Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Przygoda Interaktywna
4.06.2019, 14:56
Post: #1
Przygoda Interaktywna
Wszystko zaczęło się w pierwszym dniu sezonu połowów. Gordon zabrał rodzinę na łąkę pod brzozowym lasem w Asterii. Robił tak co roku, świętowali w ten sposób rozpoczynający się okres jego ciężkiej pracy. Gordon był jubilerem. Mówiono, że tworzy najpiękniejsze naszyjniki z łuską Gorebyssa w całym regionie Gorran. W Asterii znał go każdy, rzucał się w oczy innych dzięki umięśnionej posturze i ciemnym włosom. Przez ten wygląd często był uważany przez nieznajomych za agresywnego człowieka. Pozory jednak często mylą i w tym przypadku też tak było, Gordon był spokojnym, cierpliwym i serdecznym rzemieślnikiem.
Pogoda była idealna. Kwitnące drzewa i kwiaty przyciągały do siebie wiele pokemonów. Rześkie słońce uderzało promieniami w kosz z owocami przy którym siedziała Susan z córką Milą. Kobieta ta była cieszącą się z życia żoną i matką. Obie oglądały mecz piłki nożnej, który rozgrywali Gordon i dwóch synów oraz ich pokemony.
- Tato podaj! – krzyczał Harry. Młodszy syn był kopią swojego ojca. Te same włosy, te same rysy twarzy. Różnili się jedynie charakterami. Harry był radosny i cieszący się z życia jak jego mama. Bliżej do usposobienia ojca było Alexowi. Był to spokojny i odpowiedzialny chłopak o jasnych włosach.
Harry odegrał piłkę do Gordona, a ten złożył się do strzału. Jeszcze nie wiedzieli, że piłka ta rozpocznie reakcję łańcuchową, która na zawsze zmieni ich życie. Strzał minął Alexa stojącego w bramce, minął też ułożone na trawie plecaki imitujące słupki.
- Alexander lecisz po piłkę! – Krzyknął Gordon. Tylko on nazywał syna jego pełnym imieniem.
Alex poszedł w głąb łąki w poszukiwaniu piłki. Po drodze przestraszył Ledyby które ucztowały w trawie. Spłoszone Poke-biedronki wzbiły się w powietrze. Zauważył to przelatujący Fearow, który uznając je za smakowity kąsek porzucił to co akurat miał w pazurach i podążył ich śladem. Owoc, który trzymał Fearow spadł wprost do koszyka Susan.
- Chłopcy chodźcie coś zjeść! – Krzyknęła kobieta. Każdemu dała porcję owoców z koszyka. Swoje jedzenie dostały też pokemony Gordona. Traktowane one były jak przyjaciele i współpracownicy. Pomagały mężczyźnie w pracy. Sandslash wyszukiwał kamienie w ziemi i wodzie, a Ponyta pomagała w obróbce termicznej biżuterii.
Dosyć szybko zrobiło się ciemno i rodzina postanowiła wrócić do domu. Kolejnego dnia z wysoką gorączką obudziła się Susan.
- Nic mi nie jest, to pewnie jakaś alergia. – Uspokajała męża. Nie chciała go martwić. Taka była. Martwiła się o innych bardziej niż o siebie.
Jednak kiedy do objawów doszły wymioty i zawroty głowy wybrali się do szpitala. Po serii badań do czuwającej na korytarzu rodziny wyszła lekarka.
- To zatrucie. Niestety nie wiemy jeszcze co je spowodowało, czekamy na lekarza z Lancetty. Stan żony jest poważny. – Usłyszał Gordon.
- Możemy do niej wejść? – zapytał na co kobieta w kitlu skinęła głową.
Mężczyzna załamał się. Kobieta jego życia traciła świadomość. Próbowała ścisnąć jego rękę, ale nie miała na to sił. Była blada, okropnie blada. Jej oczy były pozbawione blasku.
Rodzina była przy niej cały czas. Wspólnie czekali na lekarza z Lancetty. Ufali, że będzie wiedział jak jej pomóc.
- Wygląda to na zatrucie owocem comientu. Są to małe, pomarańczowe kulki z wypustkami po bokach. Przysmak niektórych pokemonów, ale trucizna dla ludzi. – Rzekł doktor Cox, ordynator oddziału toksykologicznego szpitala w Lancetty.
- Jak to wyleczyć? – spytał z nadzieją w oczach Gordon.
- Nie ma jako takiego leku. Istnieją preparaty łagodzące objawy, ale leku nie ma. Czytałem jednak, że medycyna ludowa radziła sobie z takimi przypadkami. W regionie Johanto znachorzy robią wywar z ziół, który mógłby pomóc.
- Sprowadzicie to tutaj?
- Nie mamy jak, wojsko Johanto zamknęło granice. Region jest niedostępny.
- Czy to jest jedyna szansa na uratowanie mojej żony?
- Jedyna jaką znam, ale nie możemy czekać na otwarcie granic. Ona wkrótce zapadnie w śpiączkę. Jeżeli tak się stanie po jakimś czasie nie będzie dla niej ratunku.
- Zrobię to sam.
- Tak myślałem, widać to w twoich oczach. Uważaj na siebie, znajdź zielarza i powiedz mu, że potrzebujesz leku na zatrucie comientem.
- Tak zrobię. Do zobaczenia wkrótce.
Gordon wrócił do dzieci i o wszystkim im opowiedział.
- Ruszam już dziś, nie ma czasu do stracenia.
- Tato tam jest niebezpiecznie, uważaj na siebie.
- Ponyta mi pomoże, to oddany pokemon. Alexander wrócę przed końcem sezonu połowów. Opiekuj się resztą.

Nie wrócił.

Po zakończeniu sezonu Alex podjął decyzję, z którą bił się od dłuższego czasu.
- Harry ruszam do Johanto. Muszę pomóc mamie i odnaleźć tatę. Miał już wrócić, boję się, że coś się stało. Opiekuj się domem i siostrą.
- Poradzimy sobie! Sandslash mi będzie pomagał. – odparł brat.
- Muszę go wziąć ze sobą.
- No tak, tobie bardziej się przyda. No to poradzimy sobie inaczej! Mila mi będzie pomagać! – Alexowi zawsze imponowało optymistycznie, być może jeszcze dziecięce podejście do życia młodszego brata.
- Muszę się spakować.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Margines~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć. Wymyśliłem sobie takiego ficka, w którym to czytelnicy będą podejmować decyzje wpływające na tok fabuły i charakter bohatera. Żeby to miało sens to musi ktoś to czytać także pierwszy wybór zdecyduje czy jest sens to pisać.
Decyzja:
Plecak ma ograniczoną pojemność, Należy zdecydować co Alex weźmie ze sobą:
a. Więcej jedzenia/Więcej pieniędzy – jedzenie i pieniądze są ważne w tej przygodzie. Będą się zużywać w trakcie jej trwania.
b. Apteczka/Lina/Notes
Tu głosujemy w sprawie a: https://www.strawpoll.me/18107768
Tu głosujemy w sprawie b: https://www.strawpoll.me/18107773
Czekam na odzew, pozdro.
Odpisz
4.06.2019, 16:20
Post: #2
RE: Przygoda Interaktywna
niech weźmie krople żołądkowe

[Obrazek: dqXiJ.png]
Odpisz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości