? Day-Care’d. Na 112 wyskoczył kolejny „wodniak” - Marill Mia (lv.14 Lax). Skopana natura, ability oraz wspomniana konkurencja ze strony Gyaradosa = bilet w jedną stronę do Boxlandu. Fiery Path dało mi to na co czekałam już od Dewford – porządnego ziemnego poka, Numela (lv.15 Calm), którego nazwałam Teide. Dalej wyszły mało wartościowe Spinda AimingMark (lv.16 Lax) i Lotad Lily (lv.16 Relaxed). Meteor Falls przywrócił mi do teamu Zubata (lv.17 Timid), który dostał wdzięczne przezwisko Boeing 747. Trenować nie zamierzam, ale przyda się potem na Flya. I w końcu na Jagged Pass dostałam cudownego Spoinika (lv.20 Lonely) o nicku iPork i świetnym ability Thick Fat. Numel i Sponik z miejsca trafiły do składu. A zatem [w wielkich bólach] team w końcu zaczyna nabierać kształtów Wulkaniczny wielbłądek przeszedł już bardzo intensywny trening, i obecnie siedzi na tym samym poziomie co weterani Benio i Champignon - a to wszystko w przygotowaniu na wyzwanie jakie czekać mnie miało w Lavaridge Town…… a które wyzwaniem ostatecznie się nie okazało. Flannery była jak do tej pory najłatwiejszym Gym Leaderem z jakim się zmierzyłam. Nie wiem czy była to wina słabego AI, szczęścia, czy zwykłej przewagi levelowo-teamowej, w każdym bądź razie walka potoczyła się jak następuje – Slugma i Numel – OHKO od Magnitude. Przy Camerupcie zmiana na Serpentynkę, która powoli wysączyła całe jego HP Dragon Ragem. Największe wyzwanie stanowił oczywiście pok-wizytówka Flannery, czy Torkoal. Dragon Rage nie dawał rady 3HKOować żółwia, podczas gdy ten posyłał w odpowiedzi groźnie wyglądające Body Slamy. Spróbowałam zastosować tą samą sztuczkę co na Manectricu Wattsona, wysyłając biedną Byaatch wprost na Body Slam Torkoala… zupełnie zapominając o zdolności White Smoke blokującej Intimidate suczki. Mighyena leżała ledwo żywa i sparaliżowana. W panice posłałam Numela. Kolejny Body Slam, kolejny paraliż. Zaczęło mi brakować opcji! W końcu Serpentyna ponownie trafiła na pole walki. Szczęśliwie uniknęła ona paraliżu od Body Slama (użył Sunny Day), i gładko dobiła żółwia 2 Dragon Rage’ami. Stan drużyny po pokonaniu Flannery (Teide ma level 30, Byaatch 19, iPork 20) ![]() Box'd: Spinda "AimingMark" lv.16, Lotad "Lily" lv. 16, Zubat "Boeing 747" lv.17 Day-Care'd: Goldeen "Fishbone" lv.5, Marill "Mia" lv.14 * to jest autentyczny news jakby ktoś był ciekaw ![]() Sklep---Jak wytresować Poka---RNG IV Generacji---RNG V Generacji---Słowniczek---VGC 2011/Autumn Friendly
Cytat:Never argue with an idiot. They drag you down to their own level and then beat you with experience. |
||||
|
|
11.02.2011, 23:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2011 0:22 przez Gonzo.)
Post: #14
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
CHAPTER FOUR: Ogień ogniem, a Normal czymkolwiek, i tak nie ma szans, czyli o Flannery i szacunku do rodziców
Ruszyłem prędko na route 111, gdzie spotkałem Franka, Mojego Numela, który Ob(li)viously okaże się świetną bronią przeciw Flannery, na kolejnej z dróg spotkałem ujaraną w spód Spindę, Stoned, ta, w przeciwieństwie do wielbłąda, została odesłana do boxa. Po grindingu dromadera i rozgonieniu hałastry - ustawki przedszkol Aqua i Magma na wulkanie, w Jagged Pass spotkałem Porky, moją Spoink, która z miejsca zajęła piąte miejsce w drużynie. Jednak na Flannery przygotowałem inny skład. Poszedłem na całość, Numel i pięć mięs. Technika ta sprawdziła się - gdy ta wystawiła Slugmę zboostowałem Amnezją spDef na maxa, 3 EQ wystarczyły, by przebić się do Torkoala, który spamował sunny dayem i Overheatem... zero body slam? w to mi graj, niestety, po drodze padły mięska w podwójnych walkach ;( Zajrzałem na pustynię, gdzie w Wieży spotkałem Trapinch, Antoninę, która teraz siedzi w boxie wraz ze złapanym na Route 114 Swablu Kantor i Koffingiem, Purchawem z Fiery Path, niestety spotkany w Meteor Falls Solrock padł od criticala O.o Bez żadnego treningu ruszyłem na Normana lekceważąc jego Pokemony. Wpadłem do Gymu i jak w horrorze - pokonywałem trenerów, zostawiając ścierwo ich i ich Pokemonów na ścianach. Żądny Krwi wpadłem do ostatniego pokoju, gdzie zaszył się ojczulek... Poczęstował mnie herbatą i ciasteczkami ;3 po krótkiej pogawędce stanęliśmy do walki. Spinda kontra Ironia? 1:0 Dla mnie po dwóch Iron Tailach. Na Slakinga, po którym spodziewałem się Countera miałem specjalną strategię - Iron Defense, a w turze Truanta Iron Tail. Dzięki niej prowadziłem 2:0. Vigoroth pozostawił jedynie rysy na wzmocnionym na maxa pancerzu Lairona, Ironia natomiast była mniej nieszkodliwa - 3:0. Zwycięstwo udostępnił mi potrójny hax - Quick Claw + Critical + Flinch (atakowałem Headbuttem) w Linoona. Ta-Dah! w ten o to sposób mam 5 odznak na koncie! Czas ruszyć na północ! Stan Gry z pięcioma odznakami na koncie: przy sobie: "Emily" Swellow 37 "Yoshi" Sceptile 37 "Ironia" Lairon 39 "Porky" Spoink 25 "Frank" Numel 39 "Jelly" Tentacool 9 (yay! Slave :3) box: Uglyfly 21, Gloom (Narcyz) 34, (Antonina) Trapinch 20 trening w Day Care: "Kantor" swablu 23, Purchaw 25 w pokeniebie: MagiCRAP 6, Poochyena (Scar) 3, Electrike (Trika) 11, Murzyn 11, Sushi 21, "Fodder" Whismur 6 |
||||
|
|
12.02.2011, 10:02
Post: #15
|
||||
|
||||
|
RE: Nuzlocke w Emerald, czyli jak Wattson dobierze się nam do skóry - DZIENNIK WYZWANIA
No, udało Wam się mnie przekonać, zaczynam swoje Nuzlocke! Niestety, moje posty będą z deka krótsze. Zaczynam. Nie stosuję się tylko do jednego waszego utrudnienia: nie kupowania Balli, ja będę kupował ich wiele., AHA, do switchów też się nie odnoszę, zmieniam jak chcę.
Dziennik podróży. Zaczynam z Mudkipem, nickname - owanym Garch (Boy) oczywiście, jak mi się pięknie trafił. Naturalnie mały exp. na Zigzagoonie. Pokonałem May z niewielkim, tfu, bez trudu. Nastepnie standardowo dostałem Dex, Balle i ruszyłem z moim Garchem w podróż. Po pokonaniu kilku trenerów na drodze przy Petalburgu spotkałem Wurmpla, "O", lv. 3. Złapałem, a ponieważ pisałem z wciśnięta spacją (przytrzymywanie wytwarza niezły speed gry), ksywka wyszła, jaka wyszła. Następnie trenowałem na biednych Lotadach i Raltsach. O - lv. 5 Garch - lv. 10 Podróży ciąg dalszy jutro, gdyż O potrzebuje odpoczynku (ja zresztą też). http://www.drakon.ixan.net |
||||
|
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Polskie tłumaczenie © 2007-2012 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2012 MyBB Group.
Theme Designed by: Techedze
Silnik forum MyBB, © 2002-2012 MyBB Group.
Theme Designed by: Techedze




)![[Obrazek: derderp.gif]](http://img6.imagebanana.com/img/wstmnp15/derderp.gif)

![[Obrazek: MLG.png]](http://dl.dropbox.com/u/654837/MLG.png)

![[Obrazek: mudkipsx.png]](http://img7.imageshack.us/img7/1646/mudkipsx.png)
![[Obrazek: FFFUUU_Rageman_HD_by_CrusierPL.png]](http://th02.deviantart.net/fs70/150/i/2010/170/8/a/FFFUUU_Rageman_HD_by_CrusierPL.png)
![[Obrazek: WWWEEE_Rageman_in_HD_by_CrusierPL.png]](http://th02.deviantart.net/fs71/150/i/2010/174/e/9/WWWEEE_Rageman_in_HD_by_CrusierPL.png)
W ruch poszły Super Potiony, i dopiero po kilku turach Champignonowi udało się powalić upierdliwy magnes. Teraz nadszedł czas na gwóźdź programu – Manectrica. Nie miałam zbyt wiele szczęścia z paraliżem, i Maniek wkrótce siedział na tyłku z +2 atk i prawie pełnym HP (Sitrus Berry). Kolejny Quick Attack wykończyłby mojego Brelooma, więc wypadałoby zmienić. Grovyle był za słaby, Gyarados odpadał z oczywistych względów… została więc tylko moja wierna Byaatch. Używając swoich psich wdzięków osłabiła siłę Quick Attacku do bardziej akceptowanego poziomu.
![[Obrazek: fjpxk3.png]](http://i44.tinypic.com/fjpxk3.png)
![[Obrazek: img0264if.jpg]](http://img171.imageshack.us/img171/3001/img0264if.jpg)
![[Obrazek: img0257qv.jpg]](http://img42.imageshack.us/img42/662/img0257qv.jpg)
![[Obrazek: img0253xq.jpg]](http://img148.imageshack.us/img148/7638/img0253xq.jpg)
![[Obrazek: fuck_yea.png]](http://lonera.pl/guilds/fuck_yea.png)
![[Obrazek: img0252t.jpg]](http://img842.imageshack.us/img842/6378/img0252t.jpg)