Pokemon Valhalla Forum

Pełna wersja: Zaginiony Towarzysz
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
1



Nastał piękny, wiosenny poranek. Wszelkie zwierzęta latające pobudziły się do życia, a ciepły wiatr wprowadzał w taneczny ruch na nowo narodzone, zielone liście. Trawa pokryta była pokaźnymi kroplami rosy, które w blasku słońca wyglądały jak bąbelki mieniące się wszystkimi kolorami tęczy.
Mimo tego na ulicach, ścieżkach czy w sklepach nie było jeszcze śladu ludzkiego istnienia. Właśnie w takie dni nabiera się nowych sił do dalszego odkrywania i poznawania świata.
***
Około ósmej nad ranem zadzwonił budzik. Czarnowłosy chłopak machał ręką na oślep w celu jego wyłączenia lecz jak każdego dnia, nie mógł go znaleźć.
- Cholera, codziennie to samo! - krzyknął poirytowany młodzieniec z trudem zwlekając się z dużego łóżka.
Po kolejnej nieprzespanej nocy wstał i zdał sobie sprawę, że wciąż robi to samo. Przecież zmiany są potrzebne, a jednak wbrew pozorom nigdy nie miał czasu na ich realizację. Każdego poranka wchodząc do łazienki spoglądał w lustro rozmyślając o tym, co by było gdyby. Tym razem czuł, że już niedługo zdarzy się coś, co odmieni jego jakby nie patrzeć - bardzo nudne i monotonne życie.
Kiedy wyszedł z domu skierował się w stronę niewielkiego budynku położonego sto stóp od jego mieszkania. Tak naprawdę nieduża budowla była jedynie wejściem do ogromnego wieżowca, zbudowanego ze szkła, które połyskiwało w blasku majowego słońca.
- Witaj Ingo! - wrzasnął wysoki recepcjonista z uśmiechem na twarzy - jak leci?
- Czołem Zager, tak jak zawsze - odpowiedział bez emocji chłopiec - jest profesor?
- Niedawno przyszedłem, więc nie mam pojęcia - odparł mężczyzna - idź i sprawdź - dodał po chwili.
- Trzymaj się! - krzyknął pożegnalnie Ingo.
- Jak zawsze - odrzekł spokojnie mężczyzna.
Po chwili chłopak był już w szklanej windzie, która kierowała się na samą górę drapacza chmur. Na szóstym piętrze, do windy wszedł mężczyzna ubrany na czarno. Ingo przyjrzał mu się bardzo dokładnie po czym stwierdził, że nigdy nie widział stojącego obok człowieka.
Gdy szklany dźwig dotarł na dziewiąte piętro, Ingo wysiadł, po czym poszedł wzdłuż szerokiego korytarza. Docierając na lewe skrzydło wszedł do pokoju. Pomieszczenie było bardzo jasne i przestronne, a widok z okna tak piękny, że ilekroć chłopiec bywał w tym miejscu (a było bardzo wiele okazji) nieprzytomnie spoglądał na malutkie z perspektywy ogromnego wieżowca budynki, a także ludzi, którzy wyglądali jak mrówki biegające po ulicach.
- Ingo! - chłopiec usłyszał donośny głos zza pleców.
Kiedy się odwrócił, ujrzał wysokiego, postawnego mężczyznę około pięćdziesięciu lat. Miał na sobie biały fartuch typowy dla kucharza bądź lekarza. W rzeczywistości był profesorem, badającym różne czynniki życia istot zwanych Pokemonami.
- Dlaczego tak późno? - zapytał zniecierpliwiony mężczyzna - czekałem na ciebie.
- Przepraszam, wstałem dziś lewą nogą - odparł chłopak, po czym ziewnął.
- To wcale cię nie tłumaczy - kłócił się profesor nie dając dojść do słowa zaspanemu młodzieńcowi - kończysz dziś szesnaście lat, dlatego tym razem ci się upiecze - dodał po chwili mężczyzna.
- Pamiętał profesor! - krzyknął uradowany młodzieniec, który słysząc tę myśl począł się zastanawiać nad niespodzianką przygotowaną specjalnie dla niego.
- Mam coś dla ciebie - powiedział ze spokojem profesor.
W tym momencie Ingo podskoczył do góry i zaczął pytać o niewiadomy prezent. Mężczyzna był jednak nie ugięty, a jego zachowanie tak samo spokojne jak na samym początku. W przeciągu kilku minut usiedli i poczęli rozmawiać na tematy, które zdążyli opanować do perfekcji.
Niespodziewanie do pokoju wszedł mężczyzna w średnim wieku. Miał bardzo poważną minę. Ingo od razu go rozpoznał lecz nie wiedział co ma powiedzieć gdyż po prostu nie znał go osobiście.
- Witam Spencer - powiedział mężczyzna, który przez chwilę wpatrywał się w młodzieńca - mam bardzo pilne wieści z Hoenn.
- Już idę. - odparł profesor natychmiast wstając ze skórzanego fotela - poczekaj tu chwilę - dodał mężczyzna kierując słowa w stronę Ingo.
Dorośli przeszli do małego pokoju obok po czym rozpoczęli dyskusję na nieznany chłopcu temat. Był zdezorientowany. Chciał uchwycić choć kawałek rozmowy, jednak nie udało mu się. Mężczyzna w mgnieniu oka skończył mówić, a następnie wyszedł z pomieszczenia. Profesor został sam ale tylko przez chwilę, ponieważ podejrzliwy Ingo wszedł do małego pokoiku.
- Kto to był i po co tutaj przyszedł panie profesorze? - zapytał coraz bardziej ciekawy chłopiec.
Jednak mężczyzna nie odpowiedział. Po chwili ciszy wrócili do głównego pomieszczenia.
- Mam dla ciebie zadanie - rzekł Spencer.
- No w końcu! - krzyknął uradowany chłopak - co tym razem? Jakiś kamyczek? Doprowadzenie Pokemona do laboratorium? - dopytywał Ingo.
- Nie, tym razem coś większego. Skończyłeś szesnaście lat, a oto i twój prezent. - powiedział mężczyzna przekazując kopertę młodzieńcowi.
Ingo otworzył ją, po czym ze zdumieniem wyjął lśniący bilet. Ujrzał widniejący na nim napis: "Petalburg City Ticket".
- Ale co to oznacza? - zapytał chłopiec nie wierząc własnym oczom.
- Dawno temu, kiedy byłem trenerem pokemonów, zgubiłem się w jednym z lasów w Hoenn. Właśnie tam zaginął mój największy towarzysz i przyjaciel.
- Kto nim był? - zadał kolejne pytanie. W końcu zrozumiał o co chodzi. - Czy mam go odnaleźć?
- Tak. Sam wiele razy próbowałem to uczynić, ale nigdy mi się nie udało. Wierzę, że ty podołasz temu zadaniu. Mam nadzieję, że się zgodzisz - powiedział profesor ze smutkiem w głosie.
- Oczywiście, że tak! - krzyknął Ingo wybiegając z pokoju - do zobaczenia! - dołożył chłopiec po czym piorunująco szybko wbiegł do szklanej windy.
***
Nazajutrz Ingo był już gotowy do podróży. Czekał na lotnisku ze swoimi bagażami. Dzień był bardzo wietrzny i pochmurny. Wokół chłopca stało wiele maszyn gotowych do odlotu. Przy jednej z nich zauważył Spencera.
- Dzień dobry! - krzyknął wesoło chłopak po czym usłyszał informację o swoim locie. Niestety musiał niezwłocznie wsiąść do samolotu.
- Słuchaj uważnie - powiedział drżącym głosem profesor.
W tym momencie mężczyzna przekazał mu Pokeball i kazał schować bardzo dobrze. Ryk silników był już bardzo donośny, dlatego musieli mówić głośno i dokładnie.
- Znacie się już bardzo dobrze - rzekł Spencer.
Niestety było za późno na dalsze rozmowy. Profesor wręczył Ingo kartkę z instrukcją dotyczącą poruszania się po Hoenn,a także listę zawierającą wszystkie informacje na temat hoteli i zaginionego Pokemona.
Młodzieniec wsiadł do samolotu, który wystartował w stronę Petalburga w mgnieniu oka...



#U mnie deszczowo, więc postanowiłem coś wyskrobać Big Grin
Dwie rzeczy rzuciły mi się w oczy w pierwszej kolejności.
1 - cyfra, i to cyfra z myslnikiem (50-costam). Moim zdaniem wygląda to nieestetycznie, nie lubię tego.
2 - dużo fragmentów jest jakby w przyspieszonym tempie.

Jest to na razie początek przygody, nie wiemy czego się spodziewać, więc ode mnie tyle.
Hm... jak na początek jest ciekawie. Zastanawiam się, jakiego pokemona dostał główny bohater i jak rozwinie się dalej jego przygoda. Nie spotkałam się wcześniej z takim pomysłem na opowiadanie, więc czekam na rozwinięcie akcji, ale może w troszkę wolniejszym tempie.
Błędów nie zauważyłam, stylistycznie też jest ok. Nie ma się do czego doczepić. Opisy w porządku, dialogi także. Czysto, jasno i interesująco. Chętnie przeczytam ciąg dalszy.
Pisałeś już coś wcześniej? Dobrze Ci idzie, dlatego mnie to zastanawia.
Oby wena i chęć do pisania za szybko Cię nie opuściły Smile
(25.05.2013 21:58)Cyris napisał(a): [ -> ]1 - cyfra, i to cyfra z myslnikiem (50-costam). Moim zdaniem wygląda to nieestetycznie, nie lubię tego.
Postaram się nie popełniać takich błędów.

(25.05.2013 21:58)Saorii napisał(a): [ -> ]Pisałeś już coś wcześniej?
Zacząłem jeden Fick, ale po napisaniu trzech, raptem czterech rozdziałów zrezygnowałem z niego. Później czytałem już tylko twórczość innych osób.

Dziękuję za komentarze!
Nie wieje sztampą. Na dzień dobry pojawia się sporo pytań, które sprawiają, że stereotypowy wylot w rejon nabiera otoczki pełnej tajemniczości, co jest niezłym posunięciem w przypadku odcinka pilotażowego. Błędy? Panie z wcześniejszych wpisów chyba poruszyły niebo i ziemię, więc nie mam się czego czepiać, choć w sumie nie byłoby zbyt wiele do zarzucenia... Czy będę czekać na kolejne odcinki? Chyba tak, chociażby dlatego, by zobaczyć, czy ciekawość została słusznie rozbudzona.

(25.05.2013 16:35)nanana napisał(a): [ -> ]#U mnie deszczowo, więc postanowiłem coś wyskrobać Big Grin

Spontan zawsze na propsie.
Zapowiada się naprawdę ciekawie. Bardzo oryginalny pomysł, więc ogromny plus ode mnie. Jednak minusem jest szybka (jak narazie) akcja i troszeczkę krótkie opisy. No ale nie pisałeś wiele czasu, wiec potraktuję ten rozdział jako rozgrzewkę Big Grin.

Cytat:co tym razem? Jakiś kamyczek?
Cool
2



Meteor Falls, Hoenn

- Jest już w drodze - powiedział drętwym głosem młody chłopak - zemsta nadchodzi - dodał nieznajomy zamykając oczy.
- Świetnie. Dopilnuj aby wszystko przebiegło zgodnie z planem - odrzekł mężczyzna w czarnym płaszczu kierując się w stronę wyjścia z tunelu. - Tylko po cichu...
W tym momencie zza ściany wyszedł kolejny osobnik o wrogim spojrzeniu. Był ubrany tak samo jak człowiek, który przed sekundą opuścił jaskinię.
- Biedny Charles... - rzekł mężczyzna z uśmiechem na twarzy - na niego również przyjdzie czas - dodał po chwili, po czym wszyscy udali się na północ od Meteor Falls.
***
Tymczasem 100 metrów nad Ecruetak City

Ingo był już na pokładzie samolotu, kierującego się w stronę Petalburga. Oparty o małą, okrągłą szybkę widział jedynie gęste chmury, które co chwile zmieniały swoje odcienie. Najpierw wydawały się być czarne jak otchłań, następnie jasne niczym blask wschodzącego słońca.
W pewnym momencie chłopak zaczął się zastanawiać nad impulsem Spencera. Dlaczego myśli, że uda mi się go odnaleźć skoro sam nie potrafił tego dokonać? To tylko jedno z wielu pytań, które dręczyło nieprzeciętny umysł młodzieńca. Zastanawiał się również nad tym, jakiego Pokemona dał mu profesor. Pośród wielu badanych stworzeń przez mężczyznę, miał zaledwie dwoje przyjaciół.
- To na pewno Lapras! - cieszył się na samą myśl Ingo. - Albo Gyarados - dodał z impentem i równie wielką radością.
Niespodziewanie coś ciężkiego uderzyło go w głowę. Wraz z tym, wiele myśli siedzących w jego głowie wygasło. Kiedy popatrzył na drugą stronę ujrzał chłopaka nie wiele starszego od siebie.
- Nie krzycz, niektórzy usiłują wypocząć! - wrzasnął młodzieniec rzucając wrogie spojrzenie.
- Przecież nie krzyczę, mówiłem po cichu - skontrował Ingo masując obolałą głowę. - Nie musisz od razu bić ludzi.
- Zdejmij te słuchawki i zobacz jak bardzo cicho się zachowujesz. Co raz więcej oszołomów kręci się po świecie - dodał zdenerwowany chłopak po czym spowrotem nałożył opaskę na oczy.
Chwilę później Ingo wyjął z kieszeni kartkę, którą otrzymał od Spencera. Zaczął dokładnie czytać wszystkie informacje. Jego priorytetem było znalezienie hotelu, w którym mógłby przenocować przez najbliższy czas. Niestety ofert było tak dużo, że chłopak miał problem z wyborem.
Słysząc głos informujący o zbliżaniu się do Hoenn, wyjrzał przez okienko. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Spoglądając w dół widział piękne, błękitne morze. Fale wygladały jak noże przecinające kolejne tafle wody. Zauważył również słońce, którego zabrakło w Kanto, w dzień jego odlotu. Chwilę później widoczne były ulice, wieżowce, a także lasy występujące w Hoenn.
Kiedy maszyna wylądowała, Ingo wyjął swój bagaż i udał się w stronę wyjścia z ogromnego lotniska, umieszczonego niedaleko Petalburga.
- No to musimy wybrać hotel - powiedział radośnie chłopak podrzucając biało-czerwoną kulą. - Idziemy! - krzyknął po chwili kierując się w stronę wyznaczonego celu.
Piętnaście minut później Ingo był już w mieście. Patrząc na fragment mapy podarowanej przez Spencera dotarł do jednego z tutejszych hoteli. Był bardzo postawny i elegancki, jednak nie przeszkadzało mu to.
Kiedy wszedł ujrzał wielu ludzi kręcących się po całym hotelu. Recepcjonista dał mu klucz do pokoju, który wcześniej wynajął. Przez chwilę widział w tym wszystkim coś bardzo dziwacznego i nienaturalnego. Wszelkie wątpliwości rozwiał olśniewający widok jego tymczasowego miejsca noclegowego.
- To moment, w którym dowiem się o ostatniej z przygotowanych dla mnie niespodzianek - powiedział Ingo wyjmując z kieszeni Pokeball. - Idź! - wrzasnął chłopak wyrzucając przedmiot do góry.
Ku ogromnym zdziwieniu, stanęło przed nim coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Był to mały Growlithe, który tak samo jak Ingo niezbyt wiedział o co chodzi. Młodzieniec przywołał do siebie Pokemona, po czym ile sił w nogach pobiegł na wschodnią stronę miasta, nie zamykając hotelowych drzwi.
W mgnieniu oka dostał się do Centrum, po czym zadzwonił do Spencera.
- Witam profesorze - powiedział roztrzęsiony chłopak - stało się coś strasznego!
- Spokojnie Ingo, wytłumacz o co Ci chodzi. - uspokajał go profesor.
W tym momencie Ingo wyjął Pokeball i wypuścił czworonogie nieporozumienie.
- To mój błąd, czekałem kiedy do mnie zadzwonisz - rzekł mężczyzna opuszczając głowę. - Wtedy, na lotnisku, pomyliłem Kule i dałem ci niewłaściwą.
- Co ja teraz zrobię? - zapytał zrezygnowany młodzieniec. - Można je przetransportować?
- To nie takie łatwe - ciągnął profesor myśląc nad rozwiązaniem problemu. - Myślę, że udałoby się w Slateport City, ale to zbyt daleko. Narazie będziesz musiał radzić sobie z nowym towarzyszem - dodał Spencer, który mimo zamieszania nie stracił humoru.
- Jeżeli to jedyne wyjście... - rzucił chłopak na koniec rozmowy.
***
Po wyjściu z centrum udał się na pobliską ławkę. Bez namysłu wyciągnął z kieszeni kulę, po czym zaczął się jej przyglądać. W końcu pomyślał, że tak naprawdę nic złego się nie stało. Każdy popełnia błędy.
Liczne promienie słoneczne przygrzewały mu twarz, a lekki wiatr starał się je neutralizować. Ludzie chodzili po ulicach jak gdyby nigdy nic się nie stało. Żyli dalej, mieli swoje problemy.
Wędrówka w poszukiwaniu zaginionego Towarzysza rozwijała się bezustannie, a los chciał, aby w końcu coś się wydarzyło...



#Coś czuję, że rozdział nie jest taki, jaki chciałem napisać. Ale mam nadzieję, że się podoba...
No to tak...
Zapis tytułu strasznie skomplikowany. Czudzysłów, dwukropek...
Dialogi... wait, jak to jest zapisane?
Niektóre zdania bezbarwne.
Tego z krzyczeniem nie zrozumiałam. Niby nie ma nic do rzeczy, poboczne, ale wprowadza zamęt.
Cytat:Liczne promienie słoneczne przygrzewały mu twarz, a lekki wiatr starał się je neutralizować.
Złe słowo, moim zdaniem.

Hm... krótkie, aż się zdziwiłam, że to koniec, spodziewałam się początku. Wprowadzony jeden wątek, choć raczej jako zarys. Spokojnie możnaby to wszystko rozwinąć.


EDIT: Hm... w tej chwili mam wrażenie, że są mniej bezbarwne niż gdy czytałam je za pierwszym razem. Ale to pierwsze wrażenie się liczy... Spróbuję jakieś wypisać przy następnym rozdziale.
(1.06.2013 19:09)Cyris napisał(a): [ -> ]Zapis tytułu strasznie skomplikowany. Czudzysłów, dwukropek...
Okej, uproszczę.
(1.06.2013 19:09)Cyris napisał(a): [ -> ]Dialogi... wait, jak to jest zapisane?
Dziękuję, poczytam.
(1.06.2013 19:09)Cyris napisał(a): [ -> ]Niektóre zdania bezbarwne.
Mogłabyś mi wskazać chociaż jedno, żebym mógł to jakoś poprawić?

Dzięki za opinię Smile
Cytat:Ingo był na już na pokładzie samolotu,
Pierwsze ''na'' niepotrzebne Smile.
Cytat:Jego pryorytetem było znalezienie hotelu,
Powinno być ''priorytetem''.

Gdzieś tam był jeszcze błąd, ale nie chce mi sie szukać.
Rozdział, można powiedzieć ''organizacyjny'', aczkolwiek pojawił się już zalążek fabuły z czego jestem zadowolony. Myślę, że mogłęś to bardziej rozwinąć, ale to tylko moje myślenie, więc rób co chcesz. Pod koniec używałeś chyba za dużo słowa ''kula''.
No... to czekam na następny rozdział Smile.
Na życzenie autora, przenoszę tego Ficka do Archiwum FF. A szkoda... tak się fajnie zapowiadało Sad.
Przekierowanie