Facebook
Reklama Let's GO Pikachu i Eevee



Jedyna szansa
24.01.2019, 22:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2019 19:51 przez Argentine.)
Post: #1
Jedyna szansa
Hej, hej!
Ogólnie jestem tu nowym stworzonkiem (które nie ma co robić) i postanowiłam coś napisać.
Nie traktuję tego na poważnie, jest to raczej swoisty trening, więc wszelkie błędy (szczególnie czasowniki w złym czasie) proszę mi wypominać.
Całość będzie się składać z sześciu "większych" części, a do każdej z nich należą trzy mniejsze (łącznie z prologiem i epilogiem), do których pewnie powstawiam linki w dysku google. Kiedyś.
Rozdziały raczej nie będą szczególnie długie (streszczenie całego fanfika zajmuje ledwo ponad stronę A4)

Część I Duma
Prolog
Rozdział I
Rozdział II

Część II Wiara

Gatunek: Kryminał, thriler, sc-fi (?)
Opis: Zgodnie z obyczajem każdy Mistrz Pokemon, któremu uda się dotrwać czteroletniej kadencji, winien jest wyzwać pod koniec Ligii wszystkich jej uczestników oraz publiczność na pojedynek. By tradycji stało się zadość – nikt na wyzwanie nie odpowiada, a postawa czempiona nagradzana jest gromkimi brawami.
Tym razem jednak ktoś przyjmuje wyzwanie.
Mistrzyni Diantha zostaje pokonana, a jej zwyciężczyni znika bez śladu.
Plotki? Ustawiony pojedynek? A może jednak coś więcej?
Ian Carter- dziennikarz szukający taniej sensacji postanawia zbadać sprawę tajemniczej dziewczyny, która pojawiła się na Lidze, pokonała Mistrzynię, po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Śledztwo jednak prowadzi w zupełnie innym kierunku. Co tak naprawdę ukrywa Liga? I jaki ma to związek z zagadkowym pojedynkiem?

Część I Duma
Prolog

Mała dziewczynka wbiegła na polanę, co chwilę zahaczając bosymi stopami o wystające korzenie. Usiadła na jeszcze wilgotnej ziemi, naciągając jak tylko mogła swoją zdecydowanie za małą piżamę i zaczęła wpatrywać się w leśną ścieżynkę, z której wolnym krokiem nadszedł Deino, desperackimi ruchami próbujący zrzucić z głowy wianek.
— Wyglądasz ślicznie! — powiedziała dziewczynka, nie wstając z ziemi.
Smok prychnął pogardliwie i podwoił wysiłek. Po chwili ciasno splecione ze sobą stokrotki wylądowały na ziemi. Deino spojrzał nienawistnie na wianek, po czym posłał w jego stronę fioletową sferę. Kwiaty niemal natychmiast zajęły się ogniem.
— To było niemiłe.
Skwitował to tylko kolejnych prychnięciem, po czym przysiadł obok dziewczynki, wpatrując się w nią z wyczekiwaniem. Ta tylko spojrzała melancholijnie w niebo i stwierdziła:
— Mistrzyni jest czarodziejką.
Smok parsknął po raz kolejny zastanawiając się, co najlepszego narobił, że został pokarany taką towarzyszką, która nie tylko ma swoje głupawe wyobrażenia, ale jeszcze zdaje się nie dostrzegać jego reakcji.
— Też chciałabym być taka… — rozmarzyła się.
Deino już nawet nie parskał, znosił z dumą swój los. Co wcale nie znaczy, że go akceptował, po prostu wiedział, że wszelki protest nie odniesie żadnego skutku.
Dziewczynka wstała. Otrzepała swoją piżamę z rosy (która i tak pozostała mokra) i spojrzała na średniej wielkości drzewo.
— Chyba… — zawahała się. — Pamiętam jedno z zaklęć…
Niezdecydowana wycelowała wyprostowaną ręką w drzewo i z namysłem wypowiedziała magiczne słowa. Początkowo nic się nie stało. Deino patrzył na całą scenę zniechęcony, jednak po chwili z drzewa coś spadło. Dziewczynka i smok podbiegli do przedmiotu zaciekawieni.
— To… cukierek. — powiedziała.
Ciężko zaprzeczyć. Przed nimi leżał mały cukierek, owinięty w błękitną folię, połyskujący zachęcająco światłem odbitym od wschodzącego słońca. Smok rzucił w jego stronę zrezygnowane spojrzenie. Mimo to jednak podszedł i niezręcznie odpakował cukierek z papierka. Podniósł go z ziemi i zjadł.
— Nawet się nie podzieli…
Smok wziął głęboki oddech, a po chwili wokół niego zaczęły gromadzić się małe płomyczki, które niemal natychmiast zniknęły. Dziewczynka odsunęła się przerażona w oczekiwaniu, co za chwilę nastąpi. Deino zamknął oczy i po raz drugi tego dnia, wytworzył fioletową sferę, tym razem posłaną w bliżej nieokreślonym kierunku. Atak trafił w pień drzewa, który niemal natychmiast zapłonął, osmalając najniższe gałęzie razem z liści. Dziewczynka spojrzała niepewnie na smoka, a potem rozciągnęła twarz w uśmiechu.
— To było niesamowite! — krzyknęła. — Jestem z ciebie taka dumna!

Część I Duma
Rozdział I

Ian nienawidził swojej pracy. Nie chodziło nawet o fakt, że był dziennikarzem (co szczerze uwielbiał), jednak kiedy przyjął taką, a nie inną posadę w Kalos Times, automatycznie został otoczony przed idiotów. Jego szef, znajomi z pracy (za wyjątkiem Milo), a nawet osoby z którymi przeprowadzał wywiady. Może to tylko kwestia szczęścia.
— Albo żyję w świecie pełnym idiotów. — mruknął, spoglądając na kalendarz z zaznaczonym terminem deadline’u.
Sześć dni. Miał sześć dni, żeby wymyślić cokolwiek. Do takich czynów był zdolny tylko geniusz. Bardzo pomysłowy geniusz.
— Albo idiota. — burknął.
Zirytowany odsunął się od biurka na obrotowym krześle i położył na drewnianym meblu wyprostowane nogi. Tak pozycja miała wiele zalet. Była wygodna i nawet sprzyjała wymyślaniu pomysłów. Często idiotycznych, jednak zdolnych zapełnić lukę w tygodniku. Niestety, miała też spore wady. Osoba z nogami na biurku, miała bardzo poważny problem, by sięgnąć po stojącą nań puszkę z piwem, która to również była przedmiotem niezwykle przydatnym i szczególnie sprzyjającym wszelakim pomysłom.
Ian westchnął, a po chwili zawołał:
— Torterra!
Ogromne liściaste stworzenie podniosło łeb, dalej wylegując się w swoi ciepłym kącie koło grzejnika, który był prawie cały pokryty spadającymi mu z grzbietu liśćmi. Pokemon wydał z siebie pytający pomruk. Z jego nozdrzy wyleciała fala suchego pyłu, jakby potwierdzając istnienie pytania.
— Podałbyś mi puszkę? — Ian rozciągnął teatralnie głos.
Z kąta pod grzejnikiem wydobyło się gniewne warczenie, mające najprawdopodobniej oznaczać „sam se weź”.
Mężczyzna westchnął i spojrzał tęsknie na nienapoczęte jeszcze piwo, a potem na kalendarz z zapisanym deadlin’em. Będzie musiał wymyślić coś bez alkoholu. Ewentualnie ruszyć swoje cztery litery i sięgnąć po puszkę.
Co najprawdopodobniej by zrobił, gdyby w tym momencie nie rozległ się głośny huk. Mężczyzna natychmiast wstał i zerknął w okno. Nic. Otworzył drzwi swojego pomieszczenia służbowego i zauważył, że na klatce stoi wielu jego współpracowników, również zaalarmowanych hukiem. Już miał otworzyć usta, kiedy zobaczył, że po schodach wchodzi Milo, jak zwykle ubrany niedbale i ze stojącymi na wszystkie strony brązowymi włosami.
— Jakieś dzieciaki puściły fajerwerki. — jego głos rozniósł się echem po klatce.
Część osób ponownie zamknęło się w niewielkich biurach, narzekając na genialne pomysły dzisiejszej młodzieży, która na zatłoczonym blokowisku puszcza fajerwerki.
— No tak… — westchnął. — Jutro liga…
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Makion, Ragnar
24.01.2019, 22:58
Post: #2
RE: Jedyna szansa
Witam Wink mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej Big Grin

Poczytam sobie trochę twojej twórczości, jak coś znajdę... nie wiem, np. literówki to dam znać, choć nie patrzę na to z surowością, bo sam się czasem gubię w interpunkcji. Tongue Baw się dobrze, nie stresuj się, bo to przecież zabawa, a poważnej literatury tutaj nie tworzymy
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Argentine
24.01.2019, 23:03
Post: #3
RE: Jedyna szansa
Uf, uf!
Dzięki!
To bardziej eksperyment nad "klimatem" dzieła, nie wiem co tego wyjdzie.
I chętnie dłużej zostanę ^^
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Makion
24.01.2019, 23:06
Post: #4
RE: Jedyna szansa
(24.01.2019 23:03)Argentine napisał(a):  Uf, uf!
Dzięki!
To bardziej eksperyment nad "klimatem" dzieła, nie wiem co tego wyjdzie.
I chętnie dłużej zostanę ^^

Świetnie! Zobaczymy co z tego wyjdzie, oby ci starczyło samozaparcia, bo o to zawszej jest najciężej. Ja planuję pogrzebać swoje prace i pisać od nowa jedno z nich Wink
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Argentine
24.01.2019, 23:11
Post: #5
RE: Jedyna szansa
Chętnie poczytam ^^
Głównie dlatego, że z tego co widziałam nie ma zbyt dużo dobrych fików z tego uniwersum...
Odpisz
25.01.2019, 11:47
Post: #6
RE: Jedyna szansa
Cześć,

rzadko tu ostatno zaglądam, jeszcze rzadziej się loguję, ale tym razem musiałem, bo to jest po prostu dobre Smile I właściwie mógłbym tak zakończyć, ale może podzielę przemyśleniami, które miałem po i w trakcie czytania. W każdym razie cały czas miej w głowie, że ten krótki fragment to, przynajmniej według mnie, górna półka jeśli chodzi o fanfiki na tej stronce. ( A trochę ich czytałem).

Ale po kolei.

Cytat:Rozdziały raczej nie będą szczególnie długie (streszczenie całego fanfika zajmuje ledwo ponad stronę A4)

Heh, miałem kiedyś takie streszczenie, nim się człowiek obejrzał, zrobiło sie z tego 100 tys. znaków. Ale u każdego wygląda to inaczej.

Pierwsza uwaga: to zdecydowanie nie jest błąd, ale naprawdę fajnie by było, jakbyś informacje z opisu wplotła w sam tekst, jako prolog (w sumie prolog już masz, więc nie wiem, preprolog? Smile ).

Z tego:
Cytat:Zgodnie z obyczajem każdy Mistrz Pokemon, któremu uda się dotrwać czteroletniej kadencji, winien jest wyzwać pod koniec Ligii wszystkich jej uczestników oraz publiczność na pojedynek. By tradycji stało się zadość – nikt na wyzwanie nie odpowiada, a postawa czempiona nagradzana jest gromkimi brawami.
Tym razem jednak ktoś przyjmuje wyzwanie.
Mistrzyni Diantha zostaje pokonana, a jej zwyciężczyni znika bez śladu.
Plotki? Ustawiony pojedynek? A może jednak coś więcej?

mogłaby ci wyjść całkiem fajna scenka. Przy okazji coś mi zgrzyta w pogrubionym zdaniu, czy nie powinno być "któremu uda się dotrwać do końca czteroletniej kadencji". Chyba że mistrz czeka właśnie na czteroletnią kadencję, to ok Wink

Cytat:— To… cukierek. — powiedziała.
Kropka po cukierek niepotrzebna. Ten błąd powtarza się w pozostałych dialogach, wiec go już nie będę wspominał. Ogólna zasada

— To cukierek — odgłos paszczą (czyli powiedziałą, westchnęła, ale też zauważyła (w znaczeniu stwierdziła) ).
— To cukierek. — Wytarła ślinkę wierzchem dłoni. (Czyli właściwie wszystko inne)

Czyli tu:
Cytat:— Jakieś dzieciaki puściły fajerwerki. — jego głos rozniósł się echem po klatce.
Powinno być
— Jakieś dzieciaki puściły fajerwerki. — Jego głos rozniósł się echem po klatce.


Cytat:Otworzył drzwi swojego pomieszczenia służbowego i zauważył, że na klatce stoi wielu jego współpracowników, również zaalarmowanych hukiem. Już miał otworzyć usta, kiedy zobaczył, że po schodach wchodzi Milo, jak zwykle ubrany niedbale i ze stojącymi na wszystkie strony brązowymi włosami.

O powtórzenie z otworzył/otworzyć się nie będę czepiał, to jest fanfik. Ale to nie jest odosobniony przypadek.

Ale taka uwaga ogólna. Można pozbyć sie niektórych zobaczył, zauważył, ogólnie wyrazów, które nic nie wnoszą. To jest drobnostka, która może ci się przydać, bo trochę szybciej przechodzi się do sensu i sprawia, że tekst się "łatwiej" czyta.
Taki przykład.
"Już miał otworzyć usta, kiedy po schodach wszedł Milo, jak zwykle ubrany niedbale i ze stojącymi na wszystkie strony brązowymi włosami."

Ogólnie w fanfiku najpewniej niewiele osób zwróci świadomie na to uwagę, ale problem się może zrobić, gdy tekst jest dłuższy, a bohater nadal cały czas zauważa, spostrzega.

BTW: nie wiem co miałaś (albo mieli czytający Ciebie) na myśli, mówiąc o złych czasach czasowników. Jeżeli to, co w tym fragmencie, to uspokajam, wszystko jest w porządku.

Więcej chyba nie ma sensu pisać.Ogólnie udało ci się mnie zaciekawić, jest pomysł, jest potencjał. Fabularnie może wyjść z tego naprawdę ciekawy rodzynek wśród pokemonowych fanfików. Szkoda tylko, że taki krótki WinkW każdym razie jeżeli zostaniesz, masz czytelnika - nieregularnego i kapryśnego, ale hej, tacy też chcą Cię czytać Smile
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Goldi, Argentine
25.01.2019, 13:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2019 13:18 przez Makion.)
Post: #7
RE: Jedyna szansa
Nadrobiłem zaległości z lektury, więc mogę się wypowiedzieć. To znaczy z chęcią bym to zrobiłbym, ale Ragnar już mnie wyręczył. Smile To jest naprawdę świetne.

Krótko i na temat. Jestem ciekaw dalszej historii, więc chyba zostałem twoim czytelnikiem od pierwszej linijki tekstu Wink
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Argentine
25.01.2019, 18:39
Post: #8
RE: Jedyna szansa
Jeju <3
Strasznie mi miło!
Dzięki za oceny!

Ragnar (nie, nie mam pojęcia jak cytować wypowiedź):
Jestem pod wrażeniem, że chciało Ci się to napisać.
Informacjami z opisu nie mam zamiaru się dzielić, zresztą większość zawiera konkretne spoilery i wygląda mniej więcej tak: Rozdział 5 X zrobił to i tamto, podczas gdy Y (...)
Akurat właśnie miałam z tym największy problem. Chodzi mi o to, że taki mistrz wychodzi co cztery lata na arenę i wyzywa (na pojedynek, nie wulgarnie) wszystkich tam obecnych, więc jeszcze zasięgnę opinii, bo sama mam wątpliwości.
Co do kropek, nie wiedziałam, mówiąc szczerze, pierwszy raz o tym słyszę.
Całą resztę poprawię w wolnym czasie (którego nie mam zbyt wiele).
Co do czasowników - często zdarza mi się pisać w czasie teraźniejszym i walnąć jakiś czasownik z przeszłego (i na odwrót).
Jeszcze raz dzięki ^^'
Odpisz
25.01.2019, 22:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2019 22:53 przez Ragnar.)
Post: #9
RE: Jedyna szansa
Cytat:Informacjami z opisu nie mam zamiaru się dzielić, zresztą większość zawiera konkretne spoilery i wygląda mniej więcej tak: Rozdział 5 X zrobił to i tamto, podczas gdy Y (...)

No mam nadzieję, że się nie będziesz dzielić. O to właśnie chodzi, najlepiej jak człek dowiaduje się wszystkiego z historii, a nie np. z oddzielnych opisów bohaterów z sekcji bohaterowie (brrr...).

Cytat:Co do czasowników - często zdarza mi się pisać w czasie teraźniejszym i walnąć jakiś czasownik z przeszłego (i na odwrót).
Aaa, jak o to chodzi no to rzeczywiście. Nie pamiętam czy kiedykolwiek zdarzyło mi się przeczytać opowiadanie w internecie, w którym ktoś pisał je w czasie teraźniejszym i przypadkiem nie wrzucił czegoś w czasie przeszłym. To się samo robi Wink

Cytat:Co do kropek, nie wiedziałam, mówiąc szczerze, pierwszy raz o tym słyszę.

Proszę, tu mądrzejsi ode mnie o tym pisali (nie wiem już który raz udostępniam ten link Smile )
https://www.ekorekta24.pl/interpunkcja-w...c-dialogi/
Odpisz
3.02.2019, 15:15
Post: #10
RE: Jedyna szansa
Dzięki!
Rozdziały są w trakcie poprawiania, a tymczasem:

Część I Duma
Rozdział II

Mistrzyni Diantha miała powód, żeby być nazywaną mistrzynią. Przez cały okres trwania jej „kadencji” nie przegrała ani razu. Przynajmniej oficjalnie. Jednak i oficjalnie, i nieoficjalnie jej Mega Gardevoir nie uchodziła za niezwykle silną megaewolucję, a Ian nie pamiętał, by ktoś kiedykolwiek pokonał tego pokemona.
Włączył na laptopie relację na żywo z Ligi. Liczył, że być może dostarczy mu ona jakichkolwiek pomysłów na artykuł. Wystarczyłoby kilka akapitów, a tymczasem pojedynki nie stanowiły źródła żadnych (zwyczajnych, czy też podniosłych) wrażeń, z wyjątkiem irytacji drącym się na całe gardło speakerem.
Ściszył głośność. Po chwili zobaczył mistrzynię wchodzącą na pole i poruszającą bezgłośnie ustami.
— No tak… Ten durny zwyczaj…
Nie pamiętał go z czasów, gdy jako dzieciak siadał na dywanie przed telewizorem i oczarowany oglądał pojedynki.
Każdy mistrz, który obejmował swoje stanowisko przez cztery lata, pod koniec Ligi wyzywał wszystkich widzów. Nie wiadomo, po co, gdyż na wyzwanie nikt nie odpowiadał.
Rzadko się zdarzało, by jakikolwiek mistrz dokonywał tego „obrządku” kilka razy. Bardzo rzadko, a Diantha…
— To już trzeci… — zastanawiał się. — Nie, czwarty raz.
Zerknął jeszcze raz na ekran, po czym poszedł szybkim krokiem do sklepu po drugiej stronie ulicy.
— Chyba… — mamrotał w drodze, przeliczając drobniaki znalezione w kieszeni brązowej kurtki. — Powinno wystarczyć.

***
Diantha wolnym krokiem weszła na arenę. Z uśmiechem na ustach, starając się nie zwracać uwagi na wszechogarniający zapach potu. Wydawało się to dziwne, gdyż żaden z trenerów nie walczył fizycznie. A może… To wcale nie zapach trenerów?
Niemal się skrzywiła, jednak w ostatnim momencie zdała sobie sprawę, że jest nagrywana. Uśmiechając się, dalej podążała w kierunku środka areny.
Poprzednio trenerzy walczyli na pustynnym terenie i taki też został. Niemal czuła pod podeszwą butów miękki piasek. Widzowie pewnie też mieli wrażenie, że jej buty są wyjątkowo kiepskiej jakości i porusza się niemal boso. Jednak wrażenie było tylko wrażeniem, a ona sama miała pewność, że podeszwa nie jest tak cienka jak się wydaje.
Stanęła na środku areny po czym rozłożyła widowiskowo ręce.
— Drodzy widzowie! — jej wzmocniony głos odbił się echem od ścian areny.
A może lepiej byłoby użyć „szanowni”?
— Ja, Mistrzyni Diantha, przedstawiam wam się po raz czwarty!
Odpowiedziały jej gromkie brawa, po czym znowu podjęła:
— Udało mi się utrzymać stanowisko mistrzyni przez szesnaście lat! Czy jest więc wśród was ktoś, komu starczy odwagi, by rzucić mi wyzwanie!?
Oczywiście nikt nie odpowiedział, a z widowni ponownie rozległy się głośne brawa. Diantha odpowiedziała uśmiechem i zaczęła schodzić z areny.
— Przyjmuję wyzwanie. — usłyszała.
Odwróciła się natychmiast. U wejścia na pole stał dziwny osobnik (a może osobniczka?), ubrany w granatową pelerynę z kapturem zasłaniającym twarz
Mówił (albo mówiła) szeptem. Bardzo głośnym szeptem, nie mniej jednak, trudno było rozróżnić płeć.
— Jak w jakiejś sztampowej powiastce. — pomyślała Diantha. — Za chwilę pewnie zacznie walczyć jakąś legendą. Brakuje mu tylko maski.
Realnie jednak odpowiedziała uśmiechem.
— Dobrze więc. Niech zacznie się bitwa! — powiedziała radośnie, choć doskonale wiedziała, że ten pojedynek nie może skończyć się dla niego dobrze.

***
Ian wpadł do biura zdyszany i natychmiast spojrzał na laptopa. Wszędzie. Słyszał o tym dosłownie wszędzie.
Usiadł na krześle, ocierając pot z czoła i ignorując zdziwione spojrzenie Torterry, wpisał hasło.
Nie wierzył w to co widzi. Podróbka – to pierwsze co przeszło mu przez myśl.
Na ekranie widział leżącą Gardevoir. P o k o n a n ą. Po jej prawej stronie lewitował Hydreigon, a gdzieś z tyłu dało się zobaczyć jego trenera (albo trenerkę).
— Dziwny osobnik — stwierdził.
Ciężko było zaprzeczyć. Miał (tudzież miała) na sobie granatową pelerynę z kapturem, spod której nie było widać nic. Włosów, twarzy… nic.
Ian oparł się o obrotowe krzesło, którego oparcie lekko się przechyliło.
— Odsłoni twarz — skwitował. — A nawet jeśli nie, ktoś wyłapie tę jego buźkę z nagrań.
Jednak trener schował swojego pokemona do Balla i wyszedł. Po prostu. Nikt go nie złapał, ani nie zatrzymał. Tak, jakby umyślnie działał na nerwy wszystkim drżącym z przejęcia widzom.
Odpisz
 Cherish Balle podarowali: Ragnar, Makion
6.02.2019, 0:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6.02.2019 0:59 przez Ragnar.)
Post: #11
RE: Jedyna szansa
Ja tylko napisze, że dalej czytam. Nadal ciekawie, fajne rozwiązanie z nieliniową fabulą, choć scenki, jak na mój gust, troszkę za krótkie. Ale dla kogoś może być to atut. Błędy jakieś tam pewnie są, ale nie przeszkadzają w odbiorze. Powodzenia w pisaniu/poprawianiu dalszych części Wink
Odpisz
12.02.2019, 19:55
Post: #12
RE: Jedyna szansa
Udało mi się poprawić rozdziały i wstawić linki do nich w dysku google Smile.
Wszelkie uwagi chętnie przygarnę .
Ogólnie mam teraz ferie, więc postaram się co nieco napisać (zwłaszcza, że od tego momentu zaczyna się coś dziać...).
Odpisz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości